Pierwszy taki koniec sezonu. Iga Świątek i Hubert Hurkacz ruszają na podbój tenisowych finałów

Zobacz również:Wszystko w cieniu Novaka Djokovicia. Historyczne US Open przed nami?
Iga Świątek - WTA Finals
Fot. Hector Vivas/Getty Images for WTA

Zwycięstwo Agnieszki Radwańskiej czy finał Wojciecha Fibaka sprawiają, że polski tenis nie narzeka na brak dobrych wyników w corocznych finałach sezonu ATP i WTA. Jednak takiej sytuacji jak w tym roku jeszcze nie mieliśmy. Po raz pierwszy w historii aż dwójka singlistów – Iga Świątek i Hubert Hurkacz – zakwalifikowała się do ostatniego z ważnych turniejów w roku kalendarzowym. I nie musi być tam bez szans.

Świątek i Hurkacz do swoich finałów (odpowiednio w Guadalajarze i Turynie) awansowali po zupełnie innych sezonach. Iga po prostu nie schodziła poniżej pełnego poziomu. W turniejach wielkoszlemowych nie dotarła dalej niż do ćwierćfinału, ale też i nie odpadała wcześniej niż na początku drugiego tygodnia. W dodatku w świetnym stylu wygrała turnieje w Rzymie i Adelajdzie. Z kolei Hubert nazbierał punkty kilkoma mocniejszymi „wystrzałami” formy – półfinałem Wimbledonu, zwycięstwem w Miami, półfinałem w kończącym klasyfikację turnieju w Paryżu oraz pomniejszych triumfach w Metz czy Delray Beach. Do zwycięstwa w specyficznie rozgrywanym turnieju finałowym potrzeba będzie jednak formy w odpowiednim momencie.

FAWORYTKI BRAK

Szczególnie, że u kobiet trudno wskazać wyraźną faworytkę całych zawodów. Z turnieju wycofała się Ashleigh Barty, a wśród pozostałej ósemki są zaledwie dwie tenisistki, które w tym roku dochodziły do finałów wielkoszlemowych – Czeszki Barbora Krejcikova (tytuł French Open) i Karolina Pliskova (finał Wimbledonu).

Wahania formy i wyników są najlepszym dowodem na to, jak nieprzewidywalny był to sezon dla pań. Anett Kontaveit, która zakwalifikowała się jako ostatnia, w tym sezonie nie doszła dalej niż do trzeciej rundy w żadnym Wielkim Szlemie, a swoje sukcesy odnosiła głównie w pomniejszych turniejach. Jednak czy zdziwiłoby nas to, gdyby wygrała turniej finałowy? W teorii powinno, a w praktyce… nie takie rzeczy widzieliśmy w kobiecym tenisie w ostatnich latach. Szczególnie że Kontaveit właśnie ograła Krejcikovą w meczu otwarcia. Czołówka, szczególnie bez Barty i Naomi Osaki, bardzo mocno się „wypłaszczyła”.

To w teorii powinno być dobrą wiadomością dla Świątek, która w fazie grupowej WTA Finals trafiła na Arynę Sabalenkę, Marię Sakkari i Paulę Badosę. Gorszą wiadomością jest to, że z Sakkari i Badosą Polka jeszcze nie wygrała, a z Sabalenką zagra po raz pierwszy. Wspominane wyżej Czeszki, z którymi na korcie Polka czuje się lepiej (6-0, 6-0 z Pliskovą w Rzymie zostanie zapamiętane na bardzo długo) trafiły do grupy z Kontaveit i Garbine Muguruzą.

Charakterystyczna dla turnieju finałowego faza grupowa nie wymaga jednak samych zwycięstw. Dość powiedzieć, że Agnieszka Radwańska wygrywając turniej w 2015 roku w grupie wygrała… jeden mecz. Iga Świątek raczej nie będzie liczyć na podobny łut szczęścia, ale fakt, że jedna porażka niczego nie przekreśla na pewno będzie motywujący. Turniej zaczyna od meczu z Sakkari, która wyeliminowała ją z tegorocznego French Open.

Na co stać Igę? Trudno jednoznacznie stwierdzić i to nie tylko przez „wypłaszczenie” czołówki kobiecego tenisa, ale także przez fakt, że w tego typu turnieju, gdzie gra się wyłącznie ze światową czołówką, Polki jeszcze nie widzieliśmy.

JAK NIE DJOKO, TO KTO?

U mężczyzn sytuacja jest całkowicie inna. W tym sezonie sprawa jest prosta – jeśli Novak Djoković gra w zawodach, to on jest głównym faworytem. Trzy wygrane szlemy i w zasadzie tylko jedno szybkie opuszczenie ważnego turnieju – w Monte Carlo, gdzie odpadł w 1/8 finału. We wszystkich pozostałych albo robił bardzo duże punkty, albo nie startował. Wszystko podporządkowane było odpowiedniemu zarządzaniu siłami i zdobyciu Klasycznego Wielkiego Szlema. To się ostatecznie nie udało, ale Serb i tak jest wyraźnie najlepszym zawodnikiem sezonu. Jednak to, czy potwierdzi to w ostatnim turnieju, to już zupełnie inna kwestia.

Jeśli nie on, to kto? Odpowiedzią na to pytanie powinien być prawdopodobnie Danił Miedwiediew. Jako jedyny pokonał Djokovicia w turnieju wielkoszlemowym, nie pozwalając mu osiągnąć głównego celu na ten sezon. To on był też z Serbem w finale w ostatnim turnieju w Paryżu i na ten moment wydaje się być numerem dwa światowego tenisa. Naszą stawkę faworytów zamknęliby Alexander Zwieriew i Stefanos Tsitsipas, bo to oni zdawali się być w tym sezonie najrówniejsi (poza pierwszą dwójką).

Nie zmienia to jednak faktu, że szanse na zwycięstwo mają wszyscy, łącznie z Hubertem Hurkaczem, który w Paryżu walczył z Djokoviciem jak równy z równym do ostatnich piłek spotkania. Hubert miewa wahania formy, ale momenty wystrzału – jak widać – są w stanie nawet zagrozić Djokoviciowi. Może być to ciekawa historia w fazie grupowej (która dopiero będzie rozlosowana), a jeśli udałoby się z niej wyjść to dobrze wiemy, jak Hubert potrafi się nakręcić. Bardzo długo walczył o możliwość zagrania w najlepszej ósemce sezonu, a gdy mu się to ostatecznie udało – cieszył się niemniej niż z półfinału Wimbledonu. Takie spełnione marzenie powinno być tylko dodatkowym bodźcem do jak najlepszych wyników.

Co ciekawe, z całą siódemką Hurkacz zagrał do tej pory pięć spotkań – ostatnie z Djokoviciem oraz… cztery z Tsitsipasem. Wszystkie przegrał, jednak finały będą idealnym miejscem na ewentualny rewanż i przyzwyczajenie się do całej reszty światowej czołówki. Patrząc też na szczęście obu panów do siebie trudno sobie wyobrazić, żeby nie trafili razem do grupy.

Jako kibice naszej debiutanckiej dwójki możemy podchodzić do tego turnieju z dużą nadzieją. Pierwszy raz mamy aż dwoje tenisistów regularnie grających i znajdujących się pośród najlepszych. Świątek i Hurkacz faworytami zdecydowanie nie są (choć u kobiet to jest po prostu jedna wielka loteria, jeśli chodzi o przewidywanie), jednak wystarczy sobie przypomnieć, co myśleliśmy sobie po zwycięstwie Agnieszki Radwańskiej sześć lat temu – jaka pustka będzie w polskim tenisie, kiedy „Isia” odejdzie? Tymczasem pustka została momentalnie wypełniona.

ATP i WTA Finals będą idealnym doświadczeniem i dla Świątek, i dla Hurkacza, który dopiero zaznajamia się z realiami pierwszej dziesiątki rankingu. Możemy być przekonani, że niezależnie od wyniku ten turniej zaprocentuje na przyszłość. A przecież nikt nie mówi, że tylko na doświadczeniu się zakończy.

Podziel się lub zapisz
Uniwersalny jak scyzoryk. MMA, sporty amerykańskie, tenis, lekkoatletyka - to wszystko (i wiele więcej) nie sprawia mu kłopotów. Pisze dla newonce.sport, a w newonce.radio odwiedza audycję NFL Po Godzinach.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.