Polski Sergio Busquets. Kiedy Krychowiak jest błogosławieństwem, a kiedy przekleństwem kadry

Zobacz również:Z NOGĄ W GŁOWIE. Jerzy Brzęczek – jedyny naprawdę niekochany w reprezentacji
Pilka nozna. Eliminacje do MS 2022. Polska - Anglia. 08.09.2021
FOT. PIOTR KUCZA/ 400mm.pl

Chcielibyśmy mieć do dyspozycji Grzegorza Krychowiaka na wszystkie ważne mecze takie jak z Anglikami, gdy trzeba rozbijać ataki rywali i popisywać się czytaniem gry. Natomiast zaczyna nam przeszkadzać, kiedy trzeba rozegrać kreatywniej piłkę albo nadać płynności grze z rywalem o podobnym potencjale. Z 31-latkiem na swój sposób jest jak z Sergio Busquetsem: najlepszy czas ma za sobą, stracił część atutów i zmienia swój styl gry, ale z właściwym trenerem nadal może być istnym skarbem dla drużyny narodowej. Wszystko sprowadza się do tego, by zaakceptować nową wersję Krychowiaka i umiejętnie zatuszować ograniczenia pomocnika Krasnodara.

Gdy Grzegorz Krychowiak niebezpiecznie stracił piłkę po kilkunastu minutach meczu z Albanią (1:0) w Tiranie, przed oczami mogły się pojawić najgorsze obrazki z Euro 2020 i nieszczęsnego spotkania ze Słowacją (1:2). Pierwsze minuty dały do zrozumienia, że możemy mieć problem z płynnym wyprowadzeniem piłki. Najbardziej cofnięty z naszych pomocników miał spore kłopoty z obróceniem się w kierunku bramki rywala. Albo oddawał piłkę od razu do obrońców, albo nadziewał się na błyskawiczne zrywy Albańczyków. Kto jak kto, ale taki rywal skupiony na fizycznej, agresywnej grze pełnej doskoków już obnażył niedoskonałości Krychowiaka. W efekcie na początku Paulo Sousa wściekał się na rzucanie długich piłek, zamiast próby płynnego wyjścia spod bramki, lecz szybko spostrzegliśmy, że z Krychowiakiem w gąszczu nóg to nie będzie takie proste. Lepiej poszukać Piotra Zielińskiego między liniami albo zrobić miejsce na skrzydle Puchaczowi i Moderowi.

OGRANICZENIE TYŁEM DO BRAMKI

Po pół godziny gry dało się odnieść wrażenie, że Krychowiak trzyma nogę na hamulcu naszej drużyny narodowej w kwestii samego wyprowadzenia piłki. Tak jak Zieliński pokazywał, co oznacza przyspieszenie gry, tak on szukał najbezpieczniejszych wariantów, gdy prosiło się o jakieś wyjście poza schemat. Od razu rzuciło to na myśl, czy dla rozwoju kadry nie lepiej pomyśleć o Mateuszu Klichu albo jeszcze bardziej zaufać 17-letniemu Kacprowi Kozłowskiemu, któremu akurat futbolówka zupełnie nie przeszkadza.

Przywiodło to jednak na myśl również kibicowską krótkowzroczność, bo przecież ten sam Krychowiak – mimo że wolniejszy i mniej zwrotny niż dawniej – wyrósł na jednego z największych bohaterów rywalizacji z Anglią (1:1) na Narodowym. I to ten sam 31-letni pomocnik ze zdecydowanie lepszymi rywalami, tymi ze ścisłej czołówki, dawał nam nadzieję na przetrwanie umiejętnym doskokiem w środku pola, kontrolowaniem pozycji, grą bez kompleksów, wygranymi pojedynkami na ziemi i w powietrzu czy w końcu cechami przywódczymi. Wydawało się, że to człowiek niezbędny na wielkie wieczory, ale jednak nieprzeznaczony do każdego typu spotkania.

Mimo to kiedy Portugalczyk w przerwie z Albanią interweniował i dał wyraz swojemu niezadowoleniu, na celownik wziął Jakuba Modera, a nie rehabilitującego się kolejnymi akcjami Krychowiaka. Moder nie wyszedł na drugą połowę. Chociaż dobrze rozumiał się z Tymkiem Puchaczem i potrafił w ciekawy sposób wypuścić go na wolne pole, to Sousa miał zarzuty co do jego pracy w defensywie. Zbyt często odkrywał zbyt wiele przestrzeni przy wahadłowym i nie doskakiwał z właściwą agresją, przez co Albańczycy próbowali się panoszyć na stronie Puchacza. Selekcjoner miał go blisko, więc widział, że chociaż pomocnik Brighton pokonuje spore dystanse, to brakuje mu właściwej aktywacji i reakcji. Irytowało go, że w 45 minut aż 18 razy stracił piłkę przy wybiciach albo niedokładnym rozegraniu. Najgorszy w tym aspekcie był Puchacz – 25 razy – lecz on zszedł z murawy i zapracował kartką na zawieszenie z Andorą dopiero w doliczonym czasie gry. Sousa wolał utrzymać Krychowiaka jako fundament środka pola – Zielińskiego przesunął bliżej strony Puchacza, a Jóźwiakowi dał do pomocy rezerwowego Klicha.

SZTUKA SPRYTNEGO MAKIJAŻU

U 31-letniego Grzegorza Krychowiaka można znaleźć pewne podobieństwa co do sytuacji 33-letniego Sergio Busquetsa, który we własnym kraju wywołuje równie wielkie i skrajne emocji. Obaj najlepsze lata mają za sobą, znacząco stracili na dynamice grania z racji wieku, starają się maskować swoje ograniczenia i spotkania absolutnie wybitne przeplatają rozczarowującymi, gdy są na pierwszym planie wśród winnych.

Zacznijmy od samego Busquetsa. Na Euro 2020 był jednym z najlepszych środkowych pomocników całego turnieju. Jako całkowity mózg operacji planu Luisa Enrique odbierał statuetki dla najlepszego zawodnika ze Słowacją (5:0) oraz Chorwacją (5:3). Niewiele zmieniło się kilka miesięcy później, bo nawet jeśli Hiszpanie nie wygrali Ligi Narodów, to dali taki popis, że piłkarzem całego turnieju został właśnie Busquets. Mimo że z sukcesu cieszyli się Kylian Mbappe oraz Karim Benzema, znacznie bardziej medialni gracze i również błyszczący podczas rozgrywek Final Four.

Kibic obserwujący Busquetsa na co dzień mógł się zastanawiać, jak to się dzieje, że w Barcelonie potrafi być winnym całego zła i zamieszanym w stracone bramki, a w Hiszpanii wygląda jak najlepszy defensywny pomocnik świata i regularnie daje koncerty. Przecież nie zmienia się to, że 33-latek jest wolny, nie nadąża za dynamicznymi przeciwnikami, jego ruchy są koślawe i ślamazarne, ale gdy dostanie piłkę do nogi, myśli kilka razy szybciej niż konkurenci i widzi na boisku znacznie więcej. Jednak o dziwo, gdy Busquets wyskakuje do wysokiego pressingu w drużynie narodowej, zwykle zmusza rywala do błędu. Gdy robi to w katalońskim klubie, często zostawia za plecami 50 metrów wolnej przestrzeni, której koledzy już nie pokryją.

Wszystko sprowadza się do ekosystemu, planu na grę całego zespołu i wykorzystania konkretnego piłkarza. Luis Enrique, jak na wybitnego stratega przystało, doskonale wie, jak obnażyć wszystkie słabości Sergio Busquetsa. I tak samo wie, w czym jego kapitan jest niedościgniony w skali świata. Poznał na wylot jego atuty i niedoskonałości, więc wykreował całą grę Hiszpanów pod jego styl. Busquets jest Słońcem, a pozostali planetami krążącymi wokół niego. W efekcie ten gracz może błyszczeć na tle mistrzów Europy Italii oraz pokazywać się z bazującą na szybkiej, atletycznej grze ekipie mistrzów świata Francji.

Hiszpanie pisali o nim: odrodzony, utracona krew, ale odzyskane życie Sergio Busquetsa. Wystarczy zaufać procesowi Luisa Enrique. Nic dziwnego, że w Barcelonie wyglądał najlepiej, kiedy przeszła na system 3-5-2, bo wolniejszy Sergio Busquets miał dodatkową asekurację za plecami w postaci jednego defensora więcej i mógł pozwolić sobie na więcej w grze. W kadrze odległości między piłkarzami są znacznie mniejsze, formacje są ustawione bliżej siebie, a bloki bardziej zbite, dlatego Busquets nie musi obawiać się gonitw z rywalami i odkrycia wielkich połaci boiska. Jako drużyna Hiszpania lepiej dba o wolne przestrzenie i lepiej zarządza piłką. Na przykład Pablo Sarabia w trakcie gry staje się jednym środkowym pomocnikiem więcej, a Mikel Oyarzabal przez swoją mobilność sprawia, że w wielu strefach mają przewagę zawodnika. To wszystko kwestia planu na grę i przygotowania zespołu.

Pod względem piłkarskim Sergio Busquets nadal jest jednym z najlepszych pomocników świata. Pod względem fizycznym zdecydowanie już nie dojeżdża, lecz Luisowi Enrique udaje się to skutecznie maskować. I podobnie można patrzeć na przypadek Grzegorza Krychowiaka. Absolutnie bezsensowne jest domaganie się jego wersji z Sevilli, bo ona jest przeszłością i już nigdy więcej nie wróci. Wtedy mający szczyt możliwości fizycznych polski pomocnik bazował na zupełnie innych cechach. Należy też pamiętać, że miał zupełnie inną rolę, bo akurat w Hiszpanii skupiał się jedynie na zadaniach defensywnych, po czym oddawał piłkę znacznie bardziej utalentowanym rozgrywającym. W kadrze brał na siebie więcej obowiązków, ale też był niesiony doskonałą formą fizyczną oraz pewnością siebie z najlepszych klubów świata. Czyli to, co oglądamy u niego w konkretnych fragmentów meczów i w konkretnych sytuacjach boiskowych.

NIE MA CO PROSIĆ O WERSJĘ Z SEVILLI

Pierwsze 10 minut Krychowiaka w Tiranie było okropne. Przegrał 5 na 6 pojedynków, co naprawdę jest sztuką, był blisko przyczynienia się do straty bramki, lecz wrócił i sam wybił piłkę, ale ostatecznie zupełnie zmienił narrację. 31-latek z Krasnodaru finalnie zasłużył na pochwały za odkręcenie się w starciu z Albańczykami i przejęcie środka pola.

Później to gwiazdor ligi rosyjskiej wychodził zwycięsko z większości pojedynków – zakończył mecz z bilansem 7/16, z czego cztery wygrał na ziemi, a trzy w powietrzu. Nie dawał się ogrywać tak łatwo jak Piotr Zieliński czy Kuba Moder, bo w rzeczywistości minąć Krychowiaka jest bardzo trudno. Ma mądrość ustawienia i spryt w boiskowych sytuacjach. Łatwiej go zaskoczyć, dając mu zbyt mało czasu na reakcję i naciskając na niego z piłką, gdy nie do końca zdołał skontrolować, jak wygląda otoczenie.

Krychowiak sprawia wrażenie, że musi grać twarzą do bramki, bo nie ma już dzisiaj zdolności szybkiego obrotu z piłką w jej kierunku. Kiedy ma na horyzoncie całe pole gry, może skanować przestrzeń i prowadzić piłkę w kierunku bramki, wie co zrobić z piłką. Gorzej gdy przyjmuje ją plecami, a przeciwnik jest już rozpędzony. Były piłkarz PSG czy Sevilli opanował doskonale sztukę zastawiania się i wymuszania faulu upadkiem, lecz nie jest powiedziane, że każdy arbiter w tej sytuacji zdecyduje się na odgwizdanie przewinienia. A to jednak niepotrzebne kuszenie losu w momencie, gdy kibic reprezentacji czeka na przyspieszenie gry.

W pewnych cechach w drugiej linii Krychowiak nadal nie ma sobie równych. Czuje, że gdzie spadnie piłka, jak się do niej zabrać w powietrzu, nie odstawia nogi i bierze dużą odpowiedzialność za tę strefę. Wbrew pozorom tam nie ma grania na alibi. Dopóki wychodzą mu obliczenia i do głosu nie dochodzi szybkość działania, Krychowiak może błyszczeć. Gorzej gdy formacje zaczynają się oddalać, on pozostaje w pojedynkę bez wsparcia, a mecz rozgrywamy od jednej bramki do drugiej w otwartej przestrzeni. Wtedy już łatwiej o pomyłki. Kiedy też Krychowiak pomyli się z kalkulacjami i dostanie żółtą kartkę, zapala się mocny sygnał ostrzegawczy – przecież gra na jednej z bardziej odpowiedzialnych pozycji. Mądry Polak po mistrzostwach Europy.

– Osobiście jestem zadowolony z Krychowiaka. Jednocześnie oczekuję od niego znacznie więcej. Szczególnie na początku naszego procesu powiedziałem mu, a później powtórzyłem to publicznie, że kadra potrzebuje Krychy z czasów, gdy obserwowałem go w Sevilli. Ale wiemy, że dziś jest na innym etapie swojej kariery. Nie ma już tylu lat, co wtedy. Gra inaczej w piłkę, jego zachowania są całkiem inne niż kiedyś. Ale ciągle jest ważny dla drużyny: jego osobowość, cechy przywódcze, umiejętność czytania gry. Może to robić jeszcze lepiej, chociaż nie ma już takiej samej szybkości grania i biegania jak kiedyś. Ale wciąż jest dla nas istotny – tłumaczył to niezwykle precyzyjnie Paulo Sousa w programie „Po Gwizdku”.

Kluczem jest, aby wiedzieć, jak wykorzystać pomocnika Krasnodaru. Po tej drastycznej stracie, gdy był zupełnie osamotniony w środku pola i źle przyjął piłkę, też zmieniliśmy cały sposób rozegrania. Już nie było prób powierzenia tego wyłącznie Krychowiakowi, tylko poszukania kolejnych pomocników. Zieliński też cofnął się, aby dystans między nimi nie był tak gigantyczny. W efekcie Krychowiak nie był już postawiony w tak trudnych sytuacjach. Mógł asekurować obrońców, dyrygować środkiem, wspierać całą linię defensywy. Rósł z każdą minutą, bo ściągał futbolówkę w drugiej linii, a kiedy trzeba było, naciskał na przeciwnika w konkretnych sektorach. Odbierał piłkę przy linii bocznej, a raz sam wypracował pressingiem sytuację bramkową, lecz nie zdołał z ostrego kąta dograć do Roberta Lewandowskiego. Tam jednak pokazał energię i wybieganie. Miał jednak bezpieczny grunt, bo Polacy jako dobrze zorganizowany blok doskakiwali do Albańczyków. Tak Busquets, jak i Krychowiak, będą skuteczni w działaniach w swoim sektorze. Pod warunkiem, że dostaną właściwe zabezpieczenie, partnerów obok trzymających dobry dystans i właściwy kontekst na całym boisku. Nie będzie pociechy z Krychowiaka, gdy będzie ganiał za szybkimi przeciwnikami w drużynie rozbitej na dwie części. Albo gdy będzie musiał obracać się z piłką na własnej połowie pod naciskiem trzech dynamicznych rywali. Ale nikt tak jak on nie skontroluje przestrzeni na tle światowych gwiazd, gdy trzeba będzie zamykać sektory, wybijać piłkę i atakować agresywnie Masona Mounta czy Kalvina Phillipsa. 31-latek nie jest jednosobową maszyną jak w Sevilli, ale nadal bardzo dobrym współpracownikiem zdrowo funkcjonującego organizmu.

84-krotny reprezentant Polski żyje w pewnej pułapce, bo musi czuć się źle, gdy jednego miesiąca jest noszony na rękach po rywalizacji z Anglią, a drugiego wyrzucany z kadry pod naciskiem stawiania na młodszych. To burzy poczucie wartości, chociaż w Krasnodarze z miejsca został mianowany kapitanem w nowym klubie, dalej asystuje, strzela, jest wybierany do jedenastek kolejki, chociaż nie gra już tak wysoko jak to działo się w Lokomotiwie. Nic dziwnego, że za poradami Ralfa Rangnicka moskiewski klub pożegnał się z Krychowiakiem, bo szukając ludzi do szybszej, dynamicznej, bardziej intensywnej gry musisz rozglądać się za innymi profilami. Ale jego doświadczenie oraz umiejętności nadal mogą być wykorzystywane na wysokim poziomie. Pod warunkiem, że pasują trenerowi oraz ma pomysł na zagospodarowanie tych konkretnych cech. Wołać o Krychowiaka z Sevilli już nie ma sensu, bo mówimy o 31-latku z konkretnymi ograniczeniami. Ale jeśli to my jako pierwsi będziemy świadomi jego niedoskonałości, a Paulo Sousa miał konkretny pomysł na ich maskowanie za pomocą taktyki oraz partnerów, to Krychowiak nadal będzie pociechą na międzynarodowym poziomie. I z tego również powinniśmy selekcjonera rozliczać, bo chociaż mamy kilku ciekawych środkowych pomocników, to nie jesteśmy krajem takiego urodzaju w drugiej linii, aby pozwolić sobie na rezygnację z piłkarza o klasie Krychowiaka.

Podziel się lub zapisz
Uwielbia opowiadać o świecie przez pryzmat piłki. A już najlepiej tej grającej mu w duszy, czyli latynoskiej. Wyznaje, że rozmowy trzeba się uczyć, stąd audycja La Polémica. Pasjonat futbolu i entuzjasta życia – w tej kolejności, pamiętajcie.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.