Siatkarskie listy gończe. Prawo bogatszego i plamy na reputacji

Zobacz również:Znane powroty i potężne wzmocnienia. W PlusLidze nikt nie pracuje w trybie oszczędzania energii
Micah Ma'a
Fot. Wojciech Szubartowski / Pressfocus

W polskiej siatkówce po raz kolejny jesteśmy świadkami ucieczki, bo tak można określić odejście zawodnika pomimo obowiązującego kontraktu. Choć teoretycznie cały czas mówimy o jednostkowych przypadkach, to na nieszczęście historia Micaha Ma’a i GKS-u Katowice przypomina nam o innych scenach z przeszłości. Klubom spoza ścisłej czółowki PlusLigi trudno jest utrzymać dobrego zawodnika, gdy zgłasza się po niego bogatszy klub zza granicy.

W teorii w sporcie zawodowym zasada jest prosta. Podpisujesz kontrakt na dany okres, na przykład trzy lata. Albo wypełniasz go do końca i odchodzisz jako wolny zawodnik (wariant najpopularniejszy) albo dogadujesz się z klubem odniośnie rozwiązania umowy za porozumieniem stron. Teoretycznie powinna istnieć trzecia opcja – wykup kontraktu przez chętny klub. Realia volleya są jednak takie, że transfery gotówkowe praktycznie nie istnieją. Nie ma rynku transferowego ani, co za tym idzie, klauzul procentów od dalszych ruchów.

Podziel się lub zapisz
Podróżuje między F1, koszykarską Euroligą, a siatkówką w wielu wydaniach. Na newonce.sport często serwuje wywiady, gdzie bardziej niż sukcesy i trofea liczy się sam człowiek. Miłośnik ciekawych sportowych historii.
Komentarze 0