Powtórka z Pawłowskiego czy nowe otwarcie? Kądzior wyciągnięty z szafy na Camp Nou, a Eibar po raz pierwszy zatrzymał Barcelonę

Zobacz również:Od komunistycznego raju do etatowego bicia rekordów. Ansu, będziesz legendą
DamianKadziorEqbSR-kXcAAyCrZ.jpeg
Fot. SD Eibar

Po siedmiu meczach bez choćby rozegranej minuty, kiedy wszystko wskazywało na wypożyczenie Damiana Kądziora zimą, Polak niespodziewanie wyszedł w podstawowym składzie Eibaru na rywalizację z Barceloną. Na Camp Nou rozegrał 81 minut, a Baskowie pierwszy raz w historii nie przegrali (1:1) na tym obiekcie. Kądzior po przejściu grypy nie był w pełni sił, ale udźwignął ciężar tego spotkania. Zostawił Jose Luisowi Mendilibarowi solidne argumenty, aby ten korzystał z niego częściej. Pytanie, czy to oznacza jakikolwek przełom w tej współpracy.

Kiedyś już to przeżywaliśmy. Polski skrzydłowy przez cały sezon oglądał występy kolegów z ławki albo trybun, nie mógł się doprosić szansy w LaLiga, a najdłużej wystąpił dwukrotnie z Barceloną. To był swego rodzaju sposób na „skasowanie” Bartłomieja Pawłowskiego przez Bernda Schustera w Maladze. Postawił na niego w meczu, kiedy są skazani na bieganie za piłką, a ofensywni gracze mogą liczyć na palcach kontakty z nią. Najtrudniejsze ze spotkań. Później jednak trener miał argument po swojej stronie: Pawłowski przecież zagrał, ale mnie nie olśnił, dlatego z niego zrezygnowałem.

Słynna, symboliczna Barcelona z jego opowieści przyszła na myśl, kiedy zobaczyliśmy podstawową jedenastkę Eibaru na Camp Nou, a w niej Damiana Kądziora i to na nominalnej pozycji prawoskrzydłowego. Szok dla wszystkich, w tym samego zainteresowanego, który przecież od 7 spotkań nie pojawił się na murawie i zaczął rozważać poszukiwanie minut zimą, by ratować wyjazd na mistrzostwa Europy. „Miło byłoby zagrać chwilkę na Camp Nou, bo nie każdemu przydarza się taka okazja” – mówił nam 28-latek rano w dniu meczu z nutką nadziei, ale też świadomością swojej sytuacji.

W rzeczywistości nie dostał jeszcze poważniejszej okazji do zaprezentowania umiejętności niż przeciwko Barcelonie. Wcześniej w lidze najdłużej wystąpił przez 45 minut, zwykle na lewym skrzydle, a teraz Jose Luis Mendilibar przytrzymał go na boisku przez ponad 80 minut. Schodził z boiska z korzystnym rezultatem, a ostatecznie Baskowie zremisowali 1:1 z Barceloną, co było ich pierwszym w historii odebraniem punktów na Camp Nou.

Kądzior na pewno skorzystał na przeziębieniu Bryana Gila, czyli pewniaka do gry na skrzydle. To co jego powaliło do łóżka kilka dni wcześniej, teraz dało mu miejsce w jedenastce. Polak niedawno sam przeleżał pięć dni z gorączką, do tego przez cztery miesiące pozostawał bez gry, ale poradził sobie dość obiecująco z intensywnym meczem na Camp Nou. Dało się jednak zauważyć, że odczuwa skutki grypy. Tym bardziej, że planem Basków na mecz było bieganie oraz pressowanie, by narzucić Katalończykom swoje zasady. To się udało, do momentu objęcia prowadzenia przez Eibar większość spotkania była rozgrywana na połowie ekipy Ronalda Koemana. Nawet jeśli Barcelona częściej miała piłkę, to poważnie męczyła się z przetransportowaniem jej na połowę przeciwnika. Eibar ma ten dar sprawiania, by gry było niewiele, a czas pędził szybciej niż zwykle.

Po byłym skrzydłowym Dinama Zagrzeb widzieliśmy, jak mocno chciał wykorzystać tę szansę. Z myślą, że może być jedyną lub ostatnią. Został schowany do szafy na wiele miesięcy i wyciągnięty niespodziewanie na tak prestiżowe spotkanie. Baskowie pokazali na Camp Nou dużą mądrość, bo nawet jeśli nie zaimponowali liczbą odbiorów, to ustawiali się na tyle inteligentnie, by ograniczać potencjał Barcelony i zabijać upływający mecz. Dla postronnego widza to musiał być męczący widok. Piłkarze Mendilibara toczyli grę z dala od własnej bramki, atakowali pressingiem, nastawili się na neutralizację możliwości rywala, który wyszedł w nietypowym systemie 3-5-2.

Mimo że piłkarze Koemana mieli niewykorzystanego karnego przez Braithwaite'a czy nieuznanego gola Duńczyka, jako pierwsi stracili bramkę po indywidualnym błędzie Ronalda Araujo. Urugwajczyk później sam poprosił rzecznika prasowego o udzielenie wywiadu, aby wyrazić skruchę po tej pomyłce. W końcu jego wejście do jedenastki Blaugrany dotychczas wyglądało bardzo obiecująco, nawet w tym meczu wywalczył jedenastkę. Potwierdziło się, że jeśli Barcelona traci pierwsza gola, nie potrafi później wygrywać. Bo choć klarownych szans miała mnóstwo, ostatecznie doprowadziła jedynie do remisu 1:1.

Sam Kądzior odznaczył się tym, że brał na siebie wszystkie stałe fragmenty gry, tak jak zapowiadali mu przed sezonem. Bił mocne piłki z rzutów rożnych czy wolnych, sygnalizował warianty rozegrania np. z dwoma wyciągniętymi palcami, próbował też odważnych strzałów, z czego jeden celny rozbudził czujność Marca-Andre ter Stegena. Ewidentnie przystosował się do poleceń Mendilibara, czyli „termina” – po prostu kończ. Kiedy dostawał piłkę, miał od razu szukać decyzji w postaci wrzutki lub strzału. Próbował, tego mu nie odmówimy, nawet jeśli uderzenia były blokowane. Więcej ognia pokazał w pierwszej połowie, po przerwie widzieliśmy, że Kądzior był już wycieńczony i więcej trudu sprawiało mu utrzymanie piłki czy wyjście z ciekawą kontrą. I tak godne uznania jest, że menedżer przetrzymał go na boisku 80 minut.

Od razu rodzi się pytanie, czy szkoleniowiec Eibaru, drugi najdłużej pracujący w lidze hiszpańskiej, widział to spotkanie podobnie jak postronni obserwatorzy. Jak odniesie się do gry defensywnej i zaangażowania Kądziora, jak spodobała mu się jego praca przy linii, gdzie rywalizował z Juniorem Firpo, ale też czuł bezpośrednią obecność i krzyki trenera kilka metrów obok. Wiemy, że Mendilibar podczas meczów nie należy do cicych ani przyjaznych menedżerów. To mogła być szczera szansa na zasadzie „masz chłopaku, przekonaj mnie”, ale też próba umycia rąk, aby mieć podkładkę w dyskusji, dlaczego przez kilka miesięcy traktował go jak powietrze. Więcej zapewne powiedzą nam styczniowe mecze z Granadą czy Levante – po nich przyszłość Kądziora powinna się wyjaśnić. Polak też potrzebuje gwarancji gry, skoro chciałby jakkolwiek myśleć o Euro 2021.

>> Przeczytaj nasz wywiad ze skrzydłowym Eibaru <<

To nie był porywający ani oszałamiający mecz Polaka, ale z pewnością taki, który daje pretekst do kolejnych występów. Oprócz stałych fragmentów gry, zobaczyliśmy nastawienie na bezpośrednią piłkę oraz dużą aktywność, co akurat trener Mendilibar ceni. Wydaje się, że Kądzior spełniał jego założenie, by w pressingu ustawiać się między środkowymi obrońcami a wahadłowymi, dlatego najczęściej pozbawiał rywala możliwości zagrania do Clemente'a Lengleta oraz atakował Juniora Firpo, gdy nie poradził sobie z przyjęciem.

Barcelona nie postawiła poprzeczki najwyżej, ale nadal miała bezdyskusyjnie lepsze warunki, by wygrać. Po kolejnej stracie punktów, wywołującej rozczarowanie i bezradność, sam Ronald Koeman nie krył, że o mistrzostwie Hiszpanii należy raczej zapomnieć. Nie z taką skutecznością, nie z takim nastawieniem. Wszystko zrzucił na indywidualne pomyłki, ale trenerską partię wygrał Mendilibar. Człowiek, który od pięciu lat pokazuje, że pieniądze w futbolu to nie wszystko. Można też zarządzać maluczkimi, grając sposobem, oszczędzając rozsądnie oraz inwestując z pomysłem. Oto sposób Eibaru, by raz na jakiś czas przypomnieć o sobie światu. Realowi napsuli krwi, Barcelonę już ograbili z punktów.

Podziel się lub zapisz
Dominik Piechota
Uwielbia opowiadać o świecie przez pryzmat piłki. A już najlepiej tej grającej mu w duszy, czyli latynoskiej. Wyznaje, że rozmowy trzeba się uczyć, stąd audycja La Polémica. Pasjonat futbolu i entuzjasta życia – w tej kolejności, pamiętajcie.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.