Spacerując z samotnymi staruszkami. Niezwykła droga Wouta Weghorsta na Euro 2020

Zobacz również:Jeśli reagować, to właśnie teraz. Zawalić możemy nie jeden turniej, a z automatu dwa (KOMENTARZ)
Reprezentacja Holandii
Joaquin Corchero / Europa Press Sports via Getty Images

Popołudnia spędzał, pchając wózki inwalidzkie po parkowych alejkach. W weekendy narzekał, że przed meczami jego koledzy z amatorskiego klubu obżerają się krokietami i skrzydełkami z kurczaka. I stojąc w rzęsistym deszczu, łupał piłką o ścianę, gdy jego bracia układali sobie życie. Niewielu piłkarzy musiało przejść tak wiele, by wyjechać na mistrzostwa Europy.

Staruszek, z którym spędzał wolne popołudnia, zawsze z okazji jego wizyty wkładał koszulę i krawat. Odwiedziny były dla niego świętem. Chwilowym oderwaniem od codziennego czekania na śmierć w domu opieki. — Wychodziliśmy razem na spacery. Prowadziłem wózek inwalidzki, a on pomagał mi spojrzeć na życie z innej perspektywy. Gdy zmarł, byłem zdruzgotany przez kolejne dwa-trzy miesiące. Później uznałem, że nie mogę budować aż tak bliskich relacji i zmieniłem model. Za każdym razem umilałem czas innemu samotnemu staruszkowi — opowiadał Wout Weghorst w wywiadzie dla “11Freunde”.

Był już zawodowym piłkarzem, gdy w telewizji obejrzał program Gerarda Jolinga i Gordona. Na co dzień show jest utrzymane w rozrywkowej konwencji, ale akurat tamtego dnia zajęli się poważnym tematem. Opowiedzieli o ludziach z domów starców, którzy nie mają krewnych, czują się samotni i chcą, by ktoś ich odwiedził. — Popołudnia i tak mam zwykle wolne. Wybiorę się tam — rzucił do dziewczyny. Do momentu wyjazdu z Holandii kontynuował ten zwyczaj.

OCIEPLENIE WIZERUNKU

Świat dowiedział się o tym niespodziewanie dla napastnika. Podczas jednego z telewizyjnych wywiadów prowadzący zagadnął go o tę aktywność. Zawodnik AZ Alkmaar nie robił tego w tajemnicy, ale na pewno się z tym nie afiszował. Ckliwa historia o piłkarzu Eredivisie, który nadmiar wolnego czasu pożytkuje w tak szczytny sposób, trochę ociepliła wizerunek aroganckiego drągala, nawet w Holandii, słynącej z trudnych charakterów w szatniach, uważanego wcześniej za zdrowo stukniętego.

BRACIA Z MARZENIAMI

Trzech synów z rozbitej rodziny Weghorstów, którzy żyli w dziwacznym modelu, na zmianę mieszkając po tydzień raz z matką, raz z ojcem, wyszło na ludzi. Każdy miał marzenie, które zrealizował. Jeden był pasjonatem lotnictwa i dziś jest pilotem Boeingów. Drugi, tak, jak wymarzył, pracuje jako architekt. Trzeci założył własny biznes i jest właścicielem sieci 130 stacji benzynowych w Holandii. W tej baśni był jednak także czwarty syn, który również miał marzenie. Chciał zostać zawodowym piłkarzem. Przez pierwsze dwadzieścia dwa lata jego życia nic nie zapowiadało, że może je spełnić. A to już moment, w którym najbliższe otoczenie zaczęło mu sugerować, by jednak rozejrzał się za jakimś planem B.

PIŁKARZ BEZ TALENTU

W Holandii praktycznie nie da się zostać przegapionym. W małym i gęsto zaludnionym kraju uwielbiającym futbol, kto ma jakiś piłkarski talent, ten zostanie zauważony. Przy trzech wielkich klubach znakomicie szkolących młodzież i całej masie mniejszych, które robią to nie gorzej, przy trenerach, których chętnie zatrudnia się pod każdą szerokością geograficzną i przy koncepcjach szkoleniowych, które od dekad kopiuje cały świat, nie można powiedzieć, że ktoś był dobry, ale akurat żaden skaut nie dotarł do jego wioski.

Skauci docierali do wioski, w której kopał Weghorst. Widzieli, jak grał w NEO Borne i w DETO Twenterand. Widzieli go, ale nie widzieli powodu, by miał grać wyżej. W kraju uwielbiającym techników i piłkarzy grających inteligentnie patykowaty i przypominający posturą Petera Croucha snajper, dodatkowo wtedy kiepsko skoordynowany, nie wyglądał jak kandydat do wyższej ligi. Zresztą Peterowi Boszowi wciśnięto go kiedyś do Heraclesa Almelo na testy. Przyglądał się tydzień i nie zauważył niczego, co sprawiałoby, że warto byłoby mu dać szansę.

DRAMA QUEEN

Peter Hyballa, były trener Wisły Kraków, dobrze znający holenderski rynek, powiedział kiedyś o Weghorście w programie “Bohndesliga”, że w przeciwieństwie do większości zawodników szkolonych w akademiach, przez całą młodość słyszał, czego nie potrafi, a nie co potrafi. Obserwowanie braci spełniających marzenia i ciągłe słuchanie, że się nie nadaje, wykształciło w Weghorście specyficzny rodzaj mentalności. Kiedy telewizja ZDF spytała graczy Wolfsburga o to, jaki jest ich kolega z ataku, kilku użyło określenia “Drama Queen”.

— Gdyby powiedział tak jeden, mógłbym uznać, że przesadza. Ale skoro sześciu powiedziało to samo, chyba coś w tym jest — uśmiechał się Holender, ponoć zawsze wymagający od otoczenia niezwykle dużo i niezadowolony, gdy coś idzie nie po jego myśli.

PROFESJONALNY AMATOR

Świat współczesnego futbolu zna wielu zawodników, którzy już jako nastolatkowie żyli jak profesjonaliści, zwracając uwagę na każdy detal. Zwykle są to jednak nastolatkowie, którym ktoś pokazał, że tak trzeba. Albo tacy, którzy zobaczyli to w akademii dużego klubu. Tacy, którzy mają poczucie, że jeszcze tylko trochę się zepną i za moment zrealizują marzenie będące już na wyciągnięcie ręki.

Weghorst był innym przypadkiem. Amatorem przekonanym, że jest profesjonalistą. W piątkowy wieczór nie wychodził, bo w sobotę rozgrywał mecz w IV lidze (Holandia ma tyle poziomów rozgrywkowych?). Obsesyjnie dbał o dietę i przygotowanie fizyczne. Kiedy jego ojca zapytano kiedyś, jaki obraz z dzieciństwa syna zachował w głowie, opowiedział o padającym rzęsiście deszczu, który wygonił już z podwórek wszystkie dzieci. Tylko nie Wouta, łupiącego piłką o ścianę.

NARZEKANIA NA KOLEGÓW

Dziś, gdy wiadomo już, że jest czołowym strzelcem Bundesligi, gwiazdą drużyny, która awansowała do Ligi Mistrzów i reprezentantem Holandii szykującym się do udziału w mistrzostwach Europy, takie historie brzmią hagiograficznie. Jednak trudno się dziwić, że był uznawany za wariata, gdy, mając podpisany tylko amatorski kontrakt, narzekał w lokalnej prasie, że jego koledzy z drużyny przed meczami wcinają smażone nóżki z kurczaka i krokiety. Albo wtedy, gdy wszyscy kumple ruszali na imprezę, a on musiał się wyspać, bo za moment czeka go profesjonalna kariera.

ANALITYCZNA OBSESJA

Kiedy Weghorst w końcu wstrzelił się na taki poziom, że na meczach zaczęły się pojawiać kamery, doszła do tego jeszcze jedna obsesja. Analiza własnej gry. Holender pochwalił się kiedyś, że ma dokładnie zapisaną w głowie każdą bramkę, jaką zdobył w seniorskim futbolu. Kiedy Jochen Breyer z ZDF-u powiedział dwa miesiące temu: “sprawdzam”, Weghorst bez większych problemów opisał, jak strzelił gola z Borussią Moenchengladbach trzy lata wcześniej i z Heraclesem Almelo w 2014 roku. Dokładne studiowanie własnych ruchów miało mu pomóc w spełnieniu marzenia.

OBUDOWANY MIĘŚNIAMI

W przeciwieństwie do innych tego typu historii nigdy nie było żadnego momentu objawienia, w którym ktoś nagle poznałby się na jego talencie i pociągnął go w górę. Było to wchodzenie stopień po stopniu. Sporo strzelał w IV lidze, więc przeszedł do drugiej. Gdy i tam sobie poradził, w wieku 22 lat podpisał zawodowy kontrakt w Eredivisie. Akurat w Almelo, które kiedyś go odrzuciło. Kiedy strzelił tam 14 goli w sezonie, poszedł do większego Alkmaar. A gdy tam najpierw trafił siedemnaście, a potem osiemnaście razy w jednych rozgrywkach, zgłosił się po niego Wolfsburg.

Szajba mu jednak do tego momentu nie minęła. Jak opisywał “The Athletic”, wiedząc, że zawodnicy wyjeżdżający z Holandii często mieli w Bundeslidze problemy z fizycznym aspektem gry, w wakacje poprzedzające transfer tak obudował się na siłowni mięśniami, że na pierwszym treningu w nowym klubie pojawił się o osiem kilogramów masywniejszy. Już nie tykowaty, lecz po prostu silny.

MACHINA DO PRESSINGU

Trzy lata pobytu w Niemczech były dla niego wspinaczką taką samą jak cała dotychczasowa kariera. W pierwszym sezonie strzelił osiemnaście, w drugim dwadzieścia, a w trzecim dwadzieścia pięć goli. Przy czym na boisku cały czas zachowywał się nie jak gwiazda, lecz jak zawodnik, któremu grozi, że po jednym słabszym meczu zostanie deportowany z powrotem do czwartej ligi. Oprócz tego, że przez trzy lata był czołowym strzelcem ligi, to jeszcze w każdym sezonie zaliczał od pięciu do dziesięciu asyst i zawsze był jednym z najwięcej biegających i wykonujących najwięcej sprintów zawodników w lidze. W ataku stanowił jednoosobową machinę do pressingu, zupełnie zaprzeczając stereotypom towarzyszącym dwumetrowym dryblasom. Nie tylko gole sprawiają, że już od ponad roku upominają się po niego większe kluby i Wolfsburgowi nawet po awansie do Ligi Mistrzów może być trudno go zatrzymać.

PRZEKONANY DE BOER

Nawet gdy ta kariera zamieniała się już w historię sukcesu à la Jamie Vardy, wciąż było jeszcze jedno miejsce, w którym w umiejętności Weghorsta powątpiewano: holenderska federacja. Strzelając przez sześć sezonów z rzędu dwucyfrową liczbę goli, z czego przez trzy ostatnie lata w czołowej lidze świata, Holender uzbierał tylko pięć występów w reprezentacji. Pierwszą prawdziwą szansę dostał dopiero ostatnio przeciwko Szkocji, grając przez 69 minut. Wcześniej miał na koncie łącznie tylko 47 minut. Kolejni selekcjonerzy widzieli miejsce tylko dla jednego napastnika o tych parametrach, stawiając na Luuka De Jonga z Sevilli, który wprawdzie w klubie grał i strzelał mniej, ale miał większe doświadczenie międzynarodowe i wywodził się z klubu wielkiej trójki, co przy powołaniach też ma znaczenie. Dodatkowo w reprezentacji cieszył się już szacunkiem, który Weghorst musiałby sobie wyrabiać od zera. Przez ponad półtora roku selekcjonerzy nie wysłali mu więc powołania.

W końcu Frank De Boer się jednak ugiął i zdecydował się wziąć go na mistrzostwa Europy. Raczej jako rezerwowego, któremu może być ciężko o jakiekolwiek minuty, ale i tak definitywnie wiadomo: zawzięty chłopak zlany deszczem nie musi już czuć kompleksów wobec braci.

Podziel się lub zapisz
Prawdopodobnie jedyny człowiek na świecie, który o Bayernie Monachium pisze tak samo często, jak o Podbeskidziu Bielsko-Biała. Szuka w Ekstraklasie śladów normalności. Czyli Bundesligi. W newonce.sport autor sobotniego cyklu Z nogą w głowie i poniedziałkowej rubryki Centrostrzał.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.