RANKING SIŁ PREMIER LEAGUE #11: West Ham w dużym rozpędzie, rewelacje zaczynają się wykruszać

Zobacz również:Najbardziej romantyczny beniaminek od czasów Newcastle Keegana. Czy Leeds zderzy się ze ścianą?
Ranking Sił Premier League
Fot. Getty Images / graf. Michał Kołodziej

Zacznijmy od złej wiadomości. Znów czeka nas dwutygodniowa reprezentacyjna przerwa i to chwilę po naprawdę obfitującej w ciekawe wydarzenia kolejce. Dobra wiadomość jest jednak taka, że to ostatnia przerwa aż do połowy marca. Czas na kolejne notowanie Rankingu Sił Premier League.

Doszliśmy do tego momentu w sezonie, kiedy zaczyna udzielać się presja. W miniony weekend pracę stracili Dean Smith oraz Daniel Farke, co sprawia, że mamy już pięć zmian menedżerskich. Nie dość, że to więcej niż w trakcie całych poprzednich rozgrywek (nie liczymy zmian latem między sezonami), to w dodatku najwięcej na tym etapie od 17 lat.

To, co jeszcze widać po tej kolejce, to fakt, że rewelacje z początku sezonu zaczynają słabnąć. Po raz szósty z rzędu swojego meczu nie wygrał Brighton. Czwartą porażkę z rzędu poniósł Brentford. Aston Villa, która taką rewelacją miała być, przegrała piąte kolejne spotkanie. Wygrać znowu nie potrafił również Everton, a przecież zaczynał tak dobrze.

Dużo lepsze nastroje panują za to chociażby w zespole West Hamu, a powody do radości ma też inny zespół z Londynu, czyli Crystal Palace. Zanim wszyscy zajmą się meczami międzynarodowymi, czas uporządkować sytuację w Rankingu Sił. Do dzieła!

*****

1
CHELSEA

Remis z Burnley na własnym boisku to zawsze taki wynik, który skłania do reakcji i pewnie wielu z was by Chelsea z pozycji lidera notowania zrzuciła, ale to pierwsze potknięcie od dawna i wyszedłem z założenia, że jeszcze londyńczykom zaufam. Anglicy mawiają: benefit of the doubt. Taki mecz, w którym piłka nie chce wpaść do siatki, mógł się przytrafić. Po 7:0 z Norwich City dwa tygodnie wcześnie musiało nastąpić jakieś wyrównanie do średniej. Mimo wszystko to wciąż była dopiero trzecia strata punktów przez The Blues w tym sezonie i pod tym względem nadal to oni są najrówniej grającą drużyną.

Chelsea zwyczajnie zabrakło skuteczności. Nikt w ten weekend nie zmarnował tylu okazji, bo wskaźnik expected goals wyraźnie pokazuje, że zawodnicy Thomasa Tuchela stworzyli sobie najlepsze szanse w minionej kolejce. I wszystko by się udało, gdyby nie Nick Pope. Na szczęście dla lidera Premier League wraca Romelu Lukaku i fakt, że nie jedzie na zgrupowanie reprezentacji Belgii tylko może pomóc. Spadku więc nie ma, ale jeśli takie mecze jak z Burnley będą się mnożyć (a fani The Blues już tego nie chcą, patrząc na poprzednie sezony), to wtedy skończy się panowanie w Rankingu Sił.

2
WEST HAM (+1)

Byłem bardzo, bardzo bliski tego, by wsadzić West Ham na pierwsze miejsce. Ostatecznie jednak uznałem, że to mogłaby być lekka przesada i cały czas warto zachować ten zapas, skoro na horyzoncie są mecze z Manchesterem City i Chelsea. Tak czy inaczej Młoty to zdecydowanie jeden z największych wygranych tego tygodnia. David Moyes znalazł na London Stadium swoje nowe miejsce na ziemi, stworzył niezwykle charakterny zespół z potencjałem na grę w Lidze Mistrzów i pokazuje, że nadal jest klasowym menedżerem.

Przeciwko The Reds znów West Ham użył swoich najlepszych atutów jak organizacja w defensywie, przebojowość i aktywność przy kontrach i przede wszystkim stałe fragmenty gry i zabrał rywalowi miano jedynej wciąż niepokonanej drużyny w Premier League. Od przegranej z Manchesterem United, kiedy Mark Noble zmarnował rzut karny, Młoty zgarnęły 15 z 18 punktów, jakie były do zdobycia. Nikt na tym dystansie nie ma więcej, a tuż za nimi są Chelsea i Arsenal. Udaje się łączyć ligę i puchary, bo to nie tylko Europa, a przecież jeszcze ćwierćfinał EFL Cup i wyeliminowanie po drodze obu klubów z Manchesteru. Już poprzedni sezon zakończony na szóstej pozycji był dla kibiców West Hamu piękny, ale ten zapowiada się nawet lepiej.

3
MANCHESTER CITY (+2)

Dawno Manchester City nie miał tak łatwego zadania w derbach z United. Wynik i wygrana 2:0 nie oddaje w pełni tego, jak swobodnie czuli się zawodnicy Pepa Guardioli i jak bardzo zdominowali rywala. Piłka krążyła między piłarzami The Citizens z dużą płynnością i szybkością, a gdy tylko ją tracili, momentalnie umieli doskoczyć w pressingu. To był po prostu jeden świetnie pracujący organizm, dlatego Guardiola... nawet nie użył zmiany.

Dla mistrzów Anglii to żadna nowość, mimo że skala przewagi mogła imponować. Na 27 możliwych punktów w ostatnich dziewięciu meczach na Old Trafford zdobyli wprawdzie aż 19, jednak sobotni mecz był bodaj ich najlepszym występem na tym obiekcie, być może lepszym nawet niż pamiętne 6:1. Za tak pewny występ jest więc awans o dwie pozycje.

4
LIVERPOOL (-2)

Była piękna seria i jej nie ma. Liverpool w przypadku choćby remisu przedłużyłby passę bez porażki do 26 meczów, a to byłby rekord klubu. West Ham jednak sobie z The Reds poradził i wszystko przerwał, choć uczciwie trzeba powiedzieć, że od dłuższego czasu ten wynik wisiał w powietrzu. Liverpool rozgrywał ostatnio sporo meczów na ostrzu noża, w których kulał w defensywie. 3:3 z Brentford, 3:2 w Madrycie z Atletico, 2:2 z Manchesterem City czy 2:2 z Brighton kolejkę temu – to mogły być porażki i widać było po tych spotkaniach, że obrona nie wróciła jeszcze na najwyższy poziom.

Owszem, z West Hamem The Reds mieli trochę pecha, również do decyzji sędziowskich, ale podczas gdy rywale w każdej akcji wydawali się świetnie zabezpieczeni i się wzajemnie asekurowali, to Liverpool dawał się zaskakiwać. Druga bramka dla Młotów jest tego idealnym przykładem. Być może jednak przyda się kubeł zimnej wody, bo do tej pory niektóre mecze maskowały fakt, że to nie jest drużyna, gdzie wszystko dopięte jest na ostatni guzik.

5
ARSENAL (+1)

Po trzech kolejkach Arsenal był w czarnej dziurze i nawet w Rankingu Sił znajdował się na czwartej pozycji od końca. Od tego momentu jednak nie przegrał, ma najdłuższą obecnie serię bez porażki w Premier League i zebrał w tym okresie najwięcej punktów. Często mówi się, że w momencie kryzysu zespół potrzebuje reakcji i kibice The Gunners taką obserwują, za co należy się piłkarzom duży szacunek.

Watford nie był wymagającym rywalem i wygrana była skromna (choć to w dużej mierze wina Pierre'a-Emericka Aubameyanga), ale trzeba docenić stabilną formę. Udało się też zrobić prezent Mikelowi Artecie w jego setnym meczu u sterów. Znów błyszczał Emile Smith Rowe i zasłużenie znalazł się w reprezentacji Anglii. Na niewiele znów pozwoliła także defensywa. Żeby jednak nie było tak słodko, to Arsenal musi za chwilę potwierdzić, że fatalny początek i wysokie porażki z ligową elitą to był tylko przypadek. Po przerwie czeka na niego podrażniony Liverpool, a półtora tygodnia później Manchester United. Te mecze wiele powiedzą nam o tym, jak przebiegł rozwój zespołu Artety.

6
BRIGHTON (-2)

To już szósty z rzędu mecz bez zwycięstwa i Mewy po raz kolejny tracą pozycję w Rankingu Sił. Wprawdzie ostatnią serię zdominowały remisy i te przeciwko Arsenalowi czy Liverpoolowi to niezła zdobycz, jednak ten z Newcastle smakuje niemal jak porażka.

Brighton miał mecz pod kontrolą, ale wraz z upływem czasu z coraz większym trudem przychodziło mu tworzenie sytuacji. Wyglądało to tak, jakby piłkarze Grahama Pottera uznali, że mocne otwarcie i prowadzenie po 24 minutach sprawi, że ten mecz wygra sie sam i za to zostali skarceni. Aż mógł się przypomnieć zeszły sezon. Na domiar złego na koniec z boiska wyleciał Robert Sanchez i między słupkami mieliśmy Lewisa Dunka, ale na szczęście dla Mew gola nie wpuścił. Mimo wszystko remis z Newcastle powinien być sygnałem do pobudki.

7
CRYSTAL PALACE (+3)

Spory awans, bo po pierwsze Palace wygrało drugi z rzędu mecz, co nie zdarzyło im się w Premier League od przełomu stycznia i lutego, a po drugie było zdecydowanie lepsze od Wolverhampton, które też przecież było w dobrej formie. Pierwsza połowa to jeszcze było badanie się, ale po przerwie, gdy ktoś musiał ruszyć po pełną pulę, uczynił to zespół Patricka Vieiry. Znów kluczowe role odegrali Conor Gallagher i Wilfried Zaha (obaj strzelili po golu), znów dobrze wyglądała organizacja w środku pola i gra całej drużyny bez piłki i londyńczycy w końcu zaczęli przekuwać remisy w zwycięstwa.

8
LEICESTER CITY (+1)

Jak na razie Lisy są w tym sezonie mistrzami szybkich odpowiedzi na gola. Z Manchesterem United w pamiętnym 4:2 był moment, że chwilę po golu Marcusa Rashforda Leicester City wznowiło grę, szybko przerzuciło akcję pod pole karne rywali i zaraz była bramka. Z Leeds w miniony weekend było to samo. Raphinha strzelił, celebrował z kolegami gola, po czym rywale ustawili piłkę na środku, Harvey Barnes dostał długie podanie, przełożył sobie rywala i wyrównał po pięknym strzale.

Brawo za reakcję, ale gorzej, że to był jeden z niewielu dobrych momentów graczy Brendana Rodgersa na Elland Road. Mogli niby wygrać, ale Ademola Lookman był przy trafieniu na spalonym, jednak równie dobrze mogli przegrać, bo przeciwnik miał sporo okazji. Irlandzki menedżer znów zmienił ustawienie taktyczne i widać wyraźne, że szuka odpowiedniego balansu. Wychodzi tak sobie. Jakby cały czas ta drużyna nie mogła zatrybić. W Rankingu Sił Lisy mają wprawdzie awans, bo za ich plecami zrobiła się zjeżdżalnia, ale trudno nabrać do nich w tym sezonie przekonania.

9
BRENTFORD (-1)

To już poważne turbulencje, bo The Bees przegrali po raz czwarty z rzędu. Rzecz jednak w tym, że wcześniejsze porażki były z klasowymi zespołami i stylem beniaminek aż tak od nich nie odstawał (przecież po 0:1 z Chelsea nawet był awans w Rankingu Sił za świetną postawę), ale dwa ostatnie tygodnie to w sumie pięć bramek straconych z Burnley oraz Norwich City. Tym gorzej to wygląda, że jedni i drudzy wcześniej nie mieli w dorobku wygranej.

Thomas Frank zachowuje spokój i to dobrze, bo 12 punktów to i tak nie najgorszy wynik, ale musi zdawać sobie sprawę z tego, że mogło być lepiej. Po meczu zwracał jednak uwagę przede wszystkim na to, jak jego drużyna zareagowała po przerwie i jak bliska była wyrównania na 2:2. Dwa tygodnie oddechu mogą tu pomóc, a później Brentford czekają dwa ciekawe starcia. Najpierw będzie to Newcastle już prowadzone przez Eddiego Howe'a, a następnie mało przekonujący ostatnio Everton. Punkty w tych meczach mogą przywrócić londyńczyków na dobre tory.

10
MANCHESTER UNITED (-3)

Spojrzenie prosto z Old trafford mogliście dostać w newonce.sport za sprawą tekstu Przemka Rudzkiego, który komentował derby z wysokości trybun, dlatego o samym meczu nie ma się co powielać. Jednak jeżeli Roy Keane mówi sam w studio Sky Sports, że on się już z tym Manchesterem United poddał, a Rio Ferdinand, który kiedyś apelował, by Ole Gunnarowi Solskjaerowi podsunąć czek in blanco, teraz mówi, że Norweg powinien odejść z klubu, to wiedz, że było beznadziejnie.

To kolejny spadek Czerwonych Diabłów w Rankingu Sił, ale zapaść to oni się powinni ze wstydu. Aż trudno sobie wyobrazić, jak trudne będą tam najbliższe dni. Taka porażka nie wychodzi łatwo z głowy. Piłkarze Solskjaera mieli tylko cztery kontakty z piłką w polu karnym City, co jest najgorszym wynikiem MU odkąd serwis Opta gromadzi takie dane. Oddali więcej celnych strzałów bramkę Davida De Gea, tych samobójczych (dwa), niż na właściwą, w której stał Ederson (jeden).

Przede wszystkim jednak znów przegrali u siebie. W sześciu meczach na Old Trafford w tym sezonie stracili 11 goli, co jest najgorszym wynikiem od 1976 roku. Ostatni raz czyste konto na swoim stadionie zachowali w marcu, 14 spotkań temu, co stanowi najgoszę serię od 1959 roku. Gorzej już być nie może? Teoretycznie takie powinno być nastawienie, ale w praktyce ten zespół „stać” na wiele. No, poza zwolnieniem Solskjaera, bo on przetrwałby chyba nawet zrzut bomby atomowej.

11
WOLVERHAMPTON

Wilki zagrały na Selhurst Park tak, jakby okazały rywalom za dużo repsektu. Owszem, miały problem, by przebić się przez dobrze zorganizowany środek pola Crystal Palace, jednak to i tak zaskakujące, że drużyna, która w poprzednich meczach z dość dużą łatwością kreowała sobie sytuacje, nagle była bardziej wycofana. Ani przez moment Vicente Guaita nie miał się czym przejmować i śmiało można stwierdzić, że to był jak do tej pory najgorszy mecz Wolverhampton za kadencji Bruno Lage'a. Nawet te przegrywane na początku sezonu pozostawiały lepsze wrażenie.

12
SOUTHAMPTON (+2)

Święci złapali formę. W czterech ostatnich meczach zgarnęli dziesięć punktów i mimo że rywale nie byli najtrudniejsi (Leeds, Burnley, Watford i Aston Villa), to trzeba docenić odbudowę. Przedtem przecież nie potrafili wygrać żadnego spotkania. Ralph Hasenhüttl był zresztą w tak dobrym nastroju, że wydłużył swoim piłkarzom wolne, by po piątkowym spotkaniu mieli dłuższy weekend. Austriak wie, kiedy przykręcić śrubę, a kiedy poluzować.

Mecz z Aston Villą ułożył się dla Southampton znakomicie, bo już po trzech minutach Adam Armstrong strzelił jedynego jak się później okazało gola. Potem dały o sobie znać kłopoty ze skutecznością i gdyby wygrana się wyślizgnęła, Hasenhüttl na pewno wróciłby do starej śpiewki o tym, że jego zespół nie umie wykończyć meczów. To faktycznie kwestia do poprawy.

13
EVERTON (-1)

Everton zaczął ten sezon od jednej porażki w siedmiu kolejkach i w naszym notowaniu zbliżał się do czołowej piątki. Od tego czasu jednak przegrał z West Hamem (0:1), Watfordem (2:5) i Wolverhampton (1:2), a z Tottenhamem bezbramkowo zremisował. Uniknął czwartej z rzędu porażki, ale w takiej formie nie ma czego szukać na Etihad Stadium po przerwie reprezentacyjnej.

Widać wyraźnie, że bez kręgosłupa ta drużyna nie działa, a tak trzeba określać Yerry'ego Minę, Abdoulaye'a Doucoure i Dominica Calverta-Lewina. To wiele mówi, że najlepszy w zespole The Toffes przeciwko Tottenhamowi był Fabian Delph. Ten sam, dla którego to był dopiero trzeci mecz w wyjściowym składzie w Premier League, licząc od początku poprzedniego sezonu i który dopiero wyleczył uraz barku, dlatego grał tylko przez około godzinę.

14
TOTTENHAM (-1)

Magiczny dotyk Antonio Conte na razie zadziałał w Lidze Konferencji (choć zwycięstwo 3:2 z Vitesse rodziło się w bólach), bo mecz z Evertonem pokazał, jak dużo pracy go jeszcze czeka. Tottenham zremisował 0:0 i do głosu pod bramką rywali doszedł dość późno. Przez większość meczu raził niedokładnością i brakiem iskry w rozegraniu. A skoro nie ma dobrych zagrań, to nie ma dobrych okazji. Spurs ostatni celny strzał w Premier League oddali w 44. minucie meczu z West Hamem w dziewiątej kolejce, czyli dwa i pół meczu temu. Coś mi podpowiada, że boiska treningowe w siedzibie klubu będą przez najbliższe dwa tygodnie płonąć od intensywnych zajęć.

15
LEEDS (+1)

Pomówmy przez chwilę o Raphinhi. O Brazylijczyku ładnie i ciekawie pisał niedawno na naszych łamach Dominik Piechota, ale warto dorzucić kontekst w postaci liczb z ligi. Raphinha ma już tyle samo goli, co w całym poprzednim sezonie, bo z Leicester City dorzucił kolejnego. Pięć bramek oznacza, że zdobył prawie połowę wszystkich dla swojej drużyny (Leeds ma ich w sumie 11). W tym sezonie jest wiecznym zagrożeniem dla rywali. Więcej strzałów i sytuacji stworzonych od niego mają tylko Mohamed Salah i Bruno Fernandes. To po prostu elitarny zawodnik w średniaku.

Ten średniak zremisował w weekend z Lisami, choć miał na tyle dużo sytuacji, że powinien wygrać. Najważniejsze dla Marcelo Bielsy jest jednak to, że mimo iż lista kontuzjowanych nadal jest dość długa, to jego drużyna po raz trzeci z rzędu nie przegrała. Jeśli po przerwie wrócą Patrick Bamford czy Luke Ayling, Leeds powinni wyglądać już lepiej.

16
BURNLEY (+1)

Pogłoski o upadku Wielkiego Księstwa Burnley okazały się zdecydowanie przedwczesne. Zespół Seana Dyche'a w brzydkim (czyli swoim) stylu wywalczył punkt na Stamford Bridge, skąd w tym sezonie Premier League jakąkolwiek zdobycz wywiózł przedtem tylko Manchester City. To pięć punktów w ostatnich trzech kolejkach, ledwie jedna porażka w ostatnich sześciu i trzeci z rzędu wyjazdowy mecz bez porażki w lidze. W tabeli to nadal nie jest sielanka, bo Burnley jest trzecie od końca, ale jest kilka ekip z większymi problemami na tę chwilę.

17
ASTON VILLA (-2)

Pięć porażek z rzędu to już kryzys, ale sytuacji nie będzie naprawiał Dean Smith. Anglik pożegnał się z posadą, mimo że wykonał w klubie mnóstwo dobrej pracy. Szefowie Aston Villi widzą w niej jednak już nie niedawnego beniaminka, tylko zespół z aspiracjami sięgającymi pucharów, a brutalna rzeczywistość jest taka, że tylko dwa punkty dzielą ją od strefy spadkowej.

Przeciwko Southampton The Villans zagrali bardzo słabo i obudzili się dopiero po przerwie, ale rzadko realnie zagrażali bramce rywali. To był kolejny nijaki występ i po porażkach 1:3 z Arsenalem oraz 1:4 z West Hamem można było przeczuwać, że kolejny przegrany mecz mocno zachwieje pozycją Smitha. Tak też się stało. Aston Villa musi teraz znaleźć kogoś, kto wykrzesa z tego zespołu pełnię potencjału. To jedna z ciekawszych posad na rynku, więc porządnych kandydatów nie powinno brakować. Na razie jest jednak minus dwa w Rankingu Sił, bo oceniamy to, co tu i teraz, a nie potencjał.

18
WATFORD

Ben Foster robił, co mógł, ale nie uchronił kolegów od porażki. Watford może mieć pretensje, że jedyny gol dla Arsenalu padł po faulu, jednak Claudio Ranieri musi spojrzeć na cały mecz uczciwie. Jego piłkarze zrobili bardzo niewiele, by wspomóc wysiłki bramkarza i zgarnąć punkty. Na domiar złego terminarz po przerwie nie rozpieszcza. Manchester United, Leicester, Chelsea i Manchester City... Można sobie wyobrazić łatwiejszy zestaw rywali.

19
NORWICH CITY (+1)

W końcu nie są ostatni! Kanarki okupowały piwnicę Rankingu Sił przez bardzo długi czas i wreszcie jest awans. – Ale jakim kosztem... – mógłby dodać Daniel Farke. Mimo że Niemiec przerwał serię 20 z rzędu meczów Premier League bez wygranej, to zarząd klubu już wcześniej podjął decyzję, że niezależnie od wyniku z Brentford pożegna się z nim. Wyszło niezręcznie, ale skoro słowo się rzekło, to trzeba było zadziałać. Następca będzie musiał przekuć to jedno zwycięstwo w dłuższą serię, a zacznie przygodę od starć z Southampton, Wolverhampton i Newcastle. Aż tak łatwo więc nie będzie.

20
NEWCASTLE (-1)

Sroki zdobyły wprawdzie punkt na The Amex, ale brak wygranej wyznaczył najgorszy ligowy start w historii klubu. Nigdy wcześniej nie zdarzyło się, by Newcastle zaczęło od 11 kolejnych meczów bez zwycięstwa. To musi odbić się na miejscu w Rankingu Sił, dlatego mamy nową drużyną, która zamyka notowanie. Teraz zadanie odbicia drużyny od dna dostał Eddie Howe. Po zatrudnieniu tego menedżera można oficjalnie powiedzieć, że zaczyna się nowa era.

Podziel się lub zapisz
Futbol angielski i... amerykański. Przez cały rok na okrągło żyje wydarzeniami w Premier League, której mecze komentuje w Canal+, oraz NFL. Usłyszycie go w również audycjach Kick Off i NFL Po Godzinach.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.