Synku, patrz jakie strzelałeś gole. Everton jako ostatni dzwonek dla Androsa Townsenda i mama w roli psychologa

Zobacz również:Najbardziej romantyczny beniaminek od czasów Newcastle Keegana. Czy Leeds zderzy się ze ścianą?
andros townsend.jpg
fot. Chloe Knott - Danehouse/Getty Images

Gdyby o umiejscowieniu piłkarzy w hierarchiach w takiej samej mierze decydowały umiejętności i inteligencja, Andros Townsend kosztowałby krocie. 30-latek to rzadki przypadek futbolowego świata – mądry facet z niezłą karierą. No właśnie, dlaczego tylko niezłą? Chyba on sam szuka na to odpowiedzi, ale czasem znajduje potwierdzenia własnej klasy, na przykład strzelając pięknego gola z dystansu, jak w poniedziałkowy wieczór na Goodison Park. Dla niechcianego w Crystal Palace piłkarza nadszedł ostatni dzwonek, by udowodnić, że w Premier League może być bohaterem nie tylko od święta.

Kiedy w grudniu 2018 roku decydował się na strzał w kierunku bramki Manchesteru City, wyglądało to na szaleństwo. Ale trafił z woleja idealnie, piłka sunęła prosto do siatki jak pocisk rakietowy, a ten wyczyn w zwycięskim 3:2 starciu zyskał wielki rozgłos. Gol Townsenda został nominowany do nagrody Ferenca Puskasa. Jedno jest pewne – Etihad Stadium od tamtego momentu nie widziało nic równie pięknego.

Niech to jednak nikogo nie zwiedzie. Piłkarze tacy jak Townsend, raz na jakiś czas robiący coś niezwykle efektownego, są w stanie łatwiej wryć się w pamięć kibica, niż ci, którzy trafiają zdecydowanie częściej, ale w nieszczególny sposób.

CIĄGLE WYPOŻYCZANY

Być może brak konsekwencji, ustabilizowania formy na wysokim poziomie, sprawił, że kariera Townsenda to tułaczka, a kiedy latem robiono czystkę na Selhurst Park, pozbywając się sporej części starej gwardii, on także został pożegnany. Nowy menedżer Patrick Vieira miał inny pomysł na drużynę i nie dał szansy 13-krotnemu reprezentantowi Anglii. Ale Rafa Benitez zna możliwości tego piłkarza, prowadził go w Newcastle, dlatego nie wahał się wziąć go do Evertonu. Co prawda na St. James’ Park Townsend spędził zaledwie 127 dni, a Sroki spadły do Championship (Hiszpan próbował wtedy ratować drużynę przed degradacją, a potem awansował z nią do elity), ale urodzony w Leytonstone zawodnik zostawił po sobie dobre wrażenie, zdobywał bramki i notował asysty.

Dwanaście klubów w karierze, mnóstwo wypożyczeń, aż dziewięć, kiedy uznawano w Tottenhamie, że nie nadaje się do gry w tym klubie, m.in. do Yeovil Town, MK Dons, czy Millwall i ciągłe poszukiwanie miejsca na ziemi.

Próba udowodnienia, że może grać na najwyższym poziomie. I zdarzało mu się to robić, bo przecież nawet w Palace miał dużo bardzo dobrych dni. W sezonie 2018-19 zdobył 6 bramek, w poprzednim był jednym z najlepszych asystentów w drużynie. Ta grała dość toporny futbol i niewykluczone, że Townsend dużo lepiej odnalazłby się w ekipie, która zebrał Vieira.

PRYMUS W KLASIE BENITEZA

Ale Londyn to dzisiaj przeszłość. Kibice The Toffees, patrząc na wyczyny Androsa w meczu przeciwko Burnley, mogli przecierać oczy ze zdumienia. Kiedy Carlo Ancelotti miał tam zbudować zespół na miarę walki o Ligę Mistrzów, w Evertonie często brakowało charakteru. Benitez wyciska z piłkarzy dwieście procent, a Townsend wręcz unosi się nad murawą, jakby chciał okazać wdzięczność za podaną mu rękę.

Powiedział po meczu, że to dzięki mamie. – W tygodniu wysłała mi kompilację z moimi bramkami – wyznał. – Sama zrobiła klip, więc szacunek dla niej. Powiedziała, że muszę znów w siebie uwierzyć. Myślę, że mogliście to zobaczyć w moim trafieniu – dodał szczęśliwy.

Przekaz od mamy był prosty: „Synku, patrz jakie strzelałeś gole”. Zadziałało, to najważniejsze, ale przed skrzydłowym jeszcze mnóstwo pracy, bo przecież poprzedni sezon Everton też zaczął świetnie. Teraz drużyna Rafy Beniteza mocno trzyma się czołówki. A niechętni mu początkowo fani The Toffees zaczynają przekonywać się do byłego menedżera Liverpoolu. Wygląda na to, że Hiszpan zatęsknił za Premier League i plany, jakie snuł na bezrobociu mają teraz bardzo realne kształty.

Everton pozostaje niepokonany po czterech kolejkach. Ma tyle samo punktów, co kandydaci do tytułu – Liverpool, Chelsea i Manchester United. Utrzymanie tempa czołówki będzie niezmiernie trudne, ale Benitez podkreśla, że trafił na fantastycznych piłkarzy, chłonących wiedzę, chcących poprawiać swoją grę, a Townsend należy do prymusów w tej klasie.

RODZINNA TRAGEDIA

Piłkarz wie jednak, że potrzebuje więcej goli i asyst. To on bowiem ma być jednym z motorów napędowych Evertonu. A przecież z łatwością obalić mity o jego świetnych strzałach z dystansu, bo co prawda goli zza szesnastki ma na koncie w Premier League 11, ale ostatniego takiego strzelił w maju 2019 roku. Trafienie z Burnley było pierwszym od 56 spotkań, równo rok temu Palace zaskoczyli Manchester United na Old Trafford, wygrywając 3:1 i Townsend wpisał się wtedy na listę strzelców.

Jego kariera pełna jest dziwnych zwrotów. Spadał z ligi z Newcastle i z QPR. Nie przebił się w Tottenhamie, który wychowywał go piłkarsko, ale doczekał debiutu w kadrze, mało tego – zdobył w nim bramkę, przeciwko Czarnogórze, a także został wybrany Piłkarzem Meczu. Jednak ostatni raz barwy narodowe założył w 2016 roku. Nie może mieć pretensji do selekcjonera, sam przyznał po transferze do Evertonu, na łamach „Guardiana”: – Wiem, że ludzie we mnie wątpią. Uważają, że Premier League to nie jest mój poziom. Moim głównym celem, każdego dnia, jest udowodnić im, że się mylą.

To łączy go chyba z Benitezem – obaj mają na Goodison Park dużo do udowodnienia. – Mogłem iść do innego kraju i grać w Lidze Mistrzów, ale kiedy usłyszałem Benitez i Everton nie wahałem się ani sekundy – mówi piłkarz.

Mający korzenie greckie i jamajskie Townsend zawsze mógł liczyć na wsparcie rodziców. Tata, Troy, jest w Anglii kojarzony z organizacją „Kick It Out”, walczącą z rasizmem. Andros walczył z kolei z samym sobą – kiedy uzależnił się od hazardu i obstawiał wyniki meczów piłkarskich w internecie. Kilka lat temu potrafił postawić na pojedynczy zakład blisko 50 tysięcy funtów. To był punkt zwrotny, po którym poszedł na terapię.

Rodzinę Townsendów dotknęła przed laty wielka tragedia. Kiedy Andros miał dziesięć lat, w wypadku samochodowym zginął jego przyrodni brat, Kurtis.

Jednak ostatnie tygodnie to wyłącznie powody do uśmiechu. Pierwsze kolejki nowego sezonu Premier League wskazują na to, że w maju mamę czeka dłuższy montaż nowego filmiku.

Podziel się lub zapisz
Czasem pisze – w poniedziałki Futbolowa Gorączka, a w piątki Tygodniówka na newonce.sport, a czasem gada – w poniedziałki w Kick Off, w czwartki w Futbol i Cała Reszta w newonce.radio. Liga angielska jest najlepsza na świecie. Amen.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.