Poziom organizacji: mama-sportowiec. Jak atletki wracają po ciąży do gry

Serena Williams z córką
Fot. Phil Walter/Getty Images

Pomimo upływu lat, obrazek zawodniczki decydującej się na przerwę macierzyńską nadal wzbudza duże zainteresowanie. Dla niektórych powrót do profesjonalnej gry wiąże się z długą walką o optymalną formę. Trzy byłe i obecne atletki opowiadają newonce.sport o doświadczeniach z czasów ciąży. Dlaczego „bez rodziny ani rusz”? Jak pogodzić dziecko i sport? Czy warto szybko wracać do rywalizacji?

W ostatnich latach znanym przykładem zawodniczki, która postanowiła zrobić przerwę na urodzenie dziecka, była Serena Williams. Amerykanka, 23-krotna zwyciężczyni turniejów wielkoszlemowych, w 2017 roku, trzy miesiące po wygraniu Australian Open ogłosiła, że spodziewa się dziecka. W ostatnich dniach grudnia tego samego roku wzięła już udział w pierwszych zawodach.

Niewiele kobiet decyduje się jednak na przerwę podczas kariery. Urodzenie dziecka oznacza wiele miesięcy wyłączenia ze sportu. Jak okoliczności zajścia w ciążę wspominają te, które zdecydowały się poświęcić czas gry?

Agata Witkowska (siatkarka E.Leclerc MOYA Radomki Radom): – Zawsze kochałam dzieci. Chciałam być raczej młodszą niż starszą matką. Tak się złożyło, że po sezonie w Grot Budowlanych Łódź nie dostałam super propozycji kontraktowych. Przytrafił się za to Oluś, który zmienił całe życie. Mówiąc szczerze, nie wiedziałam, czy wrócę do siatkówki. Z czasem, tuż po porodzie, kluby same zaczęły się odzywać. To zmotywowało mnie do powrotu na boisko.

Klaudia Jans-Ignacik (była tenisistka, finalistka French Open 2012 w grze mieszanej): – Gdy dowiedziałam się, że jestem w ciąży, byłam w trakcie przygotowań do Australian Open. Wszystko już miałam dopięte na ostatni guzik – partnerkę, bilety lotnicze. Nagle trzeba było zmienić plany. Od razu miałam zakodowane w głowie, że wrócę, a przerwa będzie w miarę krótka. Tyle ile będę potrzebowała. Aktywnie spędziłam okres ciążowy. Chodziłam na jogę i troszeczkę odbijałam. Dobrze się czułam, więc nie było przeciwskazań.

Kasia Dulnik (była koszykarka, mistrzyni Europy z 1999 roku): – Pomimo upływu lat bardzo dobrze pamiętam moje ciąże. Z powodu problemów zdrowotnych towarzyszyły im komplikacje. Mając 23 lata spędziłam dużo czasu w szpitalu. Odbywało się to jednak na zasadzie częstych wizyt. W drugiej ciąży, utknęłam wraz z córką w szpitalu na trzy miesiące. Między piątym, a ósmym miesiącem nie wstawałam z łóżka.

POWRÓT DO ZAJĘĆ

Dla bohaterek tekstu ważną kwestię stanowiło odpowiednie przygotowanie fizyczne. Przez lata przyzwyczaiły się do życia na zasadzie: trening-mecz-dom. Przyszedł jednak czas, gdy z dnia na dzień trzeba było zrezygnować z dwóch pierwszych elementów.

– Zaczęłam poważnie trenować cztery miesiące po porodzie. Z perspektywy czasu – trochę za wcześnie. Choć miałam duże wsparcie najbliższych, to nie było łatwo. Nie wiem, czy drugi raz postąpiłabym tak samo. Z drugiej strony, zdawałam sobie sprawę, że czeka mnie sporo ciężkiej pracy, skoro zdecydowałam się na powrót. W pomoc zaangażowałam rodzinę.. To duże obciążenie móc pogodzić treningi z wychowywaniem – opowiada nam Witkowska.

– Na pierwszy obóz przygotowawczy po porodzie pojechała ze mną teściowa. Jechaliśmy w trójkę mocno zapakowanym samochodem. Pokój był zapełniony rzeczami dla dziecka. Kiedy ćwiczyłam, to mogłam liczyć na jej pomoc. Na szczęście małe dziecko wówczas bardzo dużo spało. To nie przeszkadzało w tym, by zajmował się nim ktoś inny niż ja. Im Oluś stawał się starszy, tym było trudniej, bo rosło przyzwyczajenie do matki. Panowała większa tęsknota – dodaje siatkarka.

Dulnik: – Wojtek urodził się w styczniu, Hania w grudniu. Zachodziłam w ciąże pod koniec sezonu lub po jego finiszu. Odpuszczałam całe następne rozgrywki, wracając do gry w kolejnych. Tak się składało, że z małymi dziećmi wchodziłam idealnie w okres przygotowawczy. Wcześniej, po okresie połogu ćwiczyłam indywidualnie. W przypadku ciąży z Hanią pierwotnie nie planowałam dalszej gry. Miałam 32 lata i prasowałam pieluszki dla córki, gdy zadzwonił do mnie trener, Witek Ziółkowski.

- Hej Kasia, co robisz? – zapytał.

- Prasuję.

- Pracujesz? To szkoda, bo chciałem, żebyś jeszcze trochę u mnie pograła.

- Prasuję, nie pracuję – odpowiedziałam śmiechem, po czym zdecydowałam się wrócić do koszykówki.

GŁOWA JEST GDZIE INDZIEJ

Przez lata kariery Klaudia Jans-Ignacik wielokrotnie reprezentowała nasz kraj nie tylko w wielkoszlemowych zawodach, ale również na igrzyskach. Początkowo w singlu, z czasem przeszła na grę podwójną. Prawdopodobnie kibice tenisa pamiętają ją z występów w parze z Alicją Rosolską. Wspólnie wygrały między innymi zawody z cyklu WTA w Marbelii w 2009 roku. Dziś spełnia się nie tylko jako matka, ale także jako ekspert telewizyjny.

– Największym wyzwaniem było to, że przychodziłam na zajęcia niewyspana. Wiadomo, małe dziecko często nie daje w nocy spać. Z kolei w życiu profesjonalnego sportowca niezbędny jest odpoczynek i prawidłowa regeneracja. U mnie była ona nieco zaburzona. Nieraz wsiadając z rana do samochodu zastanawiałam się, czy dojadę na trening. Czułam się śpiąca, myślałam, że zasnę za kierownicą. Pobudzałam się głośną muzyką i myślą o treningu, na którym szybko stanę się żywiołowa – mówi olimpijka z Pekinu, Londynu i Rio de Janeiro.

Kasia Dulnik przez lata była związana z warszawską Polonią – nie tylko jako zawodniczka. Przez krótki okres łączyła grę z prowadzeniem zespołu, a w latach 2014-2016 pełniła funkcję prezes klubu. W latach 90. była jedną z ważnych zawodniczek reprezentacji Polski. W 1999 roku wraz z między innymi Małgorzatą Dydek czy Krystyną Szymańską-Larą doprowadziła biało-czerwoną kadrę do triumfu na mistrzostwach Europy. Obecnie MVP sezonu regularnego PLKK z 1995 roku rozwija się także jako założycielka fundacji swojego imienia, promującej sport szczególnie wśród dzieci i kobiet.

– Nie miałam problemów z organizacją życia po urodzeniu dziecka. Dużo pomagała mama, która przeszła na wcześniejszą emeryturę. Mieszkałam blisko hali Polonii. Można powiedzieć, że Wojtek tam się wychowywał. Żył z nami w pełnej symbiozie, przez co nie miałam zbyt wielu zarwanych nocy. Nawet imprezy mu nie przeszkadzały, ale to być może jest związane z jego problemami ze słuchem z pierwszych lat życia. Wiem, że nie wszystkie koleżanki miały tak świetnie, bo maluchy potrafiły dać w kość. Przypomina mi się sytuacja z jednego z obozów, gdy Danka Kopeć siedziała długo z dzieckiem przy talerzu, bo jej Ula nie chciała jeść. To mogło trochę denerwować, bo zaraz czeka cię trening, a ty myślisz o czymś innym – opowiada Dulnik w rozmowie z newonce.sport.

CIĄŻA? BYLE NIE W SEZONIE

Spośród trójki rozmówczyń, Agata Witkowska jest jedyną aktywną zawodniczką. Pochodząca z Gdańska libero przez lata stanowiła o sile między innymi Budowlanych Łódź czy Atomu Trefla Sopot, z którym w sezonie 2014/2015 dotarła do finału Pucharu CEV. Dzięki świetnej grze na krajowym podwórku, zawodniczka przykuła uwagę włoskiego Busto Arsizio. Od 2019 roku srebrna medalistka igrzysk europejskich reprezentuje barwy Radomki Radom – czwartego zespołu ostatniego sezonu TauronLigi.

– W środowisku siatkarskim jest mało dziewczyn, które łączą wychowanie dziecka z karierą. Szczerze? Nie dziwie im się. Teraz mogę się zastanawiać, czy nie mogłam z tym wszystkim trochę zaczekać. Jednakże starałam się pozyskać wskazówki od innych. Szczególnie interesował mnie aspekt kontuzji. Organizm sportowca często pracuje na wysokich obrotach. Raptem dostaje przerwę, by za jakiś czas znów wrócić w stare tryby. To powoduje duże ryzyko. Niemniej, każda znajoma mówiła, że miłość do dziecka niweluje wszystkie problemy – i ja się z tym zgadzam. Wiele razy przyłapywano mnie przed halą, gdy drzemałam w samochodzie. Nie miałam takiej możliwości w domu, bo mały nie dawał spać – mówi libero klubu z Radomia.

Jednym z powodów, dla które zawodniczki czekają z ciążą na okres po zakończeniu kariery, jest obawa o kontrakt. Na polskim podwórku nie brakuje przykładów, gdzie kluby traktowały atletki w ciąży jako „piąte koło u wozu”.

– Zaszłam w ciążę w trakcie sezonu, ale przez pierwsze trzy miesiące nie wiedziałam o tym i normalnie grałam. O ciąży dowiedziałam się dwa miesiące przed końcem kontraktu. Zgłosiłam to do klubu i usłyszałam, że do końca miesiąca mam opuścić mieszkanie – opowiadała TVP Sport reprezentantka Polski w piłce ręcznej, Kinga Grzyb. Choć sprawa w sądzie zakończyła się pomyślnie dla zawodniczki, to jak sama podkreślała, najadła się sporo strachu.

BEZ RODZINY ANI RUSZ

Wszystkie rozmówczynie zwracały uwagę na pomoc rodziny. To najbliżsi, przejmując na moment rolę opiekuna, dali bohaterkom możliwość spokojnego powrotu do ukochanych dyscyplin. Kasi Dulnik podczas pierwszego obozu z zespołem towarzyszyła mama, a Agacie Witkowskiej teściowa. Z kolei Klaudia Jans-Ignacik jeździła na turnieje tenisowe między innymi z mężem. Czasem organizatorzy zawodów, szczególnie wielkoszlemowych, wychodzili naprzeciw oczekiwaniom startujących matek, tworząc turniejowe żłobki. Każda z atletek podkreśla, że przerwa wiele zmieniła nie tylko w codziennym życiu, ale i w ich samych.

Jans-Ignacik: – Ciąża sprawiła, że stałam się cierpliwsza na korcie. Kiedyś mi tego brakowało. Sporo w dobrym podejściu po urodzeniu dało to, że przerwa nastąpiła po najlepszym okresie w karierze. W 2012 roku wygrałam dwa turnieje, dotarłam do finału French Open oraz wystąpiłam na igrzyskach w Londynie. Ciąża w tym momencie spowodowała, że miałam motywację, by wrócić do takiej samej formy, jaką miałam wcześniej. Chciałam znów walczyć o coś, a nie tylko dogrywać sobie przez lata bez wysokich celów.

Witkowska: – Macierzyństwo jest piękną sprawą. Nie oznacza to jednak, że wszystko wychodzi idealnie. Nieraz nie miałam ochoty i sił, by pójść na trening. Podstawą jest odpowiednia organizacja. Dziecko wywraca życie o 180 stopni. Jeśli kochało się siatkówkę na sto procent, to po urodzeniu nadal się ją darzy takim samym uczuciem, ale… w życiu ktoś ma jeszcze ważniejsze miejsce. Fajne jest to, że nawet jeśli w trakcie gry spotka cię coś złego, na przykład nie wyjdzie ci trening albo mecz, to dziecko sprawia, że szybko odcinasz się od negatywnych myśli.

Dulnik: – Wszystkim mamom-atletkom poradziłabym, aby dbały tak samo zarówno o dziecko, jak i o siebie. Nie warto robić wokół niego nadmiernego szumu. Dzieci rodzą się i dorastają w różnych warunkach od tysięcy lat. Wychodzę z założenia, że z dzieckiem można pójść wszędzie i żyć normalnym trybem. Nikt na tym nie ucierpi. Ciąża jest dla atletek czymś wspaniałym. Często zdarza się, że kariera zawodniczek nabiera po niej rozpędu.

Ciąża w trakcie kariery nadal pozostaje dla niektórych zawodniczek ryzykiem. Nikt nie umie przewidywać przyszłości, przez co w atletkach może panować obawa o dalszą grę w sporcie. Bohaterki tekstu swoją historią pokazały jednak, że połączenia kariery z ciążą nie należy postrzegać jako „mission impossible”.

Podziel się lub zapisz
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.