„Tata zapomniał, do czego służy długopis”. Prywatna wojna Chrisa Suttona o ochronę zdrowia piłkarzy

fot. Simon Stacpoole/Mark Leech Sports Photography/Getty Images

Michael Sutton z dumą patrzył jak synowie poszli w jego ślady i pokochali futbol. Przez lata Sutton senior prowadził pamiętnik, w którym opisywał osiągnięcia obu potomków, ale pewnego dnia nie był w stanie już tego robić – przestał rozumieć, do czego służy długopis. Demencja, z jaką walczył przez ponad dekadę, najpierw odebrała mu wspomnienia, potem możliwość funkcjonowania, wreszcie – życie. Chris Sutton jest przekonany, że jeśli futbol będzie w stanie ograniczyć ryzyko związane z urazami głowy, mniej będzie historii tak smutnych jak ta jego taty.

Mike Sutton pograł w piłkę na poważnym poziomie zaledwie dziesięć lat. Kontuzja sprawiła, że musiał zakończyć karierę. Występował m.in. w Norwich City, Carrow Road było naturalnym wyborem, w tym mieście przyszedł na świat. Nie mogąc pogodzić się z końcem fantastycznej przygody, kopał jeszcze na amatorskim poziomie, ale tak naprawdę zajął się czymś dużo poważniejszym niż piłka nożna – nauką. Na uniwersytecie w Loughborough studiował wychowanie fizyczne i biologię, później samemu zostając nauczycielem. Nie przestał nigdy kochać futbolu, szkolił młodzież w Norwich i patrzył, jak dorastają jego synowie.

Chris doszedł nawet do poziomu reprezentacji, w której zanotował jeden mecz, a w Blackburn Rovers stworzył fenomenalny duet napastników z Alanem Shearerem. Z kolei John, także napastnik, nie zdołał się przebić w Tottenhamie, ale nieźle poradził sobie w Szkocji. W Boże Narodzenie ubiegłego roku obaj pożegnali tatę. Pan Sutton dziesięć lat walczył z demencją, ale w tym meczu był bez szans. Chris od dawna próbuje przekonać piłkarskich mocodawców, żeby zaostrzyli przepisy, dotyczące urazów głowy. Wyśmiewa badanie klubowych lekarzy, polegające na wodzeniu wzrokiem za palcem, gdy jakiś piłkarz siedzi oszołomiony po zderzeniu z rywalem na murawie. Podkreśla, że samo wielokrotne odbijanie piłki głową może wystawić na starość olbrzymi rachunek.

fot. Andrew Stenning/Mirrorpix/Getty Images

CZAS TO PIENIĄDZ, A GDZIE ZDROWIE?

Chris Sutton dobrze wie, co to znaczy zawodowy sport. Ile fizycznego wysiłku i bezkompromisowości kosztuje sukces. Sam sięgnął przecież po tytuł mistrza Anglii z Blackburn Rovers. Futbol się zmienia, ale wcale nie zmieniają się reguły – wciąż jesteśmy świadkami urazów głowy, ostrej gry, starć w powietrzu. Przekonywali się o tym Petr Cech, który w kasku grał do końca kariery, Ryan Mason, zmuszony do zakończenia kariery czy w tym sezonie Raul Jimenez z Wolverhampton, o czym pisałem dla newonce.sport TUTAJ.

Sutton uważa, że mimo kolejnych przypadków sprawa wciąż jest lekceważona. Lekarze zaś działają pod presją czasu, bo w piłce każda sekunda to funty. Dlatego bardzo szybko muszą podjąć decyzję, czy dany zawodnik jest zdolny do gry. Opowiadając w wywiadzie dla BBC o tego typu kontuzjach, o ich długofalowych skutkach, o demencji taty, Sutton pękł. Trudno jednak nie mieć łez w oczach, gdy widzisz, jak najbliższa ci osoba zapomina do czego służy długopis.

Kariery Suttona seniora nie zakończył uraz głowy, tylko kolana. Jednak wielu piłkarzy z tamtego pokolenia zmaga się dzisiaj z chorobami, których źródło problemu bije w mózgu. Naukowcy od dekad próbują ustalić związek przyczynowo skutkowy pomiędzy częstym odbijaniem piłki, a późniejszymi dolegliwościami. W czasach Michaela Suttona piłki były ciężkie, nasiąknięte wodą przypominały kamień. Nikt jednak nie zwracał uwagi na takie niuanse i główkowano tak samo jak dzisiaj.

LOTNI REZERWOWI

Chris jest gotów pójść na prywatną wojnę ze wszystkimi, którzy próbują zbagatelizować problem urazów głowy. Jednym z jego pomysłów jest wprowadzenie lotnych rezerwowych, tylko na wypadek takich urazów. Oznaczałoby to, że medycy dostaliby więcej czasu na sprawdzenie stanu zdrowia poszkodowanego zawodnika. „Daily Mail” podkreśla, że krytycy takiego rozwiązania mają prosty argument: wciąż tego czasu byłoby za mało, a badanie niedokładne.

Ale Chris Sutton uważa, że od czegoś trzeba zacząć. Chodzi o zwrócenie uwagi, rozpoczęcie krucjaty. W całym planie najważniejsze jest jedno – zdrowie. Według niego idealnym rozwiązaniem jest niezależny lekarz. Ten klubowy znajduje się pod presją menedżera, który chce mieć piłkarza na boisku. Chris podaje przykład George’a Baldocka z Sheffield United, któremu pozwolono kontynuować grę, by dopiero po paru minutach, kiedy źle się poczuł, zdjąć go z boiska.

MNIEJ GŁÓWEK NA TRENINGACH

Debata dotycząca urazów głowy trwa w Anglii niezależnie od działań Suttona. Coraz głośniej mówi się o tym, że powinna zostać ograniczona, i to mocno, liczba zagrań głową podczas treningów. Pisał o tym „The Telegraph” na początku tego roku. Anglia chce być pierwszym krajem, który formalnie nałoży takie ograniczenia. Wówczas żaden trener nie zaryzykuje, by łamać obowiązujące przepisy.

Z dużym zaciekawieniem, a także wsparciem, idei poszukiwania wspólnego mianownika pomiędzy chorobami takimi jak demencja a grą głową przygląda się selekcjoner reprezentacji Gareth Southgate. Football Association prowadzi badania razem z uniwersytetem w Nottingham, a testom poddawani są byli piłkarze.

PIĘCIU MISTRZÓW Z DEMENCJĄ

To nie pierwsze takie badania. Już wcześniej naukowcy udowodnili, że człowiek z przeszłością zawodowca na boisku piłkarskim jest narażony na śmierć z powodu demencji ponad trzy razy mocniej niż ktoś, kto z futbolem nie miał nic wspólnego. Zespół badawczy z Glasgow pokazał, że urazy mózgu są ściśle powiązane z karierą piłkarską.

Ze składu, który dał Anglii ostatnie złoto mistrzostw świata, w 1966 roku, u pięciu zawodników zdiagnozowano demencję, wśród nich jest Bobby Charlton. Nobby Stiles i Jack Charlton zmarli przecież nie tak dawno. Nic dziwnego, że Suttona wspiera inny członek złotej ekipy – Geoff Hurst. 79-latek, strzelec hat tricka w finale mundialu, uważa, że dzieciom w ogóle powinno się zabronić główkowania.

Chris nie przebiera w słowach. Potrafił wprost powiedzieć byłemu szefowi związku zawodowych piłkarzy, Gordonowi Taylorowi, że „ma krew na rękach”. Uważa, że sprawa jest lekceważona, a kogoś, kto o niej głośno mówi, traktuje się jak wariata.

– Zmarły setki byłych piłkarzy. Wśród nich jest mój tata. A nie mamy pojęcia, ile takich przypadków jest w amatorskiej piłce. Tymczasem oni po prostu nie są zainteresowani – załamuje ręce Sutton.

Podziel się lub zapisz
Czasem pisze – w poniedziałki Futbolowa Gorączka, a w piątki Tygodniówka na newonce.sport, a czasem gada – w poniedziałki w Kick Off, w czwartki w Futbol i Cała Reszta w newonce.radio. Liga angielska jest najlepsza na świecie. Amen.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.