Sto obiecujących dni Adriana Guli. Jak gra nowa Wisła Kraków (ANALIZA)

Zobacz również:CENTROSTRZAŁ #3. Odwaga pionierów. O nieoczywistych kierunkach transferowych
Trener Wisły Kraków
Jakub Gruca/400mm

Miejsce w czołówce tabeli, najwięcej zdobytych bramek, ofensywny futbol i nagłe zwroty akcji. Po wiosennym obrazie nędzy i rozpaczy, Biała Gwiazda znów żyje. W tym tygodniu minęło sto dni od zatrudnienia jej nowego trenera. Sprawdzamy, na jakich aspektach gry Słowak już zdołał odcisnąć piętno.

7 czerwca Wisła Kraków ogłosiła, że jej nowym trenerem został Adrian Gula, wcześniej prowadzący Viktorię Pilzno, Żylinę, Trenczyn i słowacką młodzieżówkę. W tym tygodniu minęło sto dni jego rządów w małopolskim klubie. W polityce to symboliczny okres, kończący fazę formowania i docierania się nowego gabinetu, a rozpoczynający czas właściwych rządów. Piątkowy (20.30) mecz z Lechem Poznań to więc także dla Białej Gwiazdy symboliczne przejście z fazy "nowy trener potrzebuje czasu", w okres pierwszego rozliczania z efektów. Warto się przyjrzeć, jakie podstawy udało się jak dotąd Słowakowi zbudować.

Wejście do krakowskiego klubu o tyle nie było dla nowego trenera łatwe, że wraz z nim, ale kilka tygodni później, pracę rozpoczynał też nowy dyrektor sportowy, przez co cały dział sportowy przeszedł rewolucję. Także drużyna została mocno przewietrzona. Odeszło z niej dziewięciu zawodników, a dziesiąty, czyli podstawowy bramkarz Mateusz Lis, został sprzedany po pierwszej kolejce. Trzech młodych piłkarzy wypożyczono do niższych lig. W ich miejsce przyszło jedenastu nowych zawodników. Niektórzy trafili do klubu z problemami. Skrzydłowy Mateusz Młyński miał za sobą pół roku bez gry, stoper Alan Uryga podczas urlopu doznał kontuzji i jeszcze w tym sezonie nie zagrał, a bramkarz Paweł Kieszek dołączył do drużyny już w trakcie sezonu.

Start ułatwiło jednak to, że większość ruchów została przeprowadzona jeszcze przed rozpoczęciem rozgrywek i nowi piłkarze wzięli udział przynajmniej w części przygotowań. Obyło się też bez długotrwałych kontuzji. Jedynie Jakub Błaszczykowski zerwał więzadła krzyżowe już po rozpoczęciu sezonu. Gula i tak rzadko miał go jednak wcześniej do dyspozycji, a z perspektywy trenera brak dwuznacznej sytuacji, w której musiałby tak ważnego piłkarza trzymać na ławce, niekoniecznie musi mu utrudniać pracę. Sytuacja startowa Słowaka była też o tyle dobra, że po fatalnych dwóch sezonach i rozczarowaniach związanych z witanym z ogromnymi nadziejami Peterem Hyballą, tym razem oczekiwania w Wiśle były wyjątkowo niskie. Prezes mówił o miejscu w pierwszej ósemce, dyrektor sportowy podkreślał znaczenie procesu. Nawet wśród kibiców jakby mniej niż zwykle było głosów o walce o podium. Poprzeczka do przeskoczenia wisiała wyjątkowo nisko.

1
JAK WISŁA PUNKTUJE
Maciej Sadlok
Jakub Gruca/400mm

Po siedmiu kolejkach krakowianie zajmują czwarte miejsce z jedenastoma punktami. Faktyczna pozycja mogłaby być odrobinę niższa, bo Wisła jest w punktowym zasięgu Radomiaka (zaległy mecz z Rakowem), Zagłębia (zaległy mecz z Legią), Rakowa (zaległe mecze z Radomiakiem i Górnikiem) oraz Legii (zaległe mecze z Zagłębiem i Bruk-Betem). Gdyby wszystkie mecze potoczyły się na jej niekorzyść, spadłaby na szóste miejsce. To i tak lepszy start niż w poprzednich dwóch latach, gdy Wisła po siedmiu kolejkach miała sześć i dziesięć punktów. Ostatni raz Biała Gwiazda ruszyła w sezon lepiej przed trzema laty, gdy za Macieja Stolarczyka miała na tym etapie czternaście punktów i zajmowała drugie miejsce w lidze. Co jednak na tym etapie być może ważniejsze, Wisła ma mniej więcej tyle punktów, na ile zasłużyła, czyli jej miejsce w tabeli nie jest zbyt mocno zakrzywione przez czynniki losowe. Ze wskaźnika punktów oczekiwanych wynika, że Wisła “zasłużyła” z gry na 12,3 punktu. Co oznacza, że pod względem stosunku stwarzanych sytuacji do tych, do jakich dochodzi rywal, jest jak na razie trzecią drużyną ligi. Tylko za Lechem oraz Jagiellonią.

2
JAK WISŁA STRZELA
Wisła Kraków
FOT BARTEK ZIOLKOWSKI / 400mm.pl

Krakowianie od pierwszej kolejki pokazują ofensywną twarz. W tej chwili mają na koncie trzynaście goli, co jest najwyższym wynikiem w lidze do spółki z Lechem. Gole oczekiwane pokazują, że skuteczność wygląda dobrze, bo z sytuacji Wisła zapracowała na 12,5 bramki, co jest drugim rezultatem za “Kolejorzem”. Gdyby rozbić gole na poszczególne fazy gry, okaże się, że krakowianie są szczególnie groźni, gdy atakują pozycyjnie. W ten sposób trafili do siatki aż sześć razy, co dobrze wpisuje się w głoszone przed sezonem oczekiwania o powrocie do tzw. krakowskiej piłki, czyli gry podaniami, z dłuższym utrzymywaniem się przy piłce. Drugie miejsce w dorobku Wisły zajmują stałe fragmenty gry. Gracze Guli trzy gole strzelili po rzutach rożnych, a jednego z rzutu karnego. Bramkowy dorobek uzupełniają bramki po kontratakach wyprowadzanych z własnej połowy — przeciwko Legii oraz pierwsza z Górnikiem Łęczna i jeden gol strzelony w wyniku odbioru pod bramką rywala – tak padło trzecie trafienie w Łęcznej.

3
JAK WISŁA TRACI
Wisła Kraków
Piotr Kucza/400mm

Zdecydowanie gorzej wygląda jak na razie obrona Wisły, choć w skali ligi nie wyróżnia się na minus. Nie nadąża jednak za czołowym atakiem. Wisła straciła dziewięć bramek, co przy średniej 1,17 na mecz daje dziewiąte miejsce w lidze. Dokładnie w środku stawki. Z goli oczekiwanych wynika, że mniej więcej na tyle zasłużyła (jej wynik to 8,39, dziesiąty w lidze). Wisła jest na niechlubnych pierwszych miejscach, jeśli chodzi o bramki tracone bezpośrednio z rzutów wolnych – jako jedyna straciła w ten sposób dwie oraz gole strzelane zza pola karnego. Bramkarze Wisły zostali w ten sposób zaskoczeni w siedmiu kolejkach aż cztery razy.

Najsłabiej wygląda obrona przed stałymi fragmentami gry rywala, bo Wisła straciła tak niemal połowę goli. Do bezpośrednich rzutów wolnych z Lechią Gdańsk oraz Bruk-Betem, dochodzą bramki po pośrednich wolnych z Rakowem oraz Górnikiem Łęczna. Trzy gole krakowianie stracili, dając się zaskoczyć atakom pozycyjnym rywali, w fazie, w której byli ustawieni w wyjściowym szyku obronnym. W ten sposób dwa razy strzeliła im Stal Mielec, a raz Bruk-Bet. Dwukrotnie Wisła pozwalała rywalom na gole po stratach przy wyprowadzeniu piłki z własnej połowy — tak było w meczach z Lechią i Rakowem. Warto natomiast podkreślić, że nie straciła jeszcze żadnego gola w wyniku wyjścia rywala spod jej wysokiego pressingu i kontrataku.

4
JAK WISŁA ATAKUJE
Yaw Yeboah - Wisła Kraków
Fot. Jakub Gruca / 400mm.pl

Jako że gole nie opowiadają całej historii o tym, jak gra dany zespół, warto przyjrzeć się, jak zachowuje się drużyna Guli z piłką przy nodze. Nie tylko ze względu na dużą liczbę strzelanych goli Wisła należy do zespołów, które w tym sezonie dobrze się ogląda. W pięciu z siedmiu dotychczas rozegranych meczów krakowianie dochodzili do lepszych sytuacji niż ich rywale (jedynie w spotkaniach ze Stalą oraz Bruk-Betem wyglądali pod tym względem gorzej). Oddają najwięcej strzałów spośród wszystkich drużyn w ekstraklasie (średnio 13 na mecz), ale co ważne, nie strzelają z kompletnie nieprzygotowanych pozycji, bo celność na poziomie 36% to piąty wynik w lidze. Jeśli chodzi o uderzenia zza pola karnego, Biała Gwiazda jest trzecia w lidze, a pod względem strzałów z gry nie ma sobie równych. Dorobek bramkowy mogła z tego zresztą mieć znacznie wyższy, bo pięć razy trafiła w obramowanie bramki. Tylko Radomiak miał podobnego pecha.

Wisła sprawia, że w polu karnym przeciwników regularnie wiele się dzieje. Piłkarze Guli są jednymi z najczęściej dośrodkowujących w lidze (4. miejsce), jednak w tej kwestii mają wiele do poprawy, bo pod względem celności dograń z bocznych sektorów są trzeci wśród najgorszych w całej stawce. Wyraźna jest też dysproporcja pomiędzy oboma skrzydłami. Prawe, na którym grają Yaw Yeboah i Konrad Gruszkowski, pod względem dośrodkowań jest drugie w ekstraklasie. Lewe Mateja Hanouska i Mateusza Młyńskiego (lub Piotra Starzyńskiego) już przeciętne w skali ligi. Z wynikiem 18,5 kontaktu z piłką w polu karnym na mecz krakowianie są na trzecim miejscu w lidze. Obrońcy w meczach przeciwko nim nie mogą się więc nastawiać na spokojne popołudnia i wieczory.

5
JAK WISŁA BRONI
Wisła Kraków
Grzegorz Radtke/400mm

Hyballa głośno zapowiadał stworzenie w Krakowie maszyny do pressingu, która faktycznie powstała, ale szybko się zacięła. Gula tego nie zapowiadał, lecz wygląda na to, że zdołał ją naprawić. Bo niepostrzeżenie Wisła stała się jedną z najintensywniej broniących drużyn w lidze. Pressing mierzy się najczęściej wskaźnikiem PPDA, określającym liczbę podań, które przeciwnik może wymienić, zanim dany zespół podejmie akcję obronną. W przypadku Wisły ten wskaźnik wynosi 6,48 i jest najniższy w lidze. Co oznacza, że rywal dostaje tylko trochę ponad sześć swobodnych podań, po których ma już na karku gracza Wisły. Nikt w ekstraklasie nie doskakuje tak szybko.

Aktywne bronienie krakowian widać też w indeksie pojedynków, mierzącym liczbę pojedynków, odbiorów i przechwytów na każdą minutę posiadania piłki przez rywala. Wisła w ciągu każdej minuty bez piłki wykonuje 7,5 akcji obronnej, co jest najwyższym wynikiem razem z Wisłą Płock. Co oznacza, że gdy rywal ma piłkę, musi się mocno namęczyć, by ją utrzymać, bo gracze Guli nie pozwalają mu na swobodne rozgrywanie. Strzały też przeciwnicy rzadko mogą oddawać z czystych pozycji, bo Biała Gwiazda aż 38% prób rywali blokuje. To najwyższy wynik w lidze. Wisła chętnie wchodzi w pojedynki – jest w ich liczbie piąta w lidze – ale unika toczenia ich w powietrzu. Takich ma najmniej w ekstraklasie. A gdy już w takie się wdaje, rzadko je wygrywa – zdarzyło się to tylko w 44% przypadków.

6
JAK WISŁA ROZGRYWA
Wisła Kraków
Michał Stawowiak/400mm

W tym kontekście widać chyba największą zmianę pomiędzy ekipami Hyballi i Guli. Podczas gdy obaj trenerzy chcieli odbierać piłki możliwie szybko i wysoko, robią to w innym celu. Niemiec chciał natychmiast po przechwycie szukać najkrótszej drogi do bramki. Słowak zabiera piłkę rywalom, by jego zespół mógł rozpocząć budowę kolejnego ataku. To klasyka krakowskiej piłki. Wisła ma najwyższe posiadanie w lidze — średnio 58,6%. Najniższe, jakie dotąd jej się zdarzyło, wynosiło 50% i zostało osiągnięte w meczu z Legią. Już trzykrotnie kończyła mecze, mając piłkę przy nodze przez ponad 60% czasu. Inaczej niż za czasów Hyballi, wiślacy nie nadużywają dryblingu. Są pod tym względem raczej w środku ligowej tabeli. A większość ich wyniku nabija Yaw Yeboah, tak naprawdę jedyny w drużynie, który regularnie korzysta z tego środka ataku.

Pomijając ghańskiego skrzydłowego, Wisła raczej gra podaniami. Wymienia ich przeciętnie w każdym meczu 448, co jest najwyższym wynikiem w lidze. Zagrania są raczej dopieszczone, bo 85% z nich trafia do adresata, co także daje krakowianom pierwsze miejsce w lidze. Pod względem szybkości wymieniania piłki Wisła jest na drugiej pozycji w lidze, z 14,6 podaniami na każdą minutę posiadania. W ogóle dość dużo wskaźników statystycznych sugeruje sporo jakości piłkarskiej tej drużyny. Wisła szybko i często wymienia piłkę, osiągając wysoki procent celności, co mogłoby wskazywać na bezpieczne granie od obrońcy do obrońcy. To nie jest jednak prawda. Krakowianie wprawdzie rzadko próbują podań prostopadłych, przeszywających linię obrony — są pod tym względem na trzecim miejscu od końca, ale zagrywają stosunkowo dużo długich piłek. Aż 60% z nich trafia jednak do celu.

Statystyczny profil podań Wisły zdradza zespół chcący grać do przodu. Jeśli chodzi o piłki posyłane w tercję przeciwnika, krakowianie są drudzy w lidze. 85% takich zagrań trafia do celu. Nikt w ekstraklasie nie wykonuje więcej podań zdobywających przestrzeń, których Wisła zalicza średnio 73 na mecz. Jak jednak przystało na zespół podający najwięcej, Wisła jest drugim wśród najczęściej tracących piłkę zespołów. Przeciwnicy raczej godzą się na to, by zespół Guli prowadził grę. Pozwalają jej na ponad dwanaście podań, zanim zaatakują pressingiem. To drugi wynik w ekstraklasie. Co może sugerować, że rywale obawiają się, iż Wisła byłaby w stanie uwolnić się spod ich pressingu.

7
JAK WIŚLACY WYGLĄDAJĄ INDYWIDUALNIE
Wisła Kraków
Marcin Szymczyk/400mm

Michal Skvarka i Dor Hugi są z trzema asystami liderami ligi. Zwłaszcza w przypadku Izraelczyka to imponujący wynik, biorąc pod uwagę, że grał tylko przez 122 minuty. Słowak pod względem oczekiwanych asyst, statystyki mierzącej jakość podań, jest na trzecim miejscu w ekstraklasie. Królem pierwszych tygodni w drużynie jest Yeboah, który u Guli osiągnął jak na razie życiową formę. Jest na piątym miejscu wśród najczęściej strzelających piłkarzy, drugi pod względem dryblingów i trzeci, jeśli chodzi o prowadzenie piłki do przodu. Co pokazuje, jak często ghański skrzydłowy bierze na siebie grę.

Zdecydowanie bardziej dyskretnym, ale również kluczowym piłkarzem został w pierwszych stu dniach Guli w Krakowie Holender Achraf El Mahdioui. Środkowy pomocnik jest jednym z najczęściej wchodzących w defensywne pojedynki piłkarzem ligi. Wykonuje najwięcej podań w lidze, nieznacznie wyprzedzając trzeciego w tej klasyfikacji Michala Frydrycha. Nie ma sobie natomiast równych, jeśli idzie o podania w tercję przeciwnika. Ogółem, jeśli chodzi o zagrania zdobywające przestrzeń, jest czwartym piłkarzem w lidze. Liderem w tej klasyfikacji jest lewy obrońca Matej Hanousek, który jest też w czołówce pod względem zaliczanych przechwytów. Z kolei Frydrych pojawia się jeszcze wysoko pod kątem blokowanych strzałów. Tylko trzech zawodników w ekstraklasie robi to od niego częściej.

8
JAK GULA ZARZĄDZA KADRĄ
Wisła Kraków
Michał Stawowiak/400mm

Słowak kilku zmian musiał dokonać nie ze swojej winy. W siedmiu kolejkach w Wiśle zagrało trzech różnych bramkarzy, bo po sprzedaży Mateusza Lisa Paweł Kieszek tylko dwa razy trenował z drużyną, więc do bramki na dwa mecze pomiędzy nich wskoczył jeszcze Mikołaj Biegański. Kontuzja wykluczyła też na jakiś czas z gry Georgija Żukowa, a Patryk Plewka i Felicio Brown Forbes w pierwszej fazie sezonu — z różnych względów — nie byli jeszcze gotowi do występów. Widać, że przy tylu zmianach, Gula starał się możliwie zbudować drużynie w miarę stabilny kręgosłup. Stoper Frydrych, lewy obrońca Hanousek i środkowy pomocnik El Mahdioui nie opuścili dotąd ani minuty. Ofensywny pomocnik Skvarka tylko dwadzieścia dwie, a prawy obrońca Gruszkowski 32. Wśród grających niemal zawsze jest także Yeboah, który — co warte podkreślenia — przestał już być, jak w poprzednim sezonie, zawodnikiem, który świetnie zaczyna mecze, a później z każdą minutą gaśnie. Pozostali piłkarze podlegają większej rotacji, a Gula szukał odpowiednich rozwiązań. Najtrudniej idzie mu szukanie partnera na środku obrony dla Frydrycha — zaczynał na tej pozycji Sadlok, ostatnio gra Serafin Szota, a także lewoskrzydłowego, gdzie startował w sezon Starzyński, później grał Młyński, a ostatnio wystąpił nominalny napastnik Jan Kliment.

Ogólnie widać, że Gula stara się utrzymać pod prądem wielu zawodników. Przeprowadził w tym sezonie 35 zmian, co oznacza, że w każdym spotkaniu wykorzystał dostępny dla niego limit i jest na razie jedynym w lidze trenerem, który dokonał aż tylu roszad. Jedynymi zawodnikami, którzy mogli, a na razie nie pojawili się na boisku (nie licząc bramkarzy nr 3 i 4), są Krystian Wachowiak i Adi Mehremić. Na wyraźnego przegranego zmiany trenera wygląda na razie Dawid Szot, który w zeszłym sezonie zagrał dwadzieścia razy, a w tym sezonie pojawił się na boisku tylko na minutę, by ukraść trochę doliczonego czasu w meczu z Legią.

Młodzi piłkarze nie mają jednak u Słowaka źle. Choć średnia wieku piłkarzy na boisku 26,4 nie wyróżnia się w skali ligi ani na plus, ani na minus, krakowianom zdarzało się już w tym sezonie zagrać z trzema młodzieżowcami w wyjściowym składzie. Dobrze rozwijają się wypromowany przez Hyballę Gruszkowski oraz Plewka, który u Niemca przed kontuzją wszedł na wyższy niż wcześniej poziom i teraz znów do niego nawiązuje. Mimo gola w debiucie, po Młyńskim widać długą przerwę w grze. Niezadowolony może być na razie Starzyński, który był odkryciem wiosny w zespole, latem świetnie prezentował się w sparingach i zaczął sezon w podstawowej jedenastce, ale od półtora miesiąca gra tylko ogony. To już jednak wina jego, a nie Guli, bo zespół wygląda dobrze i ci młodzieżowcy, którzy nie zaniżają poziomu, dostają szanse. Ciekawie udało się też wkomponować większość nowych piłkarzy. Nawet jeśli nie każdy gra już na bardzo wysokim poziomie, każdy zdążył przynajmniej pokazać, co w nich widzieli ci, którzy zdecydowali się ich ściągnąć. A to już duża zmiana na plus w porównaniu do poprzednich lat.

9
JAKIE TO BYŁO STO DNI
ekstraklasa
Marcin Szymczyk/400mm

Rozbudzające apetyt na więcej. Widać, że Guli szybko udało się zrobić zespół, który ma wyraźny rys, a sam trener robi dobre wrażenie zarówno zewnętrznie, nie zakłamując rzeczywistości pomeczowymi wypowiedziami, jak i wewnętrznie, gdzie jest chwalony za to, jakim jest człowiekiem. Bardzo ważnym momentem otwarcia Słowaka w Wiśle był tydzień po meczu ze Stalą Mielec (1:2), w którym zespół pokazał oblicze niebezpiecznie przypominające to z poprzedniego sezonu, a trener powiedział na konferencji o potrzebie większej determinacji. Mecz z kolejnym zespołem z dołu tabeli wyglądał już znacznie, lepiej, gasząc w zalążku wszelkie potencjalne rozmowy o kryzysie. Po porażce w Mielcu Wisła zdobyła siedem punktów na dziewięć możliwych, mimo że mecze z Lechią i Legią nie należały do najłatwiejszych. To kupiło Słowakowi trochę spokoju przed tym, co czeka go w najbliższych tygodniach, bo przed kolejną przerwą na kadrę Wisła zagra z Lechem, Pogonią i Piastem. Jednak po tym, co na razie pokazała, Biała Gwiazda nie musi do żadnego z tych meczów przystępować z kompleksami. Przeciwnie, szybko udało się jej doprowadzić do stanu, w którym jej starcia z czołowymi zespołami ligi znów zapowiadają się na hity kolejki.

Podziel się lub zapisz
Prawdopodobnie jedyny człowiek na świecie, który o Bayernie Monachium pisze tak samo często, jak o Podbeskidziu Bielsko-Biała. Szuka w Ekstraklasie śladów normalności. Czyli Bundesligi. W newonce.sport autor sobotniego cyklu Z nogą w głowie i poniedziałkowej rubryki Centrostrzał.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.