Szczęście uśmiechnęło się do Pistons. Wygrani i przegrani tegorocznej loterii draftu NBA

Zobacz również:Bezdomny dzieciak znalazł swoje miejsce w NBA. Jak Jimmy Butler stał się liderem
NBA: Detroit Pistons
Fot. Nic Antaya/Getty Images

Ponad 50 lat na pierwszy wybór w drafcie czekali fani Detroit Pistons i wreszcie się doczekali. We wtorek szczęście przyniósł im Ben Wallace, który był przedstawicielem Tłoków podczas loterii. Tym samym po raz trzeci z rzędu zespół z najgorszym bilansem po sezonie zasadniczym nie będzie wybierać z jedynką.

Loteria draftu od dekad określa kolejność najważniejszych wyborów w corocznym drafcie NBA. Do 2019 roku największe szanse na topowe numery miały najgorsze w lidze zespoły, przy czym najsłabszy bilans gwarantował aż 25 procent szans na jedynkę. Od 2019 roku w życie weszła jednak reforma, w ramach której zrównano szansę trzech najgorszych drużyn. Teraz każda z nich ma po 14 procent szans na wybór numer jeden. Dzięki temu ograniczono nieco tankowanie, a los już po raz trzeci nie uśmiechnął się do klubu z najgorszym bilansem.

W 2019 roku loterię wygrali New Orleans Pelicans, choć na pierwszy wybór mieli ledwie sześć procent szans. W ten sposób mogli dodać do składu Ziona Williamsona. Rok później świętowano w Minnesocie, mimo że Timberwolves w skróconym przez pandemię sezonie mieli trzeci najgorszy bilans. Z pierwszym numerem Wilki postawiły na Anthony’ego Edwardsa. Z kolei teraz najmocniej cieszą się Detroit Pistons, a nie najgorsi w minionych rozgrywkach Houston Rockets. Jednak w Teksasie i tak mają powody do zadowolenia.

Kto może więc czuć się wygranym, a kto przegranym tegorocznej loterii draftu?

Wygrany: Detroit Pistons

Pistons po raz ostatni w TOP5 draftu wybierali w 2003 roku. Wtedy pamiętnie postawili na Darko Milicica zamiast na Chrisa Bosha, Carmelo Anthony'ego czy Dwyane'a Wade'a, ale dziś nawet wzmianka o Serbie kibiców z Detroit nie wytrąci z równowagi. Po raz pierwszy od 1970 rok to bowiem Tłoki rozpoczną wybieranie. Wszystko wskazuje na to, że z jedynką postawią na Cade’a Cunninghama. Obrońca z Oklahoma State to zdaje się gracz z najwyżej zawieszonym sufitem spośród wszystkich talentów w tegorocznym naborze.

Adrian Wojnarowski z ESPN przekazał już zresztą, że Cunningham przed draftem pokaże się tylko na jednym treningu i zrobi to przed przedstawicielami Pistons. 19-latek dla Detroit może być jak powiew świeżego powietrza. Tym bardziej że już zapowiada się na gracza, który jest w stanie odmienić oblicze całej organizacji. Ma znakomite warunki fizyczne i fantastyczny wszechstronny talent, więc w NBA powinien odnaleźć się bez problemu.

Przegrany: Oklahoma City Thunder

Mieli najwięcej do zyskania w tegorocznym drafcie, ale piłeczki ping-pongowe nie odbiły się po myśli Thunder. Jako jedyni mieli bowiem szansę na dwa wybory w topowej piątce, a ostatecznie zostali z jednym wyborem i to dopiero numer sześć. Houston Rockets nie wypadli bowiem z najlepszej czwórki, dzięki czemu swojego wyboru do Oklahomy przekazywać w tym roku nie muszą. Na domiar złego sami Thunder spadli jeszcze o dwa miejsca.

Sezon kończyli wszak z czwartym najgorszym bilansem w lidze (ex-aequo z Cleveland Cavaliers), wysyłając w pewnym momencie na płatny urlop Ala Horforda, a potem wyłączając z gry kontuzjowanego Shaia Gilgeousa-Alexandera. Mimo wszystko Sam Presti nadal ma aż trzy wybory w pierwszej rundzie draftu – oprócz szóstki to także numery 16 i 18. W związku z tym można spodziewać się dużej aktywności Thunder przed i w trakcie nocy draftu (29 lipca).

Wygrany: Toronto Raptors

Drudzy co do wielkości szczęściarze po Pistons. Przed loterią Raptors mieli bowiem zaledwie 8.5 procenta szansy na to, że wylądują na czwartej lokacie. To im się udało, dzięki czemu koszmarny sezon spędzony z dala od Toronto w Tampa Bay przyniósł przynajmniej jakieś pozytywne rozwiązanie. Raptors zaliczyli zresztą największy skok w górę w tegorocznej loterii, co może być bardzo istotne przed niepewnym okresem międzysezonowym.

Z klubu odejść może bowiem nie tylko Kyle Lowry, ale również Masai Ujiri, czyli architekt sukcesu Raptors z 2019 roku. Wybór w pierwszej czwórce draftu daje jednak nadzieje na to, że kanadyjski klub spadnie na cztery łapy i w miarę szybko wróci do rywalizacji o najwyższe miejsca w konferencji wschodniej. W tym momencie kibice z Toronto mogą być pewni tego, że do Raptors dołączy ktoś z grona Mobley, Suggs, Green i Kumminga.

Przegrany: Chicago Bulls

Bulls postawili wszystko na jedną kartę, gdy przed ostatnim dniem okienka transferowego sięgnęli po Nikolę Vucevica z Magic. Tymczasem po wymianie zdołali wygrać tylko 12 z 29 spotkań, nie zakwalifikowali się do fazy play-off, a teraz stracili swój wybór na rzecz drużyny z Orlando. Byki musiały liczyć na sporo szczęścia i awans do najlepszej czwórki draftu. Tylko wtedy pick zostałby w Chicago, ale tak się koniec końców nie stało.

Nieco lepsze nastroje panują więc z pewnością w Orlando. Mieli co prawda tyle samo szans na wygranie loterii co Detroit, a ostatecznie wypadli z czołowej trójki na piąte miejsce, lecz jako jedyny zespół mają aż dwa wybory w czołowej dziesiątce. Z ósemką i piątką mogą próbować przesunąć się w tegorocznym naborze nieco wyżej lub też zdecydować się na dodanie do składu nie jednego, a dwóch ciekawych młodych zawodników.

Wygrany: Houston Rockets

Było aż 48 procent szans, że swój pick stracą na rzecz Thunder, ale koniec końców w Houston mają dziś znakomite nastroje. Nie tylko wybór zachowali, ale też będą wybierać z numerem drugim! W przeciwnym razie spadliby aż pod koniec drugiej dziesiątki. Tam natomiast z reguły dużo trudniej jest znaleźć zawodnika, który byłby w stanie odmienić losy klubu. Dzięki temu fani Rockets mają trochę osłody po sezonie z 55 porażkami.

Przegrani: Timberwolves i Warriors

Obie strony wolałaby raczej nieco inny wynik loterii. Timberwolves ostatecznie nie zaliczyli bowiem awansu do najlepszej trójki draftu i swój tegoroczny pick muszą wysłać do Golden State Warriors. Ekipa z Minneapolis liczyła chyba jednak na nieco więcej szczęścia. Co prawda wybór do Wojowników i tak trzeba było wysłać, natomiast była szansa, że dopiero za rok – wtedy z kolejnym talentem z TOP3 draftu na pokładzie.

Zamiast tego Wilki spadły o jedną lokatę i swój siódmy wybór muszą oddać już teraz. Z takiego obrotu spraw chyba też nie do końca są zadowoleni w San Francisco. Dodanie do drużyny kolejnego pierwszoroczniaka raczej nie pomoże w walce o mistrzostwo, a gdyby wybór został w Minneapolis na kolejny rok, to wtedy Warriors mogliby nim handlować w wymianach, co było dla nich lepszą opcją. Nadal mogą go oczywiście oddać przed draftem.

Wygrany: Cleveland Cavaliers

Pewne rzeczy chyba nigdy się nie zmienią. Cleveland Cavaliers znów mieli w loterii szczęście, a przecież żadna inna drużyna w historii NBA nie wybierała tyle razy z jedynką, co właśnie Cavs. Tym razem ekipa z Ohio zaliczyła skok o dwa miejsca w górę na trzecią lokatę. Dzięki temu będzie mogła dodać kolejny młody talent do składu, w którym są już Collin Sexton, Jarrett Allen, Isaac Okoro czy Darius Garland.

Podziel się lub zapisz
Dziennikarz sportowy z pasji i wykształcenia. Miłośnik koszykówki odkąd w 2008 roku zobaczył w akcji Rajona Rondo. Robi to, co lubi, bo od lat kręci się to wokół NBA.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.