Specjalista od sprzątania. Ronald Koeman bierze się za odbudowę Barcelony

koeman.jpg

Ronald Koeman jest pierwszym elementem spontanicznego planu naprawczego Barcelony. To aktualny selekcjoner reprezentacji Holandii zastąpi Quique Setiena na stanowisku trenera. Miał nim zostać już w 2003 roku, lecz wtedy Katalończycy nie chcieli zapłacić jego klauzuli w Ajaksie i wybrali Franka Rijkaarda. Holender doczekał się życiowej szansy w najtrudniejszych możliwych warunkach pracy.

Poniedziałek był dniem spotkań oraz intensywnych obrad w siedzibie klubu. Dziennikarze relacjonowali nawet, że na Camp Nou przyjechał dostawca z sushi dla zarządu, inni przypominali, że kiedy dopinali transfer Coutinho, zamówili sześć pudełek pizzy. Katalończycy dotykają każdego szczegółu, bo wiedzą, że ważą się losy klubu, a kibice śledzą je ze szczególnym przejęciem. To decydujący moment, kiedy wyjaśni się, czy klub zawróci we właściwym kierunku, czy pójdzie śladami zjazdu takich ekip jak Milan czy Manchester United.

Pożegnanie Quique Setiena było jasne już w Lizbonie po wstydliwej klęsce 2:8 z Bayernem Monachium. Nie trzeba było mieć kontaktów Fabrizio Romano, aby wiedzieć, że Kantabryjczyk może pakować szafkę. Pozostawała kwestia, kto go zastąpi: Xavi, Mauricio Pochettino czy Ronald Koeman? Padło na ostatniego, bohatera z Wembley, gdy w 1992 roku Barcelona zdobywała swój pierwszy Puchar Europy przeciwko Sampdorii. Pozostaje pytanie, na ile to mamienie fanów magią nazwiska oraz sentymentów, a na ile realna opcja naprawcza.

To wybór dość zaskakujący, bo jeszcze w styczniu Koeman odmówił duetowi Josep Maria Bartomeu & Eric Abidal. Wtedy zadeklarował, że ma ważny kontrakt z holenderską federacją, a zobowiązał się, że zostanie do Euro 2020. Sytuacja na świecie uległa delikatnie zmianie, lecz najwidoczniej teraz umowa z Oranje nie przeszkadza byłemu piłkarzowi Blaugrany. Zamierza rozwiązać ją i skupić się na odbudowaniu Dumy Katalonii. A przecież już za chwilę, bo 4 września w Amsterdamie miał mierzyć się w Lidze Narodów z reprezentacją Polski.

Decyzja Holendra też wydaje się nietypowa, bo nie wie, kto będzie nowym prezydentem Barcelony. Wybory są przewidziane na następny rok na marzec. Wypuszczenie informacji o ewakuacji Leo Messiego było jednoznacznym graniem na ich przyspieszenie, ale na nadzwyczajnym statusie nie doszło do żadnej dymisji. Zarząd Bartomeu nie ma wstydu, ale pod otoczką nowego sezonu zamierza usiedzieć na fotelach do końca prezydentury. W normalnym świecie zmiany strukturalne powinny zaczynać się od zmiany zarządu, później dyrektora sportowego, ale Bartomeu uznał, że zacznie od trenera, skoro niebawem startuje nowy sezon.

Koeman to człowiek niejako skazany na to stanowisko. Pierwszym wyborem na szkoleniowca Blaugrany był już w 2003 roku, aż 17 temu temu. Wtedy jednak szefowie nie zdecydowali się zapłacić jego klauzuli za rozwiązanie kontraktu z Ajaksem, a prezydent Joan Laporta postawił ostatecznie na jego rodaka Franka Rijkaarda. Wiedzieliśmy jednak, że Tintin – jak mówi się na Koemana – prędzej czy później na Camp Nou musi trafić. To identyczny przypadek jak z Xavim: nie „czy”, tylko „kiedy”. Poniekąd zapracował sobie na to legendą piłkarską. Ale nawet zostając selekcjonerem Holendrów, zawarł w umowie zapis, że akurat do Barcelony będzie mógł odejść. Miał w głowie prowadzenie ukochanej drużyny do zawsze.

„Dogadaliśmy się, że w nagłym przypadku będzie mógł odejść, ale Barcelona powinna za to zapłacić” – potwierdził dyrektor sportowy Oranje Nico-Jan Hoogma. On, jak i cały kraj, miał nadzieję, że Koeman dotrwa jeszcze do mundialu w Katarze i pomoże odzyskać dawną świetność, ale najwidoczniej nawet Euro 2020 nie będzie mu pisane. Wolał wsiąść do pociągu, który mógł już nie zawrócić. Po raz kolejny nie odmówił Dumie Katalonii.

Akurat 57-latek ma w sobie duszę człowieka przemian. W końcu to on miał odmłodzić reprezentację Holandii i przygotować kraj na erę po odejściu wielkiej czwórki. Dostał misję zerwania z czasami Sneijdera, Robbena, Van Persiego oraz Van der Vaarta, miał się otworzyć na młodzież, wprowadzić na boiska kolejną generację. „Może nie są to najlepsi piłkarze świata, ale stworzymy dobrą, ambitną drużynę” – mówił wprost. Holandia żyła dawnymi sukcesami, czyli srebrem z mundialu w RPA czy brązem z Brazylii, tak jak teraz Barcelona zatrzymała się w czasie. Z tamtej epoki ma ją wyprowadzić Koeman, pozbywając się świętych krów. Ma być kimś więcej niż trenerem – bardziej przejąć rolę bezwzględnego menedżera w angielskim stylu, który również pomoże w transferach i odważnych decyzjach.

Dość wymowne są słowa Koemana z niedawnej rozmowy z Esport3: „Pique ma już ponad 30 lat, Busquets to samo, Messi, Suarez, Alba identycznie. Szkielet drużyny jest już wiekowy, to wszystko wymaga zmian. Nie sądzę, że znajdziesz kiedykolwiek podobnego gracza do Messiego, oby tak się stało, ale nie wierzę w to. Era bez nich będzie trudna. Może nie musisz wymieniać boków, ale cały szkielet w środkowej strefie nadaje się do wymiany. Potrzeba przemian. Środek obrony, środek pomocy, atak – tam wszędzie musisz zmieniać”. Akurat Holender zdaje sobie sprawę z potrzeby rewolucji, widzi, że taki Sergio Busquets czy Luis Suarez (a nawet Gerard Pique) są już po drugiej stronie rzeki. To Tintin powtarzał: jeśli mam dwóch identycznych piłkarzy, jednego 22-latka, a drugiego 30-latka, to zawsze wystawię tego młodszego. O ile ich umiejętności są zbliżone. Patrzę jednak na tych, którzy dadzą mi więcej przyszłościowo.

Dlatego to on ma otworzyć się na akademię w dobie potężnego kryzysu finansowego oraz wizerunkowego. Ma postąpić jak w reprezentacji Holandii: oprzeć ekipę na kolejnym pokoleniu, czyli generacji Matthijsa de Ligta i Frenkiego de Jonga, który powinien być centralną postacią w jego projekcie. Jest tam również miejsce na doświadczenie Virgila Van Dijka, Daley’a Blinda czy Memphisa Depaya, ale to nadal ludzie, którzy nie przekroczyli trzydziestki. Raczej bazują tam na młodości i solidnym, ustabilizowanym szkielecie w środkowej części boiska.

Barcelona stała się klubem mocno politycznym. Rządzonym przez piłkarzy. Trudno strzelać, jak w tej rzeczywistości odnajdzie się Koeman, lecz jedno jest pewne – on nie boi się zmieniać. Wejście do drużyny narodowej też zaczął od zerwania z dawnymi skojarzeniami. Wyniósł kadrę z Noordwijk, gdzie hotel blisko plaży sprzyjał sielankowemu życiu, lekkiemu treningowi i zabawie. Postawił na miejsce bardziej koszarowe, ale sprzyjające wielokulturowej drużynie, czyli Hoenderloo. Tam raczej zawodnicy mają odnaleźć się z rodzinami, zmienić priorytety, ale też nastawić na pracę. Ronald Koeman dba o takie szczegóły.

Trudno sobie wyobrazić, że on z miejsca odmienia katalońską rzeczywistość. Wejdzie do środowiska zbyt przesiąkniętego ostatnimi latami układów i niepowodzeń. Ma jednak dać świeżość skostniałej, przepolitycznionej drużynie, uzależnionej całkowicie od jednego zawodnika. „Messi to unikat, który w pojedynkę wygrywa mecze. W takiej rzeczywistości musi dostać zupełną swobodę, inni powinni pracować na niego” – mówił jeszcze niedawno, więc też będzie chciał obudować wszystko wokół Argentyńczyka.

W idealnym wyobrażeniu szefów Holender ma być połączeniem tradycji oraz nowoczesności. Z jednej strony przyjaźń z Cruyffem oraz Van Gaalem, czyli odniesienie do klasycznej modły, z drugiej doświadczenia z Premier League i znajomość wymagań współczesnej piłki: fizycznej, szybkiej, atletycznej, bezpośredniej, bazującej na pressingu.

On swoje drużyny opiera na systemie 4-3-3 z zorganizowaną defensywą oraz szybkością z przodu. Punktem odniesienia w centrum boiska jest Frenkie de Jong, więc to się nie zmieni. Nie jest niewolnikiem historii, czyli nie ma potrzeby, aby na siłę wymyślać proch, pokazywać oryginalność swojej gry. To dość proste fundamenty, ale mające wykorzystywać potencjał młodych piłkarzy oraz siłę ich organizmów.

Zastanawia jeszcze, co skłoniło do podjęcia tej pracy Koemana, który w styczniu kategorycznie Barcelonie odmówił. Wiedzieliśmy, że to jego marzenie. Nawet jego przyjaciel Ronald de Boer podkreślał, że kolejny raz jej nie odmówi, bo zbyt dobrze czuł się jako piłkarz tego klubu. Ważnym wątkiem jest początek maja tego roku, gdy Koeman doznał zawału serca. Jechał z żoną na rowerze, poczuł dyskomfort w klatce piersiowej, oblał go zimny pot, aż wylądował w klinice w Amsterdamie. Skończyło się dobrze, ale obawy istnieją, bo jego tata zmarł w wieku 75 lat właśnie z powodu nagłego zatrzymania krążenia.

„Dzięki takim wydarzeniom zdajesz sobie sprawę, co naprawdę ma znaczenie w życiu. Wspaniale było widzieć tylu ludzi poruszonych moim zdrowiem, dostałem naprawdę mnóstwo wiadomości pełnych miłości” – mówił wtedy Tintin. Może takie rzeczy uświadamiają, że czas jest ulotny, okazje nie wracają tak często, a jednak Barcelona to projekt jego życia. Przecież odkładany w czasie od 2003 roku. Choć może akurat niesprzyjający w obecnej sytuacji osobom, które muszą uważać na serce.

O swoich preferencjach na boisku mówi wprost bez owijania tego w skomplikowane filozofie: szybka reakcja po stracie piłki, kradnięcie piłki wysoko, atak odważnym pressingiem, dominacja, wysoko ustawiona linia obrona, rozgrywanie od tyłu i poczucie wolności w ataku. Messi i de Jong w centralnej części projektu. Nawet trudno powiedzieć, czy z tych wszystkich dostępnych opcji trenerskich Koeman był najlepszym wyborem, czy po prostu dalej będzie maskował trupa, jakim jest projekt sportowy Barcelony. Dostaje do pracy najbardziej niewdzięczne warunki: bez czasu, bez środków, bez cierpliwości, z Messim wywierającym presję. Do charyzmatyczny, odważny człowiek, więc wyzwań się nie przestraszy. Pamiętajmy jednak, że nie każdy osiąga sukces pokroju Pepa Guardioli. Dawne legendy przekonały się, że znacznie łatwiej nabrudzić sobie w papierach, kiedy chcesz być ratownikiem historii.

Co myślisz o tym artykule?

Podziel się lub zapisz
newonce.radio - Wciśnij play

newonce.radio

Wciśnij play