Polskie wyrzuty sumienia. Trenerzy, którzy przebili się z mniejszych krajów do lig top 5

Zobacz również:Wyniki, trofea, styl, promowanie młodzieży. TOP 10. Najlepsi polscy trenerzy
West Brom
Nathan Stirk/Getty Images

O tym, że polskich trenerów nie zatrudnia się za granicą, wiadomo nie od dziś. Jednak to nie jest tylko nasza przypadłość. Szkoleniowcy z krajów spoza piłkarskiego głównego nurtu mają sporą trudność, by dostawać pracę w czołowych ligach. Są jednak nieliczne przypadki tych, którym się to udało.

Kto chce znaleźć kij na polskich trenerów, zawsze ma go pod ręką. Naczelnym punktem krytyki tej grupy zawodowej w polskiej piłce jest to, że w przeciwieństwie do piłkarzy, żaden z nich nie znajduje zatrudnienia w silnych bądź choćby przyzwoitych zagranicznych ligach. A patrząc na międzynarodowe towarzystwo pracujące z najlepszymi klubami świata, można odnieść wrażenie, że ta część futbolu jest już tak samo zglobalizowana, jak ta rozgrywająca się na murawie. To jednak – poza kilkoma wyjątkami — nieprawda. A polscy trenerzy pod tym kątem aż tak mocno nie odstają od kolegów z innych krajów.

DOŁUJĄCY KRAJOBRAZ

Pierwszy rzut oka na trenerski krajobraz Europy może wpędzić polskiego kibica i trenera w kompleksy. Chorwat Ivan Jurić prowadzi Hellas Werona, jedną z rewelacji sezonu we Włoszech, a solidną pozycję na tamtejszym rynku ma Serb Sinisa Mihajlović, obecnie trenujący Bolonię. Utrzymać Herthę Berlin w Bundeslidze próbuje Węgier Pal Dardai, rewelację wiosny z Moguncji prowadzi Duńczyk Bo Svensson, a puchary ze Stuttgartem atakuje Amerykanin Pellegrino Matarazzo. W Premier League jeden z największych klubów, czyli Manchester United, ma trenera z Norwegii, niezłą markę wyrobił sobie już w Southamptonie Austriak Ralph Hasenhuettl, a w Ligue 1 już kolejny raz pracę znajduje Ormianin Michel Der Zakarian. Na którą z czołowych lig Europy nie spojrzeć, tam trenerzy z różnych stron świata. Tylko polskich wśród nich brak. Notorycznie.

IMIGRANCI I BYLI PIŁKARZE

To jednak tylko pobieżne spojrzenie na sprawę. Nagła mnogość nacji wśród trenerów w zagranicznych ligach jest ściśle powiązana z imigracją. A gdyby mierzyć narodowości nie paszportem, lecz miejscem, które danego trenera zawodowo stworzyło, różnorodność okazałaby się nagle znacznie mniejsza. Co z tego, że Der Zakarian faktycznie urodził się w Erywaniu, skoro od szóstego roku życia mieszka we Francji i całą piłkarską edukację otrzymał w tym kraju. Dardai, zanim w 2015 roku po raz pierwszy dostał szansę w pierwszej drużynie Herthy, spędził w tym klubie osiemnaście lat. Najpierw jako piłkarz, później jako trener młodzieży. Nikt nie traktował go jako trenera z Węgier, lecz jako lokalną legendę. Podobnie jak Olego Gunnara Solskjaera w Manchesterze United. Wprawdzie ściągnięto go bezpośrednio z Molde, ale przecież nie za to, jak radził sobie w lidze norweskiej. Pierwszą trenerską posadę otrzymał jeszcze w rezerwach Manchesteru. Tam się przyuczał i można go jako szkoleniowca uznać za wychowanka Czerwonych Diabłów. A Matarazzo ostatnie dwadzieścia lat spędził jako piłkarz i trener w Niemczech, nie w Stanach Zjednoczonych. Wielu z tych, którzy formalnie są w swoich ligach zagranicznymi trenerami, to w rzeczywistości miejscowi.

TRENERSKIE NACJE

Trenerzy, którzy rzeczywiście są zatrudniani w różnych ligach, także w takich, z którymi wcześniej nie mieli żadnego związku, niemal zawsze pochodzą z tylko dziewięciu krajów świata. Rynek uznaje istnienie dziewięciu trenerskich nacji – Niemiec, Francji, Hiszpanii, Anglii, Włoch, Holandii, Portugalii, Brazylii i Argentyny. Trenerzy z tych krajów absolutnie dominują w czołowych ligach europejskich. Jeśli sprowadza się fachowca z zagranicy, to właśnie z któregoś z tych dziewięciu krajów. Pozostali też mają szansę na pracę w najlepszych ligach, ale tylko jeśli mają jakiś punkt zaczepienia. Albo spędzili w danym kraju większość życia i trenersko nim przesiąknęli — jak Jurić czy Mihajlović we Włoszech — albo zapisali tam udane karty jako piłkarze, co sprawia, że na ich trenerskie próby kluby patrzą przychylniejszym okiem. Trener z Norwegii ma szansę na prowadzenie Manchesteru United głównie wtedy, gdy wcześniej był ważnym piłkarzem Manchesteru United. Nawet najlepsze wyniki w Eliteserien nie mają w tej kwestii większego znaczenia.

DWIE DROGI

Jeśli Polak miałby kiedyś poprowadzić jakiś silny zagraniczny klub, ma do tego dwie drogi. Albo musi być dobrym byłym piłkarzem, który po karierze został na Zachodzie, albo musi być emigrantem, który w jakimś miejscu spędził większość życia. W obu drogach Polacy mieli zresztą nieśmiałe próby, bo Tomasz Wałdoch czy Andrzej Buncol znaleźli zatrudnienie w klubach Bundesligi, tyle że nie jako pierwsi trenerzy. Tomasz Kaczmarek z kolei, który od wielu lat mieszka w Niemczech, prowadził w tamtejszej III lidze Fortunę Kolonia. Gdyby sobie poradził, może poszedłby w górę. Wytrwał jednak na stanowisku krótko i dziś jest asystentem Kosty Runjaicia w Pogoni Szczecin.

BRAK ŚCIEŻKI

Kiedy jednak pytamy, dlaczego Czesław Michniewicz, Michał Probierz, Maciej Skorża czy Waldemar Fornalik nigdy nie otrzymali szansy pracy w którejś z czołowych lig zagranicznych, odpowiedź: “bo są za słabi” byłaby zbyt płytka. Prawdziwsza byłaby: bo nie ma na międzynarodowym rynku takiej ścieżki kariery. Kluby praktycznie nigdy tego nie robią. Pewne ułatwienie mają trenerzy, którzy pochodzą z państw należących do podobnego kręgu językowo-kulturowego co któryś z krajów mających silną ligę. Adiemu Huetterowi czy Oliverowi Glasnerowi łatwiej było otrzymać pracę w Niemczech, gdy są Austriakami i mówią w identycznym języku. W lidze hiszpańskiej chętniej sięga się po trenerów także z mniejszych nacji Ameryki Południowej, bo o futbolu mówią w podobny sposób. Ci, których język nie jest sprzymierzeńcem, mają bardzo ograniczone możliwości pracy w czołowych ligach.

NIELICZNE WYJĄTKI

Wydarzyły się jednak w XXI wieku nieliczne historie takich, którym się udało. Zazwyczaj sprzyjała im kariera piłkarska. Nawet jeśli zdecydowali się uczyć zawodu trenera w swoich krajach, kluby, w których zostawili po sobie udane wspomnienia, patrzyły na ich poczynania na własnych podwórkach przychylniejszym okiem. Czasem pomagał język. To, żeby ktoś po prostu został awansowany z ligi słabszej do silniejszej, jak dzieje się regularnie z piłkarzami, trenerom przytrafia się niezwykle rzadko. Poznajcie dziesięć historii trenerskich, które mogą stanowić jakąś wskazówkę dla Polaków, jak przebić szklany sufit, który mają nad głowami.

1
Luka Elsner (Słowenia, ex Amiens SC)

Na pierwszy rzut oka wygląda to na bajkową historię. Słoweniec, który jest bratem Roka Elsnera, byłego piłkarza Śląska Wrocław, piął się po szczeblach kariery, dochodząc od krajowej ligi, aż po Ligue 1. Zaczynał jako asystent trenera w NK Domżale, później samodzielnie prowadził ten klub oraz Olimpiję Lublana. Wyjechał na Cypr, by stamtąd przenieść się do drugiej ligi belgijskiej i w 2019 roku otrzymać szansę we Francji. Jednak 38-latek miał w ręku pewien poważny atut. Choć urodził się w Słowenii, później do 22 roku życia mieszkał we Francji. Trenersko jest wychowankiem Słowenii, ale francuski można uznać za jego ojczysty język, a na tamtejszym rynku nie był w momencie obejmowania Amiens postacią całkowicie anonimową. Zresztą posady w Belgii bez znajomości francuskiego też pewnie by nie dostał. Dziś po zwolnieniu z Amiens pracuje w belgijskim Kortrijk.

2
Slavisa Jokanović (Serbia, ex Fulham)

Jako piłkarz był 65-krotnym reprezentantem Jugosławii. Przebijanie się na trenerskie szczyty też zaczął w swoim kraju. Pracował w Partizanie Belgrad, a po epizodzie w Tajlandii, trafił do Lewskiego Sofia. Zatrudnienie w Herculesie Alicante ułatwiło mu to, że w Hiszpanii spędził większość kariery. W 2014 roku skusił się na niego II-ligowy Watford, w którym spisał się nieźle. Po pobycie w Izraelu mógł więc liczyć na kolejną szansę na Wyspach. Fulham zdołał wprowadzić do Premier League. W elicie poprowadził londyńczyków w ledwie dwunastu meczach. Dziś pracuje w Katarze.

3
Slaven Bilić (Chorwacja, ex West Ham i West Brom)

Jako piłkarz spędził kilka lat w Niemczech i w Anglii, ale na trenerską ścieżkę wszedł w Chorwacji. Pracował w Hajduku Split, którego jest wychowankiem, później prowadził młodzieżową i seniorską reprezentację kraju. Wyrobił sobie z nią na tyle dobrą markę w Europie, że otrzymał szansę w silnych klubach z mniejszych lig kontynentu — Lokomotiwie Moskwa, a później w Besiktasie. Dobre rezultaty skusiły w końcu klub, w którym kiedyś grał, by dać mu szansę. W West Hamie Bilić spędził ponad dwa lata, wskakując na angielską karuzelę. Po pracy w Arabii Saudyjskiej, na półtora roku zatrudnił go później także West Brom. Dziś Chorwat pracuje w Chinach.

4
Fatih Terim (Turcja, ex Inter Mediolan)

Jeden z nielicznych przypadków trenera spoza krajów piłkarskiego głównego nurtu, który przebił się do czołowej ligi w Europie ze swojego rynku, nie mając żadnego wsparcia w karierze zawodniczej. Przebił się wyłącznie wynikami we własnym kraju. Terim jako piłkarz całe życie grał w Turcji. Tam też rozpoczynał karierę w klubach, a później w reprezentacji. Po tym, jak z Galatasaray uczynił pod koniec XX wieku zespół liczący się w skali Europy, w 2000 roku sięgnęła po niego Fiorentina. To umożliwiło mu wejście na włoski rynek, który niechętnie wpuszcza trenerów wyszkolonych poza szkołą w Coverciano. Turek na kilka miesięcy dostał jeszcze szansę poprowadzenia Milanu, jednak w klubie Silvio Berlusconiego nie wytrwał długo i wrócił do ojczyzny, gdzie jeszcze trzykrotnie obejmował Galatasaray i reprezentację.

5
Igor Tudor (Chorwacja, ex Udinese)

Były reprezentant Chorwacji, grający przez lata we Włoszech, dziś pracuje w Juventusie jako asystent Andrei Pirlo. W trenerskim duecie ze spokojnym szefem jest tym, który potrafi uderzyć pięścią w stół. Trenersko Tudor jest wychowankiem swojego kraju. Przebijanie się do Serie A zajęło mu dziewięć lat. Zaczynał jako asystent i trener młodzieży w Hajduku Split, który później samodzielnie prowadził. Był asystentem selekcjonera reprezentacji Chorwacji, a w 2015 roku ruszył za granicę. Prowadził PAOK Saloniki, dwa kluby w Turcji i wreszcie w 2018 roku przypomniał sobie o nim rynek włoski. Przygoda z Udinese nie była zbyt udana, ale dziś Tudor pewnie nie może narzekać, pracując w Turynie z czołowymi piłkarzami świata.

6
Constantin Galca (Rumunia, ex Espanyol Barcelona)

Były rumuński piłkarz, który jedenaście lat grał w Hiszpanii. Pierwszą trenerską pracę otrzymał wprawdzie w tym kraju, gdzie przez kilka miesięcy prowadził rezerwy Almerii, ale zawodowo zbudowała go jednak ojczyzna. Najpierw prowadził tam kadrę do lat 17, a potem Steauę Bukareszt, z którą sięgnął po mistrzostwo i Puchar Rumunii. Po tych sukcesach postanowił po niego sięgnąć Espanyol, w którym kiedyś grał. Po 26 meczach nastąpiło jednak rozstanie i od ponad dwóch lat Galca pracuje jedynie w lidze duńskiej.

7
Adrian Ursea (Rumunia, OGC Nice)

Kariera zbudowana krok po kroku, ale jej najważniejszym punktem był wyjazd do kraju z francuskojęzycznego kręgu kulturowego. W 1991 roku 24-letni Ursea opuścił Rumunię i jako zawodnik trafił do Szwajcarii, w której grał do końca kariery. Jako trener wychował się w tym kraju, przechodząc przez różne szczeble w Servette Genewa i Neuchatel Xamax. W 2016 roku do Ligue 1 jako asystenta zabrał go ze sobą Szwajcar Lucien Favre. Rumun zostawił po sobie w tym klubie na tyle dobre wrażenie, że pomagał w pracy także Patrickowi Vieirze, a od grudnia zeszłego roku pozwolono mu samodzielnie prowadzić drużynę.

8
Vahid Halilhodzić (Bośnia i Hercegowina, ex Lille, Rennes, PSG i Nantes)

W czasach kariery piłkarskiej z powodzeniem grał w Nantes i PSG. Pierwsze trenerskie kroki stawiał jednak w ojczyźnie, gdzie przez dwa lata prowadził Velez Mostar. Do Francji przyjechał ponownie w 1993 roku, jednak objął tylko prowincjonalne Beauvais, a potem marokańską Raję Casablanca. W 1998 szansę w Ligue 1 dało mu Lille, otwierając mu dostęp do tamtejszego rynku. Później prowadził jeszcze Rennes oraz PSG i Nantes, czyli kluby, w których grał jako zawodnik. Dziś ma 68 lat i jest selekcjonerem reprezentacji Maroka.

9
Bojan Prasnikar (Słowenia, Energie Chociebuż)

Najlepsze momenty w historii klubu z Chociebuża wiążą się z zawodnikami z Europy środkowo-wschodniej. To na nich opierał się skład Energie w czasach gry w Bundeslidze. By zadbać o dobry kontakt z zawodnikami i ich zrozumienie, klub podjął sensowną decyzję o zatrudnieniu trenera z tego samego kręgu kulturowego. Padło na Prasnikara, który do tego czasu pracował tylko w klubach z ligi słoweńskiej. W Bundeslidze o tyle się obronił, że w pierwszym sezonie zdołał utrzymać Energie. W drugim spadł po barażach i został zwolniony. Wrócił do ojczyzny i już nigdzie nie zrobił większej kariery.

10
Velimir Zajec (Chorwacja, Portsmouth)

Czasem dla trenera kluczowa jest znajomość z właścicielem. Od maja 1999 roku za wszystkie sznurki w Portsmouth pociągał Serb Milan Mandarić, który po awansie do Premier League zdecydował się zatrudnić Chorwata Velimira Zajeca jako dyrektora sportowego. Nie spodobało się to menedżerowi Harry'emu Redknappowi, który krótko później zrezygnował z pracy. Zajec na pół roku zajął jego miejsce, prowadząc zespół w dwudziestu meczach. Chorwat nigdy nie grał na Wyspach jako piłkarz, a jako trener funkcjonował wcześniej tylko w Grecji. Po odejściu z Portsmouth krótko prowadził Dinamo Zagrzeb, a dziś jest dyrektorem sportowym w NK Karlovac.

Podziel się lub zapisz
Prawdopodobnie jedyny człowiek na świecie, który o Bayernie Monachium pisze tak samo często, jak o Podbeskidziu Bielsko-Biała. Szuka w Ekstraklasie śladów normalności. Czyli Bundesligi. W newonce.sport autor sobotniego cyklu Z nogą w głowie i poniedziałkowej rubryki Centrostrzał.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.