Rywalizacja wewnątrz Big 6 nie decyduje o tytule w Premier League. Kilka wniosków przed derbami Anglii na Old Trafford

Zobacz również:Najbardziej romantyczny beniaminek od czasów Newcastle Keegana. Czy Leeds zderzy się ze ścianą?
fot. Paul Greenwood - CameraSport via Getty Images

W niedzielę Manchester United zagra z Liverpoolem i dla gospodarzy ten mecz, poza prestiżem, nie ma żadnego znaczenia. Każdy inny wynik niż zwycięstwo, oddali drużynę Juergena Kloppa od awansu do Ligi Mistrzów. Obecna sytuacja pokazuje doskonale, jak dużą pracę wykonał w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy Ole Gunner Solskjaer.

19 stycznia 2020 roku obejrzałem ostatni mecz Premier League z trybun. Było to spotkanie Liverpoolu z Manchesterem na Anfield. The Reds sunęli gładko po mistrzostwo Anglii, Alisson Becker notował asystę przy golu Mohameda Salaha, a świat dopiero za kilka tygodni miała opanować na dobre pandemia koronawirusa.

W ciągu ponad roku w hierarchii angielskiej piłki sporo się pozmieniało. Na tron wróci zaraz Manchester City, zaś United pokazali, że znów mają ambicję być dużym klubem i przede wszystkim drużyną, którą należy darzyć szacunkiem. W nadciągającym hicie Czerwone Diabły niczego nie muszą, na pewno jednak zechcą pokazać odwiecznemu rywalowi, że ich miejsce w tabeli to zasługa bardzo dobrego sezonu i mądrość, ale też spokoju menedżera.

LIVERPOOL WCIĄŻ LUBI HITY

Utarło się, że hitem Premier League nazywamy mecz pomiędzy zespołami, które nazywamy Big 6. To te, które chciały dołączyć do Superligi, ale szybko wycofały się z pomysłu. Ktoś, kto interesuje się angielską piłką od święta, z pewnością nie zrozumiałby, dlaczego niby te właśnie kluby są uważane z top, big czy co tam jeszcze sobie chcą, skoro tabela ligowa mówi coś innego.

Wynika to oczywiście z marki. Ale też z pewnej umowy. Kiedyś mieliśmy Big 4, teraz Big 6, choć na trzecim miejscu jest Leicester City, które zamierza iść obranym kursem i na stałe zagościć w czołówce, a ambicje mają także West Ham United czy Everton.

Starcie Manchesteru United z Liverpoolem to jeden z trzech ostatnich akordów rywalizacji Big 6 w obecnym sezonie i na razie w tej wewnętrznej lidze wielkich najlepszy jest Liverpool. Pokazuje to najlepiej, że o tytule nie decydują bezpośrednie starcia dużych firm, a wyniki osiągane w meczach z innymi zespołami. Warto jednak podkreślić, że Manchester City radzi sobie z ekipami Big 6 tak samo dobrze jak LFC – oba zespoły uzbierały po 17 punktów.

Chelsea i Manchester United wygrały w bieżącej kampanii tylko po dwa takie spotkania, a jednak The Blues mają duże szanse, by zakończyć ligę w Top 4. Piłkarze Thomasa Tuchela, walczący na trzech frontach, mogą zresztą poprawić jeszcze bilans z wielkimi rywalami, zmierzą się bowiem z MUTD i Arsenalem.

CIERPIENIE UNITED

Liverpool, którego twierdzą przez ponad trzy lata było Anfield, w tym dziwnym sezonie pandemicznym zaczął wykorzystywać (jaka cała liga, średnio) teren rywala. Na cztery poprzednie starcia Premier League z mocarzami z Big 6, drużyna Kloppa wygrała trzy, remisując z Man City. Od lipca 2020 roku nie przegrała takiego spotkania (wtedy pokonał ich Arsenal).

United nie zwyciężyli w żadnym z ostatnich czterech spotkań z ekipami Big 6 u siebie. W tych meczach strzelili tylko jednego gola i to z rzutu karnego. Ale to oni zdają się być faworytem niedzielnego meczu. W momencie, kiedy powstaje ten tekst, strzelają właśnie szóstego gola Romie, praktycznie zaklepując sobie awans do finału Ligi Europy. Na drodze do dobrego występu przeciwko LFC może stanąć jedynie zmęczenie. Ustępujący mistrzowie Anglii mają już europejskie puchary z głowy.

Solskjaerowi łatwo ustalić priorytety. Drugie miejsce w lidze jest już tylko formalnością. A puchar wstawiony do gabloty – ukoronowaniem dobrego sezonu, który bez trofeum nie byłby postrzegany jako aż tak dobry. Dlatego nie musiał się martwić, że całą parę jego zawodnicy włożyli w czwartkowy wieczór, miażdżąc Romę. Zresztą w meczu typowym dla United – to rywal prowadził 2:1, by w ten sposób pobudzić do działania gospodarzy, którzy ostatecznie wygrali 6:2. Gdzieś to już widzieliśmy w tym sezonie Premier League i to nie raz, ale kilkanaście razy.

TRIO BEZ MAGICZNEJ MOCY

Gdy oba zespoły przystępowały do meczu na Anfield, Liverpool miał jeszcze pełne prawo, by marzyć o obronie tytułu. United i The Reds okupowali dwie czołowe lokaty w lidze i wydawało się, że to między nimi może się rozstrzygnąć batalia o mistrzostwo. Pojawiały się pierwsze symptomy nadciągającego kryzysu, bo piłkarze Kloppa byli po trzech meczach bez zwycięstwa, ale nikt nie bił jeszcze na alarm.

Od tamtej pory ekipa z Anfield uzbierała 20 punktów. W tym czasie City 42, a United 30. Dlatego dziś Liverpool jest w tak trudnej sytuacji.

Zwycięstwo na Old Trafford przedłuży nadzieje Liverpoolu na Top 4 i miejsce w LM, ale zarazem praktycznie doprowadzi do koronacji City już w tej kolejce (muszą pokonać Crystal Palace). Ale to już taki etap rozgrywek, w którym trzeba patrzeć tylko na własny interes. A dla The Reds jest nim ratowanie sezonu.

Zadanie wydaje się trudne. Old Trafford nie było w ostatnich latach łatwym terytorium dla Liverpoolu. Na piętnaście poprzednich wizyt goście z Anfield wygrali tutaj raz, 3:0 w marcu 2014 roku.

Ten sezon jest naznaczony kontuzjami, błędami, sensacyjnymi porażkami. Magiczną moc zdaje się tracić tercet Mohamed Salah, Roberto Firmino, Sadio Mane. Zabójcze trio Kloppa w starciach z Manchesterem United nigdy nie błyszczało. Przez ponad 2000 minut spędzonych na boisku uzbierali razem dwa gole. Być może potrzebny będzie inny bohater.

Liverpool grał w czterech ostatnich edycjach Champions League, dwa razy był w finale. W historii Premier League pięć razy doszło do sytuacji, w której obrońca tytułu nie zakwalifikował się LM w kolejnych rozgrywkach. W Manchesterze wiedzą, jak to boli, bo taka sytuacja zdarzyła im się dwukrotnie. Wypchnięcie Liverpoolu poza te elitarne rozgrywki miałoby dla United wyjątkowy smak.

Podziel się lub zapisz
Czasem pisze – w poniedziałki Futbolowa Gorączka, a w piątki Tygodniówka na newonce.sport, a czasem gada – w poniedziałki w Kick Off, w czwartki w Futbol i Cała Reszta w newonce.radio. Liga angielska jest najlepsza na świecie. Amen.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.