Ślady wielkiego świata. Gra w skojarzenia, czyli zagraniczne odpowiedniki polskich trenerów

Zobacz również:Awans, czyli zapowiedź spadku. Dlaczego tak trudno być beniaminkiem ekstraklasy
Trener Rakowa Częstochowa
Irek Dorożański/400mm

Wyobraźmy sobie, że polscy trenerzy nagle stają się rozchwytywani. Otwiera się dla nich rynek największych lig i mogą rywalizować ze sławnymi zagranicznymi kolegami. Przyglądamy się, kto w ekstraklasowym mikroświecie, jest mentalnym bliźniakiem Jose Mourinho, a kto sprawdziłby się, gdyby akurat Carlo Ancelotti nie był dostępny na rynku.

Polska liga nie ma kontaktu ze światem wielkiej piłki, trenerzy nie mogą rywalizować z najlepszymi i sprawdzać się na ich tle. Mają jednak możliwość ich podglądać. Dowiadywać się, jak pracują, na podstawie staży, czytania ich biografii, czy wnikliwego śledzenia ich meczów. Wielu szuka tam inspiracji do wzbogacenia własnego warsztatu. Przyklejanie etykietek "polski Mourinho" czy "polski Guardiola" jest oczywiście bezsensowne, ale nie da się ukryć, że w ekstraklasowym mikroświecie da się rozpoznać, kto z kim jest mentalnym bliźniakiem, na kim się wzoruje i z kim najlepiej by się dogadał. Czasem podobieństwo dotyczy stylu gry i przekonań na temat futbolu, czasem osobowości, a czasem zachowań poza boiskiem treningowym. To, że da się znaleźć cechy wspólne, pomiędzy polskimi trenerami a fachowcami ze ścisłej światowej czołówki, nie oznacza jednak, że ranking trzeba traktować ze śmiertelną powagą.

1
Michał Probierz – Jose Mourinho
probierzglowne.jpg
GRZEGORZ RADTKE / 400mm.pl

Prowokują. Polaryzują. Potrafią szokować. Ściągają uwagę. Konferencję prasową uznają za pełnoprawną część meczów. Nie oszczędzają piłkarzy rywali oraz własnej drużyny. Zaczepiają sędziów, kłócą się z całym światem. Kiedyś byli na absolutnym topie. Dziś ich metody przestały już szokować, ale wciąż cieszą się dużą renomą na rynku. Dokonują licznych transferów, wymieniają zawodników jak rękawiczki. W futbolu liczy się dla nich tylko zwycięstwo. Styl nie interesuje ich w żaden sposób. Zwykle znacznie lepiej mają poukładaną obronę niż atak. Dorobili się rzeszy zagorzałych przeciwników, ale też zaangażowanych zwolenników. Obaj noszą medialne maski, które zakładają, gdy w kamerze zapala się czerwone światełko.

2
Marcin Brosz – Lucien Favre
broszglowne20200913054GRZ2427RAD.jpg
GRZEGORZ RADTKE / 400mm.pl

Cenieni za fachowość i profesjonalizm. Potrafią rozwinąć każdego piłkarza, a ich drużyny potrafią grać znacznie powyżej potencjału. Nie przekłada się to jednak zwykle na wymierne efekty. Najwięksi patrzą na nich nieufnie. Są uznawani za niezdolnych do prowadzenia klubów z najwyższej półki. Głównie dlatego, że sami myślą o sobie jako o nauczycielach futbolu, najlepiej czują się na boisku treningowym i nie lubią marketingowego aspektu swojej pracy. W mediach nie wypadają najlepiej, a jako że są uprzejmi, kulturalni i nigdy nie tracą dobrych manier, nie uznaje się ich za przesadnie charyzmatycznych. Niekoniecznie słusznie. Są raczej introwertyczni. Emocje tłumią, zamiast pokazywać je w sobie. Ich zatrudnienie to marzenie każdego klubu z wyższej klasy średniej.

3
Wojciech Stawowy – Zdenek Zeman
Stawowy.jpg
Fot. Marian Zubrzycki/ 400mm.pl

Ideolodzy. Wierzą w piękną grę bardziej niż w wyniki. Wolą przegrać 4:5 niż wygrać 1:0. Nigdy nie stracili przekonania, że kiedyś wejdą w ten sposób na szczyt. Mają za sobą historię spektakularnych sukcesów, gdy prowadzili zespoły z niższych lig prosto do elity, pokazując styl zapierający dech w piersiach. Mają też epizody, które kończyły się absolutną katastrofą. W środowisku uznaje się ich za lekko stukniętych, przez co nie mogą liczyć na pracę w najlepszych klubach. Ale są na tyle konsekwentni, że traktuje się ich z sympatią i zawsze znajdzie się ktoś, kto chce ich zatrudniać, licząc na show. Uwielbiają ich neutralni kibice. Zaangażowani emocjonalnie niekoniecznie, bo czasem marzą o tym, by w ich klubie pracował ktoś o bardziej konwencjonalnym nastawieniu.

4
Leszek Ojrzyński – Diego Simeone
Trener Stali Mielec
Piotr Kucza/400mm

Trochę trenerzy, trochę dowódcy armii. Futbol to dla nich przede wszystkim walka. A walki trzeba wygrywać. Wszelkimi sposobami. Oczekują od zawodników nieustannego poświęcenia. Od umiejętności ważniejsze jest zaangażowanie. Futbolu nie traktują jako przyjemności i rozrywki, lecz pole bitwy, na które trzeba wyjść z określoną strategią. Mecze ich drużyn potrafią być bardzo brzydkie, ale gdy mierzą się z potężniejszym rywalem, imponują poświęceniem. Kiedy wchodzą do pomieszczenia, wypełniają je całe. Nie prowadzą drużyn, lecz watahy.

5
Jan Urban – Carlo Ancelotti
Michał Chwieduk/400mm

Trenerzy od dużych klubów. Gdy w nich pracowali, osiągali dobre wyniki. Gdy schodzili niżej, osiągali gorsze. Pozwalają błyszczeć piłkarzom. Nie starają się być ważniejsi niż oni. Nie starają się wymyślać koła na nowo. Nigdzie nie robią wyników znacząco ponad stan, ale też nigdzie nie doprowadzają do katastrof. Trudno z nimi popaść w konflikt. Raczej łagodzą obyczaje i chcą, by wszyscy się dogadali i rozeszli się w zgodzie. Mają optymistyczne podejście do życia. Nie traktują futbolu jako najważniejszą rzecz na świecie. Nie mają jasno rozpoznawalnego stylu, który dobierają w zależności od piłkarzy.

6
Kazimierz Moskal – Paco Jemez
MOSKALGLOWNE.jpg
MARIAN ZUBRZYCKI/ 400mm.pl

Futbol to dla nich posiadanie piłki. Nieważne, czy prowadzą zespół, który ma walczyć o utrzymanie i ma najsłabszych piłkarzy w lidze. Nadal chcą dominować. Budować akcje od tyłu. W meczach z Barceloną starają się jej zabrać piłkę. Raczej nie osiągają w ten sposób na dłuższą metę spektakularnych wyników, ale dorobili się grona fanów, którzy włączają mecze ich drużyn, wiedząc, że się nie zawiodą. Ich dobrą pracę lepiej widać w gazetowych pochwałach niż w ligowej tabeli. Nie uznają pragmatyzmu, bo mają silnie wpojone, jak „powinno się” grać w futbol.

7
Czesław Michniewicz – Rafa Benitez
michniewiczglowne200923MSZ111.jpg
MARCIN SZYMCZYK/ 400mm.pl

Ich kariery przebiegają falami. Jako młodzi zrobili na rynku furorę. Byli powiewem świeżości, wprowadzali do pracy rzeczy, których wcześniej nie widziano. Jako pierwsi zaczęli dbać o najdrobniejsze szczegóły taktyczne, nigdy niczego nie zaniedbując. Gdy w futbolu do głosu doszli apostołowie Pepa Guardioli i jego gry pozycyjnej oraz Juergena Kloppa i szalonego pressingu, zaczęli mieć trochę problemów i przestali być uznawani za trenerów ze ścisłego topu. Ich rzetelne dłubanie przy poprawianiu każdego klubu, w którym pracowali, w końcu dało im jednak drugą szansę pracy z najlepszymi. Jako jedni z nielicznych na tej liście poznali zarówno smaki największych sukcesów, jak i trudy pracy na prowincji.

8
Waldemar Fornalik – Ernesto Valverde
Trener Piasta Gliwice
Irek Dorożański/400mm

Introwertyczni, wyglądający na nieprzystępnych. Broniący się fachowością, a nie słownymi przepychankami. Przez lata byli cenionymi na rynku trenerami, którzy wszędzie, gdzie pracowali, osiągali dobre wyniki, których nikt się nie spodziewał. Nie robili z siebie trenerskich gwiazd, ale też byli znacznie bardziej pragmatyczni od niektórych ideologów futbolu. Zachowywali się raczej jak rzemieślnicy niż artyści. W końcu zaczęli być zauważani, co w szczycie kariery poprowadziło ich do posady trenera najważniejszych drużyn w kraju. Tam nie do końca sobie jednak poradzili, ale też nie ponieśli aż takiej klęski, by ich pozycja na rynku została całkowicie zrujnowana.

9
Marek Papszun – Antonio Conte
papszun.jpg
WOJCIECH FIGURSKI / 400mm.pl

Wyciągnięci z niższych lig. Na szansę w większych klubach zapracowali, całkowicie odświeżając taktykę z trójką środkowych obrońców, którą mają wyszlifowaną do perfekcji. Taktykę uznają za najważniejszy aspekt futbolu. Wolą wystawić słabszego piłkarza, który wypełnia zadania niż lepszego, który nie jest zdyscyplinowany. Są typami zdecydowanych liderów, którzy nie boją się często wymieniać piłkarzy, dążąc do ciągłego rozwoju zespołu. Kojarzy się ich głównie z dobrą organizacją w defensywie, przy czym często nie docenia się jak odważnie i ofensywnie grają ich zespoły. Dla zawodników są surowi. Także w wywiadach, w których nie gryzą się w język, gdy coś im się nie podoba. Potrafią w zadziwiającym tempie wnosić kluby na poziomy, na których dawno ich nie było.

10
Piotr Stokowiec – Thomas Tuchel
stokowiecglowne.jpg
GRZEGORZ RADTKE / 400mm.pl

W ich fachowość nikt nigdy nie zwątpił. Mają dobrą pozycję na rynku, bo w każdym miejscu, w którym się pojawiają, robią coś pozytywnego. Nie osiągnęli jednak jak dotąd żadnego naprawdę spektakularnego sukcesu. Zaczęli od zadziwienia świata, gdy poradzili sobie, pracując w bardzo trudnych warunkach. Później wyszła na wierzch ich konfliktowa natura. Niejednokrotnie ich byli zawodnicy i współpracownicy przedstawiają ich w nie najkorzystniejszym świetle. Ale raczej ze względu na trudne charaktery niż na braki warsztatowe. Wiedzą, że w środowisku szepcze się o nich różne rzeczy, ale oni starają się być ponad to, bo znają swoją wartość. Zakładają więc od czasu do czasu nietypowe ubrania, by dodatkowo podkreślić, że mają swój styl i idą swoją drogą.

Podziel się lub zapisz
Prawdopodobnie jedyny człowiek na świecie, który o Bayernie Monachium pisze tak samo często, jak o Podbeskidziu Bielsko-Biała. Szuka w Ekstraklasie śladów normalności. Czyli Bundesligi. W newonce.sport autor sobotniego cyklu Z nogą w głowie i poniedziałkowej rubryki Centrostrzał.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.