Skazany na Żalgiris. Jak Emmanuel Mudiay nie chciał, ale trafił do Europy

Zobacz również:Bezdomny dzieciak znalazł swoje miejsce w NBA. Jak Jimmy Butler stał się liderem
Emmanuel Mudiay
Fot. Visual China Group via Getty Images

Czy można być niezadowolonym z transferu do Euroligi? Tak, pod warunkiem, że jesteś byłym zawodnikiem NBA wybranym wysoko w drafcie. Dla Emmanuela Mudiaya gra w Europie miała być ostatecznością. Brak perspektyw na grę w najlepszej lidze świata sprawił, że urodzony w Kongo Amerykanin musi wybrać się do Żalgirisu Kowno ku rozwojowi kariery.

Mudiay dość długo zwlekał z podjęciem jednoznacznej decyzji. O dołączeniu do Żalgirisu Kowno mówiło się już głośno od paru tygodni. Rozgrywający za wszelką cenę próbował jeszcze zyskać zainteresowanie którejś z ekip NBA. W niedawno zakończonej Lidze Letniej reprezentował barwy Portland Trail Blazers. W pięciu spotkaniach notował średnio dziesięć punktów i nieco ponad siedem asyst na mecz. O ile pierwsza liczba nie wyróżniała 25-latka na tle kolegów zespołu, o tyle bilans ostatnich podań jak najbardziej mógł stanowić wizytówkę. Gra w Summer League nie przełożyła się jednak na konkretne propozycje. Pozostała oferta z Kowna. Obrońca podpisał roczny kontrakt, z opcją rozwiązania, gdy w trakcie kampanii zadzwoni ktoś z USA.

POD PRĄD

Patrząc wyłącznie przez pryzmat wydarzeń i zachowania zawodnika z ostatnich miesięcy może wyłaniać się obraz typowego amerykańskiego koszykarza, dla którego koszykarski świat poza NBA nie istnieje. Mudiay od przeszło roku podtrzymuje to przekonanie. Po pandemicznym sezonie, w sportowym życiorysie nastała luka. Koszykarz nie podpisał kontraktu z żadnym klubem.

– Zdecydowałem się zrobić rok przerwy i oczyścić umysł. Powodem było zdrowie psychiczne. To był trudny okres. Samo przebywanie w pobliżu rodziny naprawdę pomogło, więc podjąłem decyzję, aby wrócić – tłumaczył gracz powód pauzy podczas tegorocznej Ligi Letniej.

Dość powszechna jest inna krążąca wersja, jakoby zawodnik uparcie liczył na angaż w NBA. Z tego powodu miał odrzucać oferty gry z G-League i innych europejskich zespołów. Zachowanie 25-latka może dziwić, biorąc pod uwagę fakt, że kilka lat temu zasłynął decyzją, która zaskoczyła amerykańską sportową opinię publiczną.

W 2014 roku Mudiay był jednym z najwyżej notowanych prospektów szkół średnich w USA. Rozgrywki licealne skończył z prestiżowym wyróżnieniem „McDonald's All-American”. Już rok wcześniej mogąc przebierać w ofertach uczelni, zdecydował się na grę u Larry’ego Browna – legendarnego trenera Philadelphi 76ers i Detroit Pistons w Southern Methodist University.

Skończyło się na samych planach. Mudiay zdecydował się na niecodzienny krok, rezygnując z gry w college’u. Przepisy NBA mówią, że w przypadku amerykańskich zawodników potrzebny jest rok przerwy po ukończeniu szkoły średniej. W zdecydowanej większości najlepsi decydują się na przynajmniej jeden sezon gry w NCAA, po czym w myśl zasady „one-and-done” rezygnują z dalszej nauki i przystępują do draftu. Rozgrywający postanowił spędzić okres „pauzy” wyjeżdżając za granicę. Podpisując roczny kontrakt z chińskim Guangdong Southern Tigers nie uniknął porównań do Brandona Jenningsa. Numer dziesięć draftu 2010 rok wcześniej również zrezygnował z występów w rozgrywkach akademickich, dołączając do rzymskiej Lottomatici – ówczesnego uczestnika Euroligi.

MIŁE ZŁEGO POCZĄTKI

Bohater tekstu nie pograł za dużo w Chinach. Szybko złapał kontuzję, która wyłączyła go z gry na większość sezonu, choć w dwunastu spotkaniach prezentował się z dobrej strony. To w połączeniu z opinią wielkiego talentu sprawiło, że w 2015 roku Nuggets wybrali go z siódmym numerem.

Można powiedzieć, że wszystko szło po dobrej myśli. Zawodnik dostawał po ponad pół godziny czasu gry na mecz i odpłacał się solidną grą. Wyróżnienie do drugiej piątki najlepszych pierwszoroczniaków zdawało się podtrzymywać opinię o trafieniu z wyborem przez Nuggets. Szkopuł w tym, że w następnych latach rozbłysnął talent Jamala Murraya. Kanadyjczyk już w drugim sezonie stał się „starterem”. Wraz z Garym Harrisem stworzyli skuteczny i prosperujący duet obrońców. Mudiayowi najpierw musiało wystarczyć wchodzenie z ławki. Z czasem, aby myśleć o rozwoju kariery potrzebny był transfer.

Nowy Jork wydawał się odpowiednim miejscem. Koszykarz potrafił kończyć spotkania ze zdobyczami przekraczającymi 30 „oczek”. Co ciekawe, ze średnim dorobkiem bliskim piętnastu punktom na mecz, zakończył sezon 2018/2019 jako najlepszy strzelec Knicks. Problemem uniemożliwiającym lepszy rozwój były kontuzje. Zawodnika często trapiły urazy barku, które co najmniej dwukrotnie wyeliminowały go na krótki czas z gry.

Kolejnym przystankiem w powrocie do dyspozycji z pierwszego sezonu miało być Utah. Tam jednak nie miał czego szukać. Quin Snyder szybko sprowadził Amerykanina do roli rezerwowego. Choć obrońca dostawał średnio piętnaście minut na mecz, to przede wszystkim pełnił rolę alternatywy dla duetu Donovan Mitchell-Mike Conley. Sam Mudiay wiele obiecywał sobie po grze z tym drugim. Od początku pobytu w Jazz widział go w roli mentora. Na nic to się jednak nie zdało. Koszykarz grał jeszcze w zespole, gdy ten mierzył się w play-offach w „bańce”. Jedyna w dotychczasowej karierze przygoda z tym etapem rozgrywek zakończyła się na porażce w pierwszej rundzie z dawnym klubem – Denver. Sam Mudiay nie spodziewał się, że na dalszą grę przyjdzie poczekać mu ponad rok.

PRZYSTANEK LITWA

Wybór klubu zza naszej wschodniej granicy nie był przypadkowy. W materiale opublikowanym na kanale Żalgirisu Mudiay w samych superlatywach wypowiadał się o trenerze Martinie Schillerze. Wbrew pozorom obaj panowie znają się z pracy w Stanach. Gdy Mudiay występował w sezonie 2019/2020 w barwach Utah Jazz, szkoleniowiec był związany z Salt Lake City Stars – filią „Jazzmanów” w G-League.

– Będę szczery, słyszałem wiele świetnych słów pod adresem Żalgirisu. Jedną z dużych motywacji była osoba trenera, który był w Utah Jazz, gdy tam grałem. Pojawiał się na naszych treningach. Stanowił ważny czynnik, bo znałem go jako człowieka. Prowadził wielu moich kolegów – opowiadał o Schillerze Mudiay.

Austriak pracuje w najlepszym litewskim klubie dopiero drugi sezon. W 2020 roku dostał zadanie kontynuacji dzieła Sarunasa Jasikeviciusa. Słynny Litwin dwa lata przed odejściem doprowadził zespół do trzeciego miejsca w Eurolidze. Uważany za jednego z najlepszych specjalistów na Starym Kontynencie, były gracz Golden State Warriors czy Indiana Pacers przeszedł do innego z klubów, z którym związany był jako koszykarz – Barcelony. Z pewnością zamianę Biało-Zielonych na Dumę Katalonii można zaliczać w kategorii awansu. Jasikievicius dysponuje znacznie lepszym składem i budżetem. W ostatnim sezonie jego pracy Kowno legitymowało się piętnastym (na osiemnaście ekip) budżetem w Eurolidze, wynoszącym niecałe dwanaście milionów euro (nieoficjalne dane przedstawione przez dziennik „L’Equipe”). Barca plasowała się wówczas na czele z budżetem przekraczającym czterdzieści milionów.

NIEZNANA MOTYWACJA

Schiller musiał wejść w olbrzymie buty poprzednika. Pomimo utraty wielu koszykarzy, to odejście szkoleniowca było największym ciosem dla sympatyków litewskiej ekipy. Austriak miał już jednak za sobą dobre przetarcie w G-League, gdzie przez trzy sezony z powodzeniem prowadził Stars. Ostatnią kampanię zakończył z nagrodą „Coach of the Year”. W pierwszym sezonie pracy na Litwie, jego zespół spisał się na arenie międzynarodowej… równo. Na 34 mecze, Żalgiris wygrał i przegrał po siedemnaście. Wynik dał tylko jedenaste miejsce.

Nowy rozgrywający 23-krotnego mistrza Litwy przy pełni zdrowia z pewnością otrzyma dużo szans do pokazania umiejętności. W zespole nie zabraknie mu kolegów, którzy również znają smak gry w Stanach. Pod koszem występować będą Tyler Cavanaugh i Joffrey Lauvergne. Pierwszy ma za sobą krótkie epizody w Hawks i Jazz. Z drugim natomiast Mudiay grał w sezonie 2015/16 w Nuggets. Doświadczony Francuz ma sobą także grę w Bulls, Spurs czy w tureckim Fenerbahce.

Dużo obaw rodzi podejście urodzonego w Kongo gracza. Jak wspomniano w tekście, nie jest tajemnicą, że Żalgiris był dla niego „ostateczną ostatecznością”. Choć jest już na Litwie, to najprawdopodobniej z tyłu głowy cały czas tkwi w nim myśl o szybkim powrocie do NBA. Z tego powodu przecież zawarto w kontrakcie klauzulę. Pozostaje dylemat: czy Mudiay zaprezentuje się z jak najlepszej strony, aby szybko opuścić Europę? W przypadku zaangażowanego koszykarza nie powinno być wątpliwości, że taki jest plan. Inaczej wygląda sytuacja z graczem, który gra, jakby znajdował się w zespole na siłę. Kazus numeru siedem draftu z 2015 roku, póki co czeka na rozstrzygnięcie.

Podziel się lub zapisz
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.