Przestroga za mikrofonem. Bojan bez klubu, ale ze świadectwem dla barcelońskiej młodzieży

Zobacz również:O trzech takich, co spełnili marzenia. Polacy w zawodowych sekcjach Barcelony
UD Almeria v Barcelona - La Liga
Fot. Denis Doyle/Getty Images

Puchar Króla ma być pierwszym sukcesem odmłodzonej Barcelony, takim cementującym drużynę i zapowiadającym apetyt na więcej. Ilaix Moriba, Pedri, Ronald Araujo czy Óscar Mingueza ruszą po pierwsze poważne trofeum w życiu, a ich pierwowzór Bojan Krkić stanie za mikrofonem DAZN jako ekspert. Przeżywał to samo, w 2009 roku sam zdobył bramkę w finale, kiedy również pokonywali Athletic, w całym Pucharze Króla miał pięć goli, ustępując tylko Messiemu i Luísowi Fabiano. Bojan ma dopiero 30 lat, ale pozostaje bez klubu i powoli zaczyna przypominać eks-piłkarza. Na antenie będzie naocznym przypomnieniem, jak różnie mogą się potoczyć losy supertalentu i jakie niebezpieczeństwa czyhają na dzieci w piłce.

Kiedy znajdziesz się na ustach wszystkich, to więcej niż łatwe, aby zaszumiało w głowie. Czy to na najwyższym poziomie, czy na naszym podwórku. Można przekonywać, że chłopcy trzymają nogi przy ziemi, ale kiedy usłyszą nazwy klubów z jakimi się ich łączy, aż palą się do wyjazdu. Można snuć opowiastki, że Kuba Kamiński, Kacper Kozłowski czy każdy inny talent czują się doskonale w ekstraklasie – ale mając naście lat, oczekujesz ciągłych skoków emocji i większych wyzwań każdego dnia. Skale tych zjawisk są różne, natomiast rynek został tak skonstruowany, że młodzież działa na specjalnych zasadach. Dla niektórych klubów jest walutą cenniejszą niż trofea, w końcu Eduardo Camavinga czy Bukayo Saka są wyceniani wyżej niż Cristiano Ronaldo. Dzieciaki działają na wyobraźnię, więc są na ustach świata częściej.

W nieco innych czasach, ale na największą skalę doświadczył tego Bojan Krkić. Dzisiaj odświeżamy jego postać głównie, kiedy jakiś piekielnie młody dzieciak dobierze się do jego rekordów. Albo chociaż zbliży do nich jak w środę Jude Bellingham (17 lat i 289 dni), który został drugim najmłodszym strzelcem w fazie pucharowej Ligi Mistrzów. Zaraz za jeszcze młodszym Bojanem, kasującym te rekordy niemal jak na taśmie w fabryce. Półka w domu wypełniona konkretnymi pucharami, ale większą żywotność dają mu zestawienia, w jak młodym wieku zaczynał.

Hiszpańskie DAZN, odpowiadające za transmisję sobotniego finału Pucharu Króla między Athletikiem a Barceloną, chciało częściowo odwzorować ich rywalizację z finału z 2009 roku. Wtedy strzelanie rozpoczął Gaizka Toquero, symbol baskijskiej waleczności i nieustępliwości, a dopiero po pół godziny Katalończycy wzięli sprawy w swoje ręce. Wygrali 4:1 po trafieniach Yayi Toure, Messiego, Xaviego i właśnie Bojana Krkicia szalejącego w tamtej edycji Copa del Rey, najbardziej w derbach z Espanyolem. Obu w sobotę usłyszymy jako ekspertów w studiu DAZN.

Dzisiaj chłopak z katalońskiej Linyoli ma 30 lat, przekroczył magiczną barierę i zmienił szyfr z przodu, ale powoli zaczyna przypominać eks-piłkarza. Na początku roku zakończył przygodę z Montreal Impact – co prawda miał na stole propozycję przedłużenia kontraktu, ale nie skorzystał z niej. MLS miało mu przywrócić radość z piłki, w końcu mnóstwo tam miejsca, można się wyszaleć, co pokazał przykład chociażby Carlosa Veli. Współpraca z trenerem Thierrym Henrym częściowo na to pozwoliła, przywróciła wspomnienia, lecz wizja 10 miesięcy bez powrotu do Katalonii i życia w bańce w Los Angeles nie nastrajały go najlepiej. W 2020 roku zdobył cztery bramki, ostatnią w listopadzie, asystował mu Romell Quioto znany doskonale z Wisły Kraków. Ostatecznie Bojan postanowił wrócić do domu.

Swojego miejsca szukał w różnych punktach: w Milanie, Romie, Ajaksie, Stoke City, Mainz, Alaves, aż wreszcie wyemigrował do Kanady. Tak dobrze jak na początku w Barcelonie już nigdy nie było, chociaż miewał świetne chwile u Marka Hughesa w deszczowym Stoke. Pewnie jeszcze złapie gdzieś angaż od przyszłego sezonu, bo na futbol absolutnie nie jest obrażony, ale już zawsze zostanie tym, którego machina medialna i ciężar wielkiej piłki przerosły w nastoletnim wieku.

„Wszystko działo się bardzo szybko. Rosłem piłkarsko, ale nie na gruncie osobistym. Muszę z tym żyć, z głosami, że moja kariera nie spełniła oczekiwań. Nazywali mnie nowym Messim. Tak, tak, tym samym... Jest wiele rzeczy, o których ludzie nie wiedzą. Na Euro 2008 nie pojechałem z powodu stanów lękowych, a usłyszałem, że wybrałem wyjazd na wakacje. Kiedy nie mogłem zadebiutować z Francją, do prasy poszła wersja, że mam zapalenie żołądka i problemy z jelitami. Psychicznie bardzo cierpiałem, nie radziłem sobie z lękiem, ale piłka nożna nie była tym zainteresowana” – tłumaczył Bojan po latach w rozmowie-spowiedzi z „The Guardian”.

Jego życie zmieniało się z zawrotną prędkością, zanim tak naprawdę stał się pełnoletni. „W lipcu pojechałem na mundial U-17 i nikt mnie nie znał. Kiedy wróciłem, nie mogłem już normalnie spacerować ulicą. Kilka dni później zadebiutowałem z Osasuną, trzy dni później grałem w Lidze Mistrzów, w lutym zadzwoniła reprezentacja Hiszpanii. Na Euro nie pojechałem, bo nie byłem w stanie. Przytłaczało mnie to. Potrzebowałem odpoczynku. Puyol przekonywał mnie: będę cały czas przy tobie. Ale ja nie mogłem: byłem na lekach, na granicy wytrzymałości. Musiałem odpuścić. Następnego dnia przeczytałem nagłówki, że odmawiam drużynie narodowej i nie chcę jej pomóc. To mnie zabiło” – opowiadał Krkić.

Kiedy on będzie pytany przez dziennikarzy DAZN o opinie, po boisku będą biegać 18-latkowie Pedri oraz Ilaix Moriba jako nadzieje na podniesienie Barcelony z dołka. Gdy Katalończycy ubolewali nad nieskutecznością w rewanżu z PSG, masowo padały hasła, że z Ansu Fatim byłoby inaczej. Kontuzjowany chłopak z rocznika 2002 miałby zmienić losy dwumeczu, a taki Moriba jest jeszcze o rok młodszy. Należy się zgodzić ze słowami Sir Aleksa Fergusona: „Nie ważne, jak stary jesteś, tylko jak dobry jesteś. Jakość nie ma daty urodzenia”. Jednak pamiętać przy tym, że presja oczekiwań może niszczyć. Z pewnością, kiedy Bojan zostanie zapytany, czy Pedri jest następnym Andresem Iniestą albo czy Moriba zapewni spokój na dekadę po Busquetsie, 30-latek będzie tonował nastroje. Tranquilo, tranquilo, nie odzierajmy ich z indywidualizmu i nie mierzmy miarą innych.

Barcelona, mająca głęboko zakorzenione stawianie na wychowanków, musiała odrobić poważną lekcję z Bojana Krkicia. On wtedy też uściskał się z Leo Messim po bramkach, zupełnie jak dzisiejsze nadzieje na lepsze lata. Ronald Koeman daje Pedriemu pięć lat, aby bić na głowę wszystkich pomocników PSG, Ansu Fati ledwo legalnie może kupować alkohol, ale już dokonał zmiany menedżerskiej i zaczął współpracę z Jorgem Mendesem. Miesiącami jego rodzina wysłuchiwała, że uciekają jej gigantyczne pieniądze, lecz nie tylko z ust otoczenia Portugalczyka, takie opowieści mieli zagwarantowane ze strony kilkunastu przedstawicieli.

„To cię po prostu dopada. Czułem się bardzo samotny, kiedy w świat ruszyła informacja, że nie chcę pomóc Hiszpanii. Wiedzieli, jak się czuję i to wyszło na jaw? Lęk na każdego wpływa inaczej. Ktoś powiedział mi, że czuł się, jakby jego serce biło 1000 razy na minutę. Dla mnie to były zawroty głowy, nudności, chęć pójścia do łazienki, ale tak nieustannie - 24 godziny na dobę. Miałem sporo takich epizodów. Aby przezwyciężyć ten strach, musisz brać leki, chodzić na terapię, przejść przez pewien proces” – tłumaczył swoje przypadłości psychiczne wychowanek Barcelony. Za dużo narzucono na jego barki, za często był na ustach kraju.

Motywy są różne, ale sportowcy jako bogatsza część społeczeństwa nie są wyjęci z codziennych problemów. Ricky Rubio popadł w depresję po śmieci matki, Andre Gomes czuł się przytłoczony presją podczas gry w Barcelonie i bał się wychodzić z mieszkania, Bojana Krkicia przerosło to, co się wokół niego działo w nastoletnim wieku. Potrzebował odcięcia się od mediów i nagłówków, zrzucenia z siebie balastu, ucieczki w postaci wyjazdu z Barcelony. „Niby jesteś do tego przygotowywany przez lata, ale znikąd nagle trafiasz na usta wszystkich. To jest przeskok. Mnie paraliżowało, z kim siedziałem w szatni, chociaż wszyscy byli wobec mnie otwarci. Siedziałem pięć metrów od butelek z wodą, ale bałem się po nie wstać. Nie chciałem popełnić żadnego błędu, zrobić czegoś źle, to był duży strach” – wspomina.

On będzie pierwszym temperującym zapędy, kiedy usłyszy, że ktoś może stać się nowym Messim, Iniestą albo Ronaldinho. W Barcelonie przerobili, że nikomu to nie pomaga. Dlatego kiedy ojciec Ilaixa Moriby został zapytany, w czyje ślady pójdzie, od razu odciął się do tematu. „Pozwólcie mu być Ilaixem” – nalegał. Rodzina ma fundamentalne znaczenie, dlatego tata Fatiego trafił na dywanik, kiedy zaczął wokół niego robić zbyt wiele szumu. Bojan zwraca uwagę na jeszcze jedną rzecz: poszliśmy krok dalej z wchodzeniem z butami w życie piłkarzy, mamy ich szatnie na wyciągnięcie ręki, kiedyś czułem magię, kiedy zobaczyłem zdjęcie piłkarza w ulicznych ciuchach, to było takie wow, krok dalej, ale tę magię dawno już utraciliśmy. I widzi w tym powód, dlaczego zainteresowanie futbolem delikatnie spada. Wszystko jest zbyt powszechnie dostępne, więc odziera go z mocy wyobrażeń.

„Nie jestem ekspertem w kwestiach psychologicznych, ale każdy ma swoje doświadczenia, a możliwość dzielenia się nimi pomaga młodym ludziom, którzy mogą tego potrzebować. Chciałbym, aby to do nich trafiało. Czuję, że wszystko, co przeżyłem, może być ważne dla osób w młodym wieku. Uczucia, emocje, obawy, jakie mają. Rozmowa o nich” – podkreśla.

Czy zobaczymy go jeszcze na boisku, czy nie, chce korzystać ze swojego świadectwa supertalentu. Kiedyś widzi się w roli dyrektora sportowego, już teraz studiuje zarządzanie w sporcie. Jego przypadek był omawiany na niejednych kursach i w niejednych gabinetach. Pytany, czy bardzo żałuje tego, co się wydarzyło, odpowiada: – Zobacz, w jakich miastach grałem. Mediolan, Amsterdam, Barcelona, Rzym. Strzelałem gole z Messim. Nauczyłem się wychodzić ze strefy komfortu, przekroczyłem taką liczbę barier na poziomie osobistym i zawodowym, że czuję się lepszym, dojrzalszym człowiekiem. Mówię też w czterech językach i to waży dla mnie więcej na przyszłość niż pięć kolejnych pucharów.

Podziel się lub zapisz
Uwielbia opowiadać o świecie przez pryzmat piłki. A już najlepiej tej grającej mu w duszy, czyli latynoskiej. Wyznaje, że rozmowy trzeba się uczyć, stąd audycja La Polémica. Pasjonat futbolu i entuzjasta życia – w tej kolejności, pamiętajcie.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.