Pirlo is not impressed. Trudne tygodnie trenera Juventusu po obiecującym starcie

Zobacz również:Osobowość, pewność siebie, technika. Sebastian Walukiewicz i rok na wielki skok
pirloglowne1263007482.jpg
Daniele Badolato - Juventus FC/Juventus FC via Getty Images

Były mistrz świata bierze udział w intrygującym eksperymencie. On uczy się kompletnie nowego dla siebie zajęcia, a cały świat patrzy mu na ręce i analizuje każdą jego decyzję. W tym specyficznym reality show Andrea Pirlo przeżywa pierwszy gorszy moment.

Mało który debiut w zawodzie trenera wywołuje tyle ekscytacji. Mało który jest śledzony przez tak wiele osób i analizowany tak dokładnie. Bo Andrea Pirlo nie uczy się prowadzenia drużyny gdzieś w zaciszu zespołu rezerw, juniorów, czy niższej ligi. Tuż po obronieniu pracy dyplomowej w Coverciano, miał sprawdzać swoje pomysły w praktyce na jednym z największych klubów świata, prowadząc czołowych piłkarzy tej dyscypliny. To oczywiście przywilej, bo zmniejsza ryzyko, że zawodnicy nie będą w stanie wcielić teorii w życie. Ale i problem. Bo wszystkie najdrobniejsze niepowodzenia są widoczne jak na tacy. Poza tym niepowodzeń za dużo być nie może. Juventus nie jest klubem, który może sobie pozwolić na rok przejściowy. Cristiano Ronaldo nie jest piłkarzem, któremu można powiedzieć, że w tym sezonie niczego nie wygra. Dlatego, chociaż logika nakazuje, by powiedzieć, że trenerowi trzeba dać czas i spokój, praktyka mówi, że akurat tego Juventus nie może mu dać.

OGRANICZONY CZAS

To oczywiste, że Pirlo jest inną postacią we włoskiej piłce i w turyńskim klubie, niż był Maurizio Sarri. Ale przypadek poprzednika też pokazuje skalę wyzwań, które czekają przed jego następcą. Zdobycie mistrzostwa Włoch to za mało. Porażka po rzutach karnych w finale Pucharu Włoch to rozczarowanie. Odpadnięcie w 1/8 finału Ligi Mistrzów to wyrok. Pirlo musi mieć tego świadomość. Apele o to, by dać mu czas, jeszcze słychać, bo dopiero zaczął się listopad. Jednak gdzieś w okolicach kwietnia, czyli w sumie wkrótce, zacznie już być mierzony wynikami. I o tym, że okoliczności startowe miał arcytrudne, nie będzie się już pamiętać.

PIERWSZA KARTKÓWKA

Jeszcze nie egzamin, ale pierwszą kartkówkę miał Juventus nowego trenera w środę. Porażka z Barceloną, nawet jeśli poniesiona na własnym stadionie, w słabym stylu i już nie z TĄ Barceloną, nie jest jeszcze powodem do bicia na alarm. Ale pretekstem, by zauważyć, że to start daleki od wymarzonego. Chociaż początkowo wszystko wydawało się układać wręcz idealnie. Debiut przeciwko Sampdorii pokrył się z opublikowaniem pracy końcowej młodego trenera, która pozwoliła mu uzyskać licencję UEFA Pro. Dziennikarze z całego świata zaczęli analizować mecz z genueńczykami, trzymając przed oczami tę rozprawę dyplomową. I wyszło im, że zaskakująco szybko piłkarze przyswoili sobie idee nowego trenera. Nawet jeśli praktycznie nie mieli z nim okresu przygotowawczego i przed startem rozgrywek rozegrali tylko jeden sparing przeciwko Novarze.

CIEKAWY DEBIUT

Pirlo wykładał, że chce, by futbol prezentowany przez jego zespół był płynny. Drużyna, która w rzadkich momentach bez piłki miała bronić w systemie 4-4-2, po przejęciu posiadania miała natychmiast rozciągać się na całą szerokość boiska, stając w ustawieniu 3-2-5, budując ataki pozycyjne i zakładając natychmiastowy pressing. Mecz przeciwko drużynie Claudio Ranieriego mniej więcej taki był. To nie było spotkanie, którego nie byłby w stanie rozegrać Juventus Sarriego, bo takie mecze też mu się zdarzały, ale zdecydowanie nie było ich wiele. Nawet jeśli każdy chwalący miał zaciągnięty hamulec ręczny z napisem „to tylko Sampdoria” – dziś mająca tyle punktów, ile Juve — gdzieś w głowie kołatało, że może nowemu trenerowi wcale nie będzie tak trudno. Zwłaszcza że w Serie A Juventus powinien zdobywać punkty samą przewagą indywidualną w umiejętnościach piłkarzy, a wyzwania w Europie przyjdą dopiero wiosną. Zwłaszcza wobec losowania, które przydzieliło turyńczykom – obok Barcelony – znacznie odstające klasą Dynamo Kijów i Ferencvaros Budapeszt.

kulusevski.jpg
Dejan Kulusevski - Daniele Badolato - Juventus FC/Juventus FC via Getty Images

ODWAŻNE ZMIANY

Mogło się podobać, że były mistrz świata zaczął od odważnych wyborów personalnych. Już w pierwszym meczu posłał do składu Dejana Kulusevskiego, najlepszego młodego piłkarza ligi w poprzednim sezonie, który znakomicie wprowadził się do drużyny. To, że akurat on strzelił pierwszego gola za jego rządów, wyglądało na symboliczne otwarcie nowej ery. Jako wahadłowy niespodziewanie grał młody Gianluca Frabotta. W kolejnych tygodniach szanse występów dostali też Manolo Portanova czy Giacomo Vrioni, czyli piłkarze, którzy zwykle pokazywali się dopiero w ostatnich tygodniach sezonu, kiedy sprawy scudetto były już rozstrzygnięte albo w letnich okresach przygotowawczych. Federico Chiesa i Alvaro Morata wskakiwali do podstawowej jedenastki już dwa dni po podpisaniu kontraktów. Chociaż Pirlo od początku mówił, że zamierza budować na podstawach, które stawiał już Sarri, decyzjami nie pozostawiał wątpliwości, że stawia zespół kompletnie od nowa.

KAPRYS DYBALI

Od tamtego wrześniowego wieczoru z Sampdorią Juventus nie wygrał w lidze żadnego meczu. Trzy punkty dopisał sobie tylko za spotkanie z Napoli, na które goście nie przyjechali, co kosztowało ich walkower. O ile wyjazdowy remis z Romą da się jeszcze spokojnie zaakceptować, o tyle straty punktów z Hellasem Werona i Crotone pokazały wyraźnie, jak długa droga jeszcze przed nowym trenerem. Na cztery rozegrane mecze w Serie A, Juventus wygrał jeden, co jak na standardy tego klubu jest bardzo słabym wynikiem. W trzech z sześciu spotkań, w których pokazał się na boisku, kończył w osłabieniu po czerwonych kartkach Chiesy, Adriena Rabiota i Meriha Demirala. A po remisie w Crotone pojawiły się w zespole pierwsze oznaki niezadowolenia. Dotąd wszyscy wypowiadali się z pełnią szacunku i uznania o nowym trenerze, lecz po starciu z beniaminkiem Paulo Dybala, który pierwszy miesiąc sezonu stracił z powodu kontuzji, narzekał, że pojechał na mecz tylko po to, by 90 minut przesiedzieć na ławce rezerwowych.

STRATA RONALDO

Nie jest tak, że Pirlo nic oprócz meczu z Sampdorią w tych pierwszych tygodniach nie wyszło. Świetnie wprowadził się do zespołu Morata, zdecydowanie odżyli ustawieni w nowych rolach Aaron Ramsey i Danilo, Kulusevski już urósł do jednej z czołowych postaci zespołu. Zdecydowaną okolicznością łagodzącą rozczarowujące rezultaty są zakażenia koronawirusem, które osłabiły siłę rażenia Starej Damy. Bez Westona McKenniego, który w pierwszych spotkaniach sezonu zaczynał w wyjściowym składzie, Juventus pewnie poradziłby sobie bez problemu, ale już brak Ronaldo, który zaczął sezon od strzelenia trzech goli w pierwszych dwóch meczach, co we Włoszech jeszcze mu się nie zdarzyło, na pewno musiał być odczuwalny. Jasne, że i bez Portugalczyka mistrzowie powinni byli ograć Crotone i Hellas, ale każdy zespół pozbawiony najlepszego piłkarza wygląda słabiej niż zwykle.

pirloglowneGettyImages-1268303284.jpg
Daniele Badolato - Juventus FC/Juventus FC via Getty Images

BRAK CZASU

Do tego dochodzi jeszcze kwestia terminarza, który jest niesprzyjający zmianom stylu gry nie tylko przed sezonem, ale i w jego trakcie. Po rozegraniu ledwie dwóch meczów piłkarze rozjechali się we wszystkie strony świata z powodu przerwy reprezentacyjnej, która dla Pirlo była praktycznie straconym czasem, bo niemal nikt nie mógł pozostać z nim na treningach w Turynie. Jednym z wyjątków jest Morata, który nie znalazł się w reprezentacji Hiszpanii i w ostatnich tygodniach błyszczał formą. Za tydzień sytuacja się powtórzy. Trwający sezon jest dla wszystkich wyjątkowo specyficzny i trudny. Zwłaszcza że zawodnicy przywożą z reprezentacji zakażenia, które wymuszają u nich przerwy w treningach. To wyjątkowo zły czas do wdrażania nowych idei, dlatego większość klubów zdecydowała się pozostawić na stanowiskach tych samych trenerów, którzy pracowali i w zeszłym sezonie. Juventus nie wybrał łatwej drogi, więc jego szefowie musieli zakładać takie problemy, jakie w pierwszych tygodniach się pojawiły.

TRUDNOŚCI KONTROLOWANE

Z perspektywy turyńskiej nic bardzo niepokojącego na razie się jeszcze nie dzieje. Wygrana z Dynamem sprawiła, że nawet porażka z Barceloną nie waży wiele, bo Juventus powinien spokojnie zapewnić sobie awans do fazy pucharowej Ligi Mistrzów, kupując trenerowi kilka miesięcy spokoju w tych rozgrywkach. Z kolei w lidze Inter, wyglądający przed sezonem na najgroźniejszego rywala, też pogubił już siedem punktów, a naciskające turyńczyków przed sezonem Atalanta i Lazio również nie są bezbłędne. Cztery punkty przed Juventusem jest rewelacyjnie wyglądający Milan, jednak na ten moment trudno przewidywać, że gracze Stefano Piolego już teraz będą się bili o mistrzostwo. Nawet jeśli Zlatan Ibrahimović tradycyjnie pohukuje w tym kierunku, celem mediolańczyków jest powrót do Ligi Mistrzów, czyli skończenie sezonu w najlepszej czwórce. Sytuacja Juventusu wyglądałaby zupełnie inaczej, gdyby Inter miałby dziś komplet punktów. Wtedy w każdym meczu drużyna Pirlo zaczynałaby już być pod presją. Na razie wszystko jest pod kontrolą. Ale w tak dużym klubie nawet dla tak wielkiej postaci to czasem bardzo złudne poczucie. Im więcej tygodni będzie mijać od obrony pracy dyplomowej i tamtego obiecującego meczu z Sampdorią, tym bardziej tamten czar świeżości będzie się zacierać. A na temat tego, co jego drużyna pokazała w kolejnych tygodniach, trener Juventusu w czasach kariery piłkarskiej powiedziałby pewnie: „Pirlo is not impressed”.

Podziel się lub zapisz
Michał Trela
Prawdopodobnie jedyny człowiek na świecie, który o Bayernie Monachium pisze tak samo często, jak o Podbeskidziu Bielsko-Biała. Szuka w Ekstraklasie śladów normalności. Czyli Bundesligi. W newonce.sport autor sobotniego cyklu Z nogą w głowie i poniedziałkowej rubryki Centrostrzał.