Pokazać się światu MMA. Mateusz Gamrot z szansą na przebicie się do zagranicznych fanów

Zobacz również:Wszystko, co trzeba wiedzieć o walce Błachowicz - Reyes. Gościliśmy Dorotę Jurkowską, menedżer Janka (WIDEO)
Mateusz Gamrot
Fot. Chris Unger/Zuffa LLC via Getty Images

Mimo porażki w pierwszym starciu, Mateusz Gamrot wszedł bardzo mocno w przygodę w UFC. W każdym pojedynku walczył efektownie i albo w świetny sposób je kończył, albo dostawał nagrodę dla „walki wieczoru”, nawet jeśli przed galą nikt by tego nie przewidywał. Dana White dał mu za to swego rodzaju nagrodę – pojedynek z absolutnym weteranem UFC, Jeremym Stephensem.

Kim jest Stephens? To akurat fani MMA wiedzą doskonale. W najlepszej federacji świata walczy od 2007 roku, co sprawia, że niewielu jest starszych stażem zawodników w całej organizacji. Na koncie ma walki ze znakomitymi nazwiskami, które prędzej czy później wdrapały się na szczyt UFC. Jose Aldo, Frankie Edgar, Charles Oliveira, Renan Barao, Rafael Dos Anjos, Anthony Pettis, Donald Cerrone – wszystkie te nazwiska stanęły naprzeciwko Stephensa w jego czternastoletniej przygodzie z federacją. Z niektórymi nawet wygrywał, choć o zwycięstwie nad Dos Anjosem z 2008 roku mogliśmy już zapomnieć. Mówiąc w skrócie – wielu od walki ze Stephensem zaczynało wspinaczkę na szczyt swojej kategorii.

Chcielibyśmy tego samego w przypadku Gamrota, a jeszcze bardziej on sam. Dzięki swoim rezultatom, ale też – albo przede wszystkim, nie oszukujmy się – reputacji Stephensa, walka odbędzie się w karcie głównej UFC on ESPN i to jako trzecia od końca. Nie wszyscy wciąż nowi fighterzy dostają taką okazję, a po Gamrocie do oktagonu wyjdą tylko Miesha Tate, próbująca się odbudować po utracie pasa mistrzowskiego, i Islam Machaczew, jedna z wschodzących gwiazd federacji.

Jaka jest więc reputacja Stephensa, zapytacie? Przede wszystkim – jest ogromnym krzykaczem. Pamiętacie słynną akcję z Conorem McGregorem i jego „who the f**k is that guy”? Tak, to właśnie Stephens próbował wtedy zwrócić na siebie uwagę.

Na tym zresztą jego lista wyczynów się nie kończy. Bywał aresztowany, a ostatnio jego walka z Drakkarem Klose została anulowana, bo Stephens… kontuzjował swojego rywala odepchnięciem na ważeniu.

Z reguły spokojny Gamrot musi więc spodziewać się masy prowokacji i prztyczków ze strony swojego kolejnego rywala. Jest jednak do tego przyzwyczajony – pamiętacie trylogię z Normanem Parkiem w KSW? Może Parke reputacją „bad boya” nie był na poziomie Stephensa, ale jest to coś, co mogło Polaka do niego przygotować.

Co do samej walki – Gamrot będzie faworytem, a przynajmniej tak można wywnioskować z ostatnich pojedynków obydwu fighterów. Polski zawodnik będzie musiał uważać na ręce Amerykanina, bo te ma nieprzewidywalne i bardzo mocne. W ostatnim starciu przegrał przez nokaut z Calvinem Kattarem, ale do tego momentu wiele jego ciosów dotarło do głowy rywala i była nawet szansa na sporą niespodziankę.

Gamrot jednak pokazał nam już w UFC, że w każdej płaszczyźnie czuje się świetnie i niezależnie od przebiegu walki potrafi się dostosować. Sam jest oczywiście zapaśnikiem, byłym reprezentantem Polski, jednak w pojedynku ze Scottem Holtzmanem pokazał nam, co się dzieje, kiedy rywal skupia się tylko na tym – dostaje w stójce strzał, którego w ogóle by się nie spodziewał.

To pierwszy większy pojedynek Gamrota w największej federacji świata, w dodatku pierwszy z tak dużym potencjałem marketingowym, szczególnie w przypadku efektownej wygranej. Miejmy nadzieję, że już za parę dni naszego fightera będą znały całe Stany Zjednoczone. Jako tego, który pokonał wielkiego krzykacza.

Podziel się lub zapisz
Uniwersalny jak scyzoryk. MMA, sporty amerykańskie, tenis, lekkoatletyka - to wszystko (i wiele więcej) nie sprawia mu kłopotów. Pisze dla newonce.sport, a w newonce.radio odwiedza audycję NFL Po Godzinach.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.