RANKING SIŁ PREMIER LEAGUE #5: Elita trzyma się mocno, Brentford i Brighton zaskakują

Zobacz również:Najbardziej romantyczny beniaminek od czasów Newcastle Keegana. Czy Leeds zderzy się ze ścianą?
Ranking Sił Premier League
Graf. Michał Kołodziej, fot. Getty Images

W piątej kolejce Premier League nie padło może wiele bramek, ale i tak nie mogliśmy narzekać na brak emocji. Szczególny rollercoaster zafundowali piłkarze West Hamu i Manchesteru United w meczu, który jest pierwszym kandydatem do miana najlepszego w tym sezonie. Co wiemy po tym weekendzie? Czas znów uporządkować wszystko w Rankingu Sił Premier League.

W stawce zostały już tylko trzy niepokonane drużyny i nikogo nie powinno dziwić, że to ścisła czołówka. Liverpool, Chelsea oraz Manchester United punktują regularnie, choć ten ostatni pewny zwycięstwa nad Młotami był w poprzedni weekend dopiero po ostatniej akcji. O Czerwonych Diabłach będzie jeszcze przy ich opisie, ale na wstępie warto przyjrzeć się panującym tendencjom.

Widać bowiem, że czołówka typowana na miejsca 1-4 przed sezonem nigdzie się nie wybiera, za to odpadać na starcie zaczyna grupa pościgowa z wcześniejszych lat. West Ham i Leicester City tracą dystans i grają w kratkę. Typowana do roli czarnego konia Aston Villa rozpędza się powoli, a potencjalne niespodzianki jak chociażby Leeds United zaczynają sezon od regularnie traconych punktów. Zaraz się okaże, że Arsenal i Tottenham mimo swoich problemów znów dołączą do reszty i na koniec pierwsze sześć miejsc obsadzą kluby z Big Six

To odbija się i na rzeczywistej tabeli, i na Rankingu Sił. W naszym notowaniu jest więc spokój na górze, za to więcej przetasowań wydarzyło się w środku. Największy awans notują Brentford, Brighton i Villa. A kto spada? Do dzieła.

*****

1
CHELSEA

Podobnie jak przed tygodniem, lider jest ten sam. Chelsea nie daje żadnych powodów do tego, by zrzucić ją niżej, bo gra dziś chyba najbardziej kompletny futbol w Premier League. Mówił o tym po meczu z Tottenhamem (3:0) Glenn Hoddle. Były piłkarz i trener reprezentacji Anglii stwierdził, że jego zdaniem The Blues będą rozdawać karty w wyścigu o tytuł, bo mają skład bez wad.

Mecz ze Spurs potwierdził taką tezę. Romelu Lukaku tym razem bramki nie zdobył, ale się mocno napracował i pomagał kolegom. Gole strzelali Thiago Silva, czyli absolutny szef całej imprezy, szczęśliwie trafienie z dystansu dorzucił N'Golo Kante, a na koniec wszystko przypieczętował Antonio Rudiger. Trzy bramki trzech zawodników odpowiedzialnych za defensywne aspekty gry mówią wiele o tym, w jaki sposób Chelsea może zagrozić swoim rywalom. Ci z kolei nie potrafią zagrozić jej. Tottenham nie stworzył sobie wielu dobrych szans i choć wynik odrobinę schlebiał zawodnikom Thomasa Tuchela, to w pewien sposób oddawał różnicę na boisku.

2
LIVERPOOL

Liverpool i Chelsea idą łeb w łeb. Co kolejkę odnoszą identyczne wyniki, więc po tym, jak The Reds pokonali Crystal Palace 3:0, było jasne, że londyńczycy powtórzą to z Tottenhamem. Mówimy tym samym o liderach zarówno Rankingu Sił, jak i prawdziwej tabeli, gdzie oba te zespoły mają po 13 punktów i bilans goli 12:1.

Liverpool musiał grać bez Trenta Alexandra-Arnolda oraz Andy'ego Robertsona, jednak nie zrobiło to większej różnicy, bo James Milner i Kostas Tsimikas poradzili sobie w ich zastępstwie. Kolejnego gola dołożył Mo Salah, ładnym strzałem z woleja wynik ustalił Naby Keita, ale najważniejsze było setne trafienie Sadio Mane w barwach The Reds, co czyni go osiemnastym graczem klubu w tym gronie. Logicznym było jednak, że zrobi to przeciwko Crystal Palace. Strzelił tej drużynie dziesięć z tych goli i trafiał w dziewięciu ostatnich meczach z rzędu z tym rywalem.

3
MANCHESTER UNITED

Sceny, sceny, sceny. Mecz z West Hamem to jak na razie chyba najlepsze widowisko tego sezonu i prawdziwy rollercoaster. Od początku oglądało się to spotkanie dobrze i szanse miały obydwa zespoły, ale to, co wydarzyło się w końcówce, przebiło wszystko. Gol Jessego Lingarda, potem rzut karny, roszada Davida Moyesa, Mark Noble przy piłce, a na koniec pudło i euforia Davida De Gei. Piłka pisze niebywałe scenariusze i w tym bohaterami MU okazali się krytykowany do tej pory często bramkarz oraz zawodnik, którego jeszcze niedawno żaden kibic w klubie nie chciał, za to odbudował się w West Hamie, którego teraz pogrążył.

Mimo zwycięstwa są jednak powody do obaw. Po raz kolejny Manchester United rozgrywa mecz, w którym przeciwnikowi brakuje tylko skuteczności, co zamazuje nieco obraz. Tak było z Wolverhampton i tak też było z West Hamem, gdzie brakowało Michaila Antonio. Goście mieli przewagę, dużo dyskusji dotyczyło sędziowania i wtedy pewne wynik nie byłby tak stykowy, ale mogli ją rozwtrwonić przez kilka nieuważnych zagrań. Środek pola Fred i Scott McTominay to nadal największa bolączka drużyny, mimo że fani cenią tego druiego za zaangażowanie. Czerwone Diabły mają jednak Cristiano Ronaldo i sporo jednostek, które mogą zrobić ostateczną różnicę. Tak działo się w dotychczasowych meczach, ale liczenie na to co kolejkę jest ryzykowne.

4
MANCHESTER CITY

Mistrzowie Anglii tracą punkty, ale nie tracą miejsca, bo... nie ma ich za kogo zrzucić. Pierwsze tygodnie Premier League 2021/22 sugerują, że w Rankingu Sił za miejscem czwartym powinna być dłuższa przerwa i od piątego byłaby jakaś nowa klasyfikacja. Dlatego mimo że Manchester City zremisował 0:0 z Southampton i bił głową w mur, to zostaje na czwartym miejscu, za to z paroma znakami zapytania.

Znów zabrakło skuteczności, choć fani powiedzą na pewno o pechu związnym z nieuznanym golem w samej końcówce. Już drugi raz w tym sezonie ofensywa się zacięła, co nie wróży dobrze przed starciem z Chelsea w następnej kolejce. City miało też chwilami problemy z agresywnym pressingiem Świętych. To wciąż tylko początek sezonu i poprzedni pokazał, że na żadnym etapie nie można ich skreślić, jednak piłkarze Pep Guardioli coraz częściej mecze z wynikami po 5:0 czy 6:3 przeplatają takimi, w których choćby jeden gol to wyzwanie.

5
BRIGHTON (+2)

Jedni z największych wygranych początku sezonu, o ile nie najwięksi. Brighton w poprzednim sezonie miał mnóstwo pecha i raził nieskutecznością, ale w tym coś przeskoczyło i napastnicy trafiają do siatki. Mewy pokonały Leicester City 2:1 za sprawą trafień Neala Maupaya oraz Danny'ego Welbecka, a w ostatnich tygodniach najlepszą formę pokazuje w drużynie Leandro Trossard. Owszem, Brighton nie miał przesadnie trudnego terminarza, choć wygrana z Lisami już coś znaczy i dobry zestaw rywali trzeba umieć wykorzystać i to zespół Grahama Pottera czyni.

Co dalej? Najbliższe pieć meczów powie nam o tej ekipie dużo. Crystal Palace to jeden z największych rywali Mew, potem jest Arsenal, następnie Norwich City, a dalej dwa trudne sprawdziany z Manchesterem City oraz Liverpoolem. Utrzymanie wysokiej pozycji po takim zestawie spotkań świadczyłoby o tym, że Brighton stać na niespodziankę.

6
EVERTON (-1)

Wystarczyło dziewięć minut i cały plan Evertonu się rozsypał. The Toffees nie grali źle na Villa Park, choć pokazali mało w ofensywie i zostali skarceni, gdy zbyt mocno się odsłonili. Porażka 0:3 boli, bo pod koniec zespół wydawał się kompletnie bezradny. Od spadku na jeszcze niższe pozycje ratują go wyniki innych, jednak problemy Rafy Beniteza mogą się przedłużyć. Z Aston Villą nie zagrali kontuzjowani Jordan Pickford, Seamus Coleman, Richarlison oraz Dominic Calvert-Lewin i u każdego w grę wchodzi przerwa aż do połowy października. Sobota pokazała, że atak może na tym znacząco ucierpieć.

7
TOTTENHAM (-1)

Tottenham zagrał przeciwko Chelsea bardzo słabe spotkanie i zamiast podnieść na duchu fanów, którzy mieli jeszcze w pamięci 0:3 z Crystal Palace z poprzedniej kolejki, tylko dodał im wątpliwości. Nuno Espirito Santo wysłał na boisku wszystko, co teoretycznie Spurs mają najlepszego. Heung-min Sona i Harry'ego Kane'a w linii ofensywnej wspierał Dele Alli, od początku grał w środku pola Tanguy Ndombele, a obok niego Giovani Lo Celso i Pierre-Emile Hojbjerg, za to w obronie 90 minut zaliczył Cristian Romero. I co? I 0:3.

Tottenham znów był momentami bezradny, obrywa się Kane'owi, który słabo zaczął sezon i na tle Romelu Lukaku wypadł gorzej, ale ogólnie cały zespół ma za kadencji Nuno Espirito Santo problem z kreowaniem szans. Przeciwko Chelsea Spurs uzbierali współczynnik expected goals na poziomie 0.71. Tylko dwóm drużynom poszło pod tym względem gorzej w minionej kolejce. Po pięciu meczach Tottenham ma tylko trzy gole w dorobku i choć widać było, że wyszedł na starcie z The Blues z konkretnym planem, to szybko okazało się, że nie potrafi zareagować.

8
ASTON VILLA (+2)

Jeszcze w 66. minucie było 0:0, a już w 75. Aston Villa miała wygraną w kieszeni. Zrobiło się 3:0 po golach Matty'ego Casha, który chce ponoć grać dla reprezentacji Polski, samobójczym Lucasa Digne'a oraz Leona Baileya po solowym rajdzie. Jamajczyk zresztą zaliczył wejście smoka. Najpierw to on wrzucał piłkę, gdy do własnej siatki pakował ją Digne, a potem ustalił wynik meczu i... po chwili doznał urazu, schodząc po 21-minutowym epizodzie z ławki.

Villa nadal czeka na wszystkich graczy kupionych latem, bo na razie nie oglądamy jeszcze jej najsilniejszej wersji. Bailey, Danny Ings i Emi Buendia, czyli najważniejsze nabytki do ofensywy, spędzili ze sobą jak do tej pory tylko 12 minut na boisku w Premier League. Skala wyzwania robi się tymczasem większa, bo na rozkładzie są Manchester United i Tottenham,

9
WEST HAM (-1)

Szalone mecze przylgnęły do Młotów dobre pół roku temu i nie potrafią się odczepić. David Moyes chciał być tak mądry jak Gareth Southgate i wpuścił Marka Noble'a tylko na rzut karny, ale wiemy jak to jest. Gdyby kapitan WHU trafił, mówilibyśmy o manewrze godnym geniusza, a że karnego zmarnował, to wyszło głupio. Tak czy inaczej to trzeci z rzędu mecz West Hamu bez wygranej w lidze, mimo że pierwsze dwa udało się zwyciężyć w znakomitym stylu. Ofensywa potrzebuje Michaila Antonio i ten wróci po zawieszeniu w następnej kolejce, ale pora posprzątać obronę. W poprzednim sezonie londyńczycy wprawdzie też mieli siedem straconych goli po pięciu meczach, jednak ten kłopot ciągnie się od dłuższego czasu.

10
LEICESTER CITY (-1)

Lisy mogły pokonać Brighton, ale skończyło się 1:2 po dwóch nieuznanych golach w końcówce i jest to już trzecia ich porażka na starcie tego sezonu. Mimo wszystko okres dobrej gry Leicester City trwał w tym meczu może przez 30 minut, więc pech to tylko jedna wymówka, bo to zbyt mało nawet na drużyny z dolnej połowy tabeli.

Fanów martwi obrona, która popełnia błędy i pozwala na dobre okazje rywalom. Choć z przodu stara się Jamie Vardy, który strzelił gola nr 150 dla klubu, to wszystko potrafi zniweczyć defensywa. Lisy mają piątą najgorszą obronę według wskaźnika expected goals. Atak z kolei cierpi na brak keatywności, bo bez formy są Youri Tielemans i James Maddison. Źle to się układa na samym początku.

11
BRENTFORD (+3)

Mało kto tak mocno zaimponował w piątej kolejce Premier League, co Brentford. Tu nawet nie ma co dyskutować, londyńczycy są najlepszym beniaminkiem jak do tej pory i... w ogóle nie wyglądają na nowicjuszy. Gdyby na podstawie ich gry ktoś swierdził, że to zespół z kilkuletnim doświadczeniem w grze na najwyższym poziomie, to trudno byłoby taką osobę winić. Piłkarze Thomasa Franka funkcjonują dobrze jako kolektyw, mają groźnych atakujących i z Wolverhampton mogło się skończyć wyżej niż 2:0, bo były też nieuznane trafienia i parę doskonałych okazji.

Znów strzelił Ivan Toney, trzeci raz w tym sezonie David Raya zachował czyste konto, dobrze funkcjonowały ponownie stałe fragmenty gry i po pięciu meczach Brentford ma w dorobku aż osiem punktów! Beniaminek stracił jedynie dwie bramki, co jest wynikiem gorszym wyłączenie od Chelsea, Liverpoolu i Manchesteru City. Czapki z głów.

12
WOLVERHAMPTON (-1)

Nieskuteczność Wilków to jedna z wiodących historii początku sezonu, oczywiście pomijając możnych i wielkich, o których huczy cały czas. Wolves dobrze zaczęli spotkanie z Brentford, ale kilka zmarnowanych okazji w połączeniu z błędami w defensywie wprowadziło chaos. Gdy trzeba było odrabiać straty, drużyna Bruno Lage'a wyglądała na mocno zdesperowaną i brakowało jej pomysłów. To był taki mecz, że Wolverhampton mogło zarówno wygrać, jak i przegrać dużo wyżej niż 0:2. Ten zespół dobrze gra w piłkę i ogląda się go z przyjemnością, jednak nie da się mu zaufać. Ma tylko trzy punkty, a powinna mieć spokojnie dwa razy tyle.

13
SOUTHAMPTON (+2)

Southampton to bardzo specyficzna drużyna. Jej styl gry pozwala nieraz na takie niespodzianki jak remisy z Manchesterem City, West Hamem i Manchesterem United w tym sezonie, a później okazuje się, że przychodzi do meczu ze średniakiem i Święci przegrywają albo nie umieję wygrać. Za zatrzymanie mistrza Anglii należy się awans, szczególnie że udało się zachować czyste konto. O tym meczu i powrocie Jana Bednarka do jedenastki pisał jednak szerzej Przemek Rudzki, dlatego zapraszam do czytania i przechodzimy do kolejnych pozycji.

14
CRYSTAL PALACE (-2)

Był duży awans po wygranej 3:0 z Tottenhamem i jest nie aż tak duży spadek po porażce 0:3 z Liverpoolem. Crystal Palace po dwóch trudnych spotkaniach z tymi ekipami jest w ogólnym rozrachunku na lekki plus, co wydaje się uczciwe. Na Anfield długo wydawało się, że punkt jest w zasięgu Orłów, ale później gospodarze przyspieszyli zdecydowanie i zdominowali ten mecz. Porażka była więc do pewnego stopnia wkalkulowana, a po niej Patrick Vieira dostanie więcej czasu. Palace odpoczywa aż dziewięć dni przed meczem z Brighton, czyli derbami M-23. To spotkanie, a także kolejne z Leicester City, na pewno nie będzie łatwe, ale stać w nich londyńczyków na parę punktów.

15
ARSENAL (+1)

Skromne, ale najważniejsze, że udało się wygrać. Arsenal długo walczył o wykupienie Martina Odegaarda i jego pięknym gol z rzutu wolnego na wagę zwycięstwa 1:0 z Burnley pokazał dlaczego. Norweg do spółki z Emilem Smithem-Rowem napędzał grę środkiem pola i tercet z zostającym za ich plecami Thomasem Parteyem ma ręce i nogi. Mikel Arteta ma teraz chwilę spokoju, by przygotowywać drużynę do ligowych starć, niektórzy zawodnicy wracająpo kontuzjach i ten Arsenal zaczyna nabierać kształtu. W naszym notowaniu nadal jest nisko, bo skromne pokonanie Burnley to nie powód, by fruwać pod sufit, jednak grunt to osiągnć stabilizację i iść przed siebie, co The Gunners zaczynają robić.

16
LEEDS (-2)
17
NEWCASTLE

Punkt w starciu z Leeds to nie jest zły wynik, szczególnie, że mecz był dość wyrównany, ale Newcastle jest w strefie spadkowej i potrzebuje nieraz sporo szczęścia, by dowieźć choćby remis. Sytuację ratował Allan Saint-Maximin, czyli największa nadzieja w ataku po kontuzji Calluma Wilsona. Francuz do efekciarstwa dokłada w końcu liczby i jak tak dalej pójdzie, to opuści St. James' Park. Przed nim i przed jego kolegami teraz dwa bardzo istotne spotkania: z Wolverhampton oraz Watfordem. Czas zacząć wspinaczkę w górę.

18
WATFORD (+1)

To był ważny mecz z Norwich City i Watfordowi udało się wywieźć z Carrow Road cenną wygraną. To już druga w tym sezonie i gracze Xisco mają tyle samo punktów, co chociażby Arsenal i Leicester City. Dobrze zagrała obrona, choć raz przepuściła Teemu Pukkiego na bramkę, ale zaczyna się zazębiać atak. Ismailla Sarr zdobył swoją 20. bramkę dla klubu, bo ustrzelił dublet, a trafienie dorzucił Emmanuel Dennis. Ten duet błyszczał również w pierwszej kolejce, gdy Watford ogrywał Aston Villę. Wydaje się wiec kluczowym w kontekście utrzymania tego zespołu.

19
BURNLEY (-1)

Trudno poznać drużynę Seana Dyche'a na starcie tego sezonu. Po pięciu meczach w dorobku jest tylko punkt i choć mecz z Arsenalem był na styku, to znów z trudem przychdziło Burnley kreowanie sytuacji. Może przełom nastąpi z Leicester City w następnej kolejce, bo z Lisami ostatnio grało się tej ekipie nieźle, a potem przed przerwą reprezentacyjną jest jeszcze starcie z Norwich City. To dopiero początek, a już wydaje się, że to może być mecz o sześć punktów.

20
NORWICH CITY

W przypadku Kanarków nie zmienia się nic. Teemu Pukki wprawdzie znów strzelił gola i ten klub robi naprawdę ciekawe transfery, ale wydaje się zawieszony w takiej próżni pomiędzy Championship a Premier League. Wygląda to na kolejny sezon, który może skończyć się padkiem.

Podziel się lub zapisz
Futbol angielski i... amerykański. Przez cały rok na okrągło żyje wydarzeniami w Premier League, której mecze komentuje w Canal+, oraz NFL. Usłyszycie go w również audycjach Kick Off i NFL Po Godzinach.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.