Sekretne życie Tima Sparva. Finlandia jest jak UFO, ale czy będzie też nową Islandią?

Zobacz również:Jeśli reagować, to właśnie teraz. Zawalić możemy nie jeden turniej, a z automatu dwa (KOMENTARZ)
Tim Sparv - Finlandia. Portraits - UEFA Euro 2020
Fot. Kristjan Jaerv/UEFA via Getty Images

Prowadzi klub książki i bloguje o psychologii. Zimą zamienia się w groundhoppera. Właśnie robi kurs UEFA Pro, a tak w ogóle to za chwilę zagra na Euro 2020. Tim Sparv i Finlandia wreszcie mają moment chwały. Nie widzieliście takiego piłkarza. Ale i sam kraj też wygląda jak UFO.

Skandynawia wreszcie ma komplet. Jari Litmanen z niedowierzaniem kręci głową. On, który wygrywał Ligę Mistrzów z Ajaxem i strzelał gole w Liverpoolu, nigdy nie zagrał na Euro, a Sparv z Pukkim zagrają i wielkie CV im do tego niepotrzebne. Finlandia ma 200 tysięcy jezior, trochę mniej saun, ma też w końcu debiut na wielkiej imprezie. Awans i wygrana 2:0 z Francją jesienią w meczu towarzyskim sprawiła, że pod kołem biegunowym zwariowano. Oni naprawdę chcą zostać turniejową „bandą świrów”. Nieźle jak na jedyny kraj na świecie, który świętuje dzień porażki.

GROUNDHOPPING W LONDYNIE

Tim Sparv ma 34 lata, jest kapitanem reprezentacji. 10 czerwca, dwa dni przed pierwszym meczem z Danią napisał wpis na blogu. O dziecięcych marzeniach gry w kadrze. I o pokoleniu Samiego Hyppii, do którego wzdychał. Finowie mieli kiedyś moment, gdy aż dziecięciu ich piłkarzy grało w Premier League. Były tu wielkie indywidualności, ale nigdy nie było zespołu. Sparv odhaczył 81 występów w dorosłej kadrze. I dopiero teraz będzie mógł dotknąć tego, czego nie dotknęli Litmanen i reszta graczy z przeszłością w Anglii. Awans na Euro przyszedł w czasach, gdy kapitan drużyny chwilowo po rozstaniu z grecką Larissą jest bezrobotny. Gdyby chciał wrócić do rodzimej ligi, zarabiałby 3 tysięcy euro.

Finlandia nigdy nie była piłkarską nacją. Nie da się tworzyć kultury w futbolu miejscu, w którym o 15:00 jest ciemno, a temperatura podczas meczów pucharowych w styczniu schodzi do -15. Nie ma tu uśmiechu z książek Katji Pantzar. Jest za to wysoki wskaźnik samobójstw i ponadprzeciętna przemoc domowa. Zdarzają się tu wielcy mistrzowie Formuły 1, stadion olimpijski w Helsinkach wciąż rozświetla pomnik biegacza Paavo Nurmiego, ale żeby podobny stanął kiedyś z piłkarzem, się nie zanosi. Nie dał tu rady nawet Roy Hodgson. W 2008 roku zabrakło mu trzech punktów do awansu.

Sparv miał wtedy 21 lat. Był już w trakcie podróży za marzeniami: od morskiej wioski Oravais do akademii Southampton, gdzie spotkał Theo Walcotta i Garetha Bale’a. Jako dzieciak wieszał plakaty Erica Cantony. Marzył o Anglii. Szybko jednak zrozumiał, że dziecko w Finlandii nie dostaje podobnego startu. „Byłem za słaby” - mówi po latach. Ale do dziś z ochotą wraca do Anglii, gdy w okolicach Boxing Day bierze grupkę znajomych i ruszają w tour po stadionach. Oglądają Premier League, ale też League One. Czasem jeszcze niżej. I zawsze jak u Lukasa Hradecky’ego, smakosza browaru, towarzyszy im szklana pinta. Ewentualnie siedem.

Sparv nie stroi się w piórka wielkiego piłkarza. Wie, że grał tylko w Halmstads, Groningen i Greuther Furth. W Niemczech miał jednego gola i trzy asysty. Nawet statystyki odbiorów, ważne na pozycji numeru 6, nie działały na jego korzyść. Wtedy usłyszał najważniejsze zdanie w karierze: liczby opisują piłkę, ale tylko wtedy, gdy osądzisz je w konkretnym kontekście. Rasmus Ankersen z Midtjylland do dziś śmieje się, że to jeden z niewielu graczy na świecie, który został kupiony tylko dlatego, że miał złe statystyki. Jego siłą było to, iż ulepszał graczy dookoła. Już sama jego obecność według analityków zwiększała szansę wygranej. Sparv, piłkarz o ponadprzeciętnej inteligencji, już dawniej sam wpadł na te wnioski, ale musiał trafić do Midtjylland, by ktoś mu to wyłożył kawa na ławę.

NIE JEST ŁATWO BYĆ FINEM

To jest jak spotkanie dwóch sputników, wreszcie wędrujących po tej samej orbicie. Klub łamiący schematy i piłkarz, który nie lubi śpiewać w chórze. Sparv w Danii pierwszy zobaczył sesje przez Skype’a, w których właściciele łączą się z piłkarzami i zachęcają do przemyśleń. To nie był 2021 rok, tylko sześć lat wstecz. Sparv poznał też Matthew Benhama, statystycznego guru, który odpalił mu kiedyś YouTube’a i pokazał rzut rożny sprzed 20 lat. Pytał piłkarzy, czy nie lepiej byłoby rozgrywać piłkę w taki sposób niż wrzucać ją na siłę w polu karne. Ta kultura dyskusji do dziś drzemie w kapitanie reprezentacji Finlandii. Gdy Sparv ogląda mecz, dziwi się, że piłkarze tak często uderzają z dystansu skoro statystycznie nie ma to sensu. On już lata temu stwierdził, że on nie chce tylko grać w piłkę. Chce analizować i uczyć się, gdziekolwiek to tylko możliwe.

Na Instagramie Fina często można zobaczyć go z książkami na temat psychologii. Odnosi się do twórczości Thomasa Eriksona, mówiąc o czterech typach/kolorach osobowości i że on akurat jest charakterem… niebieskim. Oznacza to logikę, refleksyjność, uporządkowanie i skromność. Fińskie media już dawno podłapały ten jego wizerunek. Sparv pisze więc felietony do gazet, albo bierze udział w dyskusjach na temat różnic między Finlandią a Danią. „My, Finowie, jesteśmy kwaśni i zamknięci, ale wewnątrz emocje aż huczą” - mówi. Opowiada o Kimim Räikkönnenenie. A za moment przełącza się na Mattiego Nykaenena, faceta albo z bajki, albo z rynsztoku. Nie jest łatwo być Finem. I o tym też mówi Sparv.

Sam dobrze wie, ile w życiu musiał wycierpieć. Odtrącenie w Southampton postawiło znak zapytania, czy gra w piłkę ma w ogóle sens. Kontuzja na dalszym etapie przypomniała mu o edukacji. Dopiero mając 33 lata zrobił maturę. Jego ojczystym językiem jest szwedzki (5 procent kraju tak ma), ale zaczął się też uczyć fińskiego. Po karierze pewnie zrobi studia z psychologii i nauk behawioralnych, ale na razie robi kurs UEFA Pro, bo chciałby swoją wiedzę przetestować w grupie ludzi. W wolnej chwili prowadzi też klub książki. Analizuje tam biografię Elona Muska, pozycje Malcolma Gladwella. Niedawno odniósł się do eseju o Putinie i rosyjskim społeczeństwie. Cały czas poleca też książki o sisu.

Wielu ludzi doskonale zna już ten termin. Było sobie duńskie hygge, no to teraz przyjdzie fińskie sisu. Nawet w Polsce coraz więcej jest pozycji o słynnej północnej mentalności, o tym jak wzmacniać psychikę, zwłaszcza wtedy, gdy mury pękają i świat się wali. Sparv od razu podaje przykład: 1939 rok i Talvisota, czyli wojna zimowa między ZSRR a Finlandią. Skazani na pożarcie Finowie zadali Sowietom olbrzymie straty i obronili niepodległość. To był triumf hartu ducha, taktyki, świetnego dowódcy i ludzi, którzy nie pytają dwa razy, gdy dostaną rozkaz.

BYĆ JAK ISLANDIA

Dzisiaj to oczywiście wraca, kiedy mówimy o Euro. Teemu Tainio, były piłkarz Tottenhamu, mówi, że selekcjoner Markku Kanerva mógłby wykładać z sisu. Jako były nauczyciel umie rozmawiać z piłkarzami i wyczuwać ich emocje. Piąty rok jest w kadrze. Doskonale pamięta, że zaczynał z pułapu, gdy między wrześniem 2015 a wrześniem 2017 kadra rozegrała 19 meczów i wygrała tylko jeden. Od tego czasu Finowie tracą mniej goli, a z przodu straszy Teemu Pukki. Napastnik Norwich znowu miał świetny sezon. Znowu zaraz zagra w Premier League, a w kadrze brakuje mu tylko dwóch goli, by wyrównać rekord Litmanena (32).

Kanerva mówi, że korzysta z bardzo dobrego pokolenia. Niektórzy twierdzą, że jest tak ciekawe, iż na Euro 2016 może powtórzyć wyczyn Islandii. Była nawet już rozmowa trenera Finów z Larsem Lagerbackiem. Sparv twierdzi, iż różnica między oboma krajami jest zasadnicza. Islandia to wyspa z 340 tyś. ludźmi, tymczasem w Finlandii na ogromne przestrzeni rozlewa się 5,5 miliona ludzi. Duże odległości plus trudny klimat nie sprzyja kulturze uczestnictwa. Finowie nie garną się do piłki, mają przecież hokej.

Mało kto już pamięta, że ponad dekadę temu fińska federacja określiła plan wejścia do pierwszej dziesiątki rankingu FIFA. Wyznaczona data brzmiała 2020 rok, czyli już dawno powinno się to zdarzyć. Debiutant Euro jest w tej chwili na 54. miejscu, a Belgia, z którą zagra w grupie, na pierwszym. To jest przepaść, ale czy piłka nie widziała już takich historii? Finowie są zagadką. Kapitan Tim Sparv ma swój świat. Nic, tylko czekać aż nam o tym pobloguje.

Podziel się lub zapisz
Żebrak pięknej gry, pożeracz treści, uwielbiający zaglądać tam, gdzie inni nie potrafią, albo im się nie chce. Futbol polski, angielski, francuski. Piszę, bo lubię. Autor reportaży w Canal+.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.