Orły, które szybko wyfruną w świat. Kim może postraszyć Benfica w Poznaniu?

Zobacz również:Cieszmy się z małych rzeczy. Lech widowiskowo przeszedł Valmierę
Benfica12198813210164386002860716835168395377562846o-kopia.jpg
Fot. Sport Lisboa e Benfica

Najgłośniejsze nazwiska jakie przyjechały do Poznania na Ligę Europy to Nicolas Otamendi czy Jan Vertonghen, ale my postanowiliśmy przedstawić tych, których po czwartkowym meczu lechici mogą zapamiętać najbardziej. Młodzi, zjawiskowi, mający całe kariery przed sobą – oto siła napędowa Benfiki, na której Portugalczycy jeszcze w przyszłości będą mogli zarobić.

Należy pamiętać o tym, że fundamentem gry ekipy Jorge'a Jesusa będą Portugalczycy Rafa Silva czy Pizzi, których kojarzymy również z reprezentacji. Na środku obrony ścianę ustawią wspomnieni Otamendi oraz Vertonghen, których wszyscy fani Premier League znają doskonale. Lepiej jednak porozmawiać o tych, o których dopiero będzie głośno. Lizbończycy latem dokonali serii transferów po około 20 milionów euro. Z myślą nie tylko o podboju tego sezonu, ale też podbiciu tych wartości.

Sprawdźmy, kto w drużynie wicemistrza Portugalii ma potencjał, by wkrótce trafić do topowych klubów świata oraz kto może najbardziej wyryć się w pamięci piłkarzy Kolejorza. Wybraliśmy pięć nazwisk do 25. roku życia, dla których Benfica na dłuższą metę powinna stanowić tylko przystanek.

1
Luca Waldschmidt (środkowy napastnik, 24 lata)

Polski kibic może go kojarzyć z Euro U-21 2019, na którym szalała kadra Czesława Michniewicza. Na tamtym turnieju realnie myśleliśmy o awansie do półfinału, a Luca Waldschmidt został królem strzelców z 7 golami w 5 meczach. Niemiec nie zdobył bramki tylko w finale z Hiszpanią (1:2), za to pobił rekord swojego rodaka Pierre'a Littbarskiego sprzed prawie czterdziestu lat.

Waldschmidt nigdy nie grał w topowych niemieckich klubach. Jego droga do Lizbony wiodła przez Eintracht Frankfurt, Hamburg oraz Freiburg. Ci ostatni zarobili na nim latem 15 milionów euro, co z perspektywy Benfiki i tak wydaje się ceną promocyjną. Mówimy już o regularnym reprezentancie Niemiec, jeszcze nie z pierwszej jedenastki, ale debiutanckie trafienie ma już za sobą.

Na ten moment to najlepszy strzelec ekipy Jorge'a Jesusa – 4 gole w 4 pierwszych meczach narobiły smaka na jego grę. Potężne uderzenie, dobre warunki fizyczne i świetne podejście do pracy, tak można scharakteryzować niemieckiego napastnika. Dopiero Benfice udało się go wyciągnąć z Freiburga. Już widać, że w lidze portugalskiej będzie robił różnicę, więc podobnych wrażeń możemy spodziewać się przy Bułgarskiej.

2
Darwin Núñez (środkowy napastnik, 21 lat)

Jeszcze nigdy Niemiec nie rozumiał się tak dobrze z Urugwajczykiem. O czterech golach Waldschmidta wspomnieliśmy, natomiast Núñez rozpoczął sezon od pięciu asyst. Na razie rozbija bank swoimi podaniami. W lidze portugalskiej jeszcze nie miał meczu bez wywalczonej bramki. To kolejny letni nabytek Benfiki. W zasadzie najdroższy, ale pokazujący skauting lizbońskiego klubu – przyszedł za 24 miliony euro z drugiej ligi hiszpańskiej. Tyle trzeba było zapłacić, aby wyciągnąć go z Almerii na zapleczu LaLiga.

Na starcie sezonu tylko dwóch napastników kreuje więcej okazji od niego w Europie – Harry Kane oraz Thomas Müller, co pokazuje z jaką skalą kreatywności mamy do czynienia. W zasadzie na niego trzeba uważać najbardziej, jeśli chce się odciąć Portugalczyków od zabójczych podań. Urugwajczycy śmieją się, że 21-latek wymyślił nową „teorię zdobywania bramek”, bo przychodzi mu to z taką łatwością. Jak dotąd kapitalnie obsługuje podaniami Waldschmidta.

Núñez trafił do Europy ledwie rok temu. Pokazał się na polskich boiskach podczas mundialu do lat 20, kiedy zdobywał bramki w Łodzi z Norwegią i Nową Zelandią. Kilka miesięcy później Almeria zapłaciła za niego 7 milionów euro. Zarobiła ponad trzykrotnie więcej po jednym sezonie w Hiszpanii. Benfica też nie będzie jego ostatnim przystankiem.

3
Everton Soares (lewy pomocnik, 24 lata)

Kolejny z wielkich letnich transferów. Jego transfer był pomysłem Jorge'a Jesusa, który budując potęgę we Flamengo, mógł przyglądać się z bliska zawodnikowi Gremio Porto Alegre. To on namówił lizbończyków, by wydali na niego 20 milionów euro. 24-latek przywitał się golem i trzema asystami.

Everton pełni ważną funkcję w kadrze Canarinhos. Stoi też za ostatnim wygranym Copa America, gdy został bohaterem finału, strzelając gola i asystując. Na Maracanie został nagrodzony Złotym Butem turniej i MVP spotkania finałowego, więc można śmiało powiedzieć, że ten turniej należał do niego. Wtedy świat usłyszał o nim mocniej, a Benfica popracowała, by ściągnąć go do Europy.

Nazywają go „Cebolinha”, czyli „Cebulka”. Nazwał go tak prześmiewczo jeden ze starszych kolegów w Gremio przez podobieństwo do bohatera serii komiksów i serialu „Gang Moniki”. Śmiali się z jego fryzury, więc został Cebolinhą. Najbardziej zabawne było, gdy sam selekcjoner reprezentacji Brazylii Tite przyszedł z pytaniem, czy może go tak nazywać. „Powiedziałem mu, że byłoby dziwne, gdyby mówił do mnie inaczej. Ronaldinho mnie tak nazywa, własna żona mnie tak nazywa. Kiedy mówi do mnie Everton, wiem, że coś przeskrobałem” – śmieje się skrzydłowy.

4
Alejandro Grimaldo (lewy obrońca, 25 lat)

Wychowanek Valencii, latami szkolony również w szkółce Barcelony, to akurat wieloletni członek jedenastki Benfiki. Trafił do Lizbony cztery lata wcześniej za promocyjne 2 miliony euro, kiedy nie widział możliwości przebicia się na Camp Nou przy nietykalnym Jordim Albie, który zresztą do dzisiaj nie znalazł poważnego konkurenta.

Dziwić może tylko, że Grimaldo nie dostał jeszcze szansy w dorosłej reprezentacji Hiszpanii, ale może na wszystko przyjdzie pora. Z pewnością w rozwoju nie pomogły mu liczne kontuzje, ale z czasem stał się pewniakiem w Benfice. Mentalnie Grimaldo jest ciągle nastawiony na atakowanie, co może przysporzyć sporo kłopotów ekipie Dariusza Żurawia. Mógłby z powodzeniem występować jako lewoskrzydłowy – prawie 29 procent jego odbiorów ma miejscu tuż przy polu karnym przeciwnika, co pokazuje jak dobrze czuje się w wysokim pressingu i ataku bliżej bramki rywala.

Jego klauzula wynosi 40 milionów euro, ale pewnie nie sprzedaliby Hiszpana za mniej niż 30 milionów. Jest gwarancją udanej gry do przodu. Jest inteligentnym zawodnikiem, nie boi się strzałów, często widzimy go w szesnastce rywali. Zachowując proporcje – przy Bułgarskiej będzie trzeba się nastawić na ganianie za młodszym Jordim Albą.

5
Julian Weigl (defensywny pomocnik, 25 lat)

To miało być złote dziecko Borussii Dortmund. Piłkarz przeinteligentny, myślący szybciej niż inni, będący zabezpieczeniem dla tych bardziej ofensywnych. Wie, jak rozdzielać piłkę i gdzie się ustawić, by za kilka chwil ją przejąć. Do Lizbony trafił za 20 milionów euro (lubią tę kwotę) w styczniu tego roku, więc miał trochę więcej czasu na aklimatyzację w Portugalii.

Jeszcze rok wcześniej na swojej liście życzeń miały go PSG czy Barcelona, bo wiedziały, jak niemiecki rozgrywający potrafi zdominować grę. W drużynie narodowej nie widzieliśmy go od trzech lat, nie było też przypadku w tym, że BVB puściło go do nowego miejsca, oczekiwania go przytłoczyły, ale nadal ma szansę, by podbić europejską piłkę.

W Dortmundzie chłopakowi nie było po drodze z Lucienem Favre, nie mógł wygrać rywalizacji z Axelem Witselem, stąd prośba o przenosiny do Lizbony. Nadal jest jednak zawodnikiem zjawiskowym, na którym warto zawiesić oko. Tiba i Moder będą musieli się napracować przy jego płynności gry w środkowej strefie.

Co myślisz o tym artykule?

Podziel się lub zapisz
Uwielbia opowiadać o świecie przez pryzmat piłki. A już najlepiej tej grającej mu w duszy, czyli latynoskiej. Wyznaje, że rozmowy trzeba się uczyć, stąd audycja La Polémica. Pasjonat futbolu i entuzjasta życia – w tej kolejności, pamiętajcie.