Sześć lat siatkarskiej hossy i bessy. Jacek Nawrocki kończy pracę w kadrze kobiet

Zobacz również:Powalczyć o powtórkę sprzed dwóch lat. Czas na imprezę roku dla polskich siatkarek
Jacek Nawrocki
Fot. Kacper Kirklewski / 400mm.pl

2358 dni – tyle na stanowisku selekcjonera reprezentacji Polski siatkarek pracował Jacek Nawrocki. Jego odejście nie jest wielkim zaskoczeniem, choć biorąc pod uwagę cały okres pracy niewłaściwym byłoby ocenianie jego dokonań w kategoriach zero-jedynkowych. Wszystko wskazuje na to, że 56-latek wróci do „siatki” klubowej.

Opcja rezygnacji z prowadzenia reprezentacji była jedną z wielu, jaka w ostatnich tygodniach kręciła się w środowisku żeńskiej siatkówki. Nawrockiego od dawna łączy się z Chemikiem Police. Do aktualnych mistrzyń Polski trafił już wcześniej Radosław Wodziński, asystent trenera w kadrze. Dodatkowe spekulacje wytworzył komunikat klubu z województwa zachodniopomorskiego, w którym poinformowano, że nazwisko nowego szkoleniowca zostanie podane po zakończeniu mistrzostw Europy. Do momentu publikacji tekstu nadal nie pojawiło się nic nowego w tej sprawie.

POZASPORTOWY SMRÓD

Dziś na Jacka Nawrockiego patrzy się przez pryzmat ostatnich dwóch lat. Od mistrzostw Europy 2019 i turnieju kwalifikacyjnego do igrzysk z początku 2020 roku, były trener Skry Bełchatów stał się mocno atakowaną postacią. Wbrew pozorom główny zarzut nie dotyczył wyników. Najwięcej szumu stworzył list siatkarek z listopada 2019 roku. Grupa trzynastu zawodniczek wystosowała pismo, w którym domagała się zwolnienia Nawrockiego. Wśród przedstawionych argumentów znalazły się zdania o „obniżaniu poczucia wartości zespołu”, „przekładaniu wyniku ponad zdrowie zawodniczek”, „napadach furii” czy „akceptowaniu przez Trenera Nawrockiego nieprofesjonalnego zachowania jednego z członków sztabu (zażyłe, bliskie relacje z jedną z zawodniczek)”.

Pisma nie podpisały dwie zawodniczki, które wystąpiły na wspominanym EuroVolley’u – Maria Stenzel i Magdalena Stysiak. Spośród zawodniczek, sprawa odbiła się najmocniej na pierwszej z nich. Tuż po wybuchu afery z funkcją asystenta kadry pożegnał się Błażej Krzyształowicz, który wówczas prowadził Stenzel także w Grocie Budowlanych Łódź. O famie, jaka przylgnęła do nowej zawodniczki Chemika świadczy fakt, że do dziś wpisując jej nazwisko w wyszukiwarce Google’a, w proponowanych hasłach wyskakują słowa, nazwijmy to, niemające związku ze sportową karierą.

Nawrocki przez cały gorący okres mógł liczyć na wsparcie prezesa związku Jacka Kasprzyka. Wraz z wybuchem afery przedłużono kontrakt trenera. Ponadto w wypowiedziach udzielanych mediom, Kasprzyk zażarcie bronił swojego imiennika, sugerując, że nikt nie jest święty. Twierdził, że wątek zażyłych relacji damsko-męskich miał miejsce w klubie, a nie w kadrze. – Pytanie nie do mnie, bo ja tam nie byłem, za materac nie robiłem – opowiadał z powagą Kasprzyk.

Ostatecznie, pomimo konfliktu, część kadrowiczek znalazła sposób na dalsze funkcjonowanie z selekcjonerem i wróciła do reprezentacji. Z części po cichu zrezygnował sam Nawrocki, zastępując je młodymi talentami. Spośród wszystkich „starych” siatkarek, przez półtora roku nie znalazł równego zastępstwa dla jednej – Joanny Wołosz. Mowa tu o podstawowej rozgrywającej prawdopodobnie najlepszego obecnie klubu świata – Imoco Conegliano.

– Jest idealną rozgrywającą, jaką mógłbym sobie stworzyć w głowie. Uważam, że jest kompletną zawodniczką. Nic jej nie brakuje – charakteryzował ją Daniele Santarelli, prowadzący 31-latkę na co dzień w zespole mistrzyń Włoch i zwyciężczyń Ligi Mistrzyń. Wołosz po turnieju w Apeldoorn, podobnie jak między innymi Malwina Smarzek, odpuściła sobie reprezentacyjny sezon 2020. W przypadku obecnego rozgrywająca zasłaniała się sprawami prywatnymi.

– Znam swoje ciało i mój stan, chciałabym jeszcze pograć kilka lat na najwyższym poziomie i być przydatna dla klubu i reprezentacji, dlatego podjęłam decyzję, że to moment, aby podreperować zdrowie i życie prywatne – opowiadała zawodniczka pod koniec czerwca w „Polsacie Sport”.

POSZUKIWANIE PLUSÓW

Wybuch sprawy związanej z listem miał miejsce w listopadzie 2019 roku. Nawrocki wówczas pełnił funkcję selekcjonera 4,5 roku. Czy cały jego okres w kontekście sportowym można uznać za stracony? Z pewnością nie.

W 2015 roku Polki przywiozły z Igrzysk Europejskich srebro. Jak się okazało, był to jedyny medal zdobyty przez reprezentację za kadencji Nawrockiego. Od początku jego pracy tylko raz nie awansowały do ćwierćfinału mistrzostw Europy. Dzięki rozszerzonemu formatowi turnieju, awansem do 1/4 finału tegorocznego EuroVolleya zapewniły sobie udział w następnych mistrzostwach. Ówczesna kadra rywalizowała również w II dywizji Grand Prix. W 2017 roku dobrym występem zespół zapracował na awans do elity, która w następnym sezonie walczyła już w nowo powstałej Lidze Narodów. Tam potrafiła sobie radzić wyjątkowo dobrze.

Wart podkreślenia jest sezon 2019, gdzie Polska dobrą grą zapracowała na udział w turnieju finałowym. Ostatecznie zawodniczki Nawrockiego skończyły rozgrywki na piątym miejscu, tuż za największymi – USA, Brazylią, Chinami i Turcją. Mistrzostwa Europy 2019 były najlepszym występem Polek od dziesięciu lat. W drodze do finałów wyeliminowały między innymi Niemki. Wcześniej, w fazie grupowej, pokonały faworyzowane Włoszki. Nawet porażka w rewanżu podczas starcia o brąz nie zepsuła pozytywnych nastrojów sympatyków siatkówki. Po wielu latach posuchy, damska siatka znów zaczęła walczyć o medale.

Przy całej euforii, udział na igrzyskach w Tokio przestał jawić się jako bujna fantazja. Najpierw Polki jak równy z równym walczyły o przepustkę we Wrocławiu, ulegając w decydującym meczu mistrzyniom Europy, Serbkom. Podobnie świetną grę Biało-Czerwonych widać było w Apeldoorn. Siatkarki wyszły z grupy z pierwszego miejsca i półfinale turnieju były już o krok od pokonania Turczynek, z którymi od lat nie potrafiły wygrać. Pięć piłek meczowych z czwartego seta prawdopodobnie wiele razy śniło się naszym zawodniczkom. Turcja wyszła z opresji, wygrała partię, a następnie tie-breaka. Później, pokonując Niemki zapewniła sobie udział w igrzyskach.

Ważnym plusem w kontekście pracy Nawrockiego jest odmłodzenie kadry. Selekcjoner w ostatnich latach odważnie stawiał na zawodniczki mające po około 20 lat. To za jego kadencji w kadrze pojawiły się Stenzel, Stysiak, Górecka, Nowicka, a także Drużkowska, Łazowska czy Czyrniańska. Trzy ostatnie zadebiutowały w kadrze będąc jeszcze uczennicami szkoły średniej. Oczywiście, gloryfikowanie trenera na odkrywcę talentów jest zgubne. Niemniej, to kolejny argument podtrzymujący tezę, że Nawrocki w kadrze Polek nie jest postacią zero-jedynkową w ocenie.

ZADANIE DLA NOWEGO TRENERA

Z biegiem czasu pięć piłek meczowych stało się przekleństwem zespołu. Przy niepowodzeniach w ostatniej Lidze Narodów czy w ćwierćfinale tegorocznych mistrzostw wątek porażki w tak katastrofalnych warunkach był od czasu do czasu wspomniany. Nawrocki swoimi wypowiedziami również potrafił polaryzować opinię. W wywiadach przed turniejami słynął z chłodnych słów. Pomimo faktu, że z wieloma zawodniczkami współpracował od lat, tuż przed ostatnim EuroVolleyem mówił o swoim składzie, że ten „nie grzeszy doświadczeniem”. Pamiętacie punkt o „obniżaniu poczucia wartości zespołu” z opisywanego wcześniej listu? Przy takich okazjach, chcąc nie chcąc prosił się o przypomnienie.

Z reguły wiadomo, że w konflikcie zawodnicy-trener, szefowie zespołu/organizacji/reprezentacji przeważnie staną po stronie sportowców. Ich jest więcej i to oni finalnie kreują wyniki. Szkoleniowiec jest tylko jedną osobą, którą łatwo można zmienić. Z ust zawodniczek w ostatnich miesiącach co prawda nie padły żadne stanowcze sygnały postulujące zwolnienie Nawrockiego, ale wiele do myślenia dała wypowiedź, a raczej cisza Malwiny Smarzek po odpadnięciu z ostatnich mistrzostw.

Osiem sekund Lewandowskiego miało być gwoździem do trumny Jerzego Brzęczka w piłkarskiej reprezentacji. Atakująca Lokomotiwu Kaliningrad potrzebowała sześciu, aby rozpocząć odpowiedź na pytanie o możliwość dalszej kontynuacji pracy Nawrockiego z siatkarkami.

Byłego już szkoleniowca Biało-Czerwonych czeka najprawdopodobniej praca w innym żeńskim środowisku. Chemik Police to siatkarski hegemon. Od 2014 roku, tylko raz nie cieszono się tam ze złotego medalu LSK. Poprzedni szkoleniowiec Ferhat Akbas opuścił klub po dwóch tytułach i udziale w ćwierćfinale Ligi Mistrzyń. Turek trafił do Eczacibasi Stambuł, zespołu z europejskiej czołówki. Co ciekawe, w ostatnich dniach sporo mówi się o nim jako o potencjalnym następcy Nawrockiego w kadrze. Wcześniej możliwość łączenia funkcji trenera klubu i kadry wyłączała umowa. Stary selekcjoner, aby móc pracować na „dwóch frontach” potrzebowałby zgody zarządu wniosku. W przypadku Akbasa, włodarze PZPS mogliby pójść na ustępstwo i pozwolić mu łączyć opiekę nad tureckim zespołem z prowadzeniem reprezentacji.

Zła fama z życia kadry może długo nieść się za Nawrockim. Nie opuszcza jej na szczycie. Odchodzi po słabym występie w Lidze Narodów i średnim w EuroVolleyu. Szansą poprawy wizerunku jest sukces w siatkówce klubowej. Przy całkowitej ocenie pracy selekcjonera warto jednak cofnąć się myślami do 2015 i 2019 roku. W porównaniu z kadrą, jaką obejmował sześć lat temu, dziś zostawia młodą ekipę, którą stać na sukcesy jeszcze przez wiele lat. Przekucie potencjału w osiągnięcia i zgranie ekipy w całość jest już zadaniem dla nowego szkoleniowca. To on będzie musiał poradzić sobie z budową relacji z zawodniczkami. A kto zna środowisko siatkarek, ten wie, że nie zawsze jest z tym łatwo.

Podziel się lub zapisz
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.