Polskie zapasy kobietami stoją. Co to znaczy w kontekście Paryża?

Zobacz również: Lekcja wytrzymałości. Najtrudniejsze medale przynoszą najwięcej szczęścia
Angelina Łysak
fot. Przemysław Kaliski dla Polskiego Związku Zapaśniczego

Właśnie zakończyły się mistrzostwa świata w zapasach, które w tym roku odbywały się w Belgradzie. Reprezentacja Polski zakończyła zmagania z trzema medalami - i wszystkie należą do kobiet. Co to oznacza w kontekście walki o igrzyska olimpijskie w Paryżu?

Od razu warto zauważyć, że o ile mistrzostwa świata w Serbii były ważne (impreza sezonu), o tyle to te w przyszłym roku będą najważniejsze w całym skróconym trzyleciu olimpijskim. Powód jest bardzo prosty - to właśnie na czempionacie w 2023 roku rozdane zostaną pierwsze kwalifikacje olimpijskie. Wszyscy reprezentanci Polski powtarzali przed turniejem, że Belgrad to oczywiście niezwykle ważny, ale tylko przystanek na drodze do kolejnych igrzysk w Paryżu. Jak więc wypadła jedna z ostatnich weryfikacji przed walką o wymarzoną kwalifikację?

DZIEWCZYNY LUBIĄ BRĄZ

Naprawdę dobrze, jeśli weźmiemy pod uwagę kobiecą reprezentację. Z siedmiu polskich zapaśniczek aż trzy wróciły do domu z medalami - weteranka międzynarodowych mat Anna Łukasiak (w kategorii do 50 kilogramów), dopiero rozpoczynająca seniorską karierę Angelina Łysak (do 57) i olimpijka z Tokio, Jowita Wrzesień (do 59).

Anna Łukasiak
fot. Przemysław Kaliski dla Polskiego Związku Zapaśniczego

Każda z pań doszła do swojego brązowego medalu w całkowicie inny sposób - Łukasiak po latach oczekiwań i ciężkiej pracy w końcu przełamała medalową niemoc. Kilkukrotnie ocierała się o podium mistrzostw Europy czy świata, ale zawsze czegoś brakowało - często nawet sekund w poszczególnych walkach o brąz. Teraz to się zmieniło - ma już medale z mistrzostw Europy w 2021 i 2022 roku i właśnie dorzuciła pierwszy w karierze medal mistrzostw świata. Biorąc pod uwagę, że pierwsze starty na takich imprezach Ania miała kilkanaście lat temu, wytrwałości i serca do walki odmówić jej nie można. Szczególnie że kiedyś zdarzało jej się przegrywać takie pojedynki w ostatnich sekundach - tymczasem w Belgradzie to ona zdobyła brąz skutecznymi akcjami na pół minuty przed końcem walki. Wiele zawodniczek z jej stażem zaczyna powoli myśleć o końcu kariery. Łukasiak z kolei myśli o igrzyskach w Paryżu - one także byłyby jej pierwszymi w karierze.

Doświadczenie pomogło także Wrzesień - na igrzyska do Tokio Polka jechała jako duża niespodzianka, ponieważ nikt nie spodziewał się, że zdobędzie kwalifikację. Od tamtej pory rozwinęła się jednak na tyle, że w Belgradzie była już jedną z kandydatek do medali, choć startowała tym razem w nieolimpijskiej kategorii wagowej. Nadzieje spełniła i to w jakim stylu - walkę o brąz wygrała po akcji w ostatniej sekundzie pojedynku!

Jowita Wrzesień
fot. Przemysław Kaliski dla Polskiego Związku Zapaśniczego

Pisaliśmy, że Łukasiak patrzy na Paryż. U Wrzesień nie jest to takie proste, ponieważ ona patrząc na drogę do igrzysk widzi poważną rywalkę w postaci… Łysak. Obie panie zdobyły medale na mistrzostwach świata, ale z ich dwóch kategorii tylko jedna (57 kg) jest olimpijska. Wrzesień na pewno będzie chciała zejść o dwa kilogramy, by powalczyć o kolejny wyjazd na najważniejszą imprezę. Łysak jest jednak zdeterminowana, by do tego nie dopuścić, w dodatku w Belgradzie zaprezentowała się fantastycznie.

Przegrała tylko z amerykańską mistrzynią olimpijską i mistrzynią świata Helen Maroulis - wszystkie pozostałe walki zdominowała. Jeszcze rok temu Angelina zostawała mistrzynią świata do lat 23, teraz zdobyła pierwszy medal mistrzostw świata wśród seniorek. Rozwija się podręcznikowo - walczy efektownie, często szukając rzutów, a do tego efektywnie, odbierając rywalkom ich atuty swoją świetną techniką i wytrzymałością. Mimo tego że w Belgradzie trafiała na naprawdę mocne rywalki, potrafiła z łatwością je ogrywać - często przed czasem.

Angelina Łysak
fot. Przemysław Kaliski dla Polskiego Związku Zapaśniczego

Łysak jest zresztą liderką całego młodego pokolenia polskich zapaśniczek, które od kilku lat zdobywa medale na juniorskich i młodzieżowych imprezach, a teraz zaczyna wchodzić w wiek seniorski. Po takim występie w Serbii i fakcie, że wciąż się rozwija, Łysak staje się jedną z głównych polskich kandydatek do wyjazdu do Paryża. Razem z nią są także weteranki - Łukasiak i Katarzyna Krawczyk (medalistka MŚ 2021, której turniej w Belgradzie nie wyszedł) - i rówieśniczki, jak Natalia Strzałka. Patrząc po naszym zapleczu niewykluczone także, że pojawią się nowe zawodniczki, które za moment będą startować w młodzieżowych mistrzostwach świata. Głębi w składzie zabraknąć nie powinno.

PANOWIE, CZAS NA POBUDKĘ

Co innego u mężczyzn, zarówno w stylu wolnym, jak i stylu klasycznym. Tutaj rządzą głównie weterani, którzy w dużej mierze nie zaliczą turnieju w Belgradzie do udanych. Szczególnie „klasycy" mogą spisać aktualny sezon na straty. Nie zdobyli żadnego medalu na imprezach sezonu (IO, MŚ, ME) po raz pierwszy od 2015 roku. A przecież rok temu mieli nawet medal olimpijski w wykonaniu Tadeusza Michalika.

Teraz Michalik odpadł już w pierwszej walce - ma zresztą za sobą nie najlepszy, miejmy nadzieję, że przejściowy, sezon. Jego koledzy nie do końca poprawili sytuację - grupa „klasyków” skończyła mistrzostwa z bilansem czterech zwycięstw i siedmiu porażek. Pozytywem jest fakt, że doskonale wiemy, że potencjał tej ekipy jest większy. O Michaliku mówić nie trzeba, bo to oczywiste, ale są jeszcze chociażby byli medaliści MŚ - Mateusz Bernatek, Gevorg Sahakyan czy nieobecny ze względów zdrowotnych Arkadiusz Kułynycz.

U „wolniaków” jest nieco pozytywniej, bo dwa piąte miejsca Sebastiana Jezierzańskiego (do 86 kg) i Radosława Marcinkiewicza (do 92 kg) sprawiły, że ostatecznie zaliczyli lepszy turniej niż ich koledzy. Problem w tym, że zabrakło medalu, a słabe zawody mają w swoim wykonaniu wydawałoby się nasi najlepsi zawodnicy w tym stylu - Eduard Grigorev i Robert Baran. To na nich na początku cyklu liczyliśmy najbardziej w kontekście wyjazdu do Paryża, jednak gdyby mistrzostwa w Belgradzie były tymi za rok, w których walczy się o kwalifikację olimpijską, to powalczyłby o nią tylko Jezierzański - a i tak musiałby stoczyć jeszcze dodatkowy zwycięski pojedynek, bo z mistrzostw świata na igrzyska pojedzie najlepsza piątka (a w zapasach są dwa trzecie i dwa piąte miejsca, więc jedna osoba musi odpaść).

Najlepszą informacją w kontekście igrzysk w Paryżu jest to, że… to jeszcze nie były kwalifikacje. Wiemy, że w męskiej części reprezentacji jest więcej talentu, niż wskazywałyby na to wyniki. Trzeba więc liczyć, że przed kolejnym sezonem nasze panie utrzymają formę (albo wręcz poprawią, jest na to potencjał), a panowie przynajmniej wrócą do dyspozycji, którą są w stanie zaprezentować. Wtedy przed Paryżem może się zrobić naprawdę interesująco, szczególnie że na ten moment wciąż nie ma i nie będzie w kwalifikacjach Rosjan i Białorusinów, a to oni często blokowali Polakom drogę na bardzo ograniczone w liczbie zapaśników igrzyska. Czasem można odnieść wrażenie, że na igrzyska trudniej się dostać niż zdobyć tam medal - a te kwalifikacje powinny być choć minimalnie łatwiejsze.

Co myślisz o tym artykule?

Podziel się lub zapisz
Uniwersalny jak scyzoryk. MMA, sporty amerykańskie, tenis, lekkoatletyka - to wszystko (i wiele więcej) nie sprawia mu kłopotów. Pisze dla newonce.sport, a w newonce.radio odwiedza audycję NFL Po Godzinach.