Mało szaleństw, dużo bezpiecznych wyborów. Najwięksi wygrani i przegrani draftu NBA

Zobacz również:Bezdomny dzieciak znalazł swoje miejsce w NBA. Jak Jimmy Butler stał się liderem
PK Invitational - Memphis v Oregon
Fot. Steve Dykes/Getty Images

Tegoroczny nabór do najlepszej koszykarskiej ligi świata miał być nieprzewidywalny, lecz obyło się bez wielkich niespodzianek. Faworyci zostali na swoich miejscach, a transferów z dużymi nazwiskami po prostu nie było.

Zdecydowana większość klubów wybrała „bezpiecznie”. Kto jest więc – przynajmniej na ten moment – największym wygranym draftu, a komu środowa noc nie poszła najlepiej?

WYGRANI: Charlotte Hornets/D'Angelo Russell/LaVar Ball

LaMelo Ball nie został wybrany z pierwszym numerem draftu – dopiero z trójką postawili na niego Charlotte Hornets. Zielone światło na taki ruch już kilka dni temu miał dać Michael Jordan. Szerszeniom udało się koniec końców pozyskać gracza, który potencjalnie może odmienić oblicze klubu z Karoliny Północnej. Z takiej sytuacji zadowolony jest też D’Angelo Russell, do którego dużo bardziej w Minneapolis pasuje Anthony Edwards wybrany z jedynką. Wreszcie wielki uśmiech na twarzy ma dziś LaVar Ball, który wychował dwóch zawodników z TOP3 draftu.

LaMelo to fantastyczny, błyskotliwy kreator, który ma swoje wady, lecz w tegorocznym drafcie mało który gracz wzbudza taką ekscytację. Dla takiego klubu jak Hornets pozyskanie ledwie 19-letniego zawodnika to szansa na stworzenie sobie gwiazdy. To również bardzo dobry ruch marketingowy, dzięki któremu Szerszenie zdobędą nieco więcej uwagi medialnej. I tylko Terry Rozier oraz Devonte' Graham niekoniecznie są szczęśliwi z takiego obrotu spraw, bo przecież LaMelo przychodzi niejako zabrać im zabawki i zostać pupilem numer jeden w Charlotte.

PRZEGRANI: Golden State Warriors

Jedna z najważniejszych informacji w noc draftu nie była w ogóle związana z naborem. Kontuzji nabawił się bowiem Klay Thompson. Według pierwszych doniesień Warriors obawiają się, że mogło dojść nawet do zerwania ścięgna Achillesa. Taka wiadomość położyła się cieniem na wybór Jamesa Wisemana z drugim numerem. Młody podkoszowy sam zresztą odniósł się do tego jeszcze w trakcie draftu, gdy w wywiadach mówił, że cała ta sytuacja bardzo mocno go zmartwiła. Thompson dopiero co wracał po zerwaniu więzadła w kolanie, do którego doszło w szóstym meczu finałów 2019. Przez uraz nie zagrał w ogóle w sezonie 2019/20, a jeśli naprawdę zerwał Achillesa to przed nim kolejna długa przerwa.

Jednak dla samego Wisemana środowa noc była bardzo szczęśliwa. Jego jedyny sezon w NCAA został ograniczony do ledwie trzech spotkań. Był to efekt problemów prawnych związanych z przyjmowaniem pomocy materialnej od trenera uczelni Memphis. Mimo tego został wybrany z drugim numerem w drafcie i trafił do świetnej organizacji, gdzie koszykówki będzie uczył się pod okiem wielokrotnych mistrzów NBA. Jego rola przynajmniej na razie będzie zapewne stosunkowo mała. Jednak w perspektywie to właśnie 19-latek ma stanowić o sile nowych Warriors, gdy „stara gwardia” odwiesi buty na kołek.

WYGRANY: Patrick Williams

Na takiego rozgrywającego jak LaMelo Ball bardzo mocno zęby ostrzyli sobie Chicago Bulls. Ukradziony im niemal sprzed nosa zawodnik byłby dla Byków marzeniem. Zamiast tego postawili na Patricka Williamsa, który w ostatnich miesiącach jak chyba nikt inny poprawił swoje notowania. 19-latek to jeden z najciekawszych zawodników w naborze, który skautów rozkochał w sobie przede wszystkim warunkami fizycznymi oraz naturalnym talentem do gry. Williams jest jednak dość surowy i potrzebuje odpowiedniego programu rozwojowego, aby za kilka lat rzeczywiście stać się podporą Chicago.

PRZEGRANI: Boston Celtics

Kolejny rok bardzo dużo mówiło się w kontekście Celtics o transferach. Pojawiały się doniesienia, że bostończycy chcą wbić się do czołowej trójki. To się jednak nie udało i Celtowie znów dodali do i tak młodego już składu dwóch pierwszoroczniaków. Aaron Nesmith (jeden z najlepszych strzelców w drafcie) to bardzo ciekawy wybór, podobnie jak i Payton Pritchard (jeden z najlepszych zawodników NCAA ubiegłego sezonu) – obaj być może będą w stanie pomóc drużynie już w debiutanckim sezonie. Ale fani bostońskiego zespołu raczej nie do końca liczyli na tego typu wzmocnienia.

Wciąż możliwe są jednak transfery po stronie Celtów, którzy w czwartek wieczorem będą już wiedzieć, jaka jest ostateczna decyzja Gordona Haywarda. Skrzydłowy może w Bostonie zostać, ale wybory Celtics w drafcie podpowiadaj, że dużo bardziej możliwy jest transfer. Warto zwrócić uwagę na drużynę Atlanta Hawks, która wedle raportów zainteresowani są dodaniem do składu 30-letniego skrzydłowego. Jastrzębie w drafcie postawiły na Onyekę Okongwu, choć pod koszem mają już Johna Collinsa oraz Clinta Capelę. Można w związku z tym przypuszczać, że wybieralnie nie dla siebie, a dla Celtów.

WYGRANI: Philadelphia 76ers

Daryl Morey bardzo szybko rozpoczął panowanie w Filadelfii i w dzień draftu posprzątał niektóre nietrafione decyzje Eltona Branda. Rozpoczął jeszcze na kilka godzin przed naborem, kiedy wysłał Ala Horforda do Oklahoma City Thunder. Pozbył się tym samym dużego kontraktu podkoszowego, który w barwach 76ers szybko się postarzał i nigdy nie odnalazł dobrej formy. W zamian do Filadelfii trafił m.in. Danny Green. Niedługo później dołączył do niego kolejny znakomity strzelec w osobie Setha Curry’ego. Szóstki dogadały się bowiem z Dallas Mavericks i oddali Josha Richardsona do Teksasu.

W drafcie Philla postawiła na ciekawego Tyrese’a Maxeya, który według wielu skautów ma talent rodem z pierwszej dziesiątki naboru. Tym samym skład 76ers zaczyna wyglądać coraz lepiej, a dodanie dwójki strzelców jak Green i Curry to bardzo dobre ruchy Moreya. Były menedżer Rockets dużo szybciej niż Brand zrozumiał jak ważne dla efektywnej gry Simmonsa i Embiida jest mieć w zespole takich ludzi. Nie jest zresztą przypadkiem, że dużo rzeczy się w Filadelfii posypało po odejściu JJ Reddicka. Tym samym kibice Szóstek mogą cieszyć się z całkiem udanego startu nowej ery swojego klubu.

PRZEGRANI: New York Knicks

Knicks byli w trudnej pozycji w tegorocznym drafcie, ale z ósmym numerem mogli postawić na przykład na Haliburtona. To mógłby być ich od dawna poszukiwany rozgrywający z prawdziwego zdarzenia. Zamiast tego wybrali Obi Toppina, który w ubiegłym sezonie był jednym z najlepszych zawodników na parkietach NCAA. To kolejny w składzie silny skrzydłowy, choć 22-latek ma chyba największy talent i jeśli już jest w drużynie, to Knicks powinni budować wokół niego. Toppin znakomicie potrafi przede wszystkim zdobywać punkty blisko obręczy (szczególnie w akcjach pick-and-roll) i ma niezły rzut za trzy, ale jest słabiutkim defensorem. Według niektórych to także skończony już produkt bez potencjału na bycie dużo lepszym niż jest teraz. Nie do końca jawi się więc jako panaceum na największe problemy nowojorskiej drużyny.

WYGRANI: Sacramento Kings

Niemal co roku jakiś klub nie może uwierzyć, że udało mu się wybrać danego zawodnika. W tym roku tym klubem są Sacramento Kings, którzy dostali w swoje ręce Tyrese'a Haliburtona. Rozgrywający typowany był nawet do czwartego wyboru Chicago Bulls, dlatego tym większe jest zaskoczenie, że wypadł poza pierwszą dziesiątkę. Po reakcji zarządu Kings widać zresztą, jak bardzo ich to ucieszyło:

Haliburton to bez wątpienia jeden z lepszych rozgrywających w drafcie. Nie powinien mieć on żadnych problemów, by odnaleźć się obok De’Aarona Foxa i przejąć od niego trochę obowiązków kreowania gry. Królowie tym razem postawili więc na największy dostępny talent w przeciwieństwie do 2018 roku, gdy z dwójką wzięli Marvina Bagleya.

PRZEGRANI: Phoenix Suns

Drugi rok z rzędu Phoenix Suns postawili na zawodnika, który przed draftem typowany był na wybór w okolicach końcówki pierwszej lub początku drugiej rundy. Przed rokiem Słońca zaryzykowały i wzięły Camerona Johnsona, który niewątpliwie ma spory potencjał na skrzydle. Tym razem do Arizony trafi podkoszowy Jalen Smith. Potencjału znów nie można odmówić temu zawodnikowi, lecz zdaje się, że Suns mieli dużo lepsze opcje. Tym bardziej że największe braki zespół z Phoenix wciąż ma wśród skrzydłowych. Szczególnie po oddaniu Kelly’ego Oubre w wymianie Chrisa Paula. Smith może posłużyć jako zabezpieczenie na ewentualne odejście Arona Baynesa, ale poza tym jawi się ledwie jako przyszły rezerwowy dla DeAndre Aytona.

WYGRANI: Washington Wizards

W stolicy Stanów Zjednoczonych po cichu mieli nadzieję, że może LaMelo Ball będzie jeszcze „do wzięcia” pod koniec pierwszej dziesiątki. Zamiast tego ostał im się Deni Avidja, którego też bardzo chętnie u siebie przyjęli. Izraelczyk ma wszystko, by za kilka lat stać się wielką gwiazdą NBA. Jest wysoki, ma dobry drybling i znakomicie czucie gry. Wszystko sprowadza się do tego, czy będzie w stanie trafiać zza łuku, co dziś jest w NBA konieczne także w przypadku takich zawodników. Fani Wizards mają tylko nadzieję, że 19-latkowi kariera ułoży się bardziej po myśli niż u Jana Vesely’ego, na którego klub z D.C. postawił z szóstym numerem draftu przed dziewięcioma laty.

Podziel się lub zapisz
Tomasz Kordylewski
Dziennikarz sportowy z pasji i wykształcenia. Miłośnik koszykówki odkąd w 2008 roku zobaczył w akcji Rajona Rondo. Robi to, co lubi, bo od lat kręci się to wokół NBA.