Stres, potem euforia i nadzieja, wreszcie rozczarowanie – na Wembley przeszliśmy wszystkie stany emocjonalne

Zobacz również:Z NOGĄ W GŁOWIE. Jerzy Brzęczek – jedyny naprawdę niekochany w reprezentacji
fot. Michael Steele - The FA/The FA via Getty Images

Dziwny był to mecz. W pierwszej połowie oglądaliśmy klasyczne starcie Manchester City – Burnley. W drugiej okazało się, że John Stones nie zapomniał, na szczęście, jak popełniać błędy. Niespodzianki nie było. Choć Anglicy mają mnóstwo kreatywnych graczy, sprawę załatwił taranem Harry Maguire. Brak Roberta Lewandowskiego zrobił w tym starciu różnicę.

Dominacja Anglików w pierwszej odsłonie była porażająca. Smutno się na to patrzyło, gdy zespół Garetha Southagate’a wymieniał kolejne podania, nie pozwalając nam przekroczyć połowy boiska. Bramka Harry’ego Kane’a mogła być sygnałem naszej klęski. Ale na szczęście tak nie było.

Bo chociaż reprezentacja Anglii prowadziła grę w sposób bezdyskusyjny, to nie bombardowała naszej bramki, Wojciech Szczęsny nie musiał ratować nam skóry, a szarże Raheema Sterlinga, poza tą, po której sędzia podyktował jedenastkę, nie zrobiły nam krzywdy, choć kosztowały sporo stresu.

Anglikom brakowało dobrych decyzji w kluczowych momentach i to nas uratowało. Byli lepsi, wyglądali na naszym tle, jak zespół bardzo dojrzały, już świadomy swoich możliwości wygląda na tle drużyny w przebudowie. Jednak niewiele z tego wynikało. Zejście do szatni ze stanem 0:1 naprawdę było sukcesem.

Do tego meczu podłączył nas John Stones. Środkowy obrońca w tym sezonie tworzy fenomenalny duet z Rubenem Diasem w Manchesterze City, który zmierza pewnie po tytuł mistrzowski. Ale nagle przepalił mu się bezpiecznik. Polacy świetnie to wykorzystali, zresztą, bramka była swojego rodzaju nagrodą za to, że chwilę wcześniej sędzia nie zauważył zagrania Maguire’a ręką, za co należał nam się rzut karny.

To bardzo ważny gol dla Kuby Modera. Młody reprezentant Polski stawia pierwsze kroki w Premier League i mimo ostatecznej porażki na Wembley, ta bramka pozwoli mu zbudować swoją pozycję jeszcze mocniej. W Brighton w jego talent wierzy Graham Potter, wystawiając go niedawno w wyjściowej jedenastce klubowej, dał mu niesamowity zastrzyk pewności siebie. Moder w reprezentacji Paulo Sousy szybko powinien stać się jedną z ważnych postaci.

Wielka szkoda, że nie zagrał Robert Lewandowski. Nie mam maszyny, która wyliczałyby, jaki wynik padłby z kapitanem kadry w składzie, jednak dałoby nam to zupełnie inne wejście w ten mecz. Wydaje mi się, że brak Lewego na początku lekko sparaliżował naszych. Musieli poświęcić trzy kwadranse na uspokojenie nerwów. Potem było już lepiej.

Tak, wiem, że Lewandowski gra zawsze i z tego powodu nie chciał także odpuścić sobie meczu z Andorą. Bo jest kapitanem, bo może nawet nie wygralibyśmy ze słabeuszem w Warszawie, gdyby nie jego pomoc. Rozumiem, że komuś może nie podobać się moja opinia, ale w przeciwieństwie do tego kogoś, daje mu do niej prawo. Według mnie, i podkreślę to raz jeszcze, żadna to kontrowersja, w takim trzymeczowym cyklu Robert powinien był odpocząć w jednym spotkaniu i chyba nie ma wątpliwości, w którym.

Zostawmy to jednak, bo z Anglią ostatecznie nie zagrał. Zwyciężył zespół lepszy, tutaj nie ma dyskusji. Trudno wymagać od Helika, by nagle bez problemu powstrzymywał rajdy Sterlinga, czy od Świderskiego, żeby udźwignął na plecach ciężar numeru Lewandowskiego. Ale ten mecz miał być odpowiedzią na pytanie, w jakim miejscu jesteśmy przed EURO, to jest nasz cel. I Sousa dostał na pewno dużo odpowiedzi, bo na szczęście dla niego zagraliśmy z rywalami z trzech różnych światów – bardzo dobrym, solidnym i słabym. Pozwoliło mu to dość szybko złapać feeling polskiego zespołu. Tylko od niego zależy, co z tego wyciągnie.

Chce szukać, jeśli ma zbudować autorską reprezentację, to wymagać będzie potknięć, bo wiąże się z tym ryzyko. Porażkę na Wembley można było wkalkulować zanim te eliminacje się zaczęły. Moim zdaniem dużo większą stratą jest remis w Budapeszcie. Jesteśmy w takiej sobie sytuacji, ale nie w fatalnej. W dziwnym czasie, gdy mecze eliminacyjne są zarazem sprawdzianami przed dużym turniejem. Ale z drugiej strony to dobrze, ponieważ kadra jest testowana i hartowana w warunkach bojowych. Sousę rozliczymy po EURO, na pewno nie możemy po meczu z Anglią.

Na koniec słówko o rywalach. Jeśli chce powalczyć o medale ME, to było za mało. Oczywiście, gdy trafią na rywala chcącego grać z nimi bardziej otwartą piłkę, na pewno mogą pokazać więcej. Zarówno Albania, jak i Polska, starały się głównie przeszkadzać. Zabrakło mi w jej grze kreacji, czegoś wyjątkowego, magicznego. To może dać dzisiaj jeden piłkarz. Jack Grealish. Na nasze wielkie szczęście nie mógł zagrać.

Podziel się lub zapisz
Czasem pisze – w poniedziałki Futbolowa Gorączka, a w piątki Tygodniówka na newonce.sport, a czasem gada – w poniedziałki w Kick Off, w czwartki w Futbol i Cała Reszta w newonce.radio. Liga angielska jest najlepsza na świecie. Amen.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.