Plaskacz na otwarcie turnieju. Perska lekcja defensywy i rozegrania

Zobacz również:TOKIJSKIE NADZIEJE #12. Atak z drugiego rzędu. Jak przebić lekkoatletyczny szklany sufit?
Volleyball - Olympics: Day 1
Fot. Toru Hanai/Getty Images

Najpierw miało być wymagająco, ale ze spokojnym zwycięstwem. Później liczono na powtórkę sprzed pięciu lat, gdy po tie-breaku Biało-Czerwoni pokonali Iran. Stało się jednak odwrotnie. To Persowie z meczu pełnego błędów wyszli zwycięsko, a Polacy notują pierwszą porażkę w inauguracyjnym spotkaniu igrzysk od 1996 roku.

Na ten mecz czekano latami. Miał się odbyć już rok temu, ale każdy wie, co stanęło na przeszkodzie. Mało kto spodziewał się takiego obrotu spraw. W pierwszym secie widzieliśmy kadrę, jaką chcielibyśmy oglądać cały czas. Pewną, przekonującą, która dotkliwie pokazała rywalowi, jaka moc w niej drzemie. Wydawało się, że należy tylko podtrzymać podobną dyspozycję w następnych dwóch partiach i przejść do misji Włochy.

Oczywiście nikt nie spodziewał się gładkiego „przejechania się” po rywalach. Z Bliskiego Wschodu w ostatnich tygodniach docierały informacje, które sugerowały problemy z atmosferą w irańskiej kadrze. Mecz z Polską pokazał, że takowych w ekipie Władimira Alekny nie ma (ewentualnie są idealnie ukryte). Obrazek uśmiechniętego Rosjanina należy do rzadkości. W tym spotkaniu pojawiał się parokrotnie.

Choć do komunikacji z reprezentantami selekcjoner potrzebuje tłumacza, to jednak po grze zawodników nie widać było żadnego problemu ze zrozumieniem uwag. Alekno w świetny sposób wpłynął na zespół od drugiego seta. Iran stał się drużyną popełniającą mniej błędów. Mniej nie oznacza braku – w całym spotkaniu obie ekipy spowodowały ich aż 76.

To, co z upływem meczu poprawiało się u Irańczyków, „siadało” u nas. Brakowało spójnej komunikacji wewnątrz zespołu. Można było dostrzec frustrację oraz problem z zachowaniem spokoju, szczególnie w kluczowych momentach poszczególnych partii. Świetna gra w ataku mieszała się z nieudanymi próbami skończenia akcji.

Zdecydowanie większy wpływ na problemy Polaków w ofensywie miała skuteczna gra rywali w obronie. Linia defensywy Irańczyków pracowała przez zdecydowaną większość meczu na wysokim poziomie. Niejednokrotnie mocne ataki czy serwisy Wilfredo Leona były bardzo dobrze przyjmowane. Z kolei po naszej stronie przez lata przyzwyczailiśmy się do fenomenalnej gry Pawła Zatorskiego. Uznawany za jednego z najlepszych libero świata grał dobrze w przyjęciu, lecz w obronie nie raz brakowało mu centymetrów do podbicia piłki.

Spotkanie z Iranem nie było też pokazem solidnej gry w bloku. Piotr Nowakowski zdobywając pięć punktów przyniósł prawie połowę całej zdobyczy zespołu (biorąc pod uwagę tę sferę). Oczywiście można powiedzieć, że Iran legitymował się podobnymi liczbami. U nich również blok nie pracował zbyt dobrze. Różnicę stanowiła wspomniana wcześniej forma w obronie oraz dyspozycja gwiazdy rywali z Azji.

Saeid Marouf pokazał dzisiaj poziom pana siatkarza. Co rusz błyszczał boiskową inteligencją. Jego piłki trafiały idealnie pod ręce kolegów z zespołu. Ponadto od 35-latka biła wielka pewność siebie, którą zarażał innych. Oglądając mecz niejednokrotnie można było zauważyć rozmowy Maroufa z resztą składu. Kapitan Persów stanowił przedłużenie trenerskiej ręki Alekny na parkiecie. Jemu też zdarzyła się krótka chwila zawahania umiejętności, gdy w tie-breaku w kluczowym momencie zepsuł serwis. Ale to nie wychodziło wówczas każdemu, niezależnie od stron. Z kolei pokaz kunsztu gry w jednej z ostatnich piłek, gdy kiwką zadziwił całą polską kadrę, jest czymś, czego nie można było dostrzec po drugiej stronie siatki. Drzyzga nie potrafił zaskoczyć rywali, tak jak robił to jego bezpośredni przeciwnik. Choć skuteczność w ataku Leona i Kurka poniekąd się broni, to nie można zapomnieć o tym, że na boisku występują również środkowi – a takie wrażenie zostaje po grze zawodnika Asseco Resovii Rzeszów.

- Zabrakło... odrobiny chłodnej głowy i czystej radości z gry. Zabrakło pewności siebie. Nie tej cwaniakującej - a tej, która przekształca stres na motywację do działania. Zabrakło powera, który było widać w oczach naszej narodowej drużyny za każdym razem, gdy nie podchodzili do innych zespołów jako lepsi a... równorzędni – napisał po meczu Marcin Prus. Słowa byłego reprezentanta Polski mogą sugerować zlekceważenie rywala. Czy presja pierwszego meczu okazała się zbyt wielka? Wydaje się, że mistrzowie świata i świeży srebrni medaliści Ligi Narodów doskonale znają smak spotkań na najwyższym szczeblu. Można zastanawiać się, czy z Michałem Kubiakiem kadra wyglądałaby zupełnie inaczej.

Przed Polakami drugi mecz grupowy z kategorii tych trudnych. Włosi obok Iranu uchodzili za najbardziej wymagającego rywala. Tymczasem sami potrzebowali aż pięciu setów, aby uporać się z Kanadyjczykami. Zaletą zawodników Gianlorenzo Blenginiego może być tajemniczość. Tak naprawdę mało kto wie, w jakiej dyspozycji są włoscy siatkarze, gdyż nie występowali na ostatniej Lidze Narodów (wystawili rezerwowy skład).

Mecz z Iranem pokazał, że nie mamy się czego wstydzić jeśli chodzi o ofensywę. Nasze armaty w postaci Kurka i Leona pracują bardzo dobrze, choć od czasu do czasu potrafią się na moment zaciąć. Pozostaje kwestia solidnego rozegrania, wykorzystania bloku i obrony. Być może wystarczy tylko analiza video i wskazanie błędów? Przed igrzyskami pojawiały się głosy kibiców i ekspertów o niezawieszanie na starcie medali na szyję. Z kolei teraz można zasugerować, aby nie przekreślać szans po pierwszym przegranym starciu.

Podziel się lub zapisz
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.