Szwajcarski scyzoryk wykopany w USA. Przemysław Frankowski wjechał do Ligue 1 razem z drzwiami i futryną

Zobacz również:Bolesne nauki polskich bramkarzy w Ligue 1. Pomyłki Bułki i Majeckiego
Przemysław Frankowski - Lens Ligue 1
Fot. John Berry/Getty Images

Przemysław Frankowski dopiero na początku grudnia zagra przeciwko Paris Saint-Germain, ale już teraz robi wszystko, by przyciągnąć polskich kibiców do oglądania Ligue 1. Trener Lens Franck Haise nazywa go szwajcarskim scyzorykiem. Ceni wszechstronność i chyba sam nie dowierza, że transfer Polaka spłaca się tak szybko. Stade Félix-Bollaert za chwilę może mieć nowego idola.

Wjechał w tę ligę z buta. Nie trzeba nawet znać specyfiki Lens, by wiedzieć jak ważne na północy Francji są derby z Lille. Siedem lat krwisto-złoci czekali, by zagrać je u siebie, przy pełnym stadionie. Ostatnie zwycięstwo oglądali piętnaście lat temu. I nagle mają to na tacy, a bohaterem jest piłkarz, po którym latem nikt nie spodziewał się cudów. Przemysław Frankowski nie robi problemu z tego, że prawe skrzydło zarezerwował Jonathan Clauss. Świetnie odnalazł się po drugiej stronie, dostając od trenera swobodę, której widocznie potrzebował.

Haise cały czas powtarza, że w jego systemie najważniejsi są wahadłowi. Nie ma przypadku w tym, że obaj mają w tym momencie po trzy asysty. Żadna ekipa z Ligue 1 nie prezentuje się na skrzydłach tak dobrze. O Claussa pyta się już nawet w kontekście reprezentacji Francji. Frankowski też buduje swoją pozycję, choćby tym, że właśnie wylądował w jedenastce kolejki L’Equipe. Obok noty pojawiło się też krótkie uzasadnienie i wcale nie chodziło w nim o gola. Polak zaliczył siedem odbiorów. Grał pewnie w obronie, choć Haise nie przywiązuje aż tak dużej wagi do tego aspektu. U niego wahadła głównie grają do przodu.

Frankowski raz jest na lewej stronie, raz w środku, dobrze wygląda jego współpraca z kapitanem Seko Fofaną. Zespół już po pierwszych tygodniach zauważył, że ma do czynienia z piłkarzem, któremu warto dać piłkę. Bramkarz Jean-Lois Leca po zwycięstwie nad Lille powiedział w „La Voix du Nord”: „Jego największą zaletą jest inteligencja gry”. Franck Haise dodaje: „Inteligentni i techniczni gracze dostosowują się szybciej niż inni. Obserwowaliśmy go od siedmiu miesięcy. Wiedziałem, że jest kompletnym piłkarzem”. W lokalnych mediach Frankowskiego chwali też Florent Ghisolfi. Szef skautingu mówi, że kraj pochodzenia nie był rozpatrywany w chwili transferu, ale dziś widać, że to rzecz, która pomaga w aklimatyzacji piłkarza.

Lens to wyjątkowa ziemia dla Polaków. Wystarczy spojrzeć na wideo prezentujące transfer Frankowskiego, gdzie w budce z frytkami wita go Erik Sikora, klubowy rekordzista pod względem występów (479) oraz gracz polskiego pochodzenia. Zaraz po I wojnie światowej prawie pół miliona Polaków wyjechało na północ Francji, by pracować w górnictwie. Kolejna fala przyszła w latach 70. Eugeniusz Faber i Joachim Marx wyjechali ze Śląska i z czasem stali się legendami klubu. Frankowski, gdy przychodził do Francji, kojarzył tylko Jacka Bąka. Ale dziś szybko tę wiedzę nadrabia.

Ligue 1 to dla niego piękne okno wystawowe. Dużo lepsze niż oddalona za oceanem MLS gdzie, nawet jeśli wykręcał przyzwoite liczby (10 goli, 10 asyst w 60 meczach), to potem i tak słyszał, że ugrzązł w luksusowej ślepej kiszce. Jego pozycji nie poprawiło Euro 2020, gdzie odpuścił Dejana Kulusevskiego przy golu na 0:2 w meczu ze Szwecją, a w międzyczasie miał masę nieudanych wrzutek. Często można było odnieść wrażenie, że gra w kadrze tylko dlatego, iż na bokach mamy pustynię. Nawet asysta przy bramce Lewandowskiego szybko poszła w niepamięć.

Dzisiaj tych asyst Frankowski w Ligue 1 ma trzy, do tego dołożył gola, a przecież na dobrą sprawę dopiero od dwóch spotkań wychodzi w pierwszym składzie. Ładnie wyglądają nagłówki o tym, że ma lepsze wejście we Francji niż Leo Messi. Statystyki kibiców porównujących go do Kamila Jóźwiaka w Derby County (50 meczów, 1 gol, 3 asysty) też grają na jego korzyść.

Polaka chwalił nawet Thierry Henry w komentarzu stacji Amazon przy okazji meczu z Monaco. To tam Frankowski zrobił różnicę, wchodząc w drugiej połowie za Deivera Machado i notując asystę przy bramce na 2:0. Od tej pory trener Haise nie kombinuje: na lewej stronie pewnie stawia na Frankiego, bo tak mówią na niego Francuzi. Lens, drużyna z szesnastym budżetem ligi, zajmuje obecnie miejsce za Marsylią i PSG. Ich naprawdę warto oglądać.

Podziel się lub zapisz
Żebrak pięknej gry, pożeracz treści, uwielbiający zaglądać tam, gdzie inni nie potrafią, albo im się nie chce. Futbol polski, angielski, francuski. Piszę, bo lubię. Autor reportaży w Canal+.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.