Polubić Ligę Konferencji. Dlaczego granie z równymi sobie ma więcej sensu

Zobacz również:Cieszmy się z małych rzeczy. Lech widowiskowo przeszedł Valmierę
Ekstraklasa
Paweł Jaskółka/Pressfocus

Rankingowo Austria Wiedeń i Hapoel Beer Szewa to zespoły na poziomie podobnym do Rakowa Częstochowa. Gra z nimi może nie będzie elektryzowała kibiców, ale ma szansę bardziej rozwinąć piłkarzy Lecha.

Jeśli spojrzeć na fazę grupową Ligi Konferencji Europy w poszukiwaniu ciekawych meczów do obejrzenia w czwartkowy wieczór, bogactwo oferty nie rzuci na kolana. Kiedy UEFA zapowiadała wprowadzenie trzeciego europejskiego pucharu, można sobie było wyobrażać właśnie starcia Pjunika Erywań ze Slovanem Bratysława, Apollonu Limassol z Dnipro czy Cluj z Sivassporem. W tym kontekście to, że mistrz Polski musi rywalizować w takim towarzystwie i jeszcze się z tego cieszyć, może być dobijające. Lepiej by było być tam, gdzie Manchestery City albo chociaż United, a nie tam, gdzie rezerwy Villarrealu to najatrakcyjniejsze, na co można trafić. Lepiej dla kanapowego kibica albo po prostu kibica. Ale dla piłkarzy czasem większym rozwojem jest możliwość rywalizowania z drużynami będącymi w miarę zasięgu, a nie z całkowicie innego świata.

Fajnie było, gdy Lech wpadał do grupy z Benficą, jednak rywalizacja sportowa dość szybko się kończyła, a próby stawienia czoła rywalowi o tyle klas lepszemu były dla zawodników do tego stopnia wyczerpujące fizycznie i psychicznie, że wkrótce rozsypało się wszystko, co Dariusz Żuraw zdołał zbudować. Legia Warszawa w trudnej i atrakcyjnej medialnie grupie z Napoli, Spartakiem Moskwa i Leicester do pewnego momentu rywalizowała sportowo, ale europejskie wieczory były dla niej do tego stopnia wycieńczające, że w lidze rozegrała najgorszy sezon od lat i do dziś wylizuje po nim rany. A mecze Ligi Konferencji, może poza Villarrealem, który rankingowo jest najsilniejszą drużyną w całej stawce, nie wymagają od Lecha grania co kolejkę na granicy własnych możliwości i wymyślania ekwilibrystycznych sposobów, by uniknąć kompromitacji. Dla kogoś, kto chciałby stać się europejską klasą średnią, pierwszym krokiem jest zacząć wśród niej bywać. Przyzwyczaić się do meczów w Europie. Sprawić, że puchary staną się rutyną, a nie świętem. Etatowi pucharowicze tak właśnie mają. Raz na jakiś czas trafią na rywala, którego przyjazd stawia na nogi całe miasto. A poza tym, grają z innymi drużynami podobnej klasy. Brugia jedzie grać z Porto, Celtic z Szachtarem, Dinamo Zagrzeb z Salzburgiem. Nawet Liga Mistrzów to nie same starcia Bayernu z Barceloną.

Podziel się lub zapisz
Prawdopodobnie jedyny człowiek na świecie, który o Bayernie Monachium pisze tak samo często, jak o Podbeskidziu Bielsko-Biała. Szuka w Ekstraklasie śladów normalności. Czyli Bundesligi. W newonce.sport autor sobotniego cyklu Z nogą w głowie i poniedziałkowej rubryki Centrostrzał.