Przepis na życie po życiu. Serwuje Gary Lineker, który kończy 60 lat

Zobacz również:Najbardziej romantyczny beniaminek od czasów Newcastle Keegana. Czy Leeds zderzy się ze ścianą?
Gary-Lineker-e1586635214415.jpg
fot. Daniele Badolato - Juventus FC/Getty Images

Całe życie pyta siebie: „dlaczego ja?”. Jest wszędzie. Lineker zagra, Lineker pogada, Lineker poprowadzi program albo wystąpi w teleturnieju. Kiedyś pewnie napisze poradnik: „Jak żyć i nigdy się nie nudzić”. Strzelał gole na mistrzostwach świata, grał w Barcelonie, a potem zmienił szyld i pojechał dalej. Gary Lineker pokochał telewizje, a telewizja pokochała Gary’ego Linekera.

Tekst pierwotnie ukazał się w marcu 2020 roku. Przypominamy go z okazji 60. urodzin Gary'ego Linekera.

Jest twarzą angielskiej piłki. Tej z kiedyś i tej z dziś. Każdy kraj chciałby mieć takiego bohatera. Idola z boiska, który po karierze nie mówi o długach, tylko o planach. I który przez dekady nie znika z ekranów. Lineker nie skończył na odwyku jak Tony Adams. Nie rzucał kuflami w pubie jak Paul Gascoigne. Anglicy od dawna szukają na niego haka i znaleźć nie mogą. W tym czasie Gary’emu stuknęło 21 lat w telewizji. Nawet w piłkę nie grał tak długo.

To globalny fenomen: zamienić się z wybitnego piłkarza w świetnego prezentera i dalej mieć chłopięcy entuzjazm. Oglądać dziesięć meczów tygodniowo, pisać na Twitterze dla 7.5 miliona obserwujących, kąsać największych jak Donald Trump, a przy okazji zarabiać półtora miliona funtów rocznie. Lineker i sobotni magazyn „Match of the Day” to rytuał w angielskich domach. Jak bekon i fasola. I ta dziwna muzyka rozpoczynająca program, która od ponad 50 lat rozbrzmiewa w szeregówkach, a publiczność rzadko spada poniżej pięciu milionów.

PAN Z WARZYWNIAKA

Gary jest jak dobry wujek. Jak angielski Nice Guy Next Door. Albo postać z kreskówki, wiecznie uśmiechnięta, z autopilotem „yes” w głowie. Dzieciaki widzą w nim gościa z reklam chipsów Walkers. Młodzież retweetuje, bo po mistrzostwie dla Leicester śmieje się z faceta, który na wizji rozebrał się do gaci. A starsi pęcznieją z dumy. To bohater ich dzieciństwa. Lineker jako trzykrotny król strzelców ligi angielskiej (za każdym razem z innym klubem). Lineker ze „Złotym Butem” mundialu w 1986 roku (hat-trick z Polską). W końcu Lineker wyrównujący na 1:1 w końcówce półfinału z Niemcami na mistrzostwach świata we Włoszech. W Anglii mówi się, że po tym trafieniu ludzie z wrażenia powywracali stoliki kawowe. Drużyna przegrała w karnych, ale na Heathrow i tak witały ją tłumy.

Lineker do dziś może mieć wrażenie, że to wszystko przytrafiało się komuś innemu. Jest pierwszym w sztafecie pokoleń, który odważył się żyć inaczej. Jego ojciec, dziadek i pradziadek prowadzili warzywniak w Leicester Market. Większość rodziny nigdy nie wyjechała poza Leicestershire, a on nie dość, że został piłkarzem, to jeszcze trafił do Hiszpanii w czasach, gdy Europa dla Anglików była krainą smoków. Czasem to jest moment: grasz w drugiej lidze w Leicester, za rok lądujesz w Evertonie, a już kolejnego lata cały naród ogląda cię na mundialu w Meksyku. Idziesz do Barcelony, strzelasz hat-tricka Realowi Madryt. Pracujesz z Johanem Cruyffem. Czy można chcieć więcej? Pewnie, że można.

W Brazylii jest dziś 606 Linekerów. Nawet Felipe Melo, były gracz Juventusu, nazwał tak syna, co pokazuje, że nie tylko Anglia pokochała Gary’ego. Hiszpanie mówią, że był piłkarzem, który po boisku poruszał się z aureolą nad głową. Nigdy nie dostał żółtej i czerwonej kartki, choć legenda mówi, że raz był o włos – za podśmiechujki z sędziego. Na rozgrzewce nigdy nie oddawał strzałów. Nie cierpiał meczów towarzyskich, kochał za to te o wielką stawkę. Do dziś śmieje się, że nikt nie pamięta jego gola z Argentyną na mundialu w Meksyku, bo świat skupił się na „ręce Boga”. Nie ma żalu do Maradony, zresztą nie złości się na nikogo, bo taki ma charakter. Nawet Cruyffa uwielbia, choć ten w Barcelonie wystawiał go na skrzydle, dając mu znak, że pora wracać do Anglii.

Już wtedy Lineker miał zakodowane, że w życiu trzeba myśleć dwa kroki wprzód. Słyszał Alexa Fergusona, gdy ten mówił o nim „zbyt dobry, żeby był prawdziwy”. Wiedział, że w Tottenhamie ma przynajmniej trzy lata kontraktu i towarzystwo Gazzy w pakiecie. Ale coraz częściej przysiadał się do dziennikarzy i mówił: „Chcę być jak wy!”. Miał nawet ksywkę „Junior Des”, od słynnego Desa Lynama, gospodarza „Match of the Day”. O trenerce nie myślał, bo to praca codzienna, a telewizja to reflektory w weekend. Zastrzyk adrenaliny podobnej, do tej, jaką dawała piłka: bycie w zespole, uwaga ludzi. Lineker chciał do szklanego ekranu, a szklany ekran chciał Linekera. Pojawił się w BBC pierwszy raz w 1996 roku, uczył się od Lynama, a trzy lata później go zastąpił. Jak sam mówi – szukał niszy. W żadnym innym kraju gospodarzem programu piłkarskiego nie był piłkarz.

CHARYZMA MEDUZY

To znowu fenomen. Najpierw ścigał legendę, a potem ją dogonił. Lineker prowadzi program dłużej niż Lynam, nawet z odjęciem trzech lat, gdy BBC nie miało praw do Premier League. Początkowo wyśmiewany za nijakość i suche żarty, stał się tym, który wprowadził do „publicznej” nową jakość. Gdy zaczynał pracę w BBC, politycy Torysów mówili, że to klasyczna jazda na nazwisku. A on nie dość, że brał prywatne lekcje dykcji, to jeszcze zarzucił producentów własnymi pomysłami, m.in. serią wywiadów, do której zaprosił Elvisa Presleya piłki – Pelego.

W Salford, gdzie od 2011 roku kręcony jest „Match of the Day” uwielbiają jego energię. To, że ciągle kręci go piłka, choć kibice wychowani na Sky Sports i BT czasami twierdzą inaczej. Ekipę BBC nazywają Klubem Golfowym i kółkiem wzajemnej adoracji. W skrócie: dinozaury nie zauważyły, że kometa leci.

Lineker nie boi się brać tego na klatę. Już na początku pracy w BBC słyszał o sobie, że jest nowym lekiem na bezsenność, a Vinnie Jones powiedział, że jest mokry i charyzmatyczny jak meduza. Była to kontynuacja epizodu sprzed lat, gdy Lineker oberwał od piłkarza Wimbledonu tosterem. Wszystko przez to, że Gary, jak to Gary, któregoś dnia powiedział, co myśli. Wimbledon nazwał drużyną nadającą się do oglądania tylko w Telegazecie.

Anglia kocha jego cięty język. Ale złe siły krążą. Bo Gary jest inteligentny, przystojny, no i ma kasę, więc trzeba mu dopiec. Tłumaczyć musi się z opalenizny, albo z tego, że wcale nie ma koncie 30 milionów funtów, co najwyżej jedno zero mniej. Nie ruszają go też teksty „The Sun”, że jest drugą najlepiej zarabiającą osobą w BBC. Gdy to przeczytał, jeszcze tego samego dnia napisał tweeta: „Naprawdę drugi? Jak to możliwe, że Chris Evans jest przede mną?”.

Twitter towarzyszy mu do dziś. Z rozbrajającą szczerością mówi: „Czasami nie mam nic do powiedzenia, ale tak dużo ludzi mnie obserwuje, że myślę sobie: a, ćwierknę!”. Ćwierka często i dosadnie. Jak wtedy, gdy krytykuje Brexit, albo nazywa Anglików rasistami. Krytykuje też „The Sun” za podsycanie w narodzie nienawiści. Bulwarówka latami próbuje dobrać się mu do skóry, ale bez skutku. Raz napisała o tym, że Lineker podatki płaci w rajach podatkowych. Sprawa nudna i niewarta uwagi, zwłaszcza, że Gary co jakiś czas bierze udział w teleturniejach, gdzie oddaje wygrane na cele charytatywne, a w Leicester do dziś pamiętają mu jak w 2002 roku pomógł swoimi pieniędzmi ratować klub przed upadkiem.

Nawet w życiu prywatnym nie dał plamy. Dwa razy się rozwodził, ale bez aury skandalu. Młodzieńcza miłość z Michelle po 20 latach po prostu wygasła, a dużo młodszej Danielle zakomunikował, że nie chce kolejnego dziecka. Miał już czwórkę z poprzedniego związku, chłopaków w wieku: 28, 26, 24 i 22 lata! Na zdjęciu wyglądają niemal identycznie. Żaden nie gra w piłkę, za to też ciągnie ich do mediów. Razem prowadzą firmę produkcyjną Goalhanger Films. W pracy powtarza im dwie zasady: uczcie się języków obcych, bo sam pokochał hiszpański, po drugie – bądźcie otwarci na ludzi i okazje!

KIEDY DZWONI GAZZA

Lineker jedzie na tym już 59 lat. W listopadzie z przodu pojawi się szóstka. W Anglii mówią, że tylko Richard Gere starzeje się z taką gracją. Trzy razy w tygodniu korzysta z usług prywatnego trenera. Podobno wygląda nawet lepiej niż w czasie kariery, bo wtedy nikt o siłowni nie mówił, a masę robiło się pintami Guinnessa.

Ciągle jest też otwarty na nowe pomysły. Rok temu podczas przerwy ligowej zrealizował dla BBC poruszający film o swoim dziadku, ratowniku medycznym Royal Army w trakcie II Wojny Światowej we Włoszech. Nigdy o tym nie rozmawiali, dopiero znalezione dzienniki i ich treść kazały mu podążyć drogą ukrywanych traum. Ojciec też nie mówił na ten temat. W weekendy chodzili na mecze, a w tygodniu wstawali o 4 rano, żeby pracować w warzywniaku. „To było pokolenie, które nie wyrażało głośno uczuć. Ojciec dopiero na łożu śmierci pierwszy raz powiedział, że mnie kocha” – mówił Lineker. Piłkę zaczął kopać, bo nie chciał być jak on: wstawać przed świtem i wracać wieczorem.

Mógł grać w Manchesterze Fergusona, ale nie chciał. Pytał o niego Jack Walker, słynny właściciel mistrzowskiego Blackburn. I też nic. Para Shearer – Lineker nigdy się nie ziściła, bo ten drugi wymarzył sobie na koniec kariery Japonię. Z wielu opcji w życiu nie skorzystał, choć syreny wabiły. Parę razy za lepsze pieniądze mógł odejść z BBC. Parę razy na bajeczne inwestycje namawiali byli koledzy z boiska, ale też podziękował.

Z większością cały czas ma kontakt. Nawet z tymi, których wybory nie zaprowadziły do futurystycznego wieżowca BBC w centrum Londynu. – Czasami dzwoni Gazza – opowiadał niedawno w „Daily Mail”. – I za każdym razem to jest inny numer, bo ciągle gubi telefon. Miałem go już jako Gazza 1, Gazza 2, Gazza 3. Było ich piętnastu. Co mu odpiszę, to cisza. Bo znowu zgubił. Ludzie opowiadają o nim milion historii i wszystkie są prawdziwe!

Dzisiaj w trakcie pandemii próbuje wymyślić się na nowo. Nie wie, jak długo wytrzyma w domu, zwłaszcza, że mieszka sam. W londyńskim Barnes nie przyjmuje nawet synów, bo trzech z nich ma objawy koronawirusa. Przychodzą tylko Ian Wright i Alan Shearer, z którymi zaczął nagrywać podcast. Ostatnio nawet żartowali, że Gary musi znaleźć sobie kobietę. Na randki nie chodzi, bo nie ma ochoty. Poza tym parę lat temu w wywiadzie powiedział, że w pewnym wieku apetyt na seks przechodzi, a on woli miłą kolację. Temat podchwyciły brukowce. Nagłówki wybrzmiały, a on obudził się z dwudziestoma połączeniami na WhatsAppie. I pytaniem: serio?

– Jako piłkarz wolałeś seks, czy gola w ważnym meczu? – spytał go niedawno Alan Shearer.

– Gola. Każdy może uprawiać seks, ale nie każdy może strzelać w wielkich grach. Ja mogłem – zaśmiał się Lineker.

Podziel się lub zapisz
Paweł Grabowski
Żebrak pięknej gry, pożeracz treści, uwielbiający zaglądać tam, gdzie inni nie potrafią, albo im się nie chce. Futbol polski, angielski, francuski. Piszę, bo lubię. Autor reportaży w Canal+.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.