Szacunek do siwych włosów. Dlaczego selekcjonerzy przywiązują się do nazwisk

Zobacz również:Z NOGĄ W GŁOWIE. Jerzy Brzęczek – jedyny naprawdę niekochany w reprezentacji
200904PYK0044-e1605623586978.jpg
PIOTR KUCZA/ 400mm.pl

Od miesiąca trwa kwestionowanie przydatności Grzegorza Krychowiaka dla reprezentacji Polski. Wcześniej zmagał się z tym Piotr Zieliński i inni zawodnicy. Chwiejna natura kadr narodowych sprawia, że ich trenerzy muszą mieć kilka nietykalnych postaci.

W trzecim odcinku PZPN-owskiego serialu „Niekochani” poświęconemu reprezentacji Polski Jerzego Brzęczka, można było zobaczyć kilkudziesięciosekundową scenę, w której selekcjoner, wraz z asystentem i analitykiem stoją przed tablicą taktyczną i dyskutują z zawodnikami. Widać wyraźnie, że trener pyta piłkarzy o zdanie. Przedstawia swoją koncepcję, piłkarze zgłaszają wątpliwości. Ktoś przewróci oczami, jeden drugiego poprze. Wspólnie wypracowują szczegółowe rozwiązania, które będą potem stosować na boisku. To ważna scena, bo kibicom czasem wydaje się, że to trener jest od wydawania poleceń, a zawodnik od stosowania się do nich. I że tyczy się to także największych gwiazd. A tak nie jest. Nie tylko w reprezentacji Polski, nie tylko w innych reprezentacjach, ale właściwie w każdej drużynie. Czasy, w których trener mówił: „gramy tak, jak napisałem, a jeśli komuś się nie podoba, to wyjazd”, minęły już dawno. Oczywiście, że w takiej dyskusji ostatnie słowo zawsze ma trener. Ale dopiero zasięgnąwszy opinii zawodników.

DYNAMIKA GRUPY

Ta scena jest ważna także dlatego, że mówi coś o hierarchii w grupie. We współczesnych drużynach nie ma już fali, opisywanej przez zawodników poprzednich pokoleń. Ale hierarchia wciąż istnieje. W drużynach narodowych tym trudniej ją wykreować, że zawodnicy nie grają ze sobą na co dzień, nie widują się często miesiącami, inne role odgrywają w grupach, w których funkcjonują na co dzień, a inne na zgrupowaniach. Czasem ktoś, kto w klubie jest liderem, musi uznać, że w reprezentacji kto inny prowadzi stado. Innym razem ktoś, kto w klubie może siedzieć cicho, w kadrze ma być jednym z liderów. Trenerzy muszą szczególnie pilnować tej hierarchii. By jej nie zaburzyć, by nie zrujnować grupy. Jeśli przez tyle lat słyszeliśmy o tym, jak bardzo zaszkodził atmosferze w drużynie Jerzy Engel, nie powołując Tomasza Iwana na mundial do Korei i Japonii, to właśnie dlatego. Ktoś, kogo grupa szanowała i uznawała za ważnego, został skreślony.

BUŁAWA W PLECAKU

To, z kim Brzęczek dyskutował, ma znaczenie dla analizowania jego późniejszych poczynań. Na temat taktyki wypowiadali się Robert Lewandowski i Kamil Glik, co jest oczywiste, bo są pierwszymi wyborami, jeśli chodzi o funkcję kapitana i naturalnymi liderami. Siedział z nimi też Wojciech Szczęsny, ktoś będący w kadrze od lat i grający na bardzo wysokim poziomie, przy trenerach z najwyższej półki. Oraz Grzegorz Krychowiak, którego buława marszałkowska w plecaku czasem bywa niezauważana. Raczej nie wypowiada się w wywiadach za całą kadrę, przeważnie nie pcha się do najważniejszych medialnych dyskusji towarzyszących tej drużynie. Jasne, że na boisku można było w najlepszych latach dostrzec w nim lidera drugiej linii, którego obecność czasem nawet zdawała się paraliżować tych, którzy obok niego grali. Ale raczej nie był jednym z pierwszych, którego intuicyjnie wskazałoby się jako jedną z najważniejszych postaci kadry jako grupy. Czasem nawet żartuje się z niego, że nie kojarzy wszystkich powoływanych do kadry zawodników, zwłaszcza z polskiej ligi. Tymczasem w dyskusji taktycznej z Brzęczkiem to on miał najwięcej do powiedzenia.

UCIĘTA DYSKUSJA

Od październikowego zgrupowania toczy się w Polsce zaciekła dyskusja na temat Krychowiaka. Kibice w mediach społecznościowych, duże media oraz liczni eksperci domagają się, by posadzić go na ławce albo nawet zakwestionować jego wyjazd na turniej w tej formie. Akurat kraj przeżywał zachłyśnięcie się bogactwem w środku pola. Dobrą grą Jacka Góralskiego w meczu z Bośnią i Hercegowiną, udanym wejściem do kadry Jakuba Modera, błyskotliwością Mateusza Klicha, czy wykorzystaniem szansy przez Karola Linettego. Selekcjoner musiał odpowiadać na pytania, w jakim stopniu to zgrupowanie osłabiło pozycję Krychowiaka i Piotra Zielińskiego. A Brzęczek momentalnie ucinał zabawę, wypowiadając się o obu piłkarzach nie tyle pochlebnie, ile wręcz w superlatywach. Kto myślał, że może ich zabraknąć w kadrze na turniej, po jednej konferencji prasowej wiedział, że na pewno tak się nie stanie.

brzeczekglowne200904PYK304.jpg
PIOTR KUCZA/ 400mm.pl

MNIEJ BOGACTWA

Minął miesiąc i mówi się, że Brzęczek gra przeciwko Holandii o posadę. Ośmiosekundowe milczenie Lewandowskiego zostało przemielone na wszystkie strony. Mecz z Włochami dostarczył amunicji przeciwnikom Krychowiaka, bo pomocnik sprokurował rzut karny, ale jednocześnie zabrał ją zwolennikom Góralskiego (czyli zazwyczaj tym samym ludziom), bo pomocnik Kajratu Ałmaty zagrał jeszcze gorzej, eksponując tym razem wszystkie swoje wady. To także jest różnica między Krychowiakiem a Góralskim, że jeden, grając przez większość meczu z żółtą kartką, nie dostanie czerwonej, a drugi, grając przez pół godziny, jest w stanie zapracować na dwie. Już przed meczem w Reggio nell’Emilia Jacek Zieliński diagnozował u Jakuba Modera fizyczny dołek, z czym raczej trzeba się zgodzić, bo pomocnik Lecha wygląda znacznie mniej imponująco niż w pierwszej fazie sezonu, a we Włoszech także zderzył się z inną piłką. Bogactwo ledwie trzydzieści dni później wydaje się znacznie mniejsze.

WYRAŹNY KRĘGOSŁUP

Krychowiak udzielił niedawno wywiadu „Przeglądowi Sportowemu”, w którym wyjawił, czym podzielił się kiedyś z Sebastianem Szymańskim. – Powiedziałem mu to samo, co dziś powtórzyłbym innym młodym graczom: to dopiero początek. Dziś jesteście tutaj, ale nie ma gwarancji, że będziecie za sześć i dwanaście miesięcy […] Celem nie powinno być rozegranie jednego, dwóch meczów, tylko siedemdziesięciu, osiemdziesięciu – podkreślał, zwracając uwagę na jeden kluczowy aspekt: ciągłość. W reprezentacji nie można z dnia na dzień wycinać sobie liderów, bo akurat ktoś w lidze złapał dobrą formę. Ta drużyna gra ze sobą na tyle rzadko, na tyle rzadko ze sobą przebywa i trenuje, że potrzebuje jasnego, bardzo wyraźnego kręgosłupa, czyli ludzi praktycznie nietykalnych. Można ich nawet nazywać świętymi krowami.

BUDOWANIE HIERARCHII

Brzęczek powołuje Arkadiusza Milika, choć przecież jest kilku napastników, którzy grają i strzelają, podczas gdy on siedzi na ławce. Powołuje Kamila Grosickiego, bo ma cechy, których od niego potrzebuje. Nawet jeśli pozostali skrzydłowi grają więcej. Powołuje i wystawia Krychowiaka, bo za sześć i dwanaście miesięcy Krychowiak też pewnie będzie poważnym kandydatem do kadry. A nie ma gwarancji, że będą nimi też ci, których dzisiaj wpycha się w jego miejsce. Moder ma znakomite wejście do kadry i wygląda na pomocnika, który będzie grał w kadrze na lata. Wystarczy jednak przypomnieć sobie, ile mijało, zanim zawodnicy przechodzący z Ekstraklasy do Premier League po raz pierwszy wchodzili na boisko, by wiedzieć, jak ryzykowne byłoby dziś opieranie na nim kadry. Dla jasności: Jan Bednarek zadebiutował dziewięć, Łukasz Fabiański dziesięć miesięcy po transferze, a Bartosz Kapustka, Krystian Bielik i Jarosław Jach nigdy. Selekcjonerzy potrzebują pewnej dozy przywiązania do nazwisk. Szacunek do siwych włosów jest w tej pracy niezbędny. Bo wypracowanie odpowiedniej hierarchii zajmuje tutaj miesiące, a nawet lata.

POWTARZALNOŚĆ I REGULARNOŚĆ

Michał Probierz słusznie powtarza, że dla zawodników wchodzących do ekstraklasy najtrudniejszy jest drugi sezon. Tak, jak zwykle mówi się o beniaminkach. Łatwiej wejść do ligi i zachwycić. Trudniej powtarzać to, gdy rywale już poznają atuty danego zawodnika, kiedy zaczną się na niego nastawiać i go analizować, kiedy on sam przestanie już czuć, że złapał pana Boga za nogi, tylko gra w ekstraklasie stanie się dla niego chlebem powszednim. Trzeba widzieć, jak zawodnik reaguje, gdy idzie mu dobrze, ale też jak sobie radzi, gdy wpada w dołek. Fizyczny, mentalny, czy zdrowotny, bo akurat złapał kontuzję albo do klubu przyszedł trener, który go nie lubi. W piłce najtrudniejsza jest powtarzalność. Jak powiedział kiedyś Collin Chambers, były skaut klubów Premier League, obecnie pracujący w Middlesbrough, nie chodzi o to, czy zawodnik z polskiej ligi umie trafić z trzydziestu metrów w okienko, bo teoretycznie niemal każdy z nich potrafi. Chodzi o to, ile razy na dziesięć prób umie trafić z trzydziestu metrów w okienko. I głównie częstotliwością wykonywania tego, co obaj teoretycznie potrafią, najbardziej się od siebie różnią.

DYSKUSJA O LEWANDOWSKIM

Dziś w tej sytuacji jest Krychowiak i on służy w tym tekście za przykład, ale ta dyskusja się powtarza praktycznie zawsze, gdy pojawia się ktoś nowy, rywalizujący z kimś, czyje nazwisko jest już osłuchane, który wpadł akurat w jakiś dołek. Trudno nam w to obecnie uwierzyć, ale dwa lata temu o tej porze podobna dyskusja podnosiła się na temat Roberta Lewandowskiego. Jesienią 2018 trafił do siatki dziesięć razy i notował serię siedmiu meczów bez gola w kadrze. Krzysztof Piątek miał trzynaście goli w klubie, a w kadrze trafił już w drugim występie. Jeden z lepszych meczów w tamtym okresie Polska rozegrała w Portugalii bez Lewandowskiego. Wtedy też było słychać, choć nie aż tak głośno, jak w przypadku Krychowiaka, głosy, że nie jesteśmy już wcale uzależnieni od Lewandowskiego. Tyle że dwa lata później nikt się już do nich nie przyzna. Bo z perspektywy listopada 2020 widać, jak głupie były.

Pilka nozna. Liga Narodow. Wlochy - Polska. 15.11.2020
PIOTR KUCZA/ 400mm.pl

JAK TO ROBIĄ MISTRZOWIE

Joachim Loew stracił po mundialu 2018 aurę nieomylności, która przez jakiś czas mu towarzyszyła, ale to wciąż jeden z najlepszych selekcjonerów współczesnej piłki, niemal na każdym turnieju dochodzący do strefy medalowej. Jego rządy w niemieckiej kadrze przypadły na czasy, w których niemal co rundę wyskakiwał gdzieś w Bundeslidze jakiś cudownie utalentowany piłkarz. Przed mundialem w 2010 roku Loew dokonał drastycznej wymiany pokoleniowej, odcinając się od generacji Ballacków i Lehmannów, kosztem Lahmów, Oezilów i Schweinsteigerów, a później przez kolejne lata się jej trzymał. Czasem wręcz zadziwiające było, jak wiele dobrych meczów w Bundeslidze trzeba było rozegrać, jaką powtarzalność trzeba było pokazywać sezon po sezonie, by zasłużyć na powołanie do kadry. Z drugiej strony, w reprezentacji cały czas grali Lukas Podolski, któremu w klubie nie szło praktycznie nigdy, jeśli akurat nie grał w Kolonii, Miroslav Klose, nawet gdy przesiadywał na ławce w Bayernie, czy Sami Khedira, nawet jeśli nie imponował formą w klubie.

PRZYWIĄZANIE LOEWA

Zdobyć zaufanie Loewa było bardzo trudno, ale kiedy już się to zrobiło, jego zasoby były ogromne. Na turniejach zazwyczaj okazywało się, że to on miał rację. Bo kontuzjowany Schweinsteiger w finale mundialu rozgrywał mecz życia, bo ciągnięty za uszy Hoewedes był jedną z najrówniejszych postaci drużyny, bo mający problemy w Bayernie Goetze strzelał gola decydującego o mistrzostwie świata, a wiekowy Klose pozwalał przetrwać najtrudniejsze chwile na turnieju, choć w sezonie poprzedzającym turniej strzelił w Lazio tylko siedem goli. Dwa razy mniej niż najlepszy niemiecki strzelec w Bundeslidze w tamtych rozgrywkach. Który w ogóle nie pojechał na turniej.

ŚCIANY NOŚNE

Oczywiście, że w 2018 roku Loew przegapił odpowiedni moment, tak, jak zrobił to w 2014 roku Vicente Del Bosque, również wystawiający przez cztery lata niemal ten sam skład, mimo hiszpańskiego wysypu talentów. Reprezentacja z natury rzeczy jest na tyle niestabilną konstrukcją, że selekcjonerzy samym swoim uporem i przywiązaniem do nazwisk muszą jej dawać namiastki stabilizacji, nie skreślając któregoś z liderów, gdy akurat nie gra albo ma słabszy moment, ale też nie wpuszczając do niej zbyt wielu nowych graczy jednocześnie. Brzęczkowi wiele rzeczy można zarzucać, ale akurat nie to. Wpuszcza młodych do zespołu, ale jednocześnie jasno wskazuje, kto w tej kadrze jest nietykalny. To są ściany nośne. Ich się nie przesuwa, bo wszystko runie. Nie jest obojętny na tych, którzy są w formie, ale jednocześnie nie udaje, że wszyscy są w tej kadrze na tych samych zasadach. Jedni, by w niej zostać, muszą tydzień w tydzień potwierdzać przydatność. Inni są prowadzeni indywidualnym tokiem. Bo zasłużyli na specjalne traktowanie. Trzeba oczywiście uważać, by – jak u Loewa w Rosji – świętych krów nie zrobiło się w kadrze zbyt dużo. Albo, żeby przez ich obecność nie przyblokować rozwoju kogoś, kogo nie można zatrzymywać, tylko trzeba wpuszczać go tak odważnie, jak Adam Nawałka Bartosza Kapustkę. Potrzebny jest umiar i odpowiednie proporcje. Ale akurat Brzęczek tych nietykalnych w drużynie nie ma raczej zbyt wielu.

ŻOŁNIERZA MOŻNA SKREŚLIĆ TYLKO RAZ

Krychowiak, choć dopiero w tym roku skończył 30 lat, ma już ponad siedemdziesiąt meczów w kadrze. Przeżył w reprezentacji Leo Beenhakkera, Franciszka Smudę, Waldemara Fornalika i Adama Nawałkę. W trakcie tej dekady miał tylko jeden sezon, w którym nie rozegrał więcej niż połowy możliwych meczów. Wygrywał krajowe i europejskie trofea. Wciąż utrzymuje się na wysokim poziomie, regularnie grając w niezłej lidze europejskiej i w Lidze Mistrzów. Jeśli liczy się, że będzie wiernym żołnierzem trenera, kogoś takiego można skreślić tylko raz. Nie można go za często sadzać na ławce w ważnych meczach, czy pomijać przy powołaniach, bo akurat Góralski czy Moder są w dobrej formie, gdyż ryzykuje się utratę zaufania kogoś, kto ma duży wpływ na szatnię. Dlaczego lepiej mieć ją za sobą, pokazało choćby osiem sekund milczenia Lewandowskiego.

loewglowneGettyImages-1279012553.jpg
Lars Baron/Getty Images

NAUKA NA BŁĘDACH LOEWA

Jeśli kogoś takiego chce się wyjąć z drużyny, to tylko raz na zawsze. Najlepiej w towarzystwie tych, którzy także należą do liderów. Nie ma przypadku w tym, że Matsa Hummelsa, Thomasa Muellera i Jerome’a Boatenga Loew wyciął z kadry tego samego dnia. Inaczej ryzykowałby tym, że ci, których nie wyciął, zaczęliby spiskować przeciwko niemu. Ta sytuacja z Niemiec pokazała jednak ryzyko pozbywania się z kadry piłkarzy tej klasy. W marcu 2019 cała trójka była w poważnym dołku i wydawało się, że już się z niego nie wygrzebie, a ich następcy wyglądali całkiem sensownie. Półtora roku później Mueller osiągnął życiową formę, Boateng wygrał Ligę Mistrzów jako podstawowy zawodnik, a Hummels jest liderem czołowej defensywy w kraju. Loew musi brnąć w decyzję, którą podjął, wystawiając zawodników ewidentnie słabszych i wychodzi w powszechnym postrzeganiu na wariata. Brzęczek słusznie robi, że uczy się na błędach lepszych od siebie i oszczędza sobie takich sytuacji, wiedząc, że na dobrych piłkarzy lepiej poczekać aż dojdą do normalnej formy, niż wykonać nerwowy ruch i stracić ich na zawsze.

Co myślisz o tym artykule?

Podziel się lub zapisz
Prawdopodobnie jedyny człowiek na świecie, który o Bayernie Monachium pisze tak samo często, jak o Podbeskidziu Bielsko-Biała. Szuka w Ekstraklasie śladów normalności. Czyli Bundesligi. W newonce.sport autor sobotniego cyklu Z nogą w głowie i poniedziałkowej rubryki Centrostrzał.