Symbol porażki wielkiego pokolenia na czele młodej fali. Droga do odkupienia win Garetha Southgate'a

Zobacz również:Najbardziej romantyczny beniaminek od czasów Newcastle Keegana. Czy Leeds zderzy się ze ścianą?
Gareth Southgate
Fot. Mattia Ozbot/Getty Images

Gareth Southgate przez lata kojarzył się tylko ze spudłowanym rzutem karnym w meczu z Niemcami podczas Euro 96, ale od kilku lat już jako trener zrywa tę łatkę. Teraz buduje reprezentację, która ma zdobyć mistrzostwo Europy. Wie bowiem, że wcześniejsza tak dobra szansa przepadła angielskiemu futbolowi również z jego winy.

W angielskiej piłce o złotych generacjach słychać średnio co 10-15 lat. Tak mówi się już o obecnej, którą w pierwszej reprezentacji stopniowo zaczynają tworzyć piłkarze od rocznika 1997 w dół. Przecież kilka lat temu Anglia w przeróżnych grupach młodzieżowych i na turniejach od mistrzostw Europy po mistrzostwa świata zdominowała konkurencję. W samym 2017 roku reprezentacja U-21 przywiozła z Euro brązowy medal, kadra U-20 zdobyła mistrzostwo świata w swojej kategorii wiekowej, to samo osiągnęła drużyna U-17, a zespół U-19 dołożył do dorobku złoto mistrzostw Europy.

Dziś z tych drużyn do seniorskiej kadry Anglików przebiło się kilka nazwisk. Jordan Pickford, Ben Chilwell, James Ward-Prowse, Tammy Abraham, Jack Grealish, Dean Henderson, Dominic Calvert-Lewin, Reece James, Mason Mount, Phil Foden, Jadon Sancho, Callum Hudson-Odoi – ci wszyscy gracze byli w którejś z reprezentacji, spośród tych zgarniających medale w 2017 roku i dziś są powoływani regularnie do dorosłej drużyny. Jeżeli dołożymy do tego takie nazwiska jak Harry Kane, Raheem Sterling czy Marcus Rashford, trudno dziwić się głosom o „złotym pokoleniu”. Na jej czele stoi Gareth Southgate, który idealnie łączy te wszystkie generacje w ostatnich kilku dekadach.

NADZIEJA NA WŁASNEJ ZIEMI

On sam już tę gadkę przerabiał. Tak określano przecież Anglię w latach Beckhama, Rooneya, Gerrarda, Ferdinanda i Lamparda, która na każdy turniej jechała z aspiracjami medalowymi, jednak aż cztery razy w latach 2002-2012 odpadała w ćwierćfinale – czy to w mistrzostwach Europy, czy mistrzostwach świata. Wcześniej tak samo nazywano kadrę, która w 1996 roku miała wywalczyć złoty medal Euro na angielskiej ziemi. To wtedy właśnie, w zespole prowadzonym przez Terry'ego Venablesa, mieliśmy zderzenie dwóch wielkich fal w angielskiej piłce i dwóch pokoleń. To, które doszło do półfinału mundialu Italia 90 było już doświadczone i zaprawione w bojach, a dodatkowo wzmacniały je nowe gwiazdy Premier League. Do Stuarta Pearce'a, Paula Gascoigne'a, Davida Platta, Paula Ince'a, Davida Seamana czy Tony'ego Adamsa dołączyli Alan Shearer, bracia Gary i Phil Neville'owie, Robbie Fowler, Steve McManaman, Darren Anderton i Jamie Redknapp, którzy w momencie rozpoczęcia turnieju nie mieli więcej niż 25 lat.

Wśród nowej fali był też mało wyróżniający się obrońca Aston Villi, czyli Gareth Southgate. Chwalony za rzetelność, zaangażowanie, wykazujący zdolności przywódcze stoper zawsze był uznawany za piłkarza na 4+, takiego, jacy potrzebni są w każdej drużynie, ale nie kogoś, kto wzbudzi zachwyt. Southgate debiutował o Venablesa pół roku przed turniejem i już w samym Euro 96 stał się podstawowym zawodnikiem. Rozegrał po 90 minut w grupie ze Szwajcarią, Szkocją oraz Holandią, a później po 120 w morderczych bojach w fazie pucharowej. Anglicy najpierw mierzyli się z Hiszpanią, którą wyeliminowali dopiero po rzutach karnych, a w półfinale czekali Niemcy w meczu, który obrósł legendą.

Dla gospodarzy Euro 96 to była sprawa honoru. W końcu to Niemcy również po karnych eliminowali Anglików w półfinale mistrzostw świata sześć lat wcześniej. Słynny mecz z wyrównaniem Gary'ego Linekera i łzami Paula Gascoigne'a, który wykartkował się z ewentualnego finału, przeszedł do historii angielskiego futbolu. Pechowcem okazał się Stuart Pearce – jeden z liderów tamtej drużyny, który przestrzelił karnego i pozwolił rywaom na awans do finału.

W Euro 96 słynny „Psycho” odkupił swoje winy, kiedy pewnym strzałem pokonał hiszpańskiego bramkarza i wydawało się, że skoro wtedy udało się Anglikom przebić taką mentalną barierę, to z Niemcami mają szansę wygrać serię jedenastek. Stało za nimi całe Wembley i fani oczekiwali, że tak, jak 30 lat wcześniej na swojej ziemi świętowali złoty medal mundialu, tak teraz sukces może powtórzyć się w mistrzostwach Europy. Ten mecz z Niemcami był jednak inny – Alan Shaerer szybko dał prowadzenie, ale też błyskawicznie wyrównał Stefan Kuntz i obie drużyny grały dość zachowawczo. Owszem, do końca podstawowych 90 minut i w dogrywce miały swoje szanse, ale stanęło na rzutach karnych. Seria przebiegała w zacięty sposób, bo nikt się nie mylił. Zarówno Anglicy, jak i Niemcy wykorzystali po pięć pierwszych prób i przyszła kolej na tych, którzy nie są na co dzień etatowymi strzelcami.

W ekipie Venablesa swoje jedenastki trafili już Shearer, Platt, Pearce, Gascoigne oraz Sheringham. Jako szósty do piłki podszedł Southgate – z jednej strony podstawowy stoper tej kadry, a z drugiej wciąż niedoświadczony piłkarz, ale sam wtedy uznał, że podoła i zgłosił się do kolejki. Uderzył słabo, Andreas Köpke odbił jego strzał, chwilę później na wagę zwycięstwa Niemców trafił Andreas Möller i Southgate'owi na zawsze przypięto już łatkę – był tym, który spudłował w Euro 96 i przez niego Anglicy nie awansowali do półfinału.

Gareth Southgate
Fot. Stu Forster/Allsport via Getty Images

NAUKA NABIERANIA DYSTANSU

Dla obrońcy Aston Villi to był koszmar. Southgate wspominał później, że przez kilka kolejnych miesięcy wypominano mu to pudło na każdym kroku. On sam wówczas, widząc panikę w oczach kolegów, zgłosił się na ochotnika do szóstej próby i Venables bardzo go za to cenił, ale późniejsza pomyłka przykryła to wszystko cieniem. – Nosiłem w sobie ten ból przez 20 lat – opowiadał po latach. – Doszedłem też do wniosku, że to nie była odwaga. Odwagą byłoby powiedzieć wtedy: „przepraszam, nie dam rady, to mnie przerasta”, a nie siłowe udowadnianie komuś, że jestem mocny. Ci, którzy tak wtedy zrobili, mieli spokój, za to wszystko spadło na mnie – dodawał.

Pudło z Niemcami naznaczyło jego karierę. W reprezentacji Anglii wystąpił w sumie 57 razy i pojechał z nią na cztery turnieje w latach 1996-2002, uzbierał 425 meczów w Premier League, zdobywał dwukrotnie Puchar Ligi z Aston Villą oraz Middlesbrough, zagrał w 2006 roku w finale Pucharu UEFA, a mimo tego do końca kariery był tylko tym gościem, który nie trafił karnego w półfinale Euro na Wembley.

Z czasem łapał do tego dystans. Pod koniec lat 90. wziął nawet udział w słynnej reklamie Pizza Hut w brytyjskiej telewizji, w której koledzy z kadry żartują sobie z niego powtarzając przy kelnerce słowo „miss” (zarówno „proszę pani”, jak i „pudło”), a Southgate w tym czasie siedzi przy stoliku w papierowej torbie na głowie, by przypadkiem nikt go nie rozpoznał. Reklama kończy się puentą i kolejnym żartem, pokazującym, że Southgate może się już z tego wszystkiego śmiać, ale w rzeczywistości to zadziałało tylko na moment.

– Robiłem dobrą minę do złej gry. Miewałem nieprzespane noce, szczególnie, kiedy jeszcze grałem, a wyjazdy na obce stadiony były ciągłym przypomnieniem tego jednego strzału. Ale to też nie tak, że byłem całkowicie zrujnowany i nie mogłem spać. Po prostu temat ciągle wracał – opowiadał. Później przyznał też, że reklama bardziej zaszkodziła niż pomogła się uporać z traumą. Chciał nią pokazać światu, że już mu przeszło, a tak nie było.

NIESPODZIEWANA PRZESIADKA

Dystans był konieczny, bo Southgate szybko zaczął szykować się na nowe życie. Wiedział jeszcze przed zakończeniem kariery, że chce zająć się trenowaniem. To również pozwoliło mu zejść nieco w cień. Marzył o tym, by odejść z wielkim triumfem, ale Middlesbrough przegrało finał Pucharu UEFA w 2006 roku z Sevillą aż 0:4. 36-letni wówczas obrońca wiedział, że to był jego ostatni mecz w karierze, ale nie mógł chyba przypuszczać, że przejście do nowej roli zajmie tak krótko. FA postanowił bowiem, że po mundialu w 2006 roku pożegna się ze Svenem-Goranem Erikssonem i na następcę wybrano Steve'a McClarena, twórcę sukcesów Boro.

Southgate znalazł się w głębokiej wodzie. Podpisał aż pięcioletnią umowę, by zostać nowym menedżerem klubu, choć nie miał jeszcze nawet licencji UEFA Pro. Premier League pozwoliła mu jednak pełnić funkcję i w międzyczasie kończyć wszelkie kursy. Ale ważniejsze zadanie miał na boisku. Middlesbrough straciło bowiem wielu piłkarzy po sezonie 2005/06 i nagle dawny kolega z szatni musiał dokonywać przebudowy. Z drużyny, która zaszła daleko w Europie, odeszli m.in. Jimmy Floyd Hasselbaink, Franck Queudrue czy Ugo Ehiogu, a zaraz później Yakubu oraz Mark Viduka – doświadczeni liderzy szatni i najlepsi strzelcy. W ich miejsce Southgate sprowadzał piłkarzy z mieszanym skutkiem. Fani Boro będą mu pamiętali niewypał, jakim był Alfonso Alves, on też wyciągnął rękę po Jonathana Woodgate'a, który przepadł w Realu Madryt, przewinął się też choćby Mido.

Southgate niespecjalnie się wyróżniał, choć m.in. Arsene Wenger często go wtedy chwalił i mówił, że kiedyś poprowadzi reprezentację Anglii. Kurtuazja czy nie, ale się sprawdziło. Dwa pierwsze sezony w Boro to bezpieczny środek tabeli. Były pamiętne chwile, jak 8:1 z Manchesterem City w ostatniej kolejce w 2008 roku, ale ogólnie dominowała przeciętność. Klub miał również coraz większe problemy finansowe i praktycznie każde okno transferowe oznaczało wyprzedaż. Przed startem sezonu 2008/09 po 11 latach gry w Middlesbrough odszedł Mark Schwarzer, sprzedano też Fabio Rochembacka, Luke'a Younga, Lee Cattermole'a i George'a Boatenga, co zwiastowało duże kłopoty. Southgate zaczął jeszcze sezon w niezłym stylu, zgarniając nawet nagrodę dla menedżera miesiąca. Przez moment Boro było nawet ósme miejsce, jednak zaraz potem przyszła seria 14 spotkań bez wygranej w Premier League i klub zaczął balansować na linie.

W ostatniej kolejce bił się o życie. Potrzebował porażek Newcastle oraz Hull i wygranej, ale też takiego rozstrzygnięcia, które pomoże odrobić pięć bramek straty w bilansie. Middlesbrough mierzyło się z West Hamem, ale nie wykonało swojej części zadania. Przegrało 1:2 i spadek po 11 latach z rzędu w Premier League stał się faktem. Southgate przepraszał kibiców i obiecywał, że przywróci Boro do elity, nawet zaczął sezon w Championship, ale pożegnano go jesienią. To wtedy zapadł się pod ziemię. Na cztery lata przestał trenować. Wrócił dopiero do struktur FA i pracy z młodzieżową reprezentacją.

SZYBKI PRZESKOK PO AFERZE

W U-21 Southgate pracował przez trzy lata i robił niezłą robotę, ale i tak można się było dziwić, gdy w 2016 roku dostał nominację do roli selekcjonera pierwszej kadry. Trzeba jednak brać poprawkę na dwie sprawy. Po pierwsze Anglicy byli wtedy świeżutko po skandalu z poprzednim selekcjonerem, kiedy to Sam Allardyce został przyłapany na próbie przyjęcia łapówki i pożegnał się z kadrą po zaledwie 67 dniach i perfekcyjnym bilansie – wygranej w jednym meczu ze Słowacją. Jeszcze przed aferą wybór Allardyce'a budził kontrowersje, ale tak naprawdę żaden z kandydatów nie przekonywał wtedy opinii publicznej. Po zwolnionym po słabym Euro 2016 Royu Hodgsonie schedę miał przejąć albo Allardyce, albo... Steve Bruce. Nazwisko Southgate'a też się przewijało, ale dominowała narracja, by postawić na doświadczonego, pragmatycznego menedżera.

Niewiele ponad dwa miesiące później wszystko się zmieniło. Allardyce swoim zachowaniem utrwalił stereotyp angielskiego „betonu” i szybko zdano sobie sprawę, że lepiej zwrócić się ku młodości, szczególnie, że eksperymenty z zagranicznym selekcjonerem też nie wypaliły, patrz: Fabio Capello.

To wtedy kadrę przejął Southgate – początkowo jako menedżer tymczasowy, a później już jako pełnoprawny selekcjoner. Na tle poprzednika momentalnie sprawiał wrażenie człowieka z otwartym umysłem, znacznie chętniej sięgał po nowinki i czuć było, że obserwuje taktyczne trendy. Wybór miał logiczne podłoże, bo Southgate dopiero co pracował z młodzieżą. W angielskim związku uznano, że trudno o lepszy wybór, by odciąć się od trenerów z pokolenia Hodgsona i Allardyce'a. Wszystko działo się jeszcze jesienią 2016 roku, czyli przed medalowymi żniwami Anglików w grupach młodzieżowych, ale już wtedy podkreślano, że Southgate gwarantuje kontynuację.

LICZNI I ELASTYCZNI

Dużą siłą reprezentacji Anglii pod wodzą Southgate'a stała się elastyczność. Na mundialu w Rosji świetnie funkcjonowało ustawienie z trzema środkowymi obrońcami i wahadłowymi, a plan przejść na ten system obrósł legendą. Podobno Southgate wpadł na ten pomysł podczas wspólnego obiadu ze swoim asystentem Steve'em Hollandem. Obaj panowie spędzili wspólnie miesiąc, obserwując mecze młodzieżowych mistrzostw Europy w Polsce i Pucharu Konfederacji poprzedzający rosyjskie mistrzostwa. Wtedy uznali, że trójka z tyłu to dobry fundament.

– Myśleliśmy o tym, co sprawi, że będziemy tracili jak najmniej goli i co pozwoli nam na większą kontrolę nad spotkaniem, gdy będziemy atakować. To musieliśmy dopasować również do tego, jakich posiadamy piłkarzy – tłumaczył Holland w rozmowie z „The Times”. On zresztą odegrał tu ważną rolę, bo jako asystent pracował w Chelsea z Antonio Conte, gdy ten zdecydował się na to ustawienie w trakcie sezonu 2016/17 i dzięki temu The Blues odjechali reszcie ligowej stawki w drodze po mistrzostwo. Southgate z kolei znał ten sposób gry z czasów występów w reprezentacji Anglii pod wodzą Venablesa.

System zadziałał w Rosji świetnie i udało się osiągnąć najlepszy mundialowy finisz od 28 lat. Ale już po zakończeniu turnieju Southgate nie zaszufladkował się i rozwija zespół. Anglicy raz grają w ustawieniu z trójką obrońców, a raz z czwórką i wtedy korekty zachodzą w ofensywie. Selekcjoner czerpie bowiem z ogromnych pokładów jakości na pozycjach napastników, skrzydłowych i ofensywnych pomocników, dlatego szuka dla nich jak najwięcej miejsca.

England v Kosovo - UEFA Euro 2020 Qualifier
Fot. Clive Mason/Getty Images

Dziś żadna reprezentacja w Europie nie zmienia się w tak szybkim tempie, co Anglia. Na marcowe zgrupowanie nie mogli przyjechać chociażby Jadon Sancho, Jack Grealish czy James Maddison, nie został powołany Trent Alexader-Arnold i Aaron Wan-Bissaka, a mimo tego skład wygląda mocarnie. Southgate przed nikim nie zamyka drzwi, co pokazuje chociażby powrót do kadry Jessego Lingarda, i lubi mieć pole manewru, dlatego odkąd objął kadrę, wystąpiło w niej aż 76 piłkarzy, 81 dostało powołanie, a i tak praktycznie na każdym zgrupowaniu pojawia się jakiś potencjalny debiutant albo mówi się o tych, którzy mogliby przyjechać. Gdyby selekcjonerom przed dużymi turniejami pozwalano na powoływanie 50-osobowej szerokiej kadry, Southgate i tak miałby dylemat, kogo skreślić z takiej listy.

OTWARCIE NA ŚWIAT

Southgate i jego sztab wpłynęli jednak nie tylko na sposób gry, ale być może przede wszystkim na to, jak postrzegana jest w Anglii sama reprezentacja i jak do gry do niej podchodzą piłkarze. Od mundialu w Rosji wokół kadry panuje zazwyczaj bardzo dobra atmosfera, co trudno sobie przypomnieć z przeszłość. Southgate wpoił zawodnikom, że gra w narodowych barwach to przede wszystkim zaszczyt, a nie ciężar. – Za każdym razem, gdy reprezentujesz Anglię, niesiesz ze sobą marzenia kibiców i oczekiwania. Nie da się grać bez poczucia presji czy nawet strachu, ale musisz stawić temu czoła – tłumaczył.

Southgate zbudował grupę, choć w niej ciągle się kotłuje. Celnie ocenił to Rio Ferdinand, który przyznał kilka lat temu, że jego pokolenie zniszczyła wzajemna chęć rywalizacji, która z boisk Premier League przenosiła się do szatni reprezentacji. Southgate szybko gasi wszelkie konflikty i stawia na dobrą komunikację z mediami. To też był aspekt, który w przeszłości kulał, a u niego zaczął funkcjonować profesjonalnie. Southgate bowiem nie wyobraża sobie innej postawy. Jest zafascynowany amerykańskim sportem i twierdzi, że w tamtejszych ligach zawodowych relacje na linii dziennikarze – sportowcy są wzorem. Dawniej latał m.in. na Super Bowl, gdzie zaskoczył go fakt, w jaki sposób zawodnicy biorący w nim udział komunikują się z mediami. Zamiast skoszarowania i zamkniętych treningów, cały tydzień poprzedzający finał są dostępni dla mediów, organizowane są konferencje prasowe i wszyscy wydają się zrelaksowani. Taka otwartość i oswojenie się z presją mu się spodobała, więc na modłę NFL, po ogłoszeniu 23-osobowej kadry na mistrzostwa świata w Rosji, zorganizował „dzień medialny”, na którym miał stawić się każdy z powołanych.

– Myślę, że jednym z naszych błędów przez lata było to, że stosunki między piłkarzami a prasą były napięte, dochodziło do konfrontacji i dziennikarzy traktowano jak intruzów. Takim podejściem sami nakładaliśmy na siebie jeszcze większą presję – tłumaczył. Zachęcał również do zabierania głosu na ważne tematy. Dzięki temu chociażby Danny Rose publicznie przyznał się do problemów z depresją, a Raheem Sterling opowiadał o trudnym dzieciństwie i ze spokojem odpowiadał na ataki ze strony tabloidów. Ponadto z drużyną pracuje psycholog. O tym głośno było również podczas mundialu w Rosji, kiedy jego analizy miały m.in. pomóc przy wyborze najbardziej odpornych mentalnie graczy przed sesją rzutów karnych w 1/8 finału przeciwko Kolumbii. Jedenastki to zawsze była angielska trauma, aż w końcu klątwę udało się wtedy odwrócić. Dokonał tego człowiek, który sam przecież był jedną z twarzy bolesnego odpadnięcia w konkursie karnych.

– Pudło z 1996 roku sprawiło, że wyrobiłem dużą odporność i zmieniło mnie jako człowieka. Bez tego przeżycia pewnie nie przetrwałbym jako menedżer, a tak stałem się twardszy, bo mierzyłem się z tą winą przez całą karierę. Takie sytuacje dają ogromną siłę – mówił Southgate w wywiadzie dla talkSPORT.

Udanym mundialem i kolejnymi latami, w których Anglicy jak burza przechodzili kolejne eliminacje, wyrobił sobie wiarygodność. Wie jednak, że aby odgonić wszelkie demony, musi zdobyć z reprezentacją medal. Półfinał w Rosji był fajny, ale koniec końców skończyło się czwartym miejscem. W dorobku Anglików wciąż pozostaje więc tylko jeden krążek – ten za mistrzostwo świata z 1966 roku. Southgate wie doskonale, że szansą na poprawę tego jest nadchodzące Euro. Dodatkowo sprzyjać ma fakt, że decydująca faza turnieju odbywać się będzie na Wembley. Southgate może więc w pełni odkupić winy w tym samym miejscu, w którym 25 lat wcześniej stał się wrogiem publicznym numer 1 wszystkich angielskich fanów.

Podziel się lub zapisz
Futbol angielski i... amerykański. Przez cały rok na okrągło żyje Premier League i NFL, o kórych pisze w newonce.sport. Usłyszycie go w również audycjach Kick Off i NFL Po Godzinach.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.