Regionalny festiwal młodzieży. 8 klubów z największą liczbą wychowanków w kadrze

Zobacz również:846 dni czekaliśmy na Polaka w LaLiga. Czego nauczyła nas pierwsza kolejka?
Athletic de Bilbao v Real Sociedad - La Liga Santander
Fot. David S. Bustamante/Soccrates/Getty Images

Miało być święto Kraju Basków na całego, nawet kosztem występu w europejskich pucharach woleli odroczyć finał o rok, by poczekać na kibiców. Finalnie bez nich, ale Athletic Club i Real Sociedad zagrają w końcu o Puchar Króla. To dwie drużyny z największą liczbą wychowanków w pierwszej kadrze w topowych ligach Europy, a przecież muszą rywalizować o tych samych graczy w ponad 2 milionowym regionie. Ten mecz będzie wielkim ukłonem dla całego dziedzictwa baskijskiej piłki, a my sprawdzamy, kto jeszcze ma tyle zaufania do graczy ze swojej akademii.

Wiele osób traktuje ten zaległy, zeszłoroczny finał – który zostanie rozegrany w Wielką Sobotę – jako najbardziej wyjątkowy w dziejach Pucharu Króla. Przede wszystkim ze względu na pierwsze takie spotkanie Athletiku i Realu, dwóch klubów z regionu uczulonego na tradycję, korzenie i historię. Baskowie dostali swoje święto, chociaż latami musieli wysłuchiwać, że najbardziej kolorowo jest na południu, a jeśli świat patrzy na Hiszpanię, to wyłącznie na Madryt oraz Barcelonę.

Wiara w to, co robią, opłaciła się. To nie będą wyłącznie derby Kraju Basków, to również spotkanie dwóch klubów z największą liczbą wychowanków w Europie. Niejako Athletic nie miał wyjścia, bo założył sobie, że na wieki wieków w klubie występować będą wyłącznie Baskowie, ale w San Sebastian po prostu uwierzyli w siłę szkolenia i jakość akademii Zubiety. Kiedy niemal wszyscy stawiają na zakupy, ich integralną częścią projektu jest wychowywanie.

Prawie na pewno w przyszłym roku zobaczymy w europejskich pucharach Real Sociedad. Athletic też ma na to szansę, bo w kwietniu zagra w dwóch finałach Pucharu Hiszpanii, za dwa tygodnie w tegorocznym z Barceloną. Jak widać, warto ufać swoim. Oto inne kluby, które mają najliczniej obsadzone pierwsze drużyny wychowankami.

8
Saint-Étienne – 11 wychowanków

Gdyby zestawienie było szersze, załapałaby się jeszcze Marsylia z dziesięcioma piłkarzami z akademii. Odważnie na „swoich” stawiają jeszcze Lyon, Rennes czy Montpellier, ale najbardziej klub z Loary. Klub z przemysłowych okolic jest bardzo mocno wpisany w tkankę miejską, a dla lokalesów stanowi pewną wizytówkę i codzienną odskocznię. To też tłumaczy, dlaczego tak mocno liczy się tam lokalna tożsamość.

Także z pobudek finansowych Saint-Étienne dopuszcza do głosu pokolenie roczników 1998-2003 wyszkolonych na tej ziemi. Najgłośniejszym nazwiskiem tej generacji jest skrzydłowy Arnaud Nordin, ale warto też zwrócić uwagę na 17-letniego Lucasa Gourn-Douatha (24 mecze w lidze), Mahdiego Camarę, Charlesa Abiego czy 18-letniego Maxence'a Riverę. Na razie klub Claude'a Puela zajmuje 16. bezpieczne miejsce w Ligue 1.

7
Schalke 04 – 11 wychowanków

To akurat bardzo przykra historia, bo jesteśmy świadkami upadku zasłużonego niemieckiego klubu. Musiałby stać się cud, aby Schalke nie spadło z hukiem z Bundesligi, mając 12 punktów straty do przedostatniej Arminii. Ekipa z Gelsenkirchen wypuściła w świat tylu fantastycznych graczy, wychowywała prawdziwych wiruozów, a teraz stała się synonimem porażki.

Skupiając się na przebudowanie i odrodzeniu, z pewnością Schalke będzie odwoływać się do korzeni. Z dzisiejszych wychowanków najgłośniejszym nazwiskiem jest Sead Kolasinac, który wrócił, aby spróbować odwrócić tę przykrą sytuację. Najbardziej doświadczony jest bramkarz Ralf Fährmann, a nadziejami na przyszłość Amerykanin, o ironio, Matthew Hoppe czy Niemiec z fińskim paszportem Malick Thiaw. Obaj jednak póki co tworzą defensywę będącą największym poświewiskiem Bundesligi.

6
FC Köln – 11 wychowanków

Wszyscy kojarzymy ze stawiania na młodzież Borussię Dortmund, ale też bardzo mocny akcent zobaczymy w Kolonii. W drużynie broniącej się przed spadkiem przykład dla młodych stanowią bramkarze Timo Horn czy aktualnie wypożyczony z Hannoveru Ron-Robert Zieler. Ale też idą kolejni wychowankowie: skrzydłowi jak Jan Thielmann czy Ismail Jakobs, lewy obrońca Noah Katterbach czy środkowy pomocnik Salih Özcan. W Bundeslidze to Gelsenkirchen oraz właśnie Kolonia wiodą prym w liczbie chłopaków z akademii – niestety oglądamy ich w dolnych rewirach tabeli.

5
Celta Vigo – 11 wychowanków

Na tym samym pułapie co u poprzedników znajdziemy kilka zespołów z Hiszpanii. Dyrektor sportowy Felipe Miñambres założył sobie za cel, aby nadać drużynie lokalną tożsamość i wyróżniać się tym przywiązaniem do Galicji. Już w zeszłym sezonie chwalili się spotem, że mogliby wystawić całą jedenastkę z chłopaków, którzy przeszli przez akademię. Wtedy to Iago Aspas, przyszły dyrektor, a dzisiaj chwilami jego prawa ręka, osobiście wydzwaniał do piłkarzy, aby do klubu wrócili Rafinha czy Denis Suarez.

Ludzie stamtąd wiedzą, że w Celcie zawsze znają dom. Przekonał się o tym Aspas, Suarez, David Costas czy Santi Mina. Natomiast całe życie w Vigo spędzili chociażby Hugo Mallo, Ruben Blanco i Sergio Alvarez. Ostatnio największe nadzieje związane z wybiciem się dotyczyły Braisa Méndeza, który dostał nawet powołanie do reprezentacji Hiszpanii. Kolejnym wchodzącym do składu będzie skrzydłowy Miguel Rodríguez.

4
Villarreal – 11 wychowanków

Klub z Comunitat Valenciana, podobnie jak Celta Vigo, jest połączeniem młodości oraz doświadczenia, które reprezentują lokalne szkolenie. Z jednej strony mamy ligowych wyjadaczy pokroju Mario Gaspara, Manu Triguerosa albo Moia Gomeza, z drugiej talenty, o których dopiero będzie bardzo głośno jak Fer Niño, Yeremy czy Alex Baena.

Najgłośniejszym produktem tej akademii jest aktualnie Pau Torres, on zapewne już latem wypłynie na szersze wody. O miano najlepszego hiszpańskiego napastnika rywalizuje również Gerard Moreno, a Samuel Chukwueze czy Alfonso Pedraza cały czas widnieją w notesach skautów. Villarreal od zawsze kojarzył się z dobrym szkoleniem, ale w drużynie Unaia Emery'ego szczególnie obserwujemy, jak mocno można korzystać z wieloletniej pracy akademii.

3
Barcelona – 11 wychowanków

Wszystko, co najlepsze dla drużyny Ronalda Koemana, w tym sezonie wiązało się właśnie z La Masią. Leo Messi z ojcowskim podejściem zajął się kolejną generacją, wprowadzając ją do pierwszej drużyny i otaczając wyjątkową opieką. Sam pamięta, jak to wyglądało w jego latach. Dlatego teraz tak bardzo wspiera Ansu Fatiego, Ilaixa Moribę czy Riquiego Puiga. To w nich, tak jak w Konradzie de la Fuente, Oscarze Minguezie i kolejnych, Joan Laporta dostrzega przyszłość Katalończyków.

To najczęstszy model, że młodzież miesza się z przedstawicielami akademii z poprzednich dekad. I ona pokonuje wytarte przez nich ścieżki. W Barcelonie w końcu nadal oglądamy Gerarda Pique, Sergio Busquetsa, Jordiego Albę czy Sergiego Roberto. To oni razem z Leo Messi nadali La Masii takie znaczenie w świecie. W tym wszystkim najlepsze jest to, że kolejne roczniki aż ociekają nazwiskami domagającymi się szansy w pierwszej drużynie. Od teraz znów korzystanie z wychowanków ma być nierozłącznym elementem polityki Blaugrany.

2
Real Sociedad – 16 wychowanków

Niesamowitą pracę od lat wykonuje cała Zubieta, a później trener Imanol Alguaciol oraz prowadzący rezerwy Xabi Alonso. Ekipa z San Sebastian ma wyjątkową, ofensywną, widowiskową tożsamość, a 16 z 27 zawodników w kadrze to gracze, którzy przeszli przez juniorskie drużyny La Realu. O tym, że szkolą dobrze, wiedzieliśmy już kiedy Real Madryt sięgał po Asiera Illarramendiego. Ale przykłady fenomenalnej pracy u podstaw mamy niemal w każdym roczniku.

Mikel Oyarzabal ma dopiero 23 lata, a zaraz stuknie mu 200 meczów w lidze hiszpańskiej. Już stał się jednym z najbardziej wartościowych piłkarzy świata, w jego ślady chcą ruszyć Martín Zubimendi, Ander Barrenetxea i Roberto Lopez. Wyrazem solidności stali się Aritz Elustondo oraz Igor Zubeldia, ale każdy w tej drużynie ma swoją rolę. W to success story baskijskiej ekipy wpisują się również Ander Guevara, Andoni Gorosabel, Martin Merquelanz, Jon Guridi, Joseba Zaldua, Jon Bautista czy Aihen Munoz. Pewnie byliby pod tym względem numerem jeden w Europie, gdyby nie...

1
Athletic Club – 17 wychowanków

...największy rywal w regionie. Real Sociedad należy chwalić, bo to była odważna decyzja, sukces Athletiku wynika bardziej z wieloletniej, odgórnej polityki, aby stawiać wyłącznie na Basków. Tu nie ma możliwości transferów, o ile ktoś nie ma chociażby baskijskich korzeni. Takich osób na świecie jest 10 milionów, ale wyszukiwanie wśród nich zdolnych graczy wcale nie jest takie proste. To jednak nie przeszkadza ekipie Marcelino, aby zagrać w kwietniu w dwóch finałach Pucharu Hiszpanii (za ten i poprzedni sezon) oraz wygrać kilka miesięcy wcześniej Superpuchar.

Symbolami szkolenia w Lezamie są Iker Muniain, Inaki Williams, Ander Capa oraz Yuri Berchiche, który grał również w Realu Sociedad. Świat piłki zastanawia się, czy Unai Simon, Unai Nunez albo Yeray Alvarez ruszą dalej, czy na całe życie pozostaną na San Mames. Tam każdy mały chłopiec marzy o tym, aby zagrać w czerwono-białych barwach. Ostatnio to marzenie spełniają Unai Vencedor czy Oihan Sancet. Coraz więcej do powiedzenia mają również Jon Morcillo oraz Asier Villalibre.

W całej kadrze Athletiku tylko dziewięciu piłkarzy nie może się nazwać wychowankami Lezamy. Ale nawet jeśli komuś zdarzy się ruszyć w świat, Athletic jeszcze o niego powalczy, jeśli tylko będzie prezentował odpowiedni poziom. Baskowie posyłali do dużej piłki wspaniałych graczy i pewnie byłoby ich jeszcze więcej, gdyby nie to, że tak bardzo mocno są związani z San Mames i Bilbao. Akurat Inaki Williams czy Unai Nunez to najlepsze przykłady.

Podziel się lub zapisz
Uwielbia opowiadać o świecie przez pryzmat piłki. A już najlepiej tej grającej mu w duszy, czyli latynoskiej. Wyznaje, że rozmowy trzeba się uczyć, stąd audycja La Polémica. Pasjonat futbolu i entuzjasta życia – w tej kolejności, pamiętajcie.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.