Rozcieńczony Red Bull w drodze po trofea. Sezon Lipska między ekstazą a traumą

Zobacz również:Piłkarz z własną podobizną na plecach. Leroy Sane — nowa ekstrawagancja Bayernu
Angelino Tyler Adams
Maja Hitij/Getty Images

Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, za szesnaście dni RB Lipsk będzie miał w gablocie dwa puchary i miejsce w czołowej czwórce Bundesligi. Zwieńczy tym samym najlepszy sezon w historii klubu. Tyle że w futbolu rzadko wszystko idzie zgodnie z planem. A ostatnie tygodnie zaczynają o tym saksońskiemu klubowi przypominać.

W najważniejszym niemieckim piłkarskim talk-show “Doppelpass” w stacji Sport1 (dawniej DSF), pomiędzy gośćmi na stole stoi od lat skarbonka w kształcie świnki. Ekspert, któremu przytrafi się użycie jakiegoś frazesu, w rodzaju “dopóki piłka w grze wszystko jest możliwe”, albo “niewykorzystane sytuacje lubią się mścić”, musi do niej wrzucić kilka euro. Jednym z najczęstszych zdań, po których Phrasenschwein idzie w ruch, jest: “futbol to codzienny biznes”, co ma oznaczać, że liczy się tylko tu i teraz, więc nie ma co za bardzo wybiegać w przyszłość. Nic jednak bardziej nie obrazuje płynnej natury futbolu niż historia trwających rozgrywek w wykonaniu RB Lipsk. Do grudnia wszystko wskazywało, że będzie to zdecydowanie najgorszy sezon w krótkich dziejach klubu. Pięć miesięcy później może się okazać, że jednak będzie najlepszy. Chyba że wszystko wywróci się na finiszu. Fussball ist ein Tagesgeschaeft. Trzy euro do skarbonki.

Domenico Tedesco miał być tylko rozwiązaniem tymczasowym na ratowanie rozgrzebanego sezonu. W grudniu Lipsk nie miał trenera, bo właśnie zwolnił Jessego Marscha, który kompletnie nie poradził sobie ze schedą po Julianie Nagelsmannie. Nie miał też dyrektora sportowego, bo duchowy ojciec całego projektu Ralf Rangnick już wcześniej pożegnał się z koncernem, a Markus Kroesche przeprowadził się do Frankfurtu. Transfery przeprowadzali więc Oliver Mintzlaff, prezes odpowiedzialny za sprawy biznesowe oraz pozbawiony szefa dział sportowy. A kolejne miesiące pokazywały, że kadra nie jest kompatybilna z tym, jak trener chciałby grać w piłkę. Rozbity przez Union Berlin zespół, niemal na finiszu rundy jesiennej leżał na jedenastym miejscu w Bundeslidze. Tyle dobrego, że rzutem na taśmę udało mu się przezimować w europejskich pucharach, co też wisiało na włosku, bo porażce u siebie z Brugią Lipsk był długo na ostatnim miejscu w grupie Ligi Mistrzów. Jako że Red Bull Salzburg równolegle po raz pierwszy wchodził do fazy pucharowej tych rozgrywek, gdzieniegdzie obwieszczano nawet, że w ramach koncernu nastąpiło przegrupowanie i teraz to w Austrii funkcjonuje flagowy zespół projektu.

Podziel się lub zapisz
Prawdopodobnie jedyny człowiek na świecie, który o Bayernie Monachium pisze tak samo często, jak o Podbeskidziu Bielsko-Biała. Szuka w Ekstraklasie śladów normalności. Czyli Bundesligi. W newonce.sport autor sobotniego cyklu Z nogą w głowie i poniedziałkowej rubryki Centrostrzał.