Rozłożona odpowiedzialność za fortepian. Kluczowy podział na role w paryskim teatrze

Zobacz również:Wrogie przejęcie i nowy wymiar rywalizacji. Po 15 latach z Nike Neymar został twarzą Pumy
Paris Saint-Germain v FC Bayern Munich  - UEFA Champions League Quarter Final 3: Leg Two
Fot. Alexander Scheuber - UEFA/UEFA via Getty Images

W futbolu zawsze pojawia się szansa na rewanż. Kylian Mbappe i Neymar w finale Ligi Mistrzów z Bayernem też starali się przyćmić całe widowisko, ale nie byli tak dobrze połączeni z resztą drużyny ani zaangażowani w noszenie fortepianu jak w tej edycji. Za Mauricio Pochettino rozkład zadań jest jeszcze klarowniejszy, nadal oglądamy gwiazdy o specjalnym statusie i traktowaniu, lecz także pozwalające sobie na jazdę na tyłkach. Na tym poziomie gra żadnej innej drużyny nie jest tak skoncentrowana wokół jednostek jak w PSG, ale paryżanie coraz lepiej rozumieją, o co chodzi w tym systemie, aby przeć po sukces.

Bayern jako kolektyw był lepszy w pierwszym meczu w Monachium, ale w rewanżu już niekoniecznie. Wygrał przede wszystkim, dzięki niesamowitej nieskuteczności paryżan na czele z Neymarem obijającym słupki, poprzeczki oraz doskonale dysponowanego Manuela Neuera. Brazylijczykowi w tych wspaniałych zawodach brakowało jedynie wykończenia, bo skala odpowiedzialności jaką na siebie wziął, była imponująca. Paryżanie wzięli rewanż przede wszystkim, dzięki udanej współpracy całej jedenastki.

Nie ma drugiej ekipy w Europie na takim poziomie, której gra tak mocno koncentruje się wokół dwóch jednostek – Neymara i Kyliana Mbappe. Leo Messi pracuje na specjalnych warunkach, może bezkarnie odłączać się od gry, wybierać sobie momenty pressingu, spacerować w dowolnym momencie meczu i wszyscy to akceptują, bo wykorzysta świeżość i geniusz w fazie ataku. Zwykle w Paryżu wyglądało to podobnie, tylko wspomniana dwójka niemal sama chciała rozstrzygać wielkie mecze. Messi potrzebował współpracy, oni krzyczeli: podaj piłkę i ruszali na rywala.

Chcąc grać w Paryżu, nie mogłeś obrażać się na rzeczywistość. Musiałeś mieć mentalność Idrissy Gueye'a, prawdziwego bohatera tego dwumeczu, czyli biegać do utraty tchu i rzucać się na każdą piłkę. 2,5 miesiąca temu Leonardo chciał go przekonać do wypożyczenia, wypuścić do Newcastle, a teraz Senegalczyk jest na ustach całej Europy jako piewca stylu N'Golo Kante. Nie byłoby tego awansu, gdyby nie cechy przywódzcze i siła fizyczna Presnela Kimpembe. Nie byłoby go bez opanowania i uniwersalności Danilo Pereiry, który w trakcie dwumeczu musiał przejść na środek defensywy. Także bez waleczności i koncentracji Colina Dagby pressującego jeszcze w doliczonym czasie gry czy elegancji Leandro Paredesa. Nawet Angel Di Maria potrafił schować dumę do kieszeni, przykryć swoje ego i skupić się na pracy na rzecz kolektywu.

Zawsze panuje przekonania, że ktoś w drużynie musi nosić fortepian, aby inni mogli na nim grać. Większość musi pracować na garstkę. I w Paryżu było tak od dawna, ale na takim poziomie nie można odnosić sukcesów bez poświęcenia wszystkich. Różnicą oglądaną w ostatnich latach jest coraz większy wkład francuskich gwiazd w pracę na rzecz ogółu. Kiedy prześledzimy heatmapę Neymara, on pojawiał się z asekuracją w bocznych sektorach. Kylian Mbappe potrafił wracać na sprincie pod własną bramkę, aby gonić piłkę i ratować przed rzutem rożnym. Oni operują w bardzo specyficznej, trudnej decyzyjnie roli, bo muszą na bieżąco reagować, kiedy wykorzystać ograniczone siły na pracę w defensywie, a kiedy oszczędzić je na kontratak. W końcu mocą ekipy z Parc des Princes były szybkie wyjścia – i wtedy decydująca musi być świeżość atakujących. Skoro mają plecami do bramki utrzymać się przy piłce i przyspieszyć grę, jak wielokrotnie robił to Neymar, nie mogą uczestniczyć w każdej akcji defensywnej. Ale i tak robią to częściej niż wcześniej.

Można odnieść wrażenie, że w Paryżu doszło do lepszego zrozumienia cudzych ról. To zawsze była drużyna skupiona wyłącznie na indywidualnościach, ale teraz jakby gwiazdy lepiej czuły poświęcenie reszty, a pozostali nie nosili w sobie tej nutki zadry, tylko docenili, ile oddechu dają im indywidualne umiejętności najdroższych piłkarzy świata. Dlatego Neymar podejmuje znacznie więcej prób pressingu, a Mbappe potrafi ruszyć z pomocą bocznemu obrońcy i wrócić w jego miejsce, gdy ten wykona odważny rajd do przodu. Wzajemnie jakby przeszli krok dalej w rozumieniu specyfiki swojej pracy.

Za siatkami, dryblingami i popisami Neymara kryje się ogrom cudzej pracy. Nie byłoby tego awansu i narracja mogłaby się obrócić ponownie przeciwko niemu, gdyby tak perfekcyjnie w szesnastce nie reagowali Danilo oraz Kimpembe. Gdyby Gueye nie odebrał 6 piłek, a Dagba 5, gdyby stoperzy nie dominowali w powietrzu przy tak liczebnej reprezentacji Bawarczyków, gdyby nie wybijali ofiarnie piłek w sytuacji, kiedy ułamka sekundy brakowało Thomasowi Muellerowi do oddania strzału. Oni, tak samo jak Keylor Navas, Mitchel Bakker, Abdou Diallo czy Julian Draxler stoją za tym sukcesem. Ale zarazem doskonale zdając sobie sprawę, że tego się od nich wymaga, a bez tych panów z przodu nigdy nie mogliby liczyć na takie pensje, zainteresowanie świata czy luksusy. Bo to Neymary i Mbappe popychają do przodu tę machinę marketingową i klub z najszybciej rosnącą popularnością w social mediach w ostatnich latach.

Jeśli coś się w futbolu rozbija, to zwykle chodzi o urażone albo niepołechtane ego, dlatego tym większy szacunek dla paryżan, że udało im się wypracować taką formułę. Zrozumieć jeszcze lepiej specyficzny system, który wcześniej tworzył Thomas Tuchel, a teraz rozwija Mauricio Pochettino. Taki, w którym w meczu na styku nie będziesz ganił Neymara za ryzykowne dryblingi na dwóch rywali czy nie zrugasz Kyliana Mbappe za stratę na połowie boiska. To jest wpisane w specyfikę ich roboty. Jak wygrają 50 procent swoich pojedynków, to zwykle rozgrywają absolutnie fantastyczne zawody. Jak 30 procent, to najpewniej starczy im to do zwycięstwa, bo ich udane akcje niesamowicie popychają drużynę do przodu. Kiedy trzeba, są wyrazem bezpośredniej gry w piłkę. I dlatego nie wolno ich rozliczać ze strat, utraty posiadania czy przegrywanych pojedynków, nie kalkulując najpierw, ile dla tej drużyny zyskują. Reszta jest wkalkulowana w koszty. I aby myśleć o sukcesie, wszyscy musieli to zrozumieć.

Kiedy jeden z najbardziej niedocenianych piłkarzy Europy, Angel Di Maria, wygląda w dwumeczu z Bayernem na pracusia, to mamy najlepszą recenzję specyficznego stylu gry finalistów ostatniej edycji Champions League. Zarówno on, jak i Draxler czy Kean wiedzą, że pracują w specyficznych warunkach. Akurat to od nich wymaga się większego zaangażowania i odpowiedzialności za piłkę. I bywa tak, że schodzą do szatni po przyzwoitych zawodach w oczach obserwatorów, ale w oczach trenera są bohaterami za odłożenie dumy na bok i dostosowanie się do potrzeb. Paryż coraz lepiej zna siebie i coraz bardziej rozumie, co musi robić, aby dążyć do sukcesów. Aby Neymar i Mbappe czarowali świat piłki, musi zagrać mnóstwo czynników za ich plecami. Aby w defensywie to miało sens, oni też muszą dołożyć kilka akcentów od siebie i zaangażować się w bronienie. PSG to drużyna działająca na specyficznych warunkach, dostosowana pod dwie wybitne jednostki, ale paradoksalnie to sztuką jest zarządzać takim luksusem, aby zachować w tym balans i zdrowy rozsądek. Dlatego tym większe słowa uznania dla Mauricio Pochettino za to, jak to wyglądało na tle tak silnego rywala.

Podziel się lub zapisz
Uwielbia opowiadać o świecie przez pryzmat piłki. A już najlepiej tej grającej mu w duszy, czyli latynoskiej. Wyznaje, że rozmowy trzeba się uczyć, stąd audycja La Polémica. Pasjonat futbolu i entuzjasta życia – w tej kolejności, pamiętajcie.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.