Przebudzenie mocy. Noworoczne podrygi ofensywnych piłkarzy Królewskich

Zobacz również:Człowiek, którego trzymają się kilogramy. O Hazarda skłonności do nadwagi
Real Madrid v RC Celta - La Liga Santander
Fot. Gonzalo Arroyo Moreno/Getty Images

Dość długo największym atutem atakujących Realu Madryt była umiejętność bronienia i zabezpieczania gry, co widzieliśmy po Lucasie Vazquezie i Marco Asensio. Zaprzeczali pierwotnej roli, bo brakowało im ognia w ofensywie. Obaj jednak wpisali się na listę strzelców przeciwko rozpędzonej Celcie Vigo (2:0) i dorzucili po asyście, pokazując, że mają do zaoferowania nieco więcej. Odparli zarzuty, że atak kończy się na Karimie Benzemie, chociaż i tak należało sporo czekać na takie sygnały.

Wejście pewnie w 2021 rok wcale nie było taką oczywistością, zwłaszcza przy odmienionej Celcie Vigo prowadzonej przez Chacho Coudeta. Galicyjczycy zyskali latynoski sznyt, krytykowani zawodnicy zaczęli ponownie czarować, a punktującej drużyny pod wodzą Argentyńczyka naprawdę należało się bać. Tym bardziej kiedy Sergio Ramos nie mógł dyrygować linią defensywną. Skończyło się na strachu, kontuzje Iago Aspasa czy Nolito po przerwie zrobiły swoje, by ostatecznie Zinedine Zidane nie musiał rozpoczynać roku od wysłuchiwania narzekań i strzałów w swoim kierunku.

Francuz przekonał się, że polegać może jedynie na żelaznej jedenastce, dlatego konsekwentnie unika rotacji. Zamiast myśleć o ewolucji, skupił się na walce o przetrwanie, dostrzegając jak istotne jest „tu i teraz” w przypadku madryckiej drużyny. Każde wprowadzenie Martina Odegaarda czy Fede Valverde to swego rodzaju upgrade, a przecież płynność, dominację i przewagę w ostatnich spotkaniach zawsze gwarantował doskonale znany tercet z Modriciem, Kroosem oraz Casemiro. Dwaj pierwsi zwłaszcza wyglądają, jakby przeżywali kolejny miesiąc miodowy, bo co mecz, to gwarantują wspaniałe wrażenia.

Klasycznie więcej ciepłych słów możemy zaadresować do obrońców Realu Madryt niż atakujących, nawet jeżeli spotkanie rozstrzygnęła współpraca duetu Lucas Vazquez - Marco Asensio. To dość wymowne, że nawet skrzydłowych Królewskich w tym sezonie bardziej kojarzyliśmy z zaangażowania w bronienie, zabezpieczanie drugiej linii, aktywną pracę w tyłach, niż przebojowe wejścia, ataki i sianie choasu, czego zwykle wymagało się od największych ofensywnych graczy RM.

Gol i asysta w przypadku obu może być istotnym czynnikiem motywacyjnym. Zwłaszcza Asensio notuje potrzebne przebudzenie, bo pół roku należało czekać na jakikolwiek dorobek liczbowy w jego wykonaniu. Najbardziej wierzył Zidane, a wszyscy wokół zastanawiali się, czym on zapracował na taki kredyt zaufania. Momentami absolutnie nie wyglądał jak skrzydłowy na miarę mistrza Hiszpanii, ale dopiero teraz widzimy przebłyski dawnej wersji Majorkanina.

Mimo wszystko, występ madrytczyków nie był spektakularny i raczej dowodzi kruchemu fundamentowi, na którym stoi Zidane. Bazuje na starych twarzach, ale to łatwo może się na nim zemścić. Postawił na maksymalne bezpieczeństwo, zaufał elegancji Kroosa i Modricia, którzy ponownie mieli tym dyrygować po swojemu. Nie liczy się przebudowa ani szukanie nowego oblicza, liczy się punktowanie i walka o przetrwanie, aby nie stracić szans na obronę tytułu.

Potwierdziło się przy tym kilka prawd objawionych w ekipie Los Blancos: Ferland Mendy musi być pierwszym wyborem, Nacho i Lucas stanowią wspaniałe alternatywy i od lat odnajdują się w roli zmienników, a taki środek pola obliguje do rywalizacji z każdym rywalem świata i zapewne jest jednym z ciekawszych w historii. Trudno nawet powiedzieć, że oglądamy Real 2.0 czy jakąkolwiek aktualizację, na drodze pełnej nierówności i pułapek najlepiej przecież sprawdzają się stare metody.

Podziel się lub zapisz
Dominik Piechota
Uwielbia opowiadać o świecie przez pryzmat piłki. A już najlepiej tej grającej mu w duszy, czyli latynoskiej. Wyznaje, że rozmowy trzeba się uczyć, stąd audycja La Polémica. Pasjonat futbolu i entuzjasta życia – w tej kolejności, pamiętajcie.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.