Debiutant z mrocznym tłem. Sheriff Tyraspol – wizytówka raju przemytników i korporacyjna zabawka

Zobacz również:Bawarski obyczaj: nie ekscytuj się, człowieku. Dlaczego Bayern nie miał zamiaru walczyć o Leo Messiego
Sheriff Tyraspol - Liga Mistrzów
Fot. Jurij Kodrun/Getty Images

Choć świat obiegła informacja, że za sprawą Sheriffa Tyraspol zobaczymy w fazie grupowej Ligi Mistrzów pierwszy w historii klub z Mołdawii, to takie stwierdzenie nie jest do końca prawdziwe. Klub to duma Naddniestrza, które od lat dąży do odłączenia się od reszty kraju i będąc tam można odnieść wrażenie, że czas się tam zatrzymał. Bliskie kontakty z Rosją, tęsknota za ZSRR, widoczna na każdym kroku bieda, korupcja, kwitnący przemyt, a pośród tego klub piłkarski i jego siedziba, która wyrasta ponad wszystkich w kraju – w takich okolicznościach powstała drużyna, która za chwilę grała będzie z Realem Madryt.

Dla polskiego kibica Sheriff Tyraspol funkcjonuje jako jeden z synonimów naszych pucharowych wpadek. Latem 2017 roku w eliminacjach Ligi Europy grała z nim Legia Warszawa i odpadła w eliminacjach Ligi Europy, żegnając się wówczas całkowicie z pucharami. Dziś to by się nie stało – wówczas w pierwszym meczu w Warszawie było 1:1, w rewanżu gospodarzom awans dał bezbramkowy remis, ale wynik poszedł w świat. Na Legią wylała się fala krytyki, bo nawet sam styl gry rywali tylko umocnił przeświadczenie, że odpadła z rywalem z dużo niższej półki.

Nic więc dziwnego, że gdy w tym roku przed drużyną Czesława Michniewicza rysowała się potencjalna droga do fazy grupowej Champions League, wielu było zdania, że bramy otwierają się szeroko, bo Sheriff był potencjalnym rywalem Legii w ostatniej rundzie eliminacji Ligi Mistrzów. Gdyby mistrzowi Polski udało się wyeliminować Dinamo Zagrzeb, jechałby do Tyraspola. Górą byli jednak Chorwaci i nie brakowało głosów, że takie szanse zdarzają się raz na kilka lat.

Gdy jednak okazało się, że Sheriff wygrał pierwszy mecz z Dinamem aż 3:0, nagle zdaliśmy sobie sprawę, że nie ma co patrzeć na mistrza Mołdawii przez pryzmat dawnych pucharowych niepowodzeń. Rewanż był dla Sheriffa formalnością. Po remisie 0:0 Tyraspol oficjalnie został jednym z gospodarzy Ligi Mistrzów i nie ma w tym przypadku. Awans do elity to zwieńczenie długiego procesu, który miał tam w końcu doprowadzić ten klub.

Z MOŁDAWII, A JEDNAK NIE

O Sheriffie trzeba teoretycznie mówić „mistrz Mołdawii”, ale w praktyce to bardziej skomplikowane. Klub jest chlubą Republiki Naddniestrzańskiej – samozwańczego państwa na wschodnim brzegu Dniestru. To niewielki pas lądu o długości około 200 kilometrów i średniej szerokości ledwie kilkunastu. Jego powierzchnia wynosi niewiele ponad 4000 km², co stanowi około 12% powierzchni i tak niewielkiej Mołdawii.

Naddniestrze
Naddniestrze zaznaczone kolorem na mapie (fot. Google Maps)

W obecnej formie powstał we wrześniu 1990 roku, kiedy Republika Naddniestrzańska ogłosiła jednostronne oderwanie się od kraju i pozostanie w składzie Związku Radzieckiego. Ten jednak upadł, ale separatystyczne nastroje w regionie już nie i co chwilę dają o sobie znać. W 2006 roku odbyło się nawet referendum, w którym aż 97% głosujących opowiedziało się za odłączeniem, jednak jego wyniki nie zostały uznane przez świat. Niemal wszystkie kraje uznają ten region za integralną część Mołdawii.

Radziecka symbolika do dziś jednak widnieje na fladze Naddniestrza, a silne związki z Rosją podkreśla prawo, które weszło w życie w 2017 roku. Zrównuje ono rosyjskie symbole narodowe z naddniestrzańskimi i flaga tego kraju wisi na wszystkich urzędach oraz używana jest podczas różnych obchodów. Obowiązuje tu również osobna waluta – rubel naddniestrzański – i region ma własny rząd. Ponadto cenzura obejmuje każdy element życia, łącznie z internetem.

Dlaczego ten mały kawałek ziemi do dziś tak mocno dzieli Mołdawian? Po upadku ZSRR w wielu krajach dochodziło do konfliktów zbrojnych i nie inaczej było w Mołdawii. Tu jednak tłem nie był podział etniczny, a kwestie gospodarcze. Na początku lat 90. Naddniestrze generowało około 40% PKB całej Mołdawskiej SSR i produkowało około 90% energii elektrycznej, mimo że było zamieszkiwane przez około 15% populacji kraju. To tutaj znajdowała się większość przemysłu i choć region jest biedniejszy niż wynosi krajowa średnia (a i tak mowa o najbiedniejszym państwie Europy), to jego znaczenie było ogromne.

RAJ DLA PRZEMYTNIKÓW

Republika niemal od momentu ogłoszenia niepodległości znajduje się pod kontrolą Rosji. Tamtejsza armia stacjonuje w Naddniestrzu do dziś i traktuje je jako bazę dla własnego sprzętu. Mówi się zresztą, że tu trafia najwięcej sztuk broni w Europie, a pomaga w tym kwitnący nielegalny handel, przemyt i granica kontrolowana przez Rosję. Naddniestrze od reszty Mołdawii oddziela rzeka, a granicy z Ukrainą pilnuje wojsko, więc dostać się tam można tylko z Mołdawii po przejściu szczegółowej kontroli.

Szacuje się, że dochodzi tu do największej liczby nielegalnych transakcji bronią w Europie i separatystyczny rząd jest oskarżany o pomoc w tym procederze. Krytykuje się również Ukraińców za to, jak radzą sobie z kontrolowaniem granicy. Ci wprowadzili wprawdzie dodatkowe punkty celne i zasadę, zgodnie z którą towary przywożone na Ukrainę muszą wpierw zostać zatwierdzone przez władze Mołdawii, ale te ruchy są nieefektywne. Chociażby kilka lat temu okazało się, że jeżeli statystyki importu prowadzone są uczciwie, to wynika z nich, że każdy mieszkaniec Naddniestrza rocznie zjada około 100 kilogramów udek z kurczaka. Przemyca się i robi przekręty bowiem nie tylko na broniach.

Sheriff Tyraspol - Liga Mistrzów
Przygotowania do obchodów 30-lecia Republiki Naddniestrzańskiej w Tyraspolu (fot. Sander de Wilde/Corbis via Getty Images)

OCZKO W GŁOWIE WŁADZY

To właśnie w takich realiach osadzony jest Sheriff, a Tyraspol to stolica Republiki Naddniestrzańskiej. Klub ma być jej wizytówką i choć wielu ludzi żyje tam w skrajnej biedzie, to akurat na piłkę nożną zawsze są środki. Te zapewnia bogaty sponsor, czyli właśnie Sheriff. To właściciel nie tylko drużyny, ale będąc w Naddniestrzu można by było pomyśleć, że właściciel wszystkiego na około.

Firma powstała 28 lat temu i założyli ją dwaj dawni funkcjonariusze KGB. Trudno powiedzieć, czym właściwie zajmuje się korporacja, bo... zajmuje się czym popadnie. Ma własną sieć komórkową, produkuje wina, posiada sklepy spożywcze, stacje benzynowe, wydawnictwo, agencję reklamową, stację telewizyjną, sieć piekarń, dom mediowy, a nawet oddział zajmujący się budownictwem. W skrócie: szwarc, mydło i powidło. Tak czy inaczej charakterystyczna gwiazda, czyli logo firmy, jest wszechobecna. Sheriff nawet otwarcie popierał prezydenta Republiki Naddniestrzańsiej Igora Smirnowa, ale w firmie uznano, że to za mało, dlatego powstała też jej... własna polityczna partia. Frakcja o nazwie „Odnowienie” wygrała zresztą później wybory.

To sprawia, że lokalny rząd jest mocno powiązany z Sheriffem. Szef firmy Wiktor Guszan nie kryje nawet, że w tym układzie nie wszystko się zgadza i wiele razy mówił o tym, że firma „musi kombinować”. Zarejestrowana jest zresztą w raju podatkowym, a Rosji taki układ odpowiada. Władimir Putin ma tu duże wpływy i utrzymuje tam swoją armię, za co daje Republice Naddniestrzańskiej pewne przywileje, jak na przykład tańszy gaz. Chodzą nawet pogłoski, że tym mieszkańcom regionu, którzy mają rosyjskie obywatelstwo (szacuje się, że stanowią około 30% ludności, a w samym Tyraspolu 40%) wypłaca się zapomogę w wysokości 15 dolarów miesięcznie. Jeśli to dla was niedużo, to niech perspektywę stanowi fakt, że średnie zarobki w Tyraspolu są ledwie około 6-8 razy wyższe.

sklep Sheriffa w Tyraspolu
Fot. Sergei Gapon/Getty Images

Z INNEGO ŚWIATA

Sheriff (klub) ma ocieplać wizerunek Naddniestrza i mołdawski jest tak naprawdę tylko w europejskich pucharach. Na co dzień jest wykorzystywany do celów propagandowych i ma potwierdzać wyższość tego regionu nad resztą kraju. Sponsor i władze zadbały zresztą bardzo mocno o to, żeby zespół z Tyraspolu dominował w lidze i regularnie pokazywał się w Europie. Nikt praktycznie nie może z nim konkurować. Lata 90. to był jeszcze czas, kiedy mistrzem regularnie zostawało Zimbru Kiszyniów, ale od początku XXI wieku rządzi tylko Sheriff.

Pierwszy tytuł zdobył w 2001 roku i od tego czasu stracił go jedynie dwa razy. Jest 19-krotnym mistrzem kraju, który funkcjonuje w zupełnie innej rzeczywistości niż rywale. Mołdawską Divizia Natională tworzy ledwie osiem drużyn, więc ten rozstrzał jest wyraźny jeszcze bardziej. Niektóre kluby występują na zaniedbanych małych stadionach i na ich mecze przychodzi tylko garstka ludzi. W Tyraspolu tymczasem jest nowoczesny obiekt na 15 tysięcy miejsc, a to nie koniec – w 2002 roku Sheriff postawił ośrodek wart 200 milionów dolarów. W stolicy republiki powstała baza, która wygląda w tych realiach jak z innego świata.

Poza stadionem głównym jest drugi, mniejszy, mieszczący niecałe 10 tysięcy ludzi. Piłkarze klubu mają do dyspozycji ogrzewaną halę z pełnowymiarowym sztucznym boiskiem i trybunami na 3.5 tysiąca ludzi. Do tego jest kilkanaście boisk treningowych, pięciogwiazdkowy hotel, sauna, pływalna, korty tenisowe, spa, siłownia, drogie restauracje i obiekty medyczne z wykwalifikowanymi specjalistami. To ośrodek, którego Sheriffowi może zazdrościć nie tylko każdy rywal w Mołdawii, ale i większość w tej części Europy. Baza jest zresztą oczkiem w głowie naddniestrzańskich władz – w poradnikach turystycznych znajduje się ona w trójce rzeczy, które trzeba zobaczyć, odwiedzając region. Dwie pozostałe to Pałac Prezydencki i Muzeum Narodowe.

Sheriff Tyraspol - Liga Mistrzów
Fot. Alex Nicodim/Sportsfile via Getty Images

Na przykładzie bazy w Tyraspolu widać jednak, jak podzielony jest kraj. Mimo że to stadion Sheriffa jest największy i najbardziej nowoczesny, kadra mecze rozgrywa w Kiszyniowie, stolicy „faktycznej” Mołdawii. Są bowiem obawy, że naddniestrzańska publiczność wygwizdywałaby reprezentację. Lokalni kibice też jednak nie przychodzą na mecze klubu, choć często wstęp na ligowe spotkania w Tyraspolu jest darmowy. Większą popularnością cieszą się tu drużyny rosyjskie, a poza tym najczęstszy zarzut jest taki, że Sheriff to nawet nie tyle nie jest klub mołdawski, co naddniestrzański. Mimo że ma nowoczesną akademię, to w kadrze próżno szukać wychowanków.

WSZYSCY, TYLKO NIE LOKALSI

Klub nie ma sobie równych na krajowym podwórku, dlatego tak naprawdę jako jedyny może sprowadzać piłkarzy z zagranicy i to czyni. Nigdy nie wydał na zawodnika więcej niż milion euro, ale to i tak kwota nieosiągalna dla reszty kraju. Piłkarski związek w Mołdawii nawet ułatwia Sheriffowi zadanie, bo kilka lat temu zniósł limity obcokrajowców w Divizia Natională. Efekt? W decydującym o awansie do fazy grupowej Ligi Mistrzów z Dinamem mołdawskie obywatelstwo miał jedynie napastnik Henrique Luvannor, który przyjął je osiem lat wcześniej, ale urodził się w Brazylii. Chwilę później odszedł z zespołu. Poza tym w historycznym meczu wystąpili dwaj Grecy, dwaj Kolumbijczycy, dwaj Brazylijczycy, Malijczyk, Ghańczyk, Luksemburczyk i Peruwiańczyk, a z ławki weszli jeszcze jeden Malijczyk, Bośniak oraz reprezentant Malawi. Trenerem jest Ukrainiec Jurij Wernydub.

Ci wszyscy przybysze z zagranicy początkowo dziwią się, że trafili do kraju, którego nikt nie uznaje i klubu, którego sponsor sprzedaje bułki, wino, benzynę, gazety i karty SIM, ale Sheriff wabi perspektywą łatwego awansu do europejskich pucharów i zarobkami. Piłkarze głównie mieszkają w ośrodku, gdzie zapewnione mają wszystko i otrzymują pensję w wysokości kilkudziesięciu tysięcy euro miesięcznie. Dla porównania – średnia w pozostałych drużynach ligowych w Mołdawii wynosi około tysiąca euro. Piłkarze mają więc w Tyraspolu jak w bajce. Nic dziwnego, że ściąga się tu tabuny graczy z Afryki, Ameryki Południowej i biedniejszych klubów na Bałkanach. Dla nich otoczka nie ma dużego znaczenia, kiedy pieniądze są porównywalne z tymi, jakie płacą dobre rosyjskie kluby.

To wszystko sprawia, że choć na pierwszy rzut oka mołdawski klub w Lidze Mistrzów to piękna i romantyczna piłkarska historia, to w rzeczywistości jest tu dużo więcej odcieni szarości. Czasami w polskich kibicach budzi się w takich chwilach myśl: „dlaczego nam się nie udaje, a im tak?”, jednak Sheriff to nie jest ten przykład, który powinniśmy stawiać naszym klubom za wzór. W pozostałej części Mołdawii nazywa się go zresztą złośliwie „Gangster Tyraspol” i nie brakuje podejrzeń o ustawianie meczów.

Perspektywa Ligi Mistrzów jest jednak kusząca dla wszystkich w kraju, niezależnie od poglądów i sympatii. Sheriff nastawia się, że starcia z Szachtarem Donieck, Realem Madryt i Interem Mediolan w grupie sprowadzą kibiców z całej Mołdawii, a zysk z ich biletów będzie dodatkowym zastrzykiem dla klubowej kasy. Fani piłki z tego kraju zdają sobie sprawę, że taka szansa może się prędko nie powtórzyć, dlatego przymkną oko na to, jak działa Sheriff i tym razem stadion w Tyraspolu się zapełni. Z tak wyjątkowej okazji zamierza skorzystać sporo Mołdawian, choć jadąc do Naddniestrza, gdzie będą musieli przejść kontrolę graniczną – mimo że są u siebie w kraju – wcale nie muszą czuć się tak, jakby wybierali się na mecz swojego przedstawiciela w piłkarskiej elicie.

Podziel się lub zapisz
Futbol angielski i... amerykański. Przez cały rok na okrągło żyje wydarzeniami w Premier League, której mecze komentuje w Canal+, oraz NFL. Usłyszycie go w również audycjach Kick Off i NFL Po Godzinach.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.