Przewodnik po NFL. Obszerna zapowiedź sezonu 2021 i analiza drużyna po drużynie

Zobacz również:Gdy legenda szokuje cały świat sportu. Co jeszcze chce udowodnić Tom Brady?
Przewodnik po NFL 2021
Graf. Michał Kołodziej, fot. Getty Images

Odliczanie do sezonu NFL 2021 można powoli kończyć. 214-dniowe oczekiwanie kibiców na powrót najpopularniejszej ligi w Stanach Zjednoczonych zakończy się w nocy z czwartku na piątek (9/10 września), kiedy broniący tytułu Tampa Bay Buccaneers zmierzą się na własnym stadionie z Dallas Cowboys. Tym samym rozpocznie się walka o Super Bowl LVI, które odbędzie się 13 lutego 2022 roku. Co trzeba wiedzieć przed sezonem? Na co stać każdą z drużyn? Mamy nadzieję, że jak co roku pomoże wam w tym nasz Przewodnik po NFL.

Witajcie u progu historycznego sezonu. Poprzedni przebiegał pod znakiem obchodów 100-lecia ligi NFL, a obecny już zapowiadany jest jako „the biggest season ever”. Wszystko dlatego, że po raz pierwszy od 1978 roku mamy reformę terminarza. Od teraz kluby będą rozgrywały już po 17, a nie jak do tej pory po 16 spotkań sezonu zasadniczego. Jeden mecz to być może niedużo, jednak na ligę będzie to miało spory wpływ. Za chwilę będziemy więc świadkami bicia dawnych rekordów i te utrzymujące się będą miały za jakiś czas adnotację „pobity w 16-meczowym sezonie”.

Przed sezonem mogliście słuchać dwuczęściowej zapowiedzi w audycji NFL Po Godzinach...

CZĘŚĆ 1.:

CZĘŚĆ 2.:

...ale tam wszystkich wątków nie da się wyczerpać i tradycji musi stać się zadość. Jak co roku zapraszam do lektury Przewodnika po NFL – zapowiedzi sezonu z opisem każdej z 32 drużyn w lidze.

Kolejność ekip w dywizjach zgodna z miejscami, jakie zajęły w poprzednim sezonie.

*****

AFC

AFC NORTH

Pittsburgh Steelers

Zagraj to jeszcze raz, Ben. W Pittsburghu poprzedni sezon zaczął się od fali wznoszącej i bilansu 11-0, ale później Steelers przegrali cztery z pięciu ostatnich meczów sezonu zasadniczego, a następnie odpadli od razu w pierwszej rundzie play-offów. Końcówka obnażyła słabość ofensywy pod wodzą 39-letniego rozgrywającego. Ben Roethlisberger nie jest już tym zawodnikiem, który potrafił zagrozić rywalom długimi podaniami i swoim atletyzmem, a gdy do tego nie miał wsparcia gry biegowej, Steelers stali się łatwi do rozczytania.

Roethlisberger wraca jednak na swój 18. sezon w drużynie i przerobił swój kontrakt. Wiele wskazuje na to, że to będzie jego ostatni rok w Pittsburghu, a co za tym idzie zapewne w NFL. Grę biegową naprawić ma wybór Najee Harrisa w pierwszej rundzie draftu, jednak debiutant nie będzie miał tak mocnej linii ofensywnej, z jakiej Steelers słynęli we wcześniejszych latach. Ta formacja została przebudowana i brakuje jej głębi, ale przede wszystkim dawnych liderów jak Maurkice Pouncey, David DeCastro czy Alejandro Villanueva. Harris i Roethlisberger będą mieli przez to utrudnione życie.

Poziom wciąż trzyma obrona. Siedmioosobowy front dowodzony przez TJ'a Watta oraz Camerona Haywarda stracił wprawdzie Buda Dupree, ale wciąż jest w czołówce NFL. Za ich plecami Minkah Fitzpatrick wyrósł na czołowego safety ligi. Defensywa wciąż powinna sprawić, że Steelers może wystarczyć 20-24 punktów, by wygrywać większość spotkań, ale dzisiaj liga zmierza w innym kierunku. W Pittsburghu liczą, że dawne metody pozwolą odnieść sukces i ich „podłoga” jest dość stabilna. Mike Tomlin trenuje Steelers od 2006 roku i jeszcze nigdy nie miał ujemnego bilansu, dlatego mało kto przewiduje tu wielki spadek. Jeśli jednak regres formy Roethlisbergera będzie przyspieszał, a do tego pogorszy się linia, to sama obrona może nie pozwolić na powtórkę z zeszłego roku i awans do play-offów. Szczególnie w tak mocnej dywizji.

Baltimore Ravens

W poprzednim sezonie Ravens mieli najlepszy biegowy atak w NFL, za to najgorszy podaniowy pod względem efektywności. Ich atak stał się przez to jednowymiarowy, mimo że akcje biegowe wykonywało tam kilku zawodników na czele z rozgrywającym Lamarem Jacksonem. MVP ligi z sezonu 2019 znów przekroczył 1000 jardów dołem, ale musi udowodnić, że może być doskonałym podającym.

NFL - Baltimore Ravens v Tennessee Titans, Lamar Jackson
Fot. Andy Lyons/Getty Images

Wspomóc grę górą ma wybrany w pierwszej rundzie draftu Rashod Bateman i weteran Sammy Watkins w swoim czwartym klubie w NFL. Czy to wystarczy? Jackson chętnie też podaje do tight endów, więc nieco większe wsparcie skrzydeł może zrobić tutaj robotę. W grze biegowej nie będzie jednak JK'a Dobbinsa – drugoroczniak przez kontuzję straci cały sezon. Ważnym elementem tego, by takie zagrania okazywały się skuteczne jest jednak linia, a tę Ravens mają mocną, nawet po oddaniu Orlando Browna. Jedynym znakiem zapytania jest zdrowie Ronniego Stanleya – jednego z najlepszych blokujących w NFL, który wraca po poważnym urazie.

Wciąż mocna powinna być obrona. W lidze krąży żart, że kiedy po raz ostatni w Baltimore była słaba defensywa, w mieście grali jeszcze Colts (dla początkujących – Colts wynieśli się z Baltimore do Indianapolis w 1984 roku, a Ravens powstali 12 lat później). Gra tu być może najlepsza para cornerbacków w lidze – Marcus Peters i Marlon Humphrey – i linia zawsze dobrze kontroluje blok rywali. Nie ma tu może wielkich gwiazd i zawodników na 15 sacków w sezonie, ale jest silna rotacja i kilku bardzo solidnych weteranów. Nie można też zapominać o kopaczu, bo Justin Tucker zaczyna mieć argumenty, by wymieniać go wśród najlepszych w historii NFL. To wszystko sprawia, że Ravens w swój dobry dzień mogą pokonać każdego w lidze. Warunkiem na ten sezon jest jednak odnalezienie większej różnorodności.

Cleveland Browns

Po raz ostatni Browns wchodzili do play-offów dwa razy z rzędu w latach 1988-89. Jeśli w tym roku im się to nie uda, będziemy mówili o dużej niespodziance. Po długim czasie życia w smutku i braku nadziei fani w Cleveland oglądają wreszcie zespół zdolny do walki o najwyższe cele. Już poprzedni rok, kiedy w play-offach Browns nie tylko zagrali, ale potrafili pokonać Steelers i później toczyć mocno wyrównany bój z Kansas City Chiefs pokazał, że trzeba się z nimi liczyć. Teraz oczekiwania są jeszcze wyższe.

Dziwnie pisze się takie słowa, kiedy pamięta się nie tylko mizerię Browns sprzed 10-15 lat, ale nawet to, co działo się 3-4 sezony temu, jednak to dziś być może drużyna o największej głębi składu w konferencji AFC. Świetna linia ofensywna? Jest. Dwóch klasowych biegaczy? Owszem, Nick Chubb to ścisły top ligi, a Kareem Hunt byłby podstawową opcją co najmniej 10 ekip w NFL. Skrzydła? Proszę bardzo – wyjściowy duet Odell Beckham Jr. Jarvis Landry wspiera kilku młodych graczy, którzy będą mieli swoje znaczące role. Zestaw tight endów znów prezentuje się godnie.

Obrona to z kolei formacja oparta na dwóch filarach. Myles Garrett, jeden z czołowych kandydatów do miana obrońcy roku, oraz Denzel Ward dowodzą kolejno linii defensywnej i formacji secondary, a Browns zadbali o ich odpowiednie wsparcie. Rok temu obrona w Cleveland była 25. w NFL, co było efektem kontuzji i różnych innych absencji, ale teraz ma się to nie powtórzyć. Dwa pierwsze wybory w draftu przeznaczono na graczy do obrony. Jest także Jadeveon Clowney, który nigdy nie spełnił oczekiwań, jakie towarzyszą numerowi 1 w drafcie, jednak jako druga opcja obok Garretta powinien czuć się komfortowo.

Wszystko rozbija się więc o rozegranie. Baker Mayfield też był kiedyś „jedynką” draftu i zaraz rozpocznie czwarty sezon, a mało kto wymieniłby go wśród 10 najlepszych QB ligi. Pytanie tylko, czy Browns potrzebują kogoś takiego. Jeśli Mayfield utrzyma poziom powyżej przeciętnego w NFL, a w dobry dzień pokaże coś więcej, w Cleveland spokojnie można liczyć na minimum 10-11 zwycięstw. Pytanie tylko, co dalej, skoro zaraz trzeba dać mu nową umowę, a inny rozgrywający z jego draftu już podnoszą poprzeczkę (patrz: 258 mln dla Josha Allena). To jednak zmartwienie na przyszły rok, a jeżeli ten będzie udany, Browns nie będą się wahać i zaufają Mayfieldowi.

Cincinnati Bengals

Gdyby Bengals grali w słabszej dywizji, może mówilibyśmy o czarnym koniu. Przy AFC North musimy brać jednak poprawę na rywali. W ilu z sześciu meczów przeciwko Steelers, Ravens i Browns stać Bengals na wygraną? Wydaje się, że dwa to absolutne maksimum i najbardziej optymistyczne założenie. Jest jednak szansa na to, by dać fanom w Cincinnati trochę powodów do nadziei.

Na razie ta nadzieja nazywa się Joe Burrow i jest świeżo po rehabilitacji zerwanych więzadeł. Bengals nie przyłożyli się odpowiednio do zadania ochrony swojego rozgrywającego wybranego z numerem 1 rok temu i wiosna miała przynieść wzmocnienia w linii. Wyszło to... połowicznie, a może nawet gorzej. Burrow nadal będzie miał przed sobą przeciętnych blokujących i pesymistycznie nastawieni kibice drużyny (a takich po trzech dekadach głównie słabej gry i rozczarowań nie brakuje) już boją się o powtórkę z Carsona Palmera. Numer 1 draftu 2003 zapowiadał się świetnie, ale po zerwaniu więzadeł na początku kariery już nigdy nie osiągnął w Cincinnati tego, co mu przepowiadano.

Na szczęście Burrow ma wsparcie gdzie indziej. Bengals po cichu stworzyli bardzo ciekawą mieszankę graczy biegających i łapiących, z których najstarszy jest 26-letni Tyler Boyd. Dalej można się zastanawiać, czy wybór Ja'Marra Chase'a w pierwszej rundzie był lepszy niż np. Peneia Sewella, który był nadal do wzięcia, jednak Chase zna się z Burrowem z uczelni LSU i razem bili rekordy. Jeżeli 21-latek odbuduje to porozumienie ze swoim rozgrywającym, to za kilka lat w Cincinnati możemy oglądać czołowy duet QB-WR w lidze. O grę biegową dba Joe Mixon i tu kluczem jest zdrowie. Jeżeli ominą go urazy, zagwarantuje odpowiednie wsparcie.

Defensywa to nieco inna historia. W ataku wyraźnie to, co najlepsze, opiera się na zawodnikach wybranych w drafcie przez Bengals, za to obrona to nabytki z rynku. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że kilka z nich może być przepłaconych. Trzy najwyższe kontrakty w drużynie to Trae Waynes, DJ Reader i Trey Hendrickson pozyskani rok temu lub tej wiosny i muszą wypalić, by usprawiedliwić taki wydatek. Lepszymi nabytkami mogą być Chidobe Awuzie i Mike Hilton. Obaj kosztują Bengals rocznie dwie trzecie tego, co Waynes (wszyscy grają na pozycji cornerbacka), a mogą wnieść więcej jakości.

Tak czy inaczej w Cincinnati wiele rzeczy musi pójść po myśli zarządu, by ta drużyna osiągnęła coś więcej niż bilans z dwucyfrową liczbą porażek. Zdrowie Burrowa i Mixona to podstawa, a w tym pomóc musi linia ofensywna, która nie przekonuje. W obronie czas, by drogie transfery pokazały pełnię umiejętności. Bengals mają zwykle cierpliwość do trenerów, nawet jak nie idzie, jednak Zac Taylor zaczyna sezon na ciepłym stołku i musi udowodnić, że może rozwinąć ten zespół.

AFC EAST

Buffalo Bills

W poprzednim sezonie Bills wygrali aż 13 meczów, później odnieśli pierwsze od ćwierć wieku zwycięstwo w play-offach i dotarli aż do finału konferencji. To sprawia, że fanatyczni kibice w Buffalo mają tylko jedną myśl: Super Bowl. W finale ich zespół po raz ostatni grał w 1993 roku, kiedy kończył serię czterech z rzędu występów w Super Bowl. Problem jednak w tym, że wszystkie cztery z rzędu Bills przegrali i są jedynym takim klubem w historii NFL. Czy obecna wersja tej drużyny da miastu upragniony tytuł?

Zależeć to będzie od kilku czynników. Po pierwsze Josh Allen musi udowodnić, że poprzedni sezon to nie był jednorazowy błysk. Po słabej grze jako debiutant Allen rozwinął się nieco w drugim roku w NFL, by nagle w trzecim jego talent eksplodował. Mówimy o rozgrywającym, który zebrał kilka głosów na MVP – gdyby rok wcześniej ktoś to przewidział, zostałoby mu grzecznie zasugerowane, że powinien się przebadać. Allen tymczasem zrobił największy w historii NFL postęp pod względem celności podań, a zawsze mówiło się, że u tego typu rozgrywających to mankament nie do przeskoczenia. Każdy wiedział, że Allen ma talent i świetne warunki fizyczne, jednak nagle trafił w środowisko, w którym rozkwitł też pod innym względami.

NFL: Buffalo Bills - Josh Allen
Fot. Michael Reaves/Getty Images

To duża zasługa koordynatora Briana Dabolla i będzie to duża niespodzianka, jeżeli po sezonie 2021 Kanadyjczyk nadal będzie zajmował się ofensywą Bills, a nie pójdzie „na swoje”. Daboll należy do sztabu Seana McDermotta, który we współpracy z generalnym menedżerem Brandonem Beane'em od kilku lat buduje doskonałą drużynę. Rok temu nie bał się oddać wielu wyborów za Stefona Diggsa, a ten okazuje się jednym z najlepszych skrzydłowych NFL i m.in. za jego sprawą Allen tak się rozwinął. Świetnie wygląda też defensywa – oczko w głowie McDermotta. Wyjściowa jedenastka tej formacji jest być może najlepszą w całej NFL, a do tego dochodzi dwóch pass-rusherów wybranych w dwóch pierwszych rundach draftu, co poprawia głębię.

Bills mogą nie powtórzyć zeszłorocznego bilansu, bo terminarz nie jest łatwy i dobicie do granicy 13 zwycięstw ogólnie jest trudne, jednak mogą okrzepnąć i w rzeczywistości być jeszcze lepszą drużyną. Muszą też postarać się o jak najwyższe rozstawienie, by w play-offach przeciwko największym siłom AFC grać u siebie. To drużyna gotowa na tytuł, pod warunkiem, że Allen nagle nie wróci do swojej formy sprzed dwóch czy trzech lat.

Miami Dolphins

Rok temu Dolphins otarli się o play-offy i zgodne poczucie większości ekspertów było takie, że przyspieszyli proces rozwoju drużyny o rok. Gdyby bowiem zakręcili się wokół bilansu 7-9 i celowali w dwucyfrową liczbę zwycięstw teraz, to nikt nie miałby do nich pretensji i wręcz mówiłoby się o tym, że wszystko idzie zgodnie z planem. Dolphins tymczasem zwiększyli wymagania wobec samych siebie, bo osiągnęli bilans 10-6 i teraz wielu kibiców oczekiwać będzie play-offów.

W Miami wierzą w Tuę. Rozgrywający wzięty rok temu z numerem 5 draftu wskoczył do składu w trakcie poprzedniego sezonu i dziś w klubie przyznają, że źle to rozegrali. Tagovailoa przez całe lato był szykowany do roli zmiennika i zagrywki przygotowane były pod Ryana Fitzpatricka, czyli QB o zupełnie innym profilu. Decyzja o zmianie była tak zaskakująca, że nawet ofensywny koordynator Chan Gailey dowiedział się o niej z mediów i musiał nagle wywracać wszystko do góry nogami. To sprawiło, że Tua wszedł do ligi niemrawo, a na domiar złego świetnie spisywał się Justin Herbert w Los Angeles Chargers, którego ta drużyna wybrała w drafcie później. Stąd głosy o błędzie Dolphins i tym, że Tua nie prosperuje, jednak w Miami nie postawią na nim krzyżyka tak szybko.

Młody rozgrywający otrzyma wsparcie Do DaVante Parkera na skrzydłach dołączają wybór z pierwszej rundy Jaylen Waddle i pozyskany z rynku Will Fuller. Do tego jest tight end Mike Gesicki, doszły wzmocnienia w linii i Tua będzie miał za sobą trzyosobowy komitet biegaczy złożony z Mylesa Gaskina, Malcolma Browna i Salvona Ahmeda. Jest z kim pracować, choć po zmianie koordynatora przekonamy się, jak zbudowany będzie atak wokół Tuy. Na pewno jego potencjał jest większy niż to, co pokazał przed rokiem, dlatego dodatkowe treningi i pełna świadomość tego, że jest podstawowym rozgrywającym mają pomóc.

Ciekawie porobiło się w defensywie. Rok temu Dolphins byli aktywni w poszukiwaniu nabytków do tej formacji, a dziś... części z nich już nie ma. Trener Brian Flores pozbył się Shaqa Lawsona i Kyle'a van Noya, który wydawało się, że przychodzi jako potencjalny lider formacji. Rośnie za to bardzo mocne secondary, a przecież podstawą w dzisiejszym NFL jest skuteczna gra przeciwko podaniom. Czy to pozwoli na play-offy? Będzie trudno w silnej AFC, ale skoro z na wpół przygotowanym Tuą było blisko rok temu, to teraz cel się powinien przybliżyć. Jeśli nie, Dolphins mogą za rok szukać rozgrywającego, który będzie gwarantował wyższy poziom.

New England Patriots

Niespodziewanie to właśnie Patriots wydali wiosną najwięcej na rynku wolnych agentów, a później dołożyli rozgrywającego w pierwszej rundzie draftu i wysłali światu jasny sygnał – poprzedni sezon był tylko przejściowym, teraz znów chcemy się bić. W buty Toma Brady'ego wejść ma Mac Jones, absolwent Alabamy, który choć odstaje od prototypu dzisiejszego QB (biegającego i rzucającego równie skutecznie), to jest chwalony za fotograficzną pamięć i ma jedną cechę, której nie da się tak łatwo nauczyć debiutantów – celnie podaje.

Jones będzie podstawowym rozgrywającym Patriots po tym jak ci niespodziewanie pozbyli się Cama Newtona. Pracował będzie za nadal bardzo mocną linią ofensywną, ma do dyspozycji dobrą grę biegową, a w grze górą w Nowej Anglii pojawiło się mnóstwo nowych twarzy. Duet tight endów Jonnu Smith i Hunter Henry powinien pomagać młodemu QB. Na skrzydłach pojawili się Kendrick Bourne i Nelson Agholor, choć ta pozycja nadal nie prezentuje się zbyt okazale. Tak czy inaczej jest lepiej niż przed rokiem.

Las Vegas Raiders v New England Patriots
Fot. Adam Glanzman/Getty Images

Obrona to zawsze mocna strona Patriots i znów powinno tak być. W porównaniu do zeszłego roku wraca Donta' Hightower, który zrezygnował z gry z uwagi na COVID, a ponadto pozyskani zostali Davon Godchaux, Matt Judon i Jalen Mills z rynku oraz Christian Barmore i Ronnie Perkins poprzez draft. Poza tym dopóki stery trzyma Bill Belichick, to można oczekiwać w Nowej Anglii dobrej defensywy.

W zeszłym roku Patriots mimo gigantycznych problemów skończyli z bilansem 7-9. Jeśli teraz wrócą do play-offów, a do tego potrzebne będzie w AFC pewnie 11 zwycięstw, to nie powinno być zaskoczenia. Brady'ego już nie ma, jest za to Jones i nadal ten sam sztab trenerski z Belichickiem na czele. Doświadczony trener ma wiele do udowodnienia po poprzednim sezonie. A podrażnieni Patriots to Patriots najgorsi dla rywali.

New York Jets

Idzie nowe. W zielonej części Nowego Jorku poszli po rozum do głowy i pozbyli się trenera Adama Gase'a, którego zastąpił Robert Saleh. Popularny do tej pory defensywny koordynator San Francisco 49ers to obietnica poprawy, ale na Jets trzeba będzie zaczekać. Mowa o drużynie, która po raz ostatni w play-offach grała w sezonie 2010 – oczekiwanie od niej dobrej gry już teraz może nie być najlepszym pomysłem.

Saleh ma za zadanie zbudować mocną obronę, ale ta na starcie sezonu dostała strzał w kolano, bo najważniejszy jej nabytek, Carl Lawson, z uwagi na uraz ścięgna Achillesa straci cały sezon. Formacja obronna ma sporo luk i wydaje się, że przy odpowiednim rozwoju tej drużyny większości zawodników, z których będzie korzystał w tym sezonie Saleh, w Nowym Jorku już nie będzie, gdy defensywa nabierze za kilka lat odpowiedniego kształtu.

W ataku też się pozmieniało. Zach Wilson to nowy rozgrywającego, po którego Jets sięgnęli z numerem 2 draftu i który według wielu – ostatnio powiedział to choćby Tony Romo – ma niebywały potencjał. Na razie ma niewielkie doświadczenie i czeka go szybki przeskok do NFL, ale w klubie zadbali o wsparcie dla absolwenta BYU. Są nowi skrzydłowi – Corey Davis z rynku wolnych agentów i Elijah Moore z draftu. Mocno poprawia się linia, bo do wybranego rok temu w pierwszej rundzie Mekhiego Bectona doszedł Alijah Vera-Tucker. Ten duet z lewej strony może okazać się nierozłączny przez najbliższą dekadę.

Niecierpliwi nowojorscy kibice mogą patrzeć w przyszłość z optymizmem, ale ten sezon znów raczej trzeba będzie przeboleć. Jets wyraźnie odstają od rywali w dywizji i nawet tu będzie trudno o wygrane. Jeśli na koniec sezonu będzie ich około 6 czy 7, to i tak będzie znak, że idzie ku lepszemu.

AFC SOUTH

Tennessee Titans

Nie ma już ofensywnego koordynatora Arthura Smitha, który prowadził bardzo efektywny atak, nie ma też Jonnu Smitha i Coreya Davisa, ale Titans i tak w oczach wielu się wzmocnili. Wszystko dlatego, że na skrzydło pozyskali Julio Jonesa – jednego z najlepszych zawodników na swojej pozycji w XXI wieku. Lata już może nie te, ale absolwent Alabamy w zestawie z AJ'em Brownem na drugim skrzydle i biegaczem Derrickiem Henrym – ósmym w historii NFL, który przebił 2000 jardów w jednym sezonie – mogą być najlepszymi tego typu „trojaczkami” w lidze.

GettyImages-1197568674.jpg
Fot. Kathryn Riley/Getty Images

Za sznurki nadal pociąga Ryan Tannehill, który w Tennessee odbudował swoją karierę. Bez Smitha, za to z Jonesem, można spodziewać się trochę większego nacisku na grę podaniową, szczególnie, że Henry przez ostatnie lata dostawał tyle akcji, że można nabrać obaw o to, czy nie jest zwyczajnie „zajechany”. Do dyspozycji będzie też Taylor Lewan, czołowy liniowy NFL, który wraca po kontuzji. Jest więc nadzieja, że atak utrzyma swój wysoki poziom i nawet tyle może wystarczyć Titans do zwycięstwa w dywizji.

W szerszym rozrachunku liczyć się jednak będzie coś więcej, a jeżeli ta drużyna ma bić się z największymi siłami AFC w play-offach, to musi być lepsza w defensywie. Rok temu według wskaźników efektywności była to jedna z pięciu najgorszych formacji obronnych w NFL. Nie było presji na rozgrywających, dlatego słabo wychodziła obrona podaniowa. To ma naprawić pozyskanie Buda Dupree ze Steelers, ale czy on sam wystarczy? Na pierwszy rzut oka defensywa Titans znów nie przekonuje.

Jest tutaj kilka znaków zapytania, choć czysty talent powinien zapewnić w Teneessee dodatni bilans. Tyle w AFC South może wystarczyć do zwycięstwa, bo mowa tu bodaj o najsłabszej dywizji ligi, ale zespół Mike'a Vrabela marzy o czymś więcej. Jeśli Titans ominą problemy, w ich zasięgu jest nawet finał konferencji. Problemem jest jednak głębia składu i zależność od pojedynczych zawodników. Przeciwko tej ekipie mało komu gra się przyjemnie, ale w konferencji widać na dziś kilku większych faworytów.

Indianapolis Colts

Krótka piłka: ocena tego sezonu w Colts zależy wyłącznie od tego, jak wyjdzie im historia z Carsonem Wentzem. Ten rozgrywający jeszcze w sezonie 2017 wyglądał jak MVP, a w sezonie 2019 zaprowadził do play-offów zdziesiątkowanych kontuzjami Philadelphia Eagles i nagle rok temu coś się załamało. Wentz nie tyle miał kiepski sezon, co wręcz należał pod niemal każdym względem statystycznym do najgorszych QB ligi. Grał tak słabo, że Eagles szukali mu nowego klubu i tu trafili się Colts. W Indianapolis wierzą bowiem, że Wentza da się naprawić. Na miejscu jest trener Frank Reich, który pracował z nim w Eagles i w tych czasach 28-latek wypadał najlepiej.

Carson Wentz - Philadelphia Eagles
Fot. Mitchell Leff/Getty Images

Jeśli Wentz rozegra co najmniej 75% sezonu, to Colts oddadzą za niego pierwszą rundę draftu, więc inwestycja jest znacząca. Reszta drużyny musi w to wierzyć, bo jest gotowa do walki o najwyższe cele. Trochę nie przekonuje zestaw skrzydłowych, za to Wentz będzie miał wsparcie dobrej gry biegowej i chroniła go będzie jedna z najlepszych linii w NFL. W obronie brylują DeForest Buckner i Darius Leonard, a poza tym wzmocnił się pass-rush i nie widać wyraźnych dziur. Zresztą koordynator tej formacji Matt Eberflus już rok temu był kandydatem do tego, by samodzielnie kogoś objąć i w tym sezonie powinien potwierdzić papiery na bycie head coachem w NFL.

Colts od lat dobrze draftują i to... może być ich zmorą. Świetni gracze domagają się nowych kontraktów, a budżet nie jest z gumy. Chris Ballard to jeden z najlepszych generalnych menedżerów w NFL i ma oko do talentu, jednak stanie niebawem przed kilkoma trudnymi decyzjami. Stawiać na już gotowy kręgosłup czy liczyć się z utratą ważnych ogniw i szukać im zastępstwa? Tu znów dużo zależeć będzie od wyników, a o te w największej mierze musi zadbać Wentz. Jego ostatni sezon sprawia jednak, że mówimy o niewiadomej.

Houston Texans

Nawet nie wiadomo, od czego w przypadku Texans zaczął. Bo czego można oczekiwać od drużyny, z której Deshaun Watson – rozgrywający i największa gwiazda – najpierw chciał odejść, a później okazało się, że ciążą na nim poważne zarzuty dotyczące molestowania? Jaki cel można stawiać ekipie pozbawionej wyborów w drafcie, świeżo po zmianie trenera i z masą tanich nabytków na rocznych kontraktach? Doszliśmy do momentu, w którym szokiem będzie, jeśli Texans nie będą za rok wybierać w TOP2 draftu – oczywiście zakładając, że Watson już dla nich nie zagra.

Tu naprawdę trudno o powody do optymizmu. Generalny menedżer Nick Caserio i blisko współpracujący z nim Jack Easterby uznawani są w lidze za ludzi niegodnych zaufania. Trenerem został David Culley – 66-latek, który mimo dużego doświadczenia w NFL był raczej anonimowym szkoleniowcem – i został wrzucony na minę. Za rok równie dobrze może go już w Houston nie być, podobnie jak pewnie około 2/3 składu. Jeśli Watson będzie mógł grać (i nie odejdzie z Texans), może uda się wygrać tej ekipie pięć meczów. Jeśli nie, to może się skończyć bardzo brzydko.

Jacksonville Jaguars

Witaj, złoty chłopcze. Jacksonville Jaguars istnieją od 1995 roku i nie będzie to wielką przesadą, jeśli stwierdzimy, że takiego zawodnika jak Trevor Lawrence jeszcze w tej drużynie nie było. Paru bardzo dobrych futbolistów się wprawdzie przez ten czas przewinęło, ale w tym przypadku mówimy o talencie, któremu od 14. roku życia przepowiadano wybór z „jedynką” draftu. Otwarta pozostawała kwestia tego, kiedy się to stanie i kto okaże się szczęśliwcem. Odpowiedzi po latach brzmią: wiosna 2021, Jaguars.

Trevor Lawrence
Fot. Ezra Shaw/Getty Images

Lawrence oczywiście sam nie uzdrowi ekipy, która rok temu wygrała pierwszy mecz sezonu, a potem przegrała 15 następnych. Wygląda jednak na to, że nie będzie musiał. Nowy trener Urban Meyer dostał kilka ciekawych nabytków na rynku, a w drafcie poza rozegraniem wzmocnił linię ofensywną oraz obronę. Lawrence nie ma wprawdzie w ataku nikogo, kto zdejmie z niego presję i nie widać tu wiodącej postaci, jednak jest zestaw opcji, które dla debiutanta mogą być w sam raz. Marvin Jones, DJ Chark i Laviska Shenault to solidne trio skrzydłowych. Gra biegowa nawet bez kontuzjowanego Travisa Etienne'a powinna prezentować się nieźle, szczególnie, że James Robinson wyskoczył w zeszłym sezonie znienacka i miał świetne liczby.

Dywizja sprawia, że Jaguars mogą skraść kilka zwycięstw. Terminarz też nie jest taki zły, ale to trochę jak z Jets – nawet bilans w okolicy 6-11 czy 7-10 to będzie powód do radości. Jaguars od lat marnują wysokie wybory, a NFL będzie nowością nie tylko dla Lawrence'a, ale i Meyera. Jego CV na poziomie akademickim robi ogromne wrażenie, jednak liga zawodowa to inna para kaloszy. Zalecany jest więc umiarkowany optymizm.

AFC WEST

Kansas City Chiefs

Uczestnicy dwóch ostatnich Super Bowl nie zamierzają się nigdzie wybierać, jednak tym razem celują w to, by sezon skończył się tak, jak w lutym 2020, a nie 2021 roku. Chiefs zostali rozbici w finale przez Tampa Bay Buccaneers i choć zawsze śmiejemy się, że zapowiedź „wyciągnięcia wniosków z porażki” to pomeczowy frazes, to w Kansas City rzeczywiście to zrobili.

Powodem porażki z Buccaneers była krótka ławka rezerwowych na linii ofensywnej. Patrick Mahomes potrafi dobrze uciekać przed obrońcami i rzucać pod presją, ale nie jeżeli jest tak przez cały mecz. Blok niemal nie istniał, dlatego Chiefs zainwestowali nie tylko w pierwszym garnitur, ale też poprawili głębię w formacji. Orlando Brown i Joe Thuney z miejsca mogą stworzyć jedną z najlepszych lewych stron w NFL. Na pozycji środkowego jest wybrany w drafcie Creed Humphrey. Na prawej stronie z kolei powraca po opt-oucie Laurent Duvernay-Tardif, a w naborze doszedł Trey Smith, który nieoczekiwanie spadł do szóstej rundy. Leczy się również Kyle Long, który wznowił karierę.

Poza tym ofensywa nadal gwarantuje liczby jak z PlayStation. Mahomes ma na skrzydle najszybszego skrzydłowego NFL Tyreeka Hilla, a po drugiej stronie biega niewiele wolniejszy od niego Mecole Hardman. Tight end Travis Kelce to pewniak. Ma za sobą pięć z rzędu sezonów, w których przekroczył 1000 jardów – to pierwszy taki gracz na tej pozycji w historii ligi. W grze biegowej siły będą się rozkładać między kilku graczy, jednak w KC mają nadzieję, że zeszłoroczny wybór z pierwszej rundy Clyde Edwards-Helaire jeszcze się rozwinie. Za sterami poza tym i tak jest Andy Reid, więc o kreatywność i efektywność można być spokojnym.

Andy Reid i Patrick Mahomes
Fot. Scott Winters/Icon Sportswire via Getty Images

Defensywa „jedzie” na plecach kilku filarów: liniowych Franka Clarka i Chrisa Jonesa oraz safety Tyranna Mathieu. Dobry sezon debiutancki miał również L'Jarius Sneed, a mało kto oczekiwał tego po wyborze z czwartej rundy draftu. Siłą Chiefs jest również doskonały kopacz – Harrison Butker – i formacje specjalne w ogóle. Hardman, a od czasu do czasu również Hill są potencjalnym zagrożeniem przy akcjach powrotnych. Punkty mogą więc wpadać z kilku źródeł.

Chiefs nie mają wielu dziur, choć przydałoby się wzmocnić linebackerów i poprawić nieco głębię na skrzydłach. Hill to elitarna opcja, ale jego koledzy na tej pozycji już nie. To jednak dobrze maskuje Kelce i indywidualne umiejętności Mahomesa. Sezon zasadniczy wydłużony został do 17 meczów i lider KC ma najpoważniejsze szanse, by jako pierwszy przebić granicę 60 przyłożeń w jednych rozgrywkach. Dotychczasowy rekord w 16-meczowym sezonie to 55, ustanowił go Peyton Manning w 2013 roku.

Chiefs rośnie jednak mocna konkurencja w konferencji. Droga do rozstawienia jest coraz trudniejsza, a w play-offach czekać może wiele pułapek. Ta ekipa jednak za każdym razem pod wodzą Mahomesa dochodziła minimum do finału konferencji, więc ma stabilizację na bardzo wysokim poziomie. Nic dziwnego, że według wyliczeń Las Vegas to ona jest faworytem do zgarnięcia w tym sezonie Super Bowl.

Las Vegas Raiders

Drużyna-zagadka. Jon Gruden prowadzi Raiders od sezonu 2018 i dokonuje drugiej w tym czasie gruntownej przebudowy. Tej wiosny pozbyli się m.in. trzech podstawowych liniowych ofensywnych, a to ta formacja była do tej pory najlepszą w zespole. Zastępstwo znaleziono w drafcie, sięgając po Alexa Leatherwooda w pierwszej rundzie. Poza tym w naborze i na rynku było widać nacisk na obronę. Czy to w końcu ustawi ekipę z Las Vegas na drodze do sukcesu?

Raiders Grudena jeszcze nie mieli dodatniego bilansu i od zakończenia sezonu 2002 ten zespół tylko raz awansował do play-offów. Trener jest jednak bezpieczny, przecież podpisywał 10-letni kontrakt. Stołek grzeje się za to być może pod generalnym menedżerem. Mike Mayock doskonale wypadał jako analityk i ekspert draftu w telewizji, jednak na razie idzie mu w kratkę.

GettyImages-1195640195.jpg
Fot. Harry How/Getty Images

W Las Vegas jest jednak talent. Derek Carr miał być dwa-trzy lata temu największym problemem Raiders, tymczasem nadal tu jest i teraz wydaje się, że zespół ma dużo bardziej pilne potrzeby. To rozgrywający, który gwarantuje ponadprzeciętny poziom, a w bardzo dobry dzień potrafi naprawdę ponieść zespół. Wszyscy czekają na rozbłysk Henry'ego Ruggsa, jako slot receiver rozpycha się w lidze Hunter Renfrow, a tight end Darren Waller po życiowych przejściach należy dziś do TOP3 na swojej pozycji.

W obronie potencjał ma linia z Yannickiem Ngakoue, Maxxem Crosbym, Jonathanem Hankinsem, Geraldem McCoyem czy Clelinem Ferrellem, którego Raiders wzięli z numerem 4 draftu dwa lata temu. Jeśli nowe nabytki, jak cornerback Casey Hayward czy debiutant na pozycji safety Trevon Moehrig, wypalą, to zespół zyska wiele. Rok temu skończył z bilansem 8-8 mimo że miał piątą najgorszą obronę ligi. Mayock zapowiada: ten sezon musi się skończyć awansem do play-offów. W trudnej AFC Raiders wciąż jednak mają mocno pod górę.

Los Angeles Chargers

Justin Herbert miał być najbardziej „boom or bust” rozgrywającym draftu 2020 i okazało się, że w LA jego talent eksplodował. Absolwent Oregon wyglądał jak rasowy QB od pierwszego meczu, a przecież Chargers trzymali go na początku na ławce i do składu wskoczył, bo Tyrod Taylor przyjmował zastrzyk w klatkę piersiową i lekarz... przebił mu igłą płuco.

Płynne przejście z ery Philipa Rivers w erę Herberta zbiega się ze zmianą trenera. Anthony Lynn latami miał problemy z zarządzaniem meczem i w końcówkach marnował czas oraz przerwy na żądania. Jego zespół często trwonił prowadzenie i przegrywał. Gdy do tego doszły niemal tradycyjne w Chargers problemy zdrowotne, to okazało się, że bilans na koniec sezonu wyniósł 7-9. Lynna już nie ma, jest za to Brandon Staley, dotychczasowy defensywny koordynator grających na tym samym stadionie Los Angeles Rams.

NFL: Los Angeles Chargers - Brandon Staley
Fot. Ronald Martinez/Getty Images

Staley przejmuje bardzo zdolną obronę. Joey Bosa czy Derwin James to supergwiazdy NFL, ale muszą być zdrowi. Ten drugi przez ostatnie dwa lata wystąpił w ledwie pięciu z 32 spotkań sezonu zasadniczego. Bosa opuścił cztery mecze w poprzednich rozgrywkach i dziewięć w sezonie 2018. W ataku Chargers z kolei mocno zainwestowali w linię, sięgając po Coreya Linsleya z rynku i Rashawna Slatera w drafcie, bo zdają sobie sprawę, że Herberta trzeba chronić jak oka w głowie. Atak z nim, Austinem Ekelerem w roli biegacza, pozyskanym tight endem Jaredem Cookiem oraz parą skrzydłowych Keenan Allen i Mike Williams ma kim straszyć.

To sprawia, że Chargers znów wyrastają do roli czarnego konia. Niektórzy mówią, że kolejny raz się nie nabiorą, bo można odnieść wrażenie, że tę ekipę co roku stawia się w tym gronie. Zawodzi najczęściej zdrowie, więc to podstawa. Jeśli jednak pech ominie zespół z LA i Herbert nie zaliczy dołka, to naprawdę może być ekipa na dwucyfrową liczbę zwycięstw. Pytanie tylko, jak udźwignie to trener-debiutant Staley, który nawet jako koordynator miał do tej pory niewielkie doświadczenie.

Denver Broncos

Gdyby Broncos mieli lepszego rozgrywającego, byliby wymieniani w gronie najpoważniejszych ekip w AFC. Pozycję QB obsadzi jednak Teddy Bridgewater, który wygryzł wchodzącego w trzeci sezon w lidze Drew Locka i to wyraźnie obniża sufit możliwości tego zespołu.

W Denver jest tercet skrzydłowych z potencjałem – Courtland Sutton, Jerry Jeudy oraz Tim Patrick. Noah Fant to rozwijający się tight end. Poprawiła się gra linii. Melvin Gordon i Javonte Williams to solidny duet biegaczy. Obrona? Shelby Harris i przyzwoita rotacja w linii, Von Miller i Bradley Chubb szarżujący na rozgrywającego, a za nimi znakomita secondary, do której dodano jeszcze Patricka Surtaina II w drafcie. Nawet kopacz Brandon McManus to jedno z najsilniejszych kopyt w NFL. I tylko ten nieszczęsny rozgrywający...

Vic Fangio rozpoczyna trzeci sezon w roli trenera głównego Broncos i jak do pory kończył je z bilansami kolejno 7-9 i 5-11. Tendencję spadkową można poniekąd wytłumaczyć kontuzjami, jednak najwyższy czas zacząć wygrywać. Wzięcie Bridgewatera i potem postawienie na niego w rywalizacji z Lockiem było w pełni świadome i Broncos pominęli w drafcie Justina Fielda oraz Maca Jonesa. Jeśli ten plan nie wypali, Fangio może w Denver nie być. Szczególnie, że wiosną pojawił się nowy generalny menedżer George Paton, a to zawsze znak, że może się szykować jakaś zmiana.

*****

NFC

NFC NORTH

Green Bay Packers

Aaron Rodgers narobił trochę szumu w przerwie między rozgrywkami, ale wrócił do Green Bay. Wiele jednak wskazuje na to, że zobaczymy ostatni taniec 37-latka w barwach Packers. Rodgers to aktualny MVP, dlatego jeśli patrzymy tylko na to, co tu i teraz, znów trzeba rozpatrywać jego zespół jako jednego z kandydatów do tytułu.

Rodgers ma do dyspozycji bodaj najlepszego obecnie skrzydłowego ligi Davante Adamsa. Głównym biegaczem jest Aaron Jones, a jego zmiennik AJ Dillon otrzyma więcej piłek niż do tej pory. Odkryciem poprzedniego sezonu w ofensywie Packers okazał się tight end Robert Tonyan. Ponadto wraca stary kumpel Rodgersa Randall Cobb. Znakiem zapytania jest poniekąd linia – David Bakthiari to najlepszy left tackle ligi, ale wraca po poważnej kontuzji. Odszedł również Corey Linsley.

Green Bay Packers - Aaron Rodgers
Fot. Stacy Revere/Getty Images

Tym wszystkim kieruje Matt LaFleur, który w obu pierwszych sezonach doprowadził zespół do finału konferencji, a w sezonie zasadniczym przegrał jedynie sześć meczów. Jakiekolwiek plotki o tym, że miałby nie dogadywać się z Rodgersem były kompletnie rozdmuchane. Rozgrywający ma nie po drodze z zarządem, ale współpracę z trenerem sobie chwali. Poza tym trzyma szatnię. Jeżeli do tego uda się Packers poprawić defensywę, w której nie brakuje mocnych jednostek jak Za'Darius i Preston Smithowie, liniowy Kenny Clark, czołowy cornerback ligi Jaire Alexander i bardzo dobra para safety Adrian Amos i Darnell Savage, to mowa o ekipie na miarę mistrza.

Sufit tego zespołu wciąż jest wysoko. W dywizji też nie widać, by ktokolwiek miał im zagrozić. Packers ruszają po drugie w karierze Super Bowl dla Rodgersa, a resztą zajmą się po sezonie. Już w zeszłym sezonie rozgrywający GB zmienił swoje podejście i wydaje się, że zyskał w oczach kibiców, a za tym poszła dobra gra. Obserwowanie tego zespołu to jedna z najciekawszych historii tego sezonu NFL.

Chicago Bears

Można odnieść wrażenie, że po raz ostatni kibice Chicago Bears byli tak podekscytowani, kiedy ich zespół docierał do Super Bowl w sezonie 2006. Wszystko za sprawą wyboru Justina Fieldsa z numerem 11 w draftu. Rozgrywający z Ohio State jeszcze jesienią był pewniakiem do TOP3, jednak zsunął się, co Bears wykorzystali, wymieniając się z New York Giants i przeskakując z 20. pozycji. Dla klubu, który historycznie miał bardzo często problemy z rozegraniem, to potencjalny złoty los na loterii.

Na razie jednak zegar nie zaczął odliczać ery Fieldsa, bo rozgrywającym Bears przynajmniej na początku sezonu będzie doświadczony Andy Dalton. Wszyscy zdają sobie jednak sprawę, że kwestią czasu jest zmiana. Trener Matt Nagy zapowiada, że nie będzie za wszelką cenę stawiał na debiutanta, ale znając historię Daltona można przewidywać, że nadarzy się odpowiednia okazja. Za przeczekaniem przemawia też według niektórych fakt, że linia ofensywna Bears to nadal wielki bałagan i szkoda narażać zdrowie przyszłości klubu.

W poprzednim sezonie w Chicago dzięki dobrej końcówce udało się dobić do bilansu 8-8 i wejść do play-offów, jednak to dziś zespół w rozkroku, szczególnie, że pozbył się wyboru w przyszłorocznej pierwszej rundzie draftu. Defensywa wciąż opiera się na dużych nazwiskach jak Khalil Mack, Akeem Hicks, Eddie Goldman, Roquan Smith czy Eddie Jackson, ale ogólnie wydaje się słabsza niż kilka sezonów temu. W ataku Dalton i Fields będą mieli bardzo dobrego, choć nieco niedocenianego skrzydłowego Allena Robinsona, a także ciekawie zapowiadający się duet biegaczy David Montgomery i Damien Williams.

Na niekorzyść Bears gra terminarz. Ten jest w ogóle dla NFC North bardzo trudny, bo zakłada mecze przeciwko AFC North oraz NFC West, bodaj najlepszymi dywizjami swoich konferencji. O awans do play-offów może być więc trudno. Jeśli Bears tam nie wejdą, to zobaczymy, czy Nagy wyborem Fieldsa zyskał trochę czasu, czy przeciwnie – nałożył na siebie większą presję.

Minnesota Vikings

Patrząc na przedsezonowe typy, drużyna o największych „widełkach”, w jakich może skończyć sezon w tej dywizji. Vikings bowiem od lat tkwią w czymś rodzaju futbolowego czyśćca – odkąd prowadzi ich Mike Zimmer, nigdy nie mieli bilansu gorszego niż 7-9 (rok temu, a wcześniej w pierwszym sezonie tego trenera w 2014), do play-offów częściej nie awansowali (cztery razy) niż im się to udawało (trzy). Są za słabi, żeby rywalizować z elitą, ale za dobrzy, by spaść nisko i dokonywać gruntownej przebudowy. Przez to często sie łudzą, że są o krok lub dwa od gry o najwyższe cele i kręcą się w kółko.

Vikings w poprzednim sezonie mieli gigantyczne problemy z defensywą, która po raz pierwszy za kadencji Zimmera grała poniżej ligowej średniej. Złożyły się na to kontuzje, bo nie grał najlepszy pass-rusher zespołu Danielle Hunter, Anthony Barr wystąpił w dwóch spotkaniach, Eric Kendricks opuścił ich pięć, a jedyny nabytek drużyny liniowy Michael Pierce zrezygnował z gry (opt-out). Teraz ci wszyscy gracze są zdrowi, a pozycja cornerbacka – zdecydowana pięta achillesowa drużyny – została przebudowana. Patrick Peterson przychodzi po dekadzie w Arizona Cardinals, a z drugiej strony grał będzie Bashaud Breeland. Harrison Smith to także czołowy safety w lidze. To może być mocna obrona, ale nie może mieć ubytków. Brakuje jej bowiem głębi.

Atak Vikings jest efektywny. Kirk Cousins rozpala niejedną dyskusję, ale to po prostu rozgrywający, który gwarantuje ponadprzeciętny poziom. Nie jest wirtuozem gry, jednak jeżeli ofensywa jest dobrze pod niego skrojona, potrafi wykręcać dobre statystyki. Cousins podaje do Justina Jeffersona, który pobił debiutancki rekord w liczbie jardów w sezonie NFL, oraz Adama Thielena – dawnego skrzydłowego nr 1 w drużynie. To po cichu jeden z lepszych duetów w NFL. Problem jednak w tym, że za nimi jest posucha. Motorem napędowym ataku i tak będzie Dalvin Cook, jeden z czterech-pięciu najlepszych biegaczy ligi. Poprawić musi się również linia, w którą Vikings regularnie inwestują wysokie wybory w drafcie, a wciąż spisuje się przeciętnie.

Trudno przewidzieć, co wydarzy się w tym sezonie, bo w Minnesocie może być naprawdę różnie. Jeżeli atak będzie potrafił regularnie zdobywać punkty, a obrona wróci na dawny poziom, to Vikings mogą być w play-offach. Trudno się jednak oprzeć wrażeniu, że ten zespół siedzi na beczce prochu, a podpalić ją może trudny terminarz. Fani się niecierpliwią, a kluczowe postaci drużyny się starzeją. Kolejny taki sam sezon jak do tej pory i finisz w okolicach 8-9 zwycięstw może spotęgować frustrację.

Detroit Lions

Fani Lions woleliby nie słyszeć tych słów co trzy-cztery lata, ale drużyna znów zaczyna przebudowę. Nowym trenerem został Dan Campbell, wiosną oddano do Los Angeles Rams rozgrywającego Matthew Stafforda po 12 latach gry w Detroit, a w odwrotną stronę powędrował Jared Goff i dodatkowe wybory w drafcie. Lions stawiają więc na przyszłość i Goff wydaje się tylko opcją przystankową.

Lions zaczynali ten sezon z masą potrzeb i w drafcie podeszli do tematu na zasadzie wyboru najlepszego dostępnego talentu. Gdy zsunął się do ich siódmego wyboru left tackle Penei Sewell, trenerzy oszaleli z radości. Widać, że Campbell chce budować drużynę od obu linii, co jest solidną inwestycją. Budowa takiego fundamentu zaprocentuje w kolejnych latach. Błysk w ataku ma zapewnić duet biegaczy D'Andre Swift i Jamaal Williams, a także tight end TJ Hockenson. Skrzydła to wyraźny słabszy punkt.

W obronie jest kilku ciekawych graczy, którzy już pokazywali się z bardzo dobrej strony, a do tego ci z nieodblokowanym potencjałem. Tu kłania się szczególnie Jeff Okudah, cornerback wybrany z numerem 3 draftu 2020. Ta obrona od lat radzi sobie słabo i pod względem efektywności należała do najgorszych w poprzednim sezonie, dlatego tu wszystko zajmie trochę czasu. Lions stać na kilka niespodzianek, jednak wiele wskazuje na to, że znów wiosną będą wybierać wysoko w drafcie.

NFC EAST

Washington Football Team

Wciąż bezimienna drużyna z Waszyngtonu rok temu wygrała dywizję, mimo że wystarczył jej do tego bilans 7-9. W play-offach odpadła już w pierwszej rundzie przeciwko późniejszym mistrzom, Tampa Bay Buccaneers, jednak na ich tle nie zaprezentowała się źle i długo stawiała opór. Nie brakuje więc głosów, że poprawa bilansu i powtórzenie pierwszego miejsca w NFC East to nie są dziś wygórowane oczekiwania.

Washington wzmocnił się w ofensywie. Ryan Fitzpatrick kontynuuje swoje kino drogi w NFL i został nowym rozgrywającym zespołu. W trakcie tego sezonu Fitzmagic skończy 39 lat, ale takiej szansy jeszcze w karierze nie miał. W latach 2009-12 dowodził wprawdzie niezłymi Bills, nieźle spisał się w Texans i w pierwszym sezonie w Jets, a teraz przychodzi z Dolphins (WFT to w ogóle jego 9. klub w NFL), jednak nigdzie nie zastawał tak dogodnych warunków do pracy. Na skrzydłach ma młody i zdolny duet Terry McLaurin i Curtis Samuel, rozwinął się tight end Logan Thomas, a duży potencjał pokazał biegacz Antonio Gibson. Linia również prezentuje się solidnie.

Siłą WFT ma być jednak defensywa, oczko w głowie trenera Rona Rivery. Talent aż kipi – Chase Young, Da'Ron Payne, Jonathan Allen i Montez Sweat to jedna z najlepszych defensywnych linii w lidze, za ich plecami środek pola ma czyścić linebacker z pierwszej rundy draftu Jamin Davis, a secondary ma kilka znaków zapytania, choć tercet Landon Collins, Kendall Fuller i William Jackson III jest lepszy od niejednego wyjściowego zestawu w NFL.

Waszyngton niezależnie od wyników w pierwszej części sezonu i tak będzie rozdawał karty w NFC East. Powód? Pięć ostatnich meczów tego zespołu to starcia wewnątrz dywizji. W najgorszym wypadku WFT będzie wtedy psuł plany rywalom, a w najlepszym sam po ich głowach wspinał się do play-offów. Fitzpatrick w trybie YOLO, piekielnie mocna defensywa, doświadczony trener, który podejmować ryzyko, a do tego młodość i szybkość w ataku? Brzmi jak całkiem dobry przepis na niespodziankę.

New York Giants

Jedna z najbardziej aktywnych drużyn w czasie free agency chce namieszać w stawce. Rok temu w pierwszym sezonie Joe Judge'a plany popsuły m.in. zerwane więzadła Saquona Barkleya i Giants na zwycięstwo w dywizji czekają od 2011 roku. Teraz przy dobrych wiatrach mogą o to powalczyć, choć spełniony musi być jeden podstawowy warunek.

Mowa o postawie Daniela Jonesa. Giants nieco zaskoczyli, gdy wybrali go wysoko w drafcie 2019 i jak na razie pierwsza dwa lata jego gry to przebłyski pomieszane dość często ze stratami. Jones zaliczył ich w sumie aż 51 – 29 poprzez fumble i 22-krotnie rzucając do przeciwnika. To poziom nie do zaakceptowania w NFL. Niepokojące jest również to, że Giants w poprzednim sezonie Jonesa zdobywali średnio 17.4 punktów na mecz poprzez swój atak. Po pierwsze – to mniej nawet od Jaguars, którzy skończyli z najgorszym w NFL bilansem 1-15. Po drugie – to mniej niż w debiutanckim sezonie Jonesa (19.7 pkt).

Jones dostał nowe zabawki. Barkley jest zdrowy, pozyskany został bardzo dobry skrzydłowy Kenny Golladay z Detroit Lions, a także weteran Kyle Rudolph na pozycję tight enda. W drafcie Giants zeszli w wymianie z Chicago Bears i zgarnęli kolejnego WR, drobnego Kadariusa Toneya. Wciąż niepewna jest jednak linia. Potencjał na TOP10 ligi ma za to defensywa. Szczególnie dobrze prezentuje się ostatnia linia z Jamesem Bradberrym i Adoree Jacksonem na pozycji CB oraz tercetem safety Jabrill Pepppers, Logan Ryan i Xavier McKinney. Ta formacja może dać zespołowi parę dodatkowych zwycięstw, ale zasada jest prosta – albo Jones wykorzysta potencjał swoich broni i się rozwinie, albo będzie hamował ofensywę NYG i ci za rok poszukają jego zastępcy.

Dallas Cowboys

Czy to ten sezon? Fani Dallas Cowboys wstydzą się tej wyliczanki, ale ich drużyna po raz ostatni w Super Bowl w sezonie 1995. Od tego czasu grała w play-offach 10 razy i wygrała w nich zaledwie cztery spotkania. Nie dotarła już nawet do finału konferencji – w tym czasie nie udało się to również Cleveland Browns, Detroit Lions, Cincinnati Bengals, Waszyngtonowi, Miami Dolphins i Houston Texans (choć ci powstali w 2002 roku). A przecież żadna z tych drużyn nie może rywalizować z Cowboys pod względem popularności i liczby fanów.

Przed sezonem Cowboys znów byli na językach za sprawą udziału w programie HBO Hard Knocks i wielu oczekuje od nich poprawy. Rok temu pogruchotana kostka Daka Prescotta zatrzymała ich przed osiągnięciem dużych rzeczy, a teraz rozgrywający dostał nowy kontrakt i jest w pełni zdrowy. Początek minionych rozgrywek przed urazem miał doskonały i wyglądał jak QB z ligowego TOP5. Pomaga mu fakt, że podaje do takich skrzydłowych jak Amari Cooper, CeeDee Lamb i Michael Gallup. To być może najlepsze takie trio w NFL. No i nie można zapominać, że jest czołowy biegacz ligi Zeke Elliott.

Atak liczy więc na powrót w pełni sił i kontynuację, za to defensywa wymagała napraw. Jest nowy koordynator – Dan Quinn do tej pory był trenerem głównym Atlanta Falcons, ale schodzi o szczebel niżej, tak samo jak w czasach, gdy dowodził jako defensywny koordynator słynnym Legion of Boom w Seattle. Cowboys oddawali za dużo punktów i położyli nacisk na poprawę obrony, choć na razie to wciąż trwający proces. Micah Parsons, wybór z pierwszej rundy draftu, może od pierwszego dnia rzucać się w oczy, dużo zależy od zdrowia Demarcusa Lawrence'a, ale martwi chociażby secondary. Jest też nadwyżka linebackerów. Zespoły w NFL najczęściej dziś grają na tej pozycji dwójką, a Cowboys mają co najmniej pięć solidnych opcji.

Jak zawsze drużynie z Dallas towarzyszą duże oczekiwania i uwaga mediów, dlatego będzie o nich głośno niezależnie od scenariusza. Do tego w NFL zdążyliśmy przywyknąć, bo choć wyniki są takie, jak przytoczone na początku opisu, to właściciel i swoisty król-słońce Cowboys Jerry Jones nie schodzi z nagłówków. Teraz przed sezonem stwierdził, że zrobiłby niewyobrażalne rzeczy, by znów świętować Super Bowl. Zobaczymy, do czego są w takim razie zdolni gracze, którym płaci.

Philadelphia Eagles

W zgodnej opinii większości ekspertów najsłabsza drużyna dywizji. Niektórzy mówią nawet, że Eagles mają jeden z gorszych składów w lidze. Brzmi to uderzająco, skoro mowa o klubie, który jeszcze w lutym 2018 roku paradował po ulicach Filadelfii z trofeum za Super Bowl. Wydaje się jednak, że to początek długiej przebudowy – szczególnie sugeruje to wybór 39-letniego Nicka Sirianniego na stanowisko trenera głównego.

Z drużyny słychać głosy, że Eagles mają ochotę napsuć innym krwi. Podobno świetnie na treningach prezentuje się Jalen Hurts. Zeszłoroczny wybór z drugiej rundy draftu posadził Carsona Wentza na ławce, a potem wygnał z drużyny i dziś samodzielnie przejmuje stery. To dla niego duża szansa. Jak na razie ma nietypową karierę w NFL i wcześniej w NCAA, gdzie zmieniał szkoły i to jego wysadzali z siodła zmiennicy, a teraz nie ma nic do stracenia. Swoją drogą – z nim, pozyskanym w wymianie z Jaguars Gardnerem Minshew oraz weteranem Joe Flacco Eagles mają jeden z najbardziej memicznych zestawów rozgrywających w NFL.

Atutem Eagles są obie linie. Zarówno w ofensywnej, jak i w defensywnej robi wrażenie kilka nazwisk. Reszta składu ma obiecujące postaci, jednak wyraźnie brakuje tutaj głębi. Trudno było ją zbudować, bo nikt w tym sezonie nie wypłaca tak wielu „martwych pieniędzy”, czyli tych zobowiązań w salary cap, które Eagles zalegają zawodnikom, jakich pozbyli się przed końcem spłaty gwarantowanych kwot w umowie. Dopiero w przyszłym roku można oczekiwać więc od nich prawdziwej poprawy i większych wzmocnień. Na razie Philly to niewiadoma z potencjałem na to, by w dobry dzień pokonać kogoś silniejszego.

NFC SOUTH

New Orleans Saints

W Nowym Orleanie zaczyna się nowa era. Karierę zakończył Drew Brees, a jego następca oficjalnie ogłoszony został Jameis Winston, który wygrał rywalizację o to miano z Taysomem Hillem. Zespół wciąż prowadzi Sean Payton, ale po raz pierwszy zrobi to bez Breesa.

Obaj zaczynali w Saints w 2006 roku i wygrali wspólnie jedno mistrzostwo, jednak z wiekiem rozgrywający zaczynał ograniczać możliwości tej ofensywy. Szczególnie widać było coraz mniejszą siłę rzutu i Brees w ostatnich pięciu latach miał najniższą średnią jardów na próbę podaniową. Pod tym względem Winston to jego zupełne przeciwieństwo – w tym czasie jego średnia była najwyższa. Jego problemem zawsze były jednak straty. „Legendarny” sezon, w którym podał 30-krotnie w ręce rywali był również tym, w którym przebił 5000 jardów jako jeden z ledwie ośmiu rozgrywających w historii NFL i rzucił na 33 przyłożenia.

Drew Brees
Fot. Jonathan Bachman/Getty Images

Winston daje więc tej ofensywie element nieprzewidywalności – zarówno w dobrym, jak i w złym znaczeniu. Zobaczymy, czy rok obserwowania Breesa z ławki zaprocentuje, bo dawny numer 1 draftu nadal ma spory potencjał i Payton może ulepić z niego ciekawą opcję. Na starcie sezonu nie będzie miał jednak Michaela Thomasa. Skrzydłowy przeszedł operację kostki i wróci najwcześniej po siedmiu kolejkach. Poza nim opcji w grze górą nie ma za wielu, chyba że objawieniem okaże się Marquez Callaway, który dobrze wypadał w preseason.

Motorem napędowym ataku będzie biegacz Alvin Kamara, który również jak do tej pory w każdym sezonie złapał co najmniej 80 podań. Silna jest nadal linia, a w defensywie nie brakuje mocnych liderów. Kręgosłup złożony z Cama Jordana, Demario Davisa, Marshona Lattimore'a i pary safety Marcus Williams i Malcolm Jenkins gwarantuje stabilny poziom. Saints mieli jednak nieco gimnastyki, by zmieścić się w salary cap i choć zatrzymali część ważnych ogniw, to gorzej niż jeszcze niedawno wygląda głębia składu.

Rok temu Saints byli „dwójką” konferencji NFC. W tym sezonie powtórzyć ten wyczyn będzie piekielnie trudno, ale większość oczekuje od nich walki o play-offy. Najwięcej zależy od zdrowia liderów i postawy Winstona. Saints liczą, że rok nauki systemu – a także laserowa operacja oczu – pozwolą mu wyeliminować straty.

Tampa Bay Buccaneers

Nigdy jeszcze się nie zdarzyło, by drużyna broniąca mistrzostwa wróciła w niezmienionym składzie – Buccaneers są pierwszym takim zespołem. Gdyby spojrzeć na listę zawodników według tego, jak często przebywali w poprzednim sezonie na boisku, to zdobywcy Super Bowl zachowali w składzie pierwszych 31 (!) graczy tej klasyfikacji. Nie odszedł ani jeden podstawowy gracz, a także prawie żaden z ważnych zmienników. Dodatki były tylko kosmetyczne. Tom Brady ma zgraną paczkę na misję o nazwie „ósme Super Bowl”.

Szukanie dziur w kadrze Buccaneers to daremne zadanie. Owszem, można by było wzmocnić secondary. Jasne, trochę za bardzo ta ekipa opiera się na starzejących się zawodnikach. Tylko jakie to ma znaczenie, jeśli potrafi wrzucić tak wysoki bieg jak w czasie play-offów? Ponadto trener Bruce Arians przekonywał jeszcze w listopadzie i grudniu, że Brady opanuje ofensywę Buccaneers w pełni dopiero w sezonie 2021. Z perspektywy czasu i po zdobyciu Super Bowl przez Bucs dziś brzmi to jak przestroga.

Tampa Bay Buccaneers - Tom Brady
Fot. Mike Ehrmann/Getty Images

Brady ma już 44 lata i nadal nie doczekaliśmy się jego obniżki poziomu. W ofensywie Ariansa duży nacisk kładzie się na długie podania i mimo wieku Brady był w poprzednim sezonie QB o najwyższej średniej „jardów w powietrzu” na podanie. Zestaw broni Mike Evans, Chris Godwin, Antonio Brown na WR, Rob Gronkowski, OJ Howard i Cameron Brate na TE oraz biegacze Ronald Jones, Leonard Fournette i Gio Bernard jest bodaj najlepszym w NFL. Linia to czołówka ligi. Defensywa klasę pokazała w Super Bwl i nikt jej nie opuścił, za to doszedł Joe Tryon w pierwszej rundzie draftu. Nic, tylko bronić mistrzostwa. Buccaneers w finale konferencji NFC to jeden z najbezpieczniejszych typów na ten sezon.

Carolina Panthers

Matt Rhule rozpoczyna drugi rok na stanowisku trenera głównego i drugi raz dokonał zmiany rozgrywającego. Najpierw pozbył się przed poprzednim sezonem Cama Newtona i postawił na Teddy'ego Bridgewatera, a teraz pozyskał Sama Darnolda po trzech nieudanych latach w New York Jets. Jednocześnie w drafcie pominęli Justina Fieldsa, sięgając zamiast niego po cornerbacka Jaycee Horna.

Rhule wierzy w to, że Darnold nie jest „skończony”. Uznał, że skoro mowa o ledwie 23-latku, który nie mógł rozwinąć się m.in. z uwagi na dysfunkcję panującą w Jets, to warto sprawdzić, czy da się go jeszcze odblokować. Darnold nigdy w Nowym Jorku nie miał z kolei tak dobrej obudowy, co w Panthers. Christian McCaffrey to kandydat do tego, by po powrocie do zdrowia znów zaliczył sezon z przeszło 1000 jardów dołem, jak i 1000 po złapanych podaniach. Ciekawie wygląda korpus skrzydłowych – Robbie Anderson przetarł Darnoldowi szlak i po przyjściu z Jets zagrał kapitalny sezon w Karolinie Północnej, jest DJ Moore, który harmonijnie się rozwija, a w drafcie doszedł Terrace Marshall Jr.. Wyraźnie słabsza jest linia, co może jednak ten atak wstrzymywać.

Obrona ma potencjał na przełomowy rok. Brian Burns to ulubiony młody pass-rusher analityków NFL, a świetny sezon debiutancki miał Jeremy Chinn. Jeśli rozbłyśnie talent wybranego rok temu w pierwszej rundzie Derricka Browna i solidny poziom zaprezentują linebackerzy Shaq Thompson oraz Haason Reddick, to front wyglądał będzie naprawdę dobrze. Na pozycji cornerbacka cała nadzieja w Hornie i AJ'u Bouye, gdy skończy się jego zawieszenie. Tak czy inaczej Panthers niczego w tym sezonie nie muszą, a jedynie mogą i mają szansę napsuć nieco krwi mocniejszym od siebie.

Atlanta Falcons

W poprzednim sezonie chwiejna konstrukcja Falcons posypała się całkowicie. Sezon zaczęli od bilansu 0-5, po czym zwolnili trenera Dana Quinna, a na koniec było 4-12 i czwarty wybór draftu. Z nim sięgnęli jednak nie po rozgrywającego, co na dobre wystartowałoby zegar od nowa, a Kyle'a Pittsa – najwyżej wybranego tight enda w historii i w opinii większości analityków najlepszego zawodnika draftu spoza pozycji rozgrywającego. Przyszedł też trener Arthur Smith i będzie zmieniał filozofię ataku.

Falcons przez problemy z salary cap oddali Julio Jonesa do Titans i na skrzydłach zostali z Calvinem Ridleyem i grupą przeciętnych graczy. Pitts z urzędu staje się więc opcją numer 2 w grze górą. Za bieganie będzie odpowiadał Mike Davis, który w poprzednim sezonie efektywnie zastąpił Christiana McCaffreya w Panthers. Rozgrywać nadal będzie Matt Ryan, który nie schodzi z poziomu TOP10-12 QB ligi, a poza tym został, bo nadal Falcons płacą mu sporo. Gdyby zwolnili go po sezonie, i tak zostałoby im 40 mln „cap hitu” za Ryana.

Zmienia się również defensywa. Nie ma Quinna i kilku jego ludzi, największą gwiazdą pozostaje Grady Jarrett na środku linii defensywnej, ale reszta to głównie gracze, co do których drużyna ma nadzieję, że się rozwiną. Wyjątkiem są tu bardziej ograni Deion Jones i Dante Fowler, choć oni obniżyli ostatnio poziom. Tak czy inaczej Falcons stoją w dość dużym rozkroku i sztab ma przed sobą mnóstwo pracy. Talent pozwoli tej ekipie wygrać o jeden lub dwa mecze więcej niż podpowiada logika, ale projekt w Atlancie jest dopiero na początku pracy.

NFC WEST

Seattle Seahawks

Poprzedni sezon to była opowieść o dwóch różnych obliczach zespołu – w pierwszej połowie świetnie grała ofensywa i Seahawks zdobywali średnio po 34 punktów na mecz, w drugiej z kolei spadła ona do 23 punktów. Russell Wilson po paru tygodniach był faworytem do nagrody MVP, by na koniec sezonu znów nie otrzymać ani jednego głosu. Wiosną chwilę straszył odejściem z Seattle, ale został i po kosmetycznych zmianach Seahawks jadą dalej.

GettyImages-1272306778.jpg
Fot. Kevin C. Cox / Getty Images

Nacisk poszedł na stabilizację. Zmienił się ofensywny koordynator, bo Briana Schottenheimera zastąpił Shane Waldron, który przychodził z LA Rams, czyli rywala z dywizji. Trener Pete Carroll nadal chce, by Seahawks wygrywali poprzez kontrolę zegara i efektywne bieganie oraz szczelną defensywę. Atak ma kim straszyć, bo Wilson to spokojnie TOP5 rozgrywający ligi, który na skrzydłach ma DK'a Metcalfa i Tylera Locketta, a Chris Carson to jeden z bardziej niedocenianych biegaczy ligi. Gorzej z defensywą – Bobby Wanger to przyszły Hall of Famer, Jamal Adams to świetny safety w starym stylu, jednak poza nimi mało kto się wyróżnia.

Seahawks to gwarancja stabilności. Za kadencji Carrolla, czyli od sezonu 2010 włącznie, zabrakło ich w play-offach tylko dwukrotnie. Tendencja jest jednak spadkowa. 2013 – mistrzostwo, 2014 – porażka w Super Bowl, 2015 do dziś – bilans 3-5 w play-offach. To potęguje nerwy. Dwa z trzech ostatnich awansów kończyły się od razu na pierwszej rundzie i po zeszłorocznej porażce z Rams zaczęła się frustracja. Zobaczymy, na ile poważnie Wilson straszy odejściem, bo na razie sytuacja jest załagodzona, ale fanów zaczyna irytować powtarzanie tego samego scenariusza. A przecież o awans do Super Bowl będzie bardzo trudno, skoro dywizja jest piekielnie mocna, a w konferencji wyżej stoją akcje przynajmniej Buccaneers oraz Packers.

Los Angeles Rams

Sprawcy jednego z najgłośniejszych ruchów przerwy między sezonami. Rams postanowili zakończyć mariaż trenera Seana McVaya z rozgrywającym Jaredem Goffem i oddali go do Detroit Lions, w zamian pozyskując Matthew Stafforda. Goff tylko raz grał na tyle dobrze, że Rams dotarli do Super Bowl, jednak McVay miał dość ograniczeń swojego zawodnika i pozyskał weterana boisk NFL. Stafford przez lata żył w cieniu, bo mało kto zwracał uwagę na Lions, ale nie brakowało nigdy głosów, że to rozgrywający z TOP10 ligi. Teraz przekonamy się, jak będzie w LA.

Matthew Stafford
Fot. Leon Halip/Getty Images

Gdy Lions za czasów Stafforda mieli defensywę powyżej ligowej średniej, to kończy z dodatnim bilansem. Działo się to jednak bardzo rzadko. 33-latek tylko trzykrotnie awansował z nimi do play-offów i nigdy nie wygrał tam meczu. Rams na szczęście mają obronę, która w poprzednim sezonie była najbardziej efektywną w NFL. Pytanie tylko, jak poradzi sobie po odejściu koordynatora Brandona Staleya i graczy z secondary – Johna Johnsona i Troya Hilla. Wiadomo, nie są to duże wyrwy, ale każdy ubytek utrudnia powtórkę z zeszłego sezonu i utrzymanie statusu obrony numer 1. Dopóki jednak zdrowi są Aaron Donald i Jalen Ramsey, wokół których skupia się cała formacja, to o poziom defensywy Rams nie ma się co obawiać.

Największą gwiazdą ataku jest McVay i jego kreatywność, a teraz Stafford daje mu większe możliwości. Posypał się biegacz Cam Akers, ale jest Darrell Henderson i pozyskany tuż przed sezonem Sony Michel. Na skrzydłach po cichu zawsze solidny poziom gwarantują Robert Woods oraz Cooper Kupp. Szybkości dodadzą młodziutki i drobny Tutu Atwell oraz weteran boisk NFL DeSean Jackson. Nie zachwyca linia, ale to motyw w wielu zespołach i ta w LA tragiczna na pewno nie jest.

Rams będą jedną z najbardziej fascynujących ekip ligi w tym sezonie. Stafford może całkowicie odmienić narrację dotyczącą swojej kariery – jeśli zagra na swoim poziomie, czyli lepszym niż Goffa, a do tego ominą go kontuzje, może zaprowadzić nowy zespół daleko. Po 12 latach w Detroit staje przed jasnymi światłami w LA i zobaczymy, jak odnajdzie się w tym środowisku.

Arizona Cardinals

Pierwsze dwa sezony Kliffa Kingsbury'ego były niemrawe, mimo że Kyler Murray wykręcał świetne cyferki. Młody QB po wydłużeniu rozgrywek do 17 spotkań wydaje się najmocniejszym kandydatem do pierwszego w historii NFL sezonu 4000+1000, czyli przebicie jednocześnie tych granic kolejno w liczbie jardów podaniami oraz biegami. Cardinals kończyli jednak z bilansami 5-10-1 i 8-8, więc czas najwyższy wejść na plus.

W poprzednim sezonie byli ulubionym typem na czarnego konia, a teraz szum trochę przycichł. Wiosną do Arizony ściągano weteranów – AJ'a Greena, JJ'a Watta czy środkowego Rodneya Hudsona. Każdy z tych ruchów może dać drużynie wiele, choć kluczem jest zdrowie. Cardinals nie mogą sobie pozwolić na kolejne kroki w bok i liczą przede wszystkim, że wielkie, doświadczone postaci w szatni pozwolą się rozwinąć reszcie.

Murray ma do dyspozycji mocne skrzydła z DeAndre Hopkinsem, Greenem, debiutantem Rondale'em Moore'em oraz Christianem Kirkiem. Piłkami w grze biegowej podzielą się za to Chase Edmonds i James Conner. Lepiej wygląda też linia. Poziom w poprzednim sezonie poprawiła obrona i przydałby się jej jeszcze jeden krok do przodu. Para pass-rusherów JJ Watt i Chandler Jones pewnie bardziej straszyłaby w 2017 roku, ale jeśli obaj będą zdrowi, to mogą siać popłoch. Atletyzm Zavena Collinsa i Isaiaha Simmonsa może robić różnicę w środku pola. Secondary dowodzi jeden z najlepszych safety NFL, czyli Budda Baker, ale jego koledzy odstają poziomem.

Mimo wszystko Cardinals trudno miarodajnie ocenić. Grają w najtrudniejszej dywizji ligi, co na dzień dobry utrudnia zadanie, a dziury na niektórych pozycjach sprawiają, że o play-offy tak czy inaczej może być trudno. Przed tym zespołem sezon, który wiele nam o nim powie. Kolejny zawód może doprowadzić do większych zmian.

San Francisco 49ers

Losy tej drużyny za kadencji trenera Kyle'a Shanahana są burzliwe. Jedyny raz, kiedy wszyscy liderzy przetrwali sezon w zdrowiu, zakończył się awansem do Super Bowl, gdzie 49ers byli blisko zamknięcia meczu i wygranej z Chiefs. Pozostałe kończyły się jednak z ujemnymi bilansami i nie inaczej było rok temu. Kibice w San Francisco obejrzeli jedynie sześć zwycięstw, a potem przeżywali emocje transferowe. 49ers postanowili wskoczyć na numer 3 draftu, by tam zaczaić się na rozgrywającego. Gdy przyszła ich kolej, sięgnęli po Treya Lance, którego niektórzy porównywali do Josha Allena – mówi się, że to niebywały talent o świetnych warunkach fizycznych, jednak wciąż zawodnik surowy technicznie. Oddali w tym celu dużo wyborów, więc nie mogą sobie pozwolić na pomyłkę, bo ta decyzja zdefiniuje kadencję Shanahana.

2021 NFL Draft: Trey Lance
Fot. Gregory Shamus/Getty Images

Na razie fotel Lance'owi grzeje Jimmy Garoppolo, ale sztab zapowiada, że akcje dla Lance'a też się znajdą. Jeśli jest jakiś trener, który miałby udowodnić, że rotacja rozgrywających działa i ma na tyle bezczelności, by w to brnąć, to jest nim Shanahan. Wydaje się jednak, że pakiet dla Lance'a będzie na razie tylko lekko „przyprawiał” wachlarz zagrywek 49ers.

Niezależnie od tego, kto będzie rozgrywającym, to ma z kim pracować. System Shanahana i tak mocno opiera się na biegach i akcje zawsze rozkładają się na kilku zawodników. W grze górą jest czołowy tight end ligi George Kittle, na swój przełom czekają skrzydłowi Deebo Samuel i Brandon Aiyuk, a linia ofensywna powinna gwarantować odpowiedni poziom.

Jeszcze lepiej wygląda obrona. W poprzednim sezonie zdemolowały ją kontuzje. Teraz odszedł koordynator Robert Saleh i cornerback Richard Sherman, więc są obawy o secondary, ale tę formację może przykryć mocarny front. Zdrowy Nick Bosa wraz z Arikiem Armsteadem oraz Javonem Kinlawem tworzą świetną linię. Za nimi wszystko czyści najlepszy środkowy linebacker ligi Fred Warner. Można oczekiwać agresywnej presji i prób generowania strat.

Ekipa z San Francisco to poważny kandydat do największego postępu pod względem liczby zwycięstw w tym sezonie. 6-10 z poprzedniego to efekt kontuzji, które nie ominęły niemal żadnej pozycji. Pułap 11-6 czy nawet 12-5 jest osiągalny, ale musi dopisywać zdrowie. Ten talent w połączeniu ze zmysłem Shanahana może dać piękny sezon, jednak widać wyraźnie, że w ostatnich latach coś zawsze staje 49ers na przeszkodzie.

*****

MÓJ TYP

W AFC dywizje wygrywają Browns, Bills, Titans i Chiefs; dzikie karty dla Ravens, Patriots oraz Chargers.

W NFC dywizje wygrywają Packers, Washington, Buccaneers i Rams; dzikie karty dla 49ers, Seahawks oraz Cowboys.

Super Bowl: Buccaneers pokonają Browns.

Podziel się lub zapisz
Futbol angielski i... amerykański. Przez cały rok na okrągło żyje wydarzeniami w Premier League, której mecze komentuje w Canal+, oraz NFL. Usłyszycie go w również audycjach Kick Off i NFL Po Godzinach.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.