Solidni ligowcy Europy. Jak zrobić karierę w klubie i nie przebić się do kadry

Zobacz również:Piłkarz z własną podobizną na plecach. Leroy Sane — nowa ekstrawagancja Bayernu
Sassuolo
Luca Amedeo Bizzarri/LiveMedia

Mówi się o nich w Polsce, ale tak naprawdę są w każdej lidze. Piłkarze odpowiednio dobrzy, by grać w czołowych ligach świata, czasem nie są w stanie nawet zaliczyć debiutu w swoich reprezentacjach.

Solidni ligowcy są w każdej lidze. Zawodnicy, którzy utrzymują się w niej od lat, ale nie wybijają się ponad średni poziom. W Europie nie brakuje przykładów piłkarzy, którym nawet trzysta występów w którejś z czołowych lig świata nie dało przepustki do choćby jednego występu w narodowych barwach. Rafał Gikiewicz, mający ponad sto występów w Bundeslidze, ale ani jednego w reprezentacji Polski, nie jest wyjątkiem. Na kontynencie są przypadki jeszcze bardziej zaskakujące. Przedstawiamy dziesiątkę graczy z największą liczbą występów w pięciu czołowych ligach, którzy nie zagrali ani razu w reprezentacji kraju. Na liście są piłkarze z Serie A, La Liga, Ligue 1 i Bundesligi, bo w Premier League nie udało się znaleźć aż tak ewidentnego przypadku piłkarza pomijanego przez selekcjonerów. Najbliżej znalezienia się w rankingu był James Tomkins z Crystal Palace, który w Premier League dobija do trzystu występów, jednak nigdy nie zagrał w reprezentacji Anglii. W Ekstraklasie liderem listy byłby Rafał Janicki z 313 występami w polskiej lidze i ani jednym w kadrze.

10
Jonathan Schmid (SC Freiburg/Francja) - 296 meczów

Wielu piłkarzy w tym rankingu jest narodowości francuskiej. Nie ma w tym przypadku. Kadra aktualnych mistrzów świata jest tak bogata w talent, że trudno się do niej przebić nawet bardzo dobrym piłkarzom. Zwłaszcza jeśli grają w mało medialnych klubach. Schmid, choć urodził się w Strasbourgu, całą karierę spędził w Niemczech. W barwach SC Freiburg, FC Augsburg i TSG Hoffenheim uzbierał blisko trzysta meczów w Bundeslidze. Nigdy nie upomniał się jednak o niego nikt większy. Dość powiedzieć, że w europejskich pucharach uzbierał dotąd tylko dwa mecze. Nic więc dziwnego, że nie reprezentował Francji na żadnym szczeblu. I biorąc pod uwagę, że ma już 32 lata, raczej się to nie zmieni.

9
Thomas Mangani (AJ Ajaccio/Francja) - 327 meczów

Nie trzeba jednak grać za granicą, by być całkowicie pomijanym przez kolejnych selekcjonerów. Środkowy pomocnik Mangani zadebiutował w Ligue 1 już czternaście lat temu w barwach Monaco, ale nie przebił się na tyle, by utrzymać się w elicie i przez pierwsze lata kariery krążył między pierwszym a drugim poziomem rozgrywkowym. Zaliczył też epizod we Włoszech w barwach Chievo, a od 2015 roku nieprzerwanie występuje we francuskiej elicie, jednak raczej w jej dolnej części. Po latach w Angers przeniósł się do Ajaccio, ale gdy rywalizuje się o miejsce z Paulem Pogbą czy N’Golo Kante, trudno, by robiło to na kimkolwiek jakieś wrażenie. Mistrz Europy U-17 z 2004 roku na seniorskim szczeblu nigdy nie reprezentował Francji.

8
Romain Hamouma (AJ Ajaccio/Francja) - 333 mecze

Klubowym kolegą Manganiego jest w tym sezonie napastnik Romain Hamouma, który ma na koncie nawet jeszcze więcej występów w elicie bez choćby jednego powołania do kadry. Hamouma od dwunastu lat nie wypadł poza najwyższą ligę francuską, ale jeszcze w żadnym sezonie nie strzelił dwucyfrowej liczby goli i rzadko należał do absolutnie podstawowych zawodników swoich drużyn. Lata występów w Saint-Etienne sprawiły, że na liście jest wysoko, ale konkurencją dla Karima Benzemy czy Olivera Giroud nie był ani przez moment.

7
Oscar de Marcos (Athletic Bilbao/Hiszpania) - 349 meczów

W Hiszpanii sytuacja jest zbliżona do Francji, ale pod jednym względem jeszcze trudniejsza niż u sąsiadów z północy. Przez lata bardzo trudno było dostać się do kadry zawodnikom spoza Barcelony czy Realu Madryt. O ile we Francji kadrowicze zwykle są bardziej rozproszeni, o tyle w Hiszpanii przez lata o sile reprezentacji decydowały te dwa główne bloki. Kto był poza nimi, ten miał bardzo trudno coś znaczyć w barwach narodowych. Luis Enrique zmienił tę politykę, ale są zawodnicy, którzy nie zdążyli już z tego skorzystać. Tak, jak Oscar De Marcos, który całą karierę spędził w klubie z Bilbao, jednak debiutu w kadrze Hiszpanii się nie doczekał. Szczytem reprezentacyjnej kariery było powołanie w 2015 roku, gdy przesiedział na ławce towarzyski mecz z Anglią.

6
Benjamin Andre (Lille/Francja) - 351 meczów

Kolejny Francuz na liście. Po nim akurat można się było spodziewać czegoś więcej, bo na początku dekady regularnie grał w reprezentacji do lat 21. Nie grał też w do końca przeciętnych drużynach, w końcu w 2019 roku sięgnął z Rennes po puchar, a dwa lata później z Lille po mistrzostwo Francji, do którego w 2022 roku dorzucił jeszcze Superpuchar. Defensywny pomocnik od dziesięciu lat nieprzerwanie gra na szczeblu Ligue 1, zwykle utrzymując miejsce w podstawowym składzie kolejno Ajaccio, Rennes i Lille. Konkurencja w drużynie narodowej nie pozwoliła mu jednak zaistnieć na szczeblu międzynarodowym.

5
Daniel Caligiuri (FC Augsburg/Włochy) - 365 meczów

Kolejny przypadek piłkarza grającego od lat w Niemczech, przez co w ojczyźnie traktowanego trochę jako obcego. Tego, czego doświadcza Schmid we Francji, a Vincenzo Grifo z SC Freiburg we Włoszech, doświadczał też przez lata Daniel Caligiuri. Włoski wahadłowy Augsburga ma za sobą długą karierę w Niemczech w barwach SC Freiburg, Wolfsburga czy Schalke. Z “Wilkami” sięgnął w 2015 roku po Puchar Niemiec i uzbierał łącznie 30 meczów w europejskich pucharach, z czego połowę w Lidze Mistrzów. Włoskim selekcjonerom to jednak nie imponowało i urodzony w Niemczech zawodnik nigdy nie doczekał się debiutu w Squadra Azzurra.

4
Antonio Mirante (AC Milan/Włochy) - 368 meczów

Można jednak grać w Serie A i także nie zasłużyć na debiut w kadrze. Włoscy bramkarze mieli bardzo trudno, bo na dwie dekady miejsce między słupkami zabetonował Gianluigi Buffon, a gdy weteran już ustąpił, wskoczył w jego miejsce talent światowej klasy, czyli Gianluigi Donnarumma. Wszyscy pozostali nieźli włoscy bramkarze mieli problemy, by od tej dwójki uszczknąć chociaż pojedyncze występy. Jednym z tych, którym się nie udało, był Antonio Mirante, dziś już 39-letni rezerwowy Milanu. Wcześniej przez lata bronił w różnych włoskich klubach, ale raczej nie z najwyższej półki. W Lidze Mistrzów wystąpił tylko dwa razy. Nic dziwnego, że selekcjonerzy chętniej stawiali na innych. Mirante dwa razy był powołany do reprezentacji przed dwunastoma laty, ale nie doczekał się występu.

3
Oliver Baumann (TSG Hoffenheim/Niemcy) - 399 meczów

Zbliżona sytuacja jest w Niemczech, gdzie bramkarze z pokolenia Manuela Neuera mają spore problemy z grą w kadrze, co najlepiej widać na przykładzie już 30-letniego Marca-Andre ter Stegena, którego ponad 300 występów w Barcelonie przełożyło się tylko na 28 meczów w kadrze, w tym ani jednego na wielkim turnieju. 32-letni Baumann od lat trzyma solidny poziom w barwach Hoffenheim, do którego przeniósł się z SC Freiburg, ale przy potężnej konkurencji w niemieckiej bramce, nie miał zwykle szans nawet na powołania. W ostatnich dwóch latach od czasu do czasu zaczął je jednak dostawać, więc może liczyć, że kiedyś uda mu się zaliczyć jakiś jeden występ.

2
Nicolas Penneteau (Stade Reims/Francja) - 411 meczów

Nicolas Penneteau raczej już na to nie liczy, bo rezerwowy Reims skończył już 41 lat. W pierwszej dekadzie XXI wieku marsylczyk regularnie bronił w klubach z francuskiej elity, jednak nie dostawał wówczas powołań. Później na kilka lat wyjechał do Belgii, skąd wrócił przed rokiem, by być zmiennikiem w Reims. Ponad 400 meczów w Ligue 1 to imponujący wynik, ale zaliczony głównie w barwach słabych lub średnich klubów jak Valenciennes czy Bastia. Przy Hugo Llorisie i innych dobrych francuskich bramkarzach, Penneteau musiał się zadowolić jedynie juniorskimi wspomnieniami, gdy bronił w kadrze U18 na mistrzostwach Europy, grając w jednej drużynie z Djibrilem Cisse, Gaelem Givetem czy Benoitem Cheyrou.

1
Andrea Consigli (Sassuolo/Włochy) - 446 meczów

Graj w czołowej lidze świata — mówili. Będziesz mógł zagrać w reprezentacji — mówili. W przypadku Andrei Consigliego się to nie sprawdziło. Blisko 450 meczów w Serie A nie wystarczyło, by choć raz stanąć między słupkami włoskiej bramki. Obecny sezon jest już dwunastym z rzędu, w którym mediolańczyk jest podstawowym bramkarzem klubu z najwyższej ligi. Debiutował w Atalancie Bergamo jeszcze w 2008 roku, a od 2011 nie wypadł poza Serie A. Od ośmiu lat jest podporą Sassuolo. Monopol Buffona, a później Donnarummy na miejsce w bramce był jednak dla niego nie do przełamania. Zwłaszcza że w pucharach pojawiał się tylko epizodycznie i zaliczył w nich tylko dziewięć występów w barwach Sassuolo. Na zgrupowaniu kadry był raz, dziesięć lat temu, gdy mecz z Anglią przesiedział na ławce rezerwowych. Biorąc pod uwagę, że ma już 35 lat, to się już raczej nie zmieni.

Co myślisz o tym artykule?

Podziel się lub zapisz
Prawdopodobnie jedyny człowiek na świecie, który o Bayernie Monachium pisze tak samo często, jak o Podbeskidziu Bielsko-Biała. Szuka w Ekstraklasie śladów normalności. Czyli Bundesligi. W newonce.sport autor sobotniego cyklu Z nogą w głowie i poniedziałkowej rubryki Centrostrzał.
Komentarze 0