THROWBACK #20. Michał Listkiewicz trzyma Leo Benhakkera za nogę, żeby nie wychodził z wywiadu. Seria absurdalnych pytań od Pawła Zarzecznego

Zobacz również:THROWBACK #12. Beenhakker bierze Rogera Guerreiro do kadry, Stec się totalnie ośmiesza
fot. Jamie McDonald/Getty Images

Mam przepastne archiwum i nie zawaham się go użyć. W kilku segregatorach leżą teksty, jakie napisałem przez ponad 15 lat pracy w zawodzie dziennikarza. Setki rozmów i dziesiątki delegacji – to się nie może zmarnować. W każdą niedzielę jedna z takich historii na newonce.sport. Dziś o najdziwniejszym wywiadzie, w jakim brałem udział.

W listopadzie 2006 roku pracowałem w dwóch gazetach jednocześnie i może przez całą moją drogę dziennikarską nie była to jakaś nowość, gdyby nie fakt, że te gazety miały wspólny newsroom. „Fakt” + „Dziennik”. Nazywaliśmy to pieszczotliwie „combo”, a kiedy Axel Springer kupił jeszcze „Przegląd Sportowy”, zmieniliśmy nazwę na „trombo”.

Robota w takim tyglu powodowała wiele skomplikowanych sytuacji. Wyjaśnię wam na czym one polegały. Na przykład jakiś piłkarz X lub trener Y był obrażony na „Fakt” i za nic w świecie nie chciał rozmawiać z tą gazetą, ale jednocześnie nie miał nic przeciwko danemu dziennikarzowi. Trzeba było więc lawirować.

SZEF ALKOHOLIK

Kiedyś pojechałem do Francji, by obsługiwać zgrupowanie Legii Warszawa. Mój ówczesny przełożony, nałogowy alkoholik i pośmiewisko całego środowiska dziennikarskiego, nazywany przez nas „Hejnalistą”, z racji tego, że lubił się zamknąć w WC przed kolegium i pociągnąć wódę z gwinta „na hejnał”, wydzwaniał do mnie z groźbami, że „jak czegoś tam nie zrobię, to on zaraz coś tam mi zrobi”, ale szczerze mówiąc jestem tak skonstruowany, że idiotów zawsze miałem gdzieś, więc finał był taki, że przestałem od niego odbierać telefon i wyszedłem z założenia – całkiem słusznego i co najważniejsze prawdziwego – że takiego cymbała w końcu ktoś będzie musiał wywalić.

We Francji trener Legii Dariusz Wdowczyk powiedział mi, że jak najbardziej ze mną pogada, tylko nie do „Faktu”. Z tymi samymi problemami zaczęli się borykać kumple od skoków narciarskich czy innych dyscyplin. Trzeba było robić swoje i starać się nie zwariować. Nie było właściwie osoby, której „Fakt” by nie uraził, więc grono chętnych się zawężało. Miałem to wielkie szczęście, że przez lata pracy pielęgnowałem kontakty, tak by kojarzyć się piłkarzom z człowiekiem, nie być dla nich przedstawicielem konkretnego tytułu. W końcu doszedłem do komfortowej sytuacji – mogłem do kogoś zadzwonić, pogadać, a ten ktoś nie pytał już, gdzie chcę zamieścić tekst czy wywiad. Szczerze mówiąc, mogłem sobie to wrzucić nawet na swojego bloga i nikt by nie miał pretensji.

NAJLEPSZY? CHYBA NA PARKIECIE

Leo Beenhakker, bo o nim chciałem tutaj dziś napisać, to idealny przykład, jak tabloid może się w kimś zakochać, by ostatecznie strącić go do piekła. Tamtego listopadowego dnia Holender nie przyszedł jednak na wywiad do „Faktu”, ale będącego piętro wyżej „Dziennika”. Gazeta ukazywała się na rynku bardzo krótko – słabo się sprzedawała i nikt nie chciał już generować kolejnych kosztów. Bez wątpienia jednak miała ciekawy dział sportowy i z przyjemnością u nich pisywałem, nawet jeśli nie było to wpisane w moje obowiązki. „Dziennik” był dla mnie odtrutką na to, co pisaliśmy w „Fakcie”. Czułem, że nauka tabloidowego dziennikarstwa jest fajna na krótką metę, jednak moim docelowym powołaniem nie są tego typu teksty.

Kiedy więc Krzysiek Stanowski zadzwonił do mnie, żebym następnego dnia wpadł na wywiad z Leo do gabinetu naczelnego „Dziennika” Roberta Krasowskiego, zgodziłem się z przyjemnością, poczułem się nawet wyróżniony. Selekcjoner wpadł w asyście prezesa PZPN Michała Listkiewicza, z naszej strony był jeszcze Paweł Zarzeczny. Jak się domyślacie, tamto przedpołudnie nie mogło się dobrze potoczyć.

Uśmiecham się na samo wspomnienie, choć w chwili wywiadu wcale nie było mi do śmiechu. Błędem naczelnego było to, że zostawił nam otwarty barek. Paweł nakazał polanie Chivasa, ale myśmy ze Stanem absolutnie nie zamierzali pić, bo przecież zegar wskazywał dopiero 11:00. Pawka nazwał nas amatorami i powiedział, że w takim razie będzie musiał pić za nas. A że nie zdążyliśmy nic zjeść...

Patrzę na ten wywiad, który mam przed sobą i widzę niezgodności – tzn. sposób zredagowania pytań jest zupełnie inny niż to, jak prowadzona była rozmowa. „W Polsce nieczęsto spotyka się aktywnych zawodowo 64-latków” – czytam. A przecież Paweł powiedział swoją bardzo specyficzną angielszczyzną tak: „Leo, in Poland woman is 60 and retire. When you retire?”. Beenhakker po tymże pytaniu wstał i chciał opuścić gabinet. Michał Listkiewicz trzymał go za nogę i trochę to było zabawne, ale jednak tylko trochę.

Leo zachwalał Macieja Żurawskiego: „He is the best in Poland” – grzmiał. Na to Paweł rzekł: „Maybe on the dance floor!”.

CO ZA NUDZIARSTWO

To była tak absurdalna, głupia rozmowa, że w pewnym momencie zrozumiałem, iż Pawce chodzi wyłącznie o prowokowanie Holendra. Zachowywał się jak mały, niegrzeczny przedszkolak, a z każdym łykiem Chivasa nie mieliśmy już nad nim kontroli. Gdy tylko próbowaliśmy zapytać Beenhakkera o coś normalnego, Paweł od razu się krzywił. – Co za nudziarstwo – machał ręką.

Jakoś dociągnęliśmy rozmowę do końca, ale jadąc windą na dół, do newsroomu, mieliśmy z Krzyśkiem świadomość, że będą kłopoty. I były – Beenhakker wytrzymał serię bzdurnych tekstów, ale po wyjściu z budynku zadzwonił do naczelnego. Paweł został zwolniony. Do dziś nie wiem, co Holender powiedział szefostwu gazety, ale wiem jedno – no nie było to poważne podjęcie trenera kadry narodowej. Pezet się tym specjalnie nie przejął. Wszystkie przypadki, w których wywalano go z roboty traktował jako naturalną część swojego wizerunku, chciałbym napisać, że dziennikarskiego, ale chyba bardziej scenicznego.

Podziel się lub zapisz
Czasem pisze – w poniedziałki Futbolowa Gorączka, a w piątki Tygodniówka na newonce.sport, a czasem gada – w poniedziałki w Kick Off, w czwartki w Futbol i Cała Reszta w newonce.radio. Liga angielska jest najlepsza na świecie. Amen.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.