RANKING SIŁ PREMIER LEAGUE #3: Walec City rozjechał najgorszy Arsenal od 67 lat, bezbłędny Tottenham

Zobacz również:Najbardziej romantyczny beniaminek od czasów Newcastle Keegana. Czy Leeds zderzy się ze ścianą?
RANKING SIŁ
Graf. Michał Kołodziej, fot. Getty

Wrześniowa przerwa reprezentacyjna to pierwszy „checkpoint” sezonu Premier League i chwila wytchnienia. Patrząc na ostatnie dni, można było odnieść wrażenie, że mecze odbywają się w tle głośnych transferów i plotek, ale w Rankingu Sił przebijamy się przez szum i skupiamy na boisku. Szczególnie, że trzy kolejki to już na tyle dużo, by nasze początkowe wrażenia albo znalazły potwierdzenie, albo szybko się zmieniły.

Początek tego sezonu przypomina nam, dlaczego nie lubimy przerw reprezentacyjnych jesienią. Ledwo się zabawa rozkręciła na dobre, a już musimy ją sobie dawkować. W międzyczasie działo się też dużo ciekawego na rynku transferowym i fani Premier League żyli powrotem Cristiano Ronaldo do Manchesteru United, który przykrył dyskusję o tym, że Harry Kane jednak zostaje w Tottenhamie. A nagle przychodzi ktoś i wciska pauzę.

Po tym, co działo się w zeszłym tygodniu, nie brakuje opinii, że czekają nas gwiezdne wojny i najlepszy sezon od lat. Na razie jednak jemy małymi łyżeczkami, robimy sobie przerwy i zanim zobaczymy CR7, delektujemy się świetną grą innych.

Rywalizacja jest faktycznie ciekawa od początku, bo aż dziewięć klubów wygrało co najmniej dwa z trzech meczów, a z drugiej strony mamy tylko jedną ekipę z kompletem punktów. Nas jednak tradycyjnie tabela obchodzi w mniejszym stopniu. Ranking Sił przed przerwą na kadrę to jednocześnie okazja do tego, by parę kwestii uporządkować i ocenić kilka ekip już bardziej miarodajnie, na bazie trzech dotychczasowych kolejek.

Do dzieła, bo potem zobaczymy (przeczytamy?) się tutaj dopiero za dwa tygodnie.

*****

1
CHELSEA

Londyńczycy utrzymali prowadzenie w naszym notowaniu tak samo, jak utrzymali remis na Anfield. Znów przekonaliśmy się, że największym osiągnięciem Thomasa Tuchela w Chelsea jest fakt, że świetnie zorganizował grę w defensywie. Przez całą drugą połowę mimo gry w osłabieniu The Blues nie dopuszczali Liverpoolu pod bramkę i patrząc na to, że mierzyli się z naprawdę trudnym rywalem, trzeba to szanować.

Wydaje się, że dziś to rzeczywiście drużyna kompletna. Przed nią jeszcze parę trudnych testów w najbliższych tygodniach, ale na podstawie trzech meczów spokojnie można uznać Chelsea za najsilniejszą obecnie ekipę w Premier League.

2
MANCHESTER CITY (+2)

Trzy ostatnie mecze Manchesteru City u siebie? 5:0, 5:0 i 5:0. Arsenal jest dziś bardziej marką z nazwy niż na boisku, jednak to wciąż robiło wrażenie, z jaką łatwością mistrzowie Anglii sobie poradzili w sobotnie wczesne popołudnie. Znów bardzo dobrze zaprezentowali się Gabriel Jesus i Ferran Torres, dlatego fani mają nadzieję, że brak napastnika znów nie będzie doskwierał ich ekipie. Pep Guardiola z dużym przekonaniem mówił o tym, że zakupy na lato są już zakończone i obok nosa przeszedł im Harry Kane, mimo usilnych starań, a także Cristiano Ronaldo. Według plotek Portugalczyk był już jedną nogą w City i nagle zgarnął go Manchester United.

Na razie to niewielkie zmartwienie Guardioli, bo atak trzyma poziom, ale trudne testy dopiero nadchodzą. Między wrześniową a październikową przerwą reprezentacyjną mistrzowie Anglii zagrają z Leicester City, Chelsea i Liverpoolem.

3
LIVERPOOL (-1)

Jeżeli nie możesz przez pół meczu strzelić gola grającemu w osłabieniu przeciwnikowi, to musisz stracić pozycję. Niezależnie od tego, jak dobrze broniła Chelsea, Liverpool był chwilami bezradny. O ile w pierwszej części meczu rywalizacja była wyrównana i nawet nieco na korzyść The Reds, tak później rosła jedynie ich frustracja. Czerwona kartka dla Reece'a Jamesa i rzut karny miały Liverpoolowi spaść z nieba, bo wcześniej po bramce Kaia Havertza to Chelsea na dłuższy czas przejęła kontrolę, i poniekąd tak było, skoro Mohamed Salah wyrównał. Znów jednak będą pytania, czy zespół Jürgena Kloppa nie jest zbyt jednowymiarowy w ataku. Wyraźnie brakowało kogoś, kto swoją kreatywnością i dobrym otwierajacym podaniem rozmontowałby obronę rywali.

4
TOTTENHAM (+1)

Nie grają Spurs wybitnego futbolu, ale dobrego wejścia w sezon nikt im nie odbierze. Jako jedyni są bezbłędni. Nuno Espirito Santo jest pierwszym menedżerem Tottenhamu w erze Premier League, który zaczyna pracę od trzech zwycięstw, nigdy też nie było sytuacji, by londyńczycy zaczęli rozgrywki od trzech wygranych bez utraty gola. Najważniejsze jest jednak to, że w klubie zostaje Harry Kane i z nim na pokładzie są widoki, by poprawić zeszłoroczne siódme miejsce. Wydaje się też, że NES znalazł odpowiednie zestawienie w obronie, bo kwartet Tanganga, Dier, Sanchez i Reguillon trzyma wysoki poziom od pierwszej kolejki.

5
MANCHESTER UNITED (-2)

Owszem, można wygrać mecz i w Rankingu Sił się zsunąć w dół. W czołówce jest bardzo ciasno i liczą się nie tylko suche punkty w tabeli, a trzeba uczciwie przyznać, że Manchester United przeciwko Wolverhampton zaprezentował się dość słabo. Sytuację uratował Mason Greenwood – pierwszy od czasów Robbiego Fowlera nastolatek, który zaczyna sezon Premier League od trzech trafień z rzędu, choć temu golowi towarzyszły spore kontrowersje. Paul Pogba faulował Rubena Nevesa chwilę przed nim, a Mike Dean choć wszystko widział, to puścił grę.

Greenwood świetnie wykończył akcję po przytomnym rozegraniu Raphaela Varane'a (swoją drogą bardzo dobry debiut), ale właściwie poza tą dwójką na pochwały zasłużył jedynie David De Gea. Hiszpan kilka razy musiał ratować MU, bo to Wilki miały przewagę i nie zasłużyły na porażkę. Na szczęście dla Ole Gunnara Solskjaera przychodzi Cristiano Ronaldo. Taka postać w szatni może mocno podbudować kolegów.

6
WEST HAM

Młoty nie zyskują pozycji po remisie 2:2 z Crystal Palace, ale też jej nie tracą. Choć mowa o drużynie, która obok Manchesteru City strzeliła najwięcej goli, to szóste miejsce wydaje się dość sprawiedliwe po tym, co widzieliśmy do tej pory. Michail Antonio nadal jest dzikiem, ma duży luz w grze i dziś nikt nie prezentuje wyższej formy od niego. Problemy West Hamu wynikają jednak z defensywy. Crystal Palace miało szansę nawet wygrać to spotkanie. Może takie drobne ostrzeżenie się Młotom przyda? Po dwóch pierwszych tygodniach było bardzo sielankowo.

7
EVERTON (+3)

Z jednej strony The Toffees nie grali jeszcze z nikim ze ścisłej czołówki, ale z drugiej na taki start nie mogą kręcić nosem. Demarai Gray wyrasta na największą promocję tego lata – trzeci mecz, a on ma już dwa gole i asystę. Kolejne trafienie dołożył też Dominic Calvert-Lewin i podobnie jak przed rokiem zaczyna od bramek w każdym z trzech pierwszych meczów. Solidną bazę drużynie Rafy Beniteza daje też duet środkowych pomocników Allan i Abdoulaye Doucoure.

Everton nie daje powodów do przesadnych zachwytów, ale wiedzieliśmy, że po zmianie menedżera styl odejdzie na dalszy plan. Terminarz wciąż jest korzystny i już widać kilka poprawek, dlatego dobra seria może jeszcze potrwać.

8
LEICESTER CITY (-1)

Efekt nie tyle meczu z Norwich City, bo ten Lisy wygrały 2:1, co wrażeń z pierwszych trzech kolejek ogółem. Zresztą, Kanarki też miały momentami przewagę i gdyby Todd Cantwell nie stanął przed Kasprem Schmeichelem, Leicester City straciłoby punkty. Rażą błędy w defensywie. Çaglar Söyüncü jest w tragicznej formie – podobnie jak na Euro 2020. Może przerwa reprezentacyjna pozwoli pozostałym wyzdrowieć i Lisy się poprawią, ale na dziś nie można im całkowicie ufać.

9
ASTON VILLA

W pięknym stylu konto na Villa Park otworzył Emiliano Buendia i zapewnił remis z Brentfordem, ale początkowy hype na Aston Villę trochę zmalał. Trzej pierwsi rywale to Watford, Newcastle i Brentford, czyli dwaj beniaminkowie i drużyna we wiecznym marazmie, a mimo tego ekipa Deana Smitha ma po meczach z nimi tylko cztery punkty. Dobre i to, jednak miało być lepiej, szczególnie, że schody dopiero się zaczynają. Villa ma bodaj najtrudniejszy terminarz między wrześniową a październikową przerwą na kadrę. W tym czasie zagra kolejno z Chelsea, Evertonem, MU i Liverpoolem. Wszystkie te zespoly są aktualnie wyżej w rankingu Sił, więc będą ciężary.

Do poprawki w szczególności jest ofensywa, choć obrona też nie jest tak aż szczelna jak przed rokiem. To jednak atak kuleje mocniej. Miał straszyć, a jak do tej pory gorsze okazje wypracowały sobie jedynie Watford, Arsenal, Crystal Palace, Norwich City i Leicester City. Dobre wykończenie jak w przypadku Buendii i Danny'ego Ingsa tydzień temu to maskuje i w statystykach jest pięć goli, jednak trudno na to liczyć w każdej kolejce.

10
BRIGHTON (-2)

Po dwóch dobrych meczach i wygranych przyszedł pierwszy słabszy i Mewy spadają nieco w Rankingu Sił. Kto jednak wie, czy to nie jest dziś ich miejsce. Z drużynami pokroju Watfordu i Burnley Brighton sobie poradził, ale już z aspirującym do pucharów Evertonem nie. To by oznaczało, że zespół Grahama Pottera przerasta dół tabeli (z potwierdzeniem czego miał w poprzednim sezonie gigantyczny problem), ale jeszcze brakuje mu do klubów z większą marką, doświadczeniem na poziomie Premier League i przede wszystkim większymi zasobami. Brzmi dość logicznie i uczciwie.

Dobra wiadomość dla nas: Jakub Moder po dwóch wejściach z ławki tym razem grał od początku po tym, jak w środku tygodnia strzelił dla Mew swojego pierwszego gola w Pucharze Ligi przeciwko Cardiff. Gorsza wiadomość: Brighton wypożyczył Michała Karbownika do Olympiakosu i Grecy mają opcję wykupu za 5 mln. Oby jednak wychowanek Legii tam przede wszystkim grał. W Brightonie było o to coraz trudniej, bo konkurencja zrobiła się niemal na każdej pozycji.

11
LEEDS

Na początek garść wiedzy bezużytecznej: to był pierwszy wyjazdowy remis Leeds od początku poprzedniego sezonu. Marcelo Bielsa przekonał się, że na Burnley można sobie połamać zęby. Nie brakowało brzydkich starć, ale też obie drużyny miały swoje okazje i mecz na Turf Moor oglądało się całkiem przyjemnie. To jednak Leeds odrabiało straty i podobnie jak tydzień wcześniej z Evertonem udało się wyrwać tylko punkt z pozycji przegrywającego.

Dwa remisy i jedna porażka na starcie sezonu to jeszcze nie jest powód, by mówić, że Pawie znacząco obniżyły loty. Na razie przekonujemy się, że drugi sezon może być faktycznie trudniejszy i że nadal tę ekipę może wstrzymywać niewpewna defensywa. Nawet nie chodzi o błędy, które prowadzą do utraty bramek, a o nerwowe zagrania, które wybijają Leeds z rytmu. Gola za to strzelił Patrick Bamford, który w ten sposób mógł uczcić pierwsze w karierze powołanie do reprezentacji Anglii.

12
BRENTFORD (+2)

Trzy mecze, a w nich jedna wygrana i dwa remisy. Brentford zaczął ten sezon w Premier League naprawdę dobrze, choć na rozkładzie miał Arsenal, Crystal Palace i Aston Villę, czyli wcale nie aż taki łatwy zestaw rywali. Piłkarze Thomasa Franka rozegrali wyrównane spotkanie na Villa Park, oddali w nim więcej strzałów i znów pokazali swoje największe atuty – wszystkie cztery gole strzelili jak do tej pory ze stałych fragmentów gry. Tym razem przełamał się Ivan Toney.

Dodatkowo nieźle wygląda defensywa. Według wskaźnika expected goals tylko Manchester City dopuścił swoich przeciwników do mniej jakościowych sytuacji. To w kontekście beniaminka brzmi naprawdę budująco.

13
WOLVERHAMPTON (+1)

Jak na razie najwięksi pechowcy sezonu. Aż trudno wytłumaczyć, jakim cudem Wolves nie strzelili jeszcze gola. Kreują mnóstwo sytuacji, a mimo tego nie chce im wpaść nieraz nawet z metra. Powinni z Manchesterem United wygrać, a przynajmniej zremisować, jednak skończyli z niczym. Za chwilę jednak czeka ich nieco bardziej łaskawy terminarz, więc może przeciwko łatwiejszym rywalom Bruno Lage zacznie zbierać punkty w Premier League. Na razie wydaje się przede wszystkim, że odziedziczył w spadku po Nuno Espirito Santo problemy ze skutecznością. Za dobrą grę przeciwko MU jest jednak awans.

14
NEWCASTLE (-1)

Sroki zgarnęły pierwszy w sezonie punkt, ale pozostawiły po sobie słabe wrażenie w meczu z Southamptonem. Rywal ratował ten remis, jednak uczciwie trzeba przyznać, że zasłużył nawet na więcej. Gra Srok była przewidywalna. Na domiar złego jakiś mięśniowy problem ma Callum Wilson i choć pozostał na boisku, to Steve Bruce zdjął go chwilę wcześniej, by dmuchać na zimne. Jeśli to coś poważnego, fani jeszcze bardziej będą drżeć przed spotkaniem z Manchesterem United. Szczególnie, że zanosi się na to, że CR7 wpadnie między defensorów Newcastle, a ci od początku sezonu prezentują się kiepsko.

15
CRYSTAL PALACE (+1)

Conor Callagher uratował Orłom remis z West Hamem, ale trzeba powiedzieć, że druga połowa była w ich wykonaniu dobra i na punkt zawodnicy Crystal Palace zasłużyli. Pomocnik wypożyczony z Chelsea po niezłym roku w West Bromie teraz ma ochotę na więcej i jego dwa gole to wielki powód do zadowolenia. Szczególnie druga bramka może kandydować do miana trafienia kolejki. Wciąż jednak najwięcej wokół klubu dzieje się w kwestiach transferowych. Patrick Vieira cały czas podkreśla potrzebę wzmocnień, a już po meczu z Młotami czasu było mało. Francuz wie, co mówi. Palace będzie miało zaraz mocno pod górę. Po przerwie zagra kolejno z Tottenhamem i Liverpoolem.

16
SOUTHAMPTON (+1)

Najlepszy występ Świętych w tym sezonie. Wprawdzie James Ward-Prowse ratował punkt dopiero z rzutu karnego w doliczonym czasie, niemniej sama gra wyglądała już dobrze. Southampton od początku narzucił swoje warunki, miał przewagę i Newcastle mogło mówić o wielkim szczęściu, gdy do przerwy był bezbramkowy remis. Ostatecznie jednak miał trochę pecha i stąd kolejne pogubione punkty, ale można wyciągnąć kilka pozytywnych wniosków. Znów świetnie spisał się Valentino Livramento i zazębia się współpraca duetu napastników Che Adams i Adam Armstrong. Dla nas jednak smutny wniosek jest taki, że Jan Bednarek ponownie cały mecz przesiedział na ławce.

17
ARSENAL (-5)

Po raz ostatni Arsenal tak słabo zaczął sezon w 1954 roku i po raz kolejny notuje największy spadek w Rankingu Sił. Pastwienie się nad The Gunners nie ma sensu. Nawet ci, którzy przez lata nie życzyli im zbyt dobrze, dziś im w większości współczują. Owszem, Manchester City nie powinien mieć uznanej drugiej bramki, a czerwona kartka dla Granita Xhaki (11. w karierze) mocno odmieniła mecz. Owszem, brakuje wielu kluczowych piłkarzy, ale to jest po prostu nie do zaakceptowania przez kibiców.

Po przerwie reprezentacyjnej Arsenal gra z Norwich City i musi wygrać. Nie ma w ogóle innej możliwości. I tylko fakt, że trzeba podkreślać takie rzeczy przed meczem z beniaminkiem i wciąż nie mieć do londyńczyków zaufania pokazuje, jak źle dzieje się w tym klubie.

18
BURNLEY (+1)

Burnley ma w końcu pierwszy punkt w tym sezonie i przeciwo Leeds postawiło na proste środki. Dużo walki, piłek na Chrisa Wooda i dośrodkowań zdało egzamin, choć znów nie popisywała się defensywa i błędy pozwoliły rywalom wrócić do gry. Najważniejszym wydarzeniem tygodnia w zespole The Clarets i tak było jednak co innego. Chodzi o transfer Maxwella Corneta z Lyonu. Nowy lewy obrońca się przyda, ale nie to jest tutaj najciekawsze. To bowiem w Burnley pierwszy gotówkowy transfer piłkarza spoza Wysp Brytyjskich za rządów Seana Dyche'a.

19
WATFORD ( -1)

Szerszenie miały dobre pierwsze 10 minut przeciwko Tottenhamowi, a później praktycznie cały czas były na własnej połowie. Po wygranej na inaugurację z Aston Villą Watford zagrał dwa kiepskie spotkania i wydaje się, że zespół musi się dotrzeć. Xisco zdecydował się aż na cztery zmiany w jedenastce, m.in. wprowadził na świeżo Moussę Sissoko, który dopiero dwa dni wcześniej został oficjalnie pozyskany i przebudował defensywę. Nazwiska w tej drużynie mają potencjał – pora złapać stabilizację.

20
NORWICH CITY

Początek sezonu nie rozpieszcza Kanarków, choć z Leicester City punkt był bardzo blisko. Kenny McLean nawet strzelił wyrównującego gola, ale VAR odebrał fanom na Carrow Road okazję do radości. Po przerwie na mecze reprezentacyjne Norwich City mierzy się z Arsenalem. Patrząc na niezłą postawę przeciwko Lisom, otwiera się szansa na pierwsze punkty w sezonie.

Podziel się lub zapisz
Futbol angielski i... amerykański. Przez cały rok na okrągło żyje wydarzeniami w Premier League, której mecze komentuje w Canal+, oraz NFL. Usłyszycie go w również audycjach Kick Off i NFL Po Godzinach.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.