Poirier wygrywa trylogię i zawalczy o pas. Co z McGregorem?

Zobacz również:Wszystko, co trzeba wiedzieć o walce Błachowicz - Reyes. Gościliśmy Dorotę Jurkowską, menedżer Janka (WIDEO)
UFC 264: Poirier v McGregor 3
Fot. Chris Unger/Zuffa LLC via Getty Images

Seria trzech walk Conora McGregora z Dustinem Poirierem zakończona. Lepszy okazał się Amerykanin, który dzięki dwóm wygranym starciom z Irlandczykiem niemalże musi dostać pojedynek o pas z Charlesem Oliveirą. Ciekawszym może być jednak inne pytanie – czy to już powolny koniec Conora McGregora?

Napięcie przed „Poirier vs McGregor 3” wychodziło poza skalę. Irlandczyk ponownie był „Notoriousem” jakiego znamy. Kontrowersje, przepychanki na konferencji i próby dostania się do głowy rywala. Można było pomyśleć, że to on wygrał poprzednie starcie obydwu fighterów.

Wygrał je jednak Poirier, który po nokaucie w ostatnim pojedynku wchodził do oktagonu jako numer jeden rankingu wagi lekkiej. W dodatku numer jeden, który nie do końca oczekiwał kolejnego starcia z Conorem. Patrzył już bardziej w stronę pasa mistrzowskiego, który ostatecznie przypadł Charlesowi Oliveirze. Trzeba było jednak wygrać jeszcze raz z McGregorem. To mu się udało, choć pewnie nie w taki sposób jak zakładał, bowiem walka zakończyła się przez uszkodzoną kostkę Conora po pierwszej rundzie.

Można stwierdzić, że to pech i w takiej sytuacji należy się kolejny pojedynek (Conor próbował to przekazać od razu w wywiadzie po walce), jednak nie można nie zwrócić uwagi na dwa fakty – Poirier wygrał pierwszą rundę i niewiele brakowało, a łokciami wykończyłby przeciwnika jeszcze przed kontuzją. Oczywiście była jeszcze masa czasu i mogłoby się to potoczyć różnie, ale Amerykanin wyraźnie prowadził.

Drugim faktem jest to, że Conor uszkodził się niejako na własne życzenie. Poirier po walce zauważył, że taktyka McGregora na kopanie po nogach nie mogła się sprawdzić, skoro najczęściej trafiał na kolano, a nie udo czy łydkę, przez co sam narażał się na kontuzję i ułatwiał blokowanie. Zwrócił zresztą na to uwagę już w trakcie walki.

Co dalej? Poirier ma tylko jedną drogę – w górę, po pas mistrzowski. Numer jeden rankingu, który wygrywa kolejną już walkę z przeciwnikiem pokroju McGregora, musi w końcu dostać szansę na pas mistrzowski. Innego wyboru nie ma, panie White. Charles Oliveira zresztą sam zasugerował to dość wyraźnie na Twitterze. Oliveira – Poirier jest tym, co fani MMA chcą teraz zobaczyć.

A co z McGregorem? Gdyby przegrał bez kontuzji to prawdopodobnie mówilibyśmy o powolnym końcu Irlandczyka i trudno byłoby przewidzieć, co będzie z nim dalej. Kontuzja, paradoksalnie, może stać się jego kołem ratunkowym. Nikt nie wie, co wydarzyłoby się bez niej i tu Conor może mieć rację (choć z tym, że w pierwszej rundzie był lepszy, już niekoniecznie). Dlatego też przed „Notoriousem” prawdopodobnie jeszcze jeden duży pojedynek.

Z kim? To przewidzieć trudno, jednak ewentualna porażka może zakończyć jego karierę. Albo zrzucić na poziom poniżej main eventu. Tylko czy jesteśmy gotowi na Conora walczącego jako „jednego z wielu”? Choć fani to jedno, ale czy sam McGregor jest na to gotowy? Wydawać by się mogło, że nie, dlatego jego przyszłość sportowa będzie teraz jednym wielkim znakiem zapytania.

Podziel się lub zapisz
Uniwersalny jak scyzoryk. MMA, sporty amerykańskie, tenis, lekkoatletyka - to wszystko (i wiele więcej) nie sprawia mu kłopotów. Pisze dla newonce.sport, a w newonce.radio odwiedza audycję NFL Po Godzinach.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.