Pierwszy dzień po końcu świata. „Zaczyna się życie w erze post-Messi i musimy się odnaleźć”

Zobacz również:Memphis Depay działa na wyobraźnię. Uczucie z Barceloną od pierwszego wejrzenia
FC Barcelona v Arsenal - Pre-Season Friendly
Fot. David Ramos/Getty Images

Katalońscy kibice płaczą pod Camp Nou, winiąc wszystkich dookoła, koszulki Leo Messiego nadal są w sprzedaży i przeważają w klubowych sklepach, a prezydent Joan Laporta wychodzi na konferencję prasową i mówi: nie mogliśmy zrobić absolutnie nic, Barcelona leży finansowo, bo płaci za pensje więcej, niż zarabia, witamy w erze post-Messiego. Pokolenie Z nie zna rzeczywistości bez Argentyńczyka w Barcelonie, dlatego w świecie futbolu zaczyna się nowa epoka. Nie chciała tego Blaugrana, nie chciał sam piłkarz, ale klub załamałby się ekonomicznie, gdyby ponownie zatrudnił najlepszego zawodnika w dziejach Barcy. Prawo na to nie pozwalało. Oto, co do powiedzenia w temacie pożegnania Messiego miał Joan Laporta.

Jeszcze przed chwilą wydawało się to niemożliwe, ale prezydent Barcelony rozwiał wszelkie wątpliwości. Przypomniał, w jak tragicznej kondycji finansowej znajdują się Katalończycy, jak mocno klub pędzi w przepaść i uzmysłowił, że zatrudnienie Leo Messiego byłoby nie do dźwignięcia, nawet mimo dobrej woli Argentyńczyka i zgody na obniżki czy rozłożenie wynagrodzenia. Oto najważniejsze wypowiedzi prezydenta Blaugrany, którymi tłumaczy pożegnanie z najwybitniejszym graczem w dziejach klubu.

Joan Laporta:

– Muszę wyjaśnić, co stało się z Messim. Zastaliśmy w klubie okropne spadki finansowe. Audyt uzmysłowił nam jeszcze bardziej, o jak złej sytuacji mówimy. Pensje dzisiaj wynoszą tyle, ile całkowite przychody klubu. A to oznacza, że nie mamy żadnego pola manewru z płacami. Realia są znacznie gorsze, niż nas ostrzegane i niż pierwotnie zakładaliśmy na bazie dostępnych dokumentów. Straty są znacznie wyższe, niż się spodziewaliśmy, a co za tym idzie zadłużenie klubu. Zablokowało nas Finansowe Fair Play.

– Jedynym rozwiązaniem na przeskoczeniem Fair Play, było opowiedzenie się za kontraktem proponowanym przez LaLiga. On jednak zastawia część pieniędzy z praw telewizyjnych przysługujących Barcelonie przez następne 50 lat. I nie mógłbym na to przystać ani zrobić tego instytucji ze 122-letnią historią. To wyjście ponad kluby i piłkarzy, nawet najlepszego w historii, któremu będziemy dozgonnie wdzięczni. Zatrudnienie Messiego wiązało się z ryzykiem, które byliśmy w stanie podjąć. Ale audyt pokazał nam, że narazilibyśmy całą Barcelonę. Nie mamy żadnego pola manewru ani marginesu do dyspozycji. Poprzednie władze przekroczyły wszelkie możliwe limity.

– Leo chciał zostać i my tego chcieliśmy, ale nie było już czasu na naprawę sytuacji. Nie chcieliśmy zaakceptować operacji proponowanej przez ligę, bo nie widzimy w niej żadnego interesu dla dobra Barcelony. Negocjowaliśmy długo, ale przyszedł czas, kiedy trzeba odłożyć emocje na bok. Myśleliśmy, że LaLiga będzie wobec nas bardziej elastyczna, wierzyliśmy w to, ale jej zasady na to nie pozwalają. Naszym zdaniem Leo zasługuje na wszystko, aby tu zostać.

– Teraz niestety zaczyna się nowa era. Nie będę wam tworzył złudnych nadziei, że sytuacja się odwróci. Nie będziemy w stanie tego zrobić. Co dalej? Powiedzieli nam w trakcie negocjacji, że Messi ma inne propozycje. My mieliśmy swój limit czasowy, bo zaraz startują rozgrywki. On też potrzebuje czasu, aby przemyśleć inne rozwiązania i znaleźć sobie nową drogę.

– Mieliśmy dogadane porozumienie z Messim na dwa sezony z rozłożonymi płatnościami na pięć lat. On bardzo ułatwiał nam rozmowy, zawsze widzieliśmy jego dobrą wolę i chęć dogadania się. Bardzo nam pomagał. To, co wypracowaliśmy, mieściło się w naszych możliwościach, ale w Hiszpanii nie obowiązuje kryterium gotówki, tak jak w innych krajach, dlatego limity płacowe wszystko zablokowały. Chcieliśmy, aby jego pożegnanie nastąpiło za dwa lata, ale musimy przystosować się do ery post-Messi już teraz. LaLiga powiedziała nam, że jedynym rozwiązaniem jest ta umowa z CVC, czyli pożyczka gotówki w zamian za zastawienie klubu na 50 lat.

– Aby uzmysłowić wam sytuację, dla nas zakontraktowanie piłkarza za 25 mln euro rocznie oznacza konieczność pozbycia się wydatków na poziomie 100 mln. Ten stosunek wynosi 1 do 4. Musimy bardzo mocno pracować nad obniżkami pensji, niektórzy się zgadzają, ale to nie jest takie proste. Jesteśmy w bagnie i na bardzo ryzykownej pozycji negocjacyjnej. To wszystko wymaga czasu.

– Kiedy pytacie mnie, dlaczego przybyli Kun, Memphis czy Emerson, to dlatego, że zaakceptowali warunki, które klub bardzo powinien docenić. To nie są porównywalne pieniądze z tymi, o jakimi mówimy w kontekście Fair Play i Leo Messiego. Od teraz pojawia się dodatkowa motywacja. Bardziej niż kiedykolwiek musimy się postarać i oczekiwać wysokiego poziomu, aby podjąć wyzwanie Barcelony bez Messiego i nadal odnosić sukcesy oraz gwarantować radość.

– W czasach pandemii nie możemy pożegnać Messiego tak, jak na to zasługuje. Chcielibyśmy oddać mu najpiękniejszy hołd na wypełnionym stadionie, ale okoliczności są jakie są i na razie to niemożliwe. To powód ogromnego smutku i rozczrowania, bo Leo po prostu się to należy.

– Powiem jeszcze raz, że zrobiliśmy więcej, niż było w ogóle możliwe, aby zatrzymać Messiego. Wszystko z nim dogadaliśmy, chęć podpisu była z obu stron, ale zablokowały nas przepisy LaLiga. Nie jesteśmy w stanie tego przeskoczyć, aby go zarejestrować. Musimy przyzwyczajać się do ery post-Messi.

– Mieliśmy mniej niż 6 miesięcy na reakcję. Ale to, co nam przedstawiono w klubie po poprzednikach, a jaka okazała się rzeczywistość to dwie różne rzeczy. Było o wiele gorzej, niż zakładaliśmy w najgorszych scenariuszach. Już było źle, ale prawda jest znacznie gorsza. Tak fatalnej kondycji się nie spodziewaliśmy.

– Nie zamierzam nikogo szantażować. W operacji proponowanej przez LaLiga dostajemy pieniądze, 15 procent z nich idą na pensje, ale to też nie rozwiązałoby w pełni naszej sytuacji. Nawet gdybyśmy dokonali jakichś wariactw, problem nadal by istniał. Jest wiele umów, których nie możemy zerwać jednostronnie, a zostały podpisane znacznie wcześniej. Nie wypowiemy ich, bo to mogłoby się skończyć w sądzie.

– 2 dni temu doszedłem do wniosku, że nie przeskoczymy tego problemu. Wczoraj odbyły się nasze ostatnie rozmowy z ojcem Leo, bo nie możemy nic więcej zrobić. Liczyliśmy na więcej elastyczności ze strony ligi, ale to nie do przeskocznia. Wielomiesięczne rozmowy z Messim się skończyły. On też jest zły, bo musi odnaleźć się w nowej rzeczywistości. To zawsze będzie jego dom, życzymy mu jak najlepiej.

– Nawet bez kontraktu Leo Messiego, nasze pensje stanowią 95 procent przychodów całego klubu. Stanem rekomendowanym, do jakiego będziemy dążyć, jest 60 procent. Nasze obliczenia wskazują, że będziemy mogli zarejestrować jeszcze innych piłkarzy.

– Oczekiwaliśmy, że nasze straty za poprzedni sezon wyniosą około 200 milionów euro. Rzeczywistość pokazała, że na poprzednim sezonie jesteśmy stratni 487 mln euro.

Podziel się lub zapisz
Uwielbia opowiadać o świecie przez pryzmat piłki. A już najlepiej tej grającej mu w duszy, czyli latynoskiej. Wyznaje, że rozmowy trzeba się uczyć, stąd audycja La Polémica. Pasjonat futbolu i entuzjasta życia – w tej kolejności, pamiętajcie.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.