Rekordowa epoka Michała Probierza. Trener Cracovii wkracza na nieznany ląd

Zobacz również:CENTROSTRZAŁ #3. Odwaga pionierów. O nieoczywistych kierunkach transferowych
Cracovia
Jakub Gruca/400mm

Jest najdłużej pracującym szkoleniowcem w 115-letniej historii klubu. Jednak staż Michała Probierza w ekipie Pasów już dawno przestał być wyjątkowy tylko w skali Krakowa. Bardzo rzadko w całej historii polskiej ligi była możliwość oglądania nie tylko, jak trener buduje zespół, ale też jak sam burzy, co stworzył i stawia wszystko od nowa. Dla trenera, który na każdym kroku podkreśla, że nie musi już niczego udowadniać, to może być bardzo ważna gra o reputację.

Michał Probierz nie ma aktualnie dobrego PR-u. Obrywa zasłużenie i niezasłużenie. Po wszystkich latach, w których był medialnym pupilkiem, wajcha się odwróciła. Kij na niego można znaleźć na każdym kroku. To, co zbudował jak dotąd w Krakowie, przysporzyło mu nawet wśród kibiców Cracovii, a może zwłaszcza wśród nich, więcej przeciwników niż zwolenników. To duża sztuka, biorąc pod uwagę, że klubowi, który nie zdobywał trofeów, przyniósł dwa i klubowi, który raczej nie widywał europejskiej piłki, pokazał ją dwa razy. Jednak być może na jego pracę w Cracovii trzeba patrzeć szerzej niż tylko przez pryzmat tego, jak wyglądały ostatnie miesiące. Jako że okres jego pracy można już rozpatrywać w kategoriach epoki, poszczególne sezony mogą być nie celami samymi w sobie, lecz fazami rozciągniętego na dłużej cyklu. O tym, czy projekt Probierza w Cracovii od miesięcy zmierzał donikąd, a trzymanie go na stanowisku było tylko przedłużaniem agonii, czy też przechodził jedynie okres przejściowy, na którego bazie powstanie coś nowego, powie dopiero nadchodzący sezon. Odpowiedź na to pytanie może być bardzo ważna w kontekście trenerskiej przyszłości wciąż ledwie 48-letniego trenera.

PRACA NA ŚWIECZNIKU

Patrząc na bieżące wydarzenia, łatwo przeoczyć, że widzi się coś historycznego. Na przedsezonowej konferencji prasowej Probierz mówił o meczu z Górnikiem Łęczna, okresie przygotowawczym i aktualnych dylematach typu obsada pozycji stopera, czy rywalizacja w ataku. Jednak z szerszej perspektywy, najbliższy weekend będzie dla niego wejściem na niemal zupełnie nieznany polskim trenerom ląd. Da się znaleźć, nawet nie szukając daleko, trenerów, którzy pracowali w jednym klubie dłużej niż on. Ireneusz Mamrot budował Chrobrego Głogów przez przeszło sześć lat. Markowi Papszunowi w Rakowie Częstochowa stuknęło kilka miesięcy temu pięć. Podobną rocznicę świętował niedawno w Zabrzu Marcin Brosz. To imponujące wyniki, ale odniesione jednak w zupełnie innej dyscyplinie. Bo przynajmniej część ich stażu została jednak zbudowana poza ekstraklasą. W niższych ligach, gdzie kamery są dalej, strach prezesów mniej odczuwalny, a ewentualne niepowodzenia nie są tak mocno mielone przez media, łatwiej przetrwać długo niż ciągle stojąc na świeczniku. Nie przez przypadek wielu pewnie siedzących w siodłach trenerów (Marcin Kaczmarek w Płocku, Grzegorz Niciński w Gdyni, Robert Kasperczyk w Bielsku-Białej, Marcin Brosz w Piaście Gliwice itd.) dość szybko po awansie traci pracę. Gdy przyjdzie kryzys. Gdy okaże się, że budowana przez lata konstrukcja zaczyna się chwiać.

PROBIERZGLOWNE.jpg
WOJCIECH FIGURSKI / 400mm.pl

REKORD XXI WIEKU

Probierz w czerwcu świętował czwartą rocznicę zatrudnienia w Cracovii, cały ten okres spędzając w ekstraklasie. Już to było rzadkim wyczynem. Rozpoczęcie piątego kolejnego sezonu w najwyższej lidze w tym samym klubie udało się już tylko bardzo nielicznym trenerom w historii polskiej ligi. Wieloletnie historie pracy w ekstraklasie (I lidze) kończyły się zwykle tak, jak w czerwcu ta Brosza. Wzajemnym zmęczeniem i obopólnym uznaniem po czterech latach, że czas na coś nowego. Tak było choćby z Andrzejem Strejlauem, najdłużej nieprzerwanie pracującym trenerem w historii Legii. Brosz wyrównał jego wynik, przepracowując cztery pełne sezony w ekstraklasie jako pierwszy trener w XXI wieku (Franciszek Smuda w Lechu i Waldemar Fornalik w Ruchu odeszli po trzech sezonach, Adam Nawałka zdążył przepracować w Zabrzu kilka miesięcy czwartego; znamienne, że po dwóch z nich reprezentacja zadzwoniła od razu, a po Smudę kilka miesięcy po odejściu z Lecha). Licznik Probierza wciąż bije jednak dalej. Co czyni go absolutnym rekordzistą w tym stuleciu.

NIELICZNI ŚMIAŁKOWIE

By znaleźć jego poprzedników w tej kwestii, trzeba się cofnąć do głębokiej przeszłości. Tam można odkryć, że piąty sezon zwykle był dla tych długowiecznych trenerów zabójczy. Władysław Jan Żmuda w latach 70. przepracował ze Śląskiem Wrocław cztery pełne sezony, jednak po jesieni piątego stracił pracę. Trochę wcześniej Michal Vican został zwolniony z Ruchu Chorzów pod koniec piątego sezonu z rzędu. Teodorowi Wieczorkowi w latach 60. udało się przepracować w Zagłębiu Sosnowiec pięć pełnych sezonów, ale tylko dlatego, że trafił na okres przejściowy między systemami wiosna-jesień i jesień-wiosna, dzięki czemu pierwsze pół roku jego pracy zostało policzone jako jedne rozgrywki. Jedynie Hubert Kostka, który pracę w Szombierkach Bytom zaczął w sezonie 1977/78, a rozstał się z nimi po rozgrywkach 1982/83, może o sobie powiedzieć, że przepracował w najwyższej lidze pięć pełnych sezonów z tym samym klubem. Mówimy jednak o ludziach, z których dwóch nie żyje, a dwóch przekroczyło już osiemdziesiątkę. Gdyby Probierz chciał z kimś bardziej doświadczonym pogadać o tym, jak prowadzić drużynę w piątym sezonie, musiałby się wybrać na kawę do trenerskich pradziadków. Inni, uchodzący w polskim środowisku za nestorów, jak Strejlau, Antoni Piechniczek, Orest Lenczyk, czy Bogusław Kaczmarek musieliby mu odpowiedzieć, że nie wiedzą, jak to jest.

REWOLUCJA W KADRZE

W Cracovii nie tylko nie ma już dziś wielu zawodników, którzy grali tam w czasach przedprobierzowych – zostali Kamil Pestka i niemający szans na grę Milan Dimun, Radosław Kanach i Adam Wilk – ale też niewielu jest takich, których włączał do kadry pierwszego lata pracy do budowy “swojej” Cracovii. Z tego grona przetrwali już tylko Michal Siplak i Sylwester Lusiusz. Probierz najpierw budował zespół, z którym zajął czwarte miejsce w ekstraklasie, a potem sięgnął po Puchar Polski, ale dziś to już zupełnie nowa ekipa. Hasło “dwumecz z Dunajską Stredą” otworzy jakąś klapkę w głowie jeszcze tylko u Pellego Van Amersfoorta, Cornela Rapy czy Sergiu Hanki. Choć działo się to ledwie dwa lata temu, dla ponad połowy kadry wspominanie tamtego meczu będzie jak słuchanie opowieści o golu Koena Van Der Biezena w derbach, czy o pierwszej drużynie Stawowego: niczym żywym. Historią klubu, w którym grają.

WYMIANA SZTABU

Tego lata nie dokonała się w Cracovii rewolucja personalna. Ona trwała już wcześniej. Od zeszłego roku. Teraz jedynie się dopełniła, zmiatając jeszcze przy okazji twarze, które można było w ostatnich latach zobaczyć u boku Probierza. W lecie ze sztabem szkoleniowym pożegnali się jego asystenci Grzegorz Kurdziel i Jakub Dziółka oraz trener bramkarzy Maciej Palczewski. To wszystko sprawia, że odpowiedzialność ciążąca na Probierzu będzie jeszcze większa niż dotąd. Początkowo wynikała tylko z jego reputacji na rynku, później także z funkcji wiceprezesa ds. Sportowych, którą mu powierzono. Teraz jest to jednak także odpowiedzialność symboliczna – Probierz został jedynym stałym elementem w sportowej działce tego klubu. Jedynym naprawdę dobrze rozpoznawalnym i kojarzonym. Sukcesy Cracovii jeszcze mocniej niż dotąd będą sukcesami Probierza. Ale jej porażki, jeszcze mocniej niż dotąd pójdą na jego konto. Wymienił wszystkich piłkarzy po kilka razy. Wymienił współpracowników. Jego twarz w koszulce z logiem Pasów opatrzyła się tak mocno, że wydaje się już, że pracuje tam od zawsze. Nie miał w okresie przygotowawczym plagi kontuzji. Z nikim kluczowym się nie pokłócił. Nikt ważny mu nie odszedł. Nie ma nawet na starcie ujemnych punktów. Naprawdę trudno będzie teraz przerzucić odpowiedzialność za niepowodzenie na kogoś innego lub na okoliczności zewnętrzne.

OKOLICZNOŚCI DZIEJOWE

To jednak katastroficzne patrzenie na przyszłość Probierza. Zakładanie kolejnych kryzysów, niepowodzeń, porażek, problemów i meczów, które ciężko oglądać. Jest też jednak spojrzenie pozytywne. Działacz, z którym Probierz przepracował kilka lat, przy którym odniósł największe sukcesy, ale też taki, który zbudował swój klub w dużej mierze na dobrej pracy Probierza, właśnie jest na dobrej drodze do zostania prezesem PZPN. Selekcjoner, którego kontrakt obowiązuje do jesieni, wygrał na razie tylko z Andorą, ma za sobą nieudane Euro i spora część środowiska już ma dla niego gotowe taczki. To, że nikt w tym momencie nie plotkuje o Probierzu jako potencjalnym następcy Paulo Sousy, pokazuje, jak bardzo podupadła medialna reputacja trenera Cracovii, bo przecież przy nadchodzącym nawrocie do “polskiej myśli szkoleniowej” i selekcjonerze namaszczanym najprawdopodobniej przez Kuleszę, wydawałby się najbardziej naturalnym kandydatem. Pisanie czegoś takiego w tym momencie byłoby jednak narażaniem się na wygłupy. Mimo sprzyjających okoliczności dziejowych Probierz wydaje się dziś od reprezentacji oddalony o kilometry.

Jagiellonia Białystok
Maciej Gilewski/400mm

ZMIANA NARRACJI

Wystarczy jednak udana jesień i narracja się odmieni. Kilka dobrych meczów. Wpuszczenie jakichś młodych zawodników. Nie najgorszy start. Nagle także poprzedni sezon Cracovii zacznie wyglądać inaczej. Zmieni się narracja. Nie będzie już o drodze donikąd, lecz o okresie przejściowym. Nie będzie o chaosie, lecz o wyszukiwaniu w zespole zgniłych jabłek. Nie będzie o słabych wynikach, lecz o zdolności reformowania, patrzenia o kilka kroków do przodu i widzenia więcej niż inni. Cracovia po poprzednim sezonie jest na tyle poobijana, że oczekiwania wobec niej nie są w żaden sposób wywindowane. Cokolwiek lepszego niż przed rokiem już będzie krokiem do przodu. To całkiem niezła pozycja wyjściowa także dla Probierza. Trener Cracovii na przedsezonowej konferencji uciekł tym razem od pytania o cele na rozpoczynające się rozgrywki. Ale akurat on na pewno wie, o co gra.

Podziel się lub zapisz
Prawdopodobnie jedyny człowiek na świecie, który o Bayernie Monachium pisze tak samo często, jak o Podbeskidziu Bielsko-Biała. Szuka w Ekstraklasie śladów normalności. Czyli Bundesligi. W newonce.sport autor sobotniego cyklu Z nogą w głowie i poniedziałkowej rubryki Centrostrzał.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.