RANKING SIŁ PREMIER LEAGUE #12: Wielka trójka ucieka całej reszcie, a dół tabeli budzi się do walki

Zobacz również:Najbardziej romantyczny beniaminek od czasów Newcastle Keegana. Czy Leeds zderzy się ze ścianą?
Ranking Sił Premier League
Graf. Michał Kołodziej, fot. Getty Images

Aż 36 goli padło w ten weekend w Premier League i to całkiem adekwatne, że najbardziej szalony moment w terminarzu sezonu, gdy w 40 dni odbędzie się aż 10 kolejek, zaczął się od tak dużych emocji. Widać jednak wyraźnie, że czołowa trójka odstaje od stawki. Czas na kolejne notowanie Rankingu Sił.

Jak do tej pory sezon mieliśmy trochę poszatkowany. Jedenaście kolejek w trzy miesiące, trzy przerwy reprezentacyjne, do tego puchary... Teraz to się zmienia. Najważniejsza staje się liga i w niecałe półtora miesiąca otrzymamy niema tak dużą porcję meczów Premier League, co wcześniej na dwa razy dłuższym dystansie. Przetrwają najsilniejsi, a i w Rankingu Sił intensywność wzrośnie. Czasami będą dwa notowania w tygodniu, a czasami – gdy kolejki będą rozgrywane ciągiem bez ani dnia przerwy – zbiorcze z dwóch serii spotkań.

Najważniejsze to się jednak nie pogubić – dotyczy to również tego cyklu, ale przede wszystkim drużyn. Poprzedni sezon pokazuje, że nie ma się co przywiązywać do tabeli na tym etapie sezonu, zanim intensywność znacząco nie wzrośnie. Miniona kolejka to samo każe myśleć o Rankingu Sił. Znów mamy sporo przetasowań w środku i widać też, że budzą się kluby z dołu. W takim razie do dzieła!

*****

1
CHELSEA

To jedna z niewielu stałych od kilku tygodni w tym notowaniu. Chelsea wygląda jak mistrz, nie ma co owijać w bawełnę. Wygrana z Leicester City była tak łatwa, że wynik 3:0 zupełnie nie oddaje skali dominacji. Gdyby było 5:0 albo 6:0, to nikt nie miałby pretensji. Thomas Tuchel stworzył potwora, w którym każdy może odegrać główną rolę i nie straszne są mu absencje. Strzelają wszyscy – o obrońcach już wiedzieliśmy, a teraz bramkę dołożył N'Golo Kante – i przydaje się Niemcowi cała kadra.

Teraz przed jego piłkarzami ważny tydzień. W Lidze Mistrzów podejmą Juventus w meczu o pierwsze miejsce w grupie, a w Premier League czeka na nich Manchester United, który jest w kryzysie, ale takie zespoły po zmianie menedżera to zawsze niewiadoma. Jeśli jednak The Blues utrzymają ten poziom, to nikt nie powinien stanowić dla nich przeszkody.

2
MANCHESTER CITY (+1)

Pep Guardiola pokombinował z jedenastką, ale mimo tego Manchester City bez większych problemów uporał się z Evertonem. Ponownie na wielkie wyróżnienie zasługują Portugalczycy. Joao Cancelo i Bernardo Silva od kilku ładnych tygodni ciągną grę mistrzów Anglii i w niedzielę pierwszy dorzucił kolejną asystę (swoją drogą prześliczną), a drugi kolejną bramkę. Podobnie jak w przypadku Chelsea, zwycięstwo 3:0 nawet w pełni nie oddaje tego, jak dużą City miało przewagę. Teraz celem jest środowe starcie z PSG w Lidze Mistrzów.

3
LIVERPOOL (+1)

Długo Liverpool dobijał się do bramki Aarona Ramsdale'a, ale gdy już wyłamał wrota, to ani myślał się zatrzymywać. Kluczowym momentem mógł być ten, w którym... Jürgen Klopp rzucił się z pyskówkami do Mikela Artety. Ogień w oczach menedżera dojrzeli jego piłkarze i trybuny po tej scysji jakby dostały nowej energii, a Anfield stało się dużo bardziej nieprzyjemne dla gości.

Reakcja na porażkę z West Hamem była właściwa i choć Arsenal przyjeżdżał rozpędzony, to było widać sporą różnicę jakości. Znów skuteczny był Sadio Mane, bramkę dołożył Mohamed Salah, Diogo Jota również i przez kilka najbliższych tygodni musi wejść w buty Roberto Firmino, ale chyba największą gwiazdą wieczoru był Trent Alexander-Arnold. Anglik rozgrywa kolejny świetny sezon. W Premier League i Lidze Mistrzów uzbierał już dziewięć asyst.

4
WEST HAM (-1)

Czyżby przerwa reprezentacyjna wytrąciła Młoty z rytmu? Mecz z Wolverhampton był jednym ze słabszych w ich wykonaniu w tym sezonie i po serii czterech kolejnych zwycięstw przyszła porażka. David Moyes musi upewnić się, że to tylko wypadek przy pracy, bo następne spotkania są na papierze trudniejsze. Za tydzień czeka już Manchester City, a potem jest Brighton, następnie Chelsea i wygrzebujace się z dna Burnley. Już Wilki zaraz po Liverpoolu były potencjalną pułapką i to się potwierdziło, ale kolejne cztery mecze powiedzą nam sporo o West Hamie.

5
WOLVERHAMPTON (+5)

Najwyższy czas docenić Wolves i Bruno Lage'a. Od połowy września tylko trzy kluby punktują lepiej – to Chelsea, Manchester City oraz Arsenal. A przecież mowa o drużynie, która nie poczyniła ani wielkich zakupów, ani nikt nie spodziewał się, że po zmianie menedżera wróci na pułap TOP7, gdzie kończyła dwa pierwsze sezony po awansie. W tym szalonym i nieprzewidywalnym sezonem ze plecami wiodącej trójki warto jednak wyróżniać stabilną formę, a tę Wilki ostatnio prezentują.

Liderem watahy znów jest Raul Jimenez. To jego ładny gol po plasowanym strzale dał wygraną z West Hamem i w ostatnich siedmiu meczach miał udział przy pięciu golach. Biorąc pod uwagę, że następne mecze rozegra z Norwich City i Burnley, to nic nie powinno stać na przeszkodzie, by poprawił dorobek.

6
ARSENAL (-1)

Liverpool to kolejna drużyna, która pokazała Arsenalowi miejsce w szeregu, a to można dziś określić jako pozycję tuż nad wszystkimi średniaki z aspiracjami i nad mającymi problemami dużymi firmami (jak Manchester United czy Tottenham), za to zdecydowanie za czołowymi trzema siłami tego sezonu. W meczach z The Reds, Chelsea i Manchesterem City The Gunners dopuszczali średnio do sytuacji o wartości 3.5 expected goals, a z pozostałymi rywalami chwaliliśmy ich defensywę za bardzo solidną grę.

Były na Anfield pojedyncze przebłyski, ale widać, że ten zespół dopiero się rozwija. Następne trzy mecze będą okazją, by to potwerdzić, bo drużyna Mikela Arteta zmierzy się z Newcastle, MU i Evertonem. 0:4 z Liverpoolem wydaje się po prostu niemiarodajne i fakt, że mimo takiego wyniku najlepszym zawodnikiem Arsenalu był Aaron Ramsdale, wiele nam o tym spotkaniu mówi.

7
CRYSTAL PALACE

Z jednej strony trzeba docenić kolejny niezły występ w ofensywie, a z drugiej zganić Orły za grę w obronie. Zaczyna to być motywem przewodnim kadencji Patricka Vieiry, ale znów Palace miało problemy ze stałymi fragmentami gry. Nikt inny nie stracił po tych zagraniach większej liczby bramek w tym sezonie Premier League, a Burnley ukłuło w ten sposób dwa razy. W końcówce zresztą londyńczykom mógł uciec nawet punkt, ale Vicente Guaita dobrze zatrzymał Mateja Vydrę. Serię bez porażki udało się więc przedłużyć do siedmiu meczów ligowych, jednak remisy stają się zmorą. Ten był już siódmym w tym sezonie!

8
BRENTFORD (+1)

Kto by pomyślał, że w sobotę dwa najbardziej szalone mecze to będą starcia Crystal Palace z Burnley oraz Brentford z Newcastle. W tym meczu też padło sześć goli i był remis 3:3. Beniaminek przerwał tym samym serię czterech z rzędu porażek i choć miał trochę problemów, ostatecznie trwoniąc prowadzenie dwa razy, to minimalnie zyskuje z uwagi na inne mecze.

Ivan Toney chciał zrewanżować się dawnemu klubowi i zdobył w końcu bramkę na przełamanie, ale gwiazdą zespołu był Rico Henry. Lewy obrońca zaliczył gola i dwie asysty, przez co w drugim meczu z rzędu uczestniczył przy choć jednym trafieniu. Obaj z Sergio Canosem zaczynają być wiodącymi postaciami Brentford.

9
BRIGHTON (-3)

Nie można tym razem w żaden sposób usprawiedliwiać Mew, to był po prostu bardzo słaby mecz w ich wykonaniu. Aston Villa zerwała się dopiero w końcówce i remis był blisko, jednak nawet jeden punkt byłby rozczarowaniem. Brighton nie wygrał już siedmiu spotkań z rzędu. Owszem, pięć z nich to remisy, w tym m.in. z Arsenalem i Liverpoolem, ale z tygodnia na tydzień forma piłkarzy Grahama Pottera spadała. Na Villa Park praktycznie nie doszli do dogodonych sytuacji pod bramką Emiliano Martineza. Coś się ewidentnie zacięło, stąd kolejny spadek w Rankingu Sił.

10
TOTTENHAM (+3)

Pierwsze 45 minut nie układało się po myśli Spurs, jednak po przerwie widzieliśmy inny zespół. Biorąc pod uwagę to, jak Antonio Conte dyrygował trybunami i przeżywał każdą minutę meczu, można tylko zastanawiać się, jak wyglądała jego przemowa po pierwszej połowie. Zwycięstwo z Leeds piękne nie było, mimo przewagi londyńczyków, ale liczyło się przełamanie. Sergio Reguilon strzelił swojego pierwszego gola w barwach klubu, Conte zaliczył pierwsze ligowe zwycięstwo, w końcu była lepsza gra w ataku i z drużyny zeszło ciśnienie.

Teraz kluczowe będzie wykorzystanie korzystnego terminarza. Trzy najbliższe spotkania są z Burnley, Brentford i Norwich City. Wypada zrobić z tego serię i zaprosić do imprezy Harry'ego Kane'a i Heung-min Sona.

11
LEICESTER CITY (-3)

Co się stało z Lisami w trakcie reprezentacyjnej przerwy? Już wcześniej grały w kratkę, ale mimo wszystko tak beznadziejnego meczu nie miały jeszcze w tym sezonie, a być może w ogóle za kadencji Brendana Rodgersa. Chelsea robiła na King Power Stadium, co chciała, a przecież Leicester City nie ma jakichś problemów kadrowych. Znów dały o sobie znać potężne problemy Lisów przy stałych fragmentach gry, znów nie radzili sobie z kontrami, a Rodgers nie trafił z ustawieniem. Chciał podwójnie poryć wahadła Chelsea, jednak Reece James i Ben Chilwell i tak mieli sporo swobody. Czas na pobudkę.

12
MANCHESTER UNITED (-2)

Właściwie cały wątek dotyczący meczu z Watfordem i kadencji Ole Gunnara Solskjaera wyczerpałem w tekście, którego mogliście czytać w weekend, do tego dojdzie nasza dyskusja z Przemkiem Rudzkim w Kick Off, dlatego nie ma powodu się powtarzać. Jedno jest pewne. Problemy Manchesteru United nie zostaną rozwiązane tylko tym zwolnieniem, szczególnie, że już słyszymy, że Michael Carrick to tymczasowy menedżer tymczasowy i padają absurdalne propozycje nazwisk trenerów, którzy mogliby ustabilizować sytuację do końca sezonu. Na Old Trafford panuje spory bałagan, co nie zmienia faktu, że dalszy związek Solskjaera z tym klubem naprawdę nie miał już sensu.

13
SOUTHAMPTON (-1)

Święci po raz kolejny nie udokumentowali przewagi więcej niż jednym golem i o ile z Watfordem czy z Aston Villą umieli utrzymać skromne prowadzenie, to z Norwich City im się to nie udało. Na plus coraz lepsza współpraca Adama Armstronga z Che Adamsem (znów bramka wypracowana przez ten duet), do której były wcześniej zastrzeżenia, ale pozostałe kwestie wymagają poprawek. Na razie Southampton wygląda jak typowa drużyna, która raczej nie spadnie, ale wszystko ponad 12. miejscem będzie dla niej dużym sukcesem.

14
WATFORD (+4)

Wszystkie nagłówki, na newonce.sport również, skradł po sobocie Manchester United, a przecież to było święto Watfordu. Claudio Ranieri wypuścił swoich zawodników niczym wściekłe psy na starcie z dużo wyżej notowanym rywalem i to naprawdę nie był mecz, w którym faworyt strzela sobie w stopę, a beniaminek ma farta. No, może ta część ze stopą była prawdziwa, jednak Watford zagrał bardzo dobrze. Od początku dusił pressingiem, gracze ofensywni świetnie zajmowali wolną przestrzeń i ciężka praca, jaką włoski menedżer zapowiadał przed przerwą, ewidentnie nie poszła na marne.

To drugie zwycięstwo Ranieriego i drugie w imponującym stylu, bo wcześniej rozbił Everton 5:2. Nagle mimo trudnego terminarza Szerszenie są na 16. pozycji z czteropunktowym zapasem nad strefą spadkową i z nadzieją patrzą w kierunku starcia z Leicester City. Wygrana z MU może dodać im mnóstwo wiary w siebie.

15
BURNLEY (+2)

Maxwel Cornet wnosi sporo polotu do stawiajacych na proste środki The Clarets i zobaczyliśmy niezły miks. Reprezentant Wybrzeża Kości Słoniowej strzelił ładnego gola z woleja, za to Chris Wood i Ben Mee dorzucili typowe dla Burney bramki głową po stałych fragmentach. Zespół Seana Dyche'a sprawiał jednak nieco lepsze wrażenie od Crystal Palace i choć remis 3:3 to wynik korzystny, to angielski menedżer żałował później straconej szansy na trzy punkty.

Mimo wszystko Dyche może być zadowolony. Cornet to świetny nabytek, o czym świadczy pięć goli w ostatnich pięciu występach, a ogółem Burnley nie przegrało już czterech ostatnich meczów. Następne spotkania przeciwko Tottenhamowi oraz Wolverhampton będą jednak trudnym testem.

16
ASTON VILLA (+1)

Długo The Villans męczyli się w debiucie Stevena Gerrarda, ale zachowali siły na końcówkę i gwizdy na Villa Park zamieniły się w radość po ostatnim gwizdku. Wszystkim spadł kamień z serca, bo wygrana z Brightonem przerywa serię pięciu kolejnych porażek, a nowemu menedżerowi daje zastrzyk pewności siebie.

Gerrard nie był do końca zadowolony po debiucie i trudno mu się dziwić, ale obiecywał, że zacznie od naprawy defensywy i to było widać. Mewy nie doszły przeciwko Aston Villi do wielu okazji. Biorąc pod uwagę, że mowa o zespole, który w tym roku przegrał najwięcej meczów w Premier League i stracił trzecią najwyższą liczbę goli, to trudno się dziwić priorytetom Gerrarda. Najbliższe mecze będą jednak trudne, więc szybko Anglik przekona się, jak idzie wprowadzanie mu swoich metod pracy.

17
EVERTON (-3)

To już kryzys pełną gębą. Tylko jeden punkt w ostatnich pięciu meczach. Tylko trzy bramki w tym czasie, za to jedenaście straconych. Rafa Benitez nadal ma masę kontuzji w składzie i jego zespół cieniuje. O ile jednak Manchester City i wysoka porażka w tym przeciwnikiem to sprawa zrozumiała, o tyle całą ta seria składa się z wypadek z Watfordem, Wolverhampton czy West Hamem, czyli albo ekipami gorszymi, albo z podobnymi aspiracjami. Wydaje się, że brak Dominica Calverta-Lewina całkowicie rozmontował atak, a poprawa musi nastąpić szybko, bo za chwilę czeka niewygodny Brentford, a potem są derby z Liverpoolem.

18
NORWICH CITY (+1)

Są tylko dwa kluby, które w dwóch ostatnich kolejkach Premier League zgarnęły komplet punktów. To Manchester City i... Norwich City. Ta statystyka całkiem nieźle oddaje to, jak pogmatwany jest to sezon w środku stawki. Dean Smith meczem przeciwko Southampton żegnał się z Aston Villą i z tym samym rywalem witał się z Carrow Road i wyraźnie wyciągnął wnioski, skoro tym razem poprowadził zespół do wygranej.

Jeden Kanarek, parafrazując przysłowie, wiosny nie czyni, ale beniaminek zaczął wreszcie zbierać wygrane. Sześć ostatnich spotkać to osiem oczek, czyli cały dotychczasowy dorobek, a do bezpiecznego lądu zostają jeszcze trzy. Sytuacja nie jest beznadziejna, choć Smith i tak ma bardzo trudne zadanie.

19
LEEDS (-3)

Pierwsza połowa mogła dawać fanom Leeds nadzieję, że ich drużyna nie przyjechała na stadion Tottenhamu na ścięcie, jednak w drugiej rywale zaczęli dominować i odwrócili mecz. Znów można w tym miejscu napisać kilka wymówek dla Marcelo Bielsy, bo tym razem nie zagrał Raphinha, a przecież nadal nie ma chociażby Patricka Bamforda i Luke'a Aylinga. W efekcie wyszedł dość mocno rezerwowy skład, a na ławce roiło się od nastolatków. Brawa za postawę i ambicję na początku meczu, ale w Rankingu Sił patrzymy na to, jak mocny jesteś tu i teraz i co oferujesz, a Pawie nie oferują wiele. Trzeba powoli myśleć o nich jako kandydatach do spadku.

20
NEWCASTLE

Nie będzie awansu, bo nie było wygranej. Eddie Howe opuścił debiut z uwag na koronawirusa, ale widać było już jego rękę. W żadnym meczu w tym sezonie Newcastle nie oddało tak dużej liczby strzałów (23), co zwiastuje zwrot w kierunku ofensywy, jednak nadal najwiekszą bolączką jest kiepska organizacja bez piłki. Środkowy obrońca i defensywny pomocnik to priorytetowe zakupy na zimowe okno.

Podziel się lub zapisz
Futbol angielski i... amerykański. Przez cały rok na okrągło żyje wydarzeniami w Premier League, której mecze komentuje w Canal+, oraz NFL. Usłyszycie go w również audycjach Kick Off i NFL Po Godzinach.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.