Piękna rozmowa o cierpieniu, jakie niosą ze sobą rasizm i nienawiść. Zapraszają Ian Wright i Alan Shearer

fot. Steven Paston/PA Images via Getty Images

Świat angielskiej piłki ma coraz mocniej dość bezkarności internetowych trolli. Na znak protestu piłkarze bojkotują media społecznościowe, które stały się ważną częścią ich wizerunku i karier. Nie wierzę w to, że tego typu akcje spowodują zmianę w ludziach. Ale chętnie słucham mądrych osób. Poruszające są słowa Iana Wrighta, który podczas spotkania przy herbacie z Alanem Shearerem wspaniale mówi o swoich lękach.

W kuchni najlepszego snajpera w erze Premier League Wright zawsze może liczyć na kubek gorącej herbaty. Ale zanim dwaj znakomici napastnicy sprzed lat, dziś eksperci telewizyjni, napiją się gorącego naparu, chcą pogadać o ważnej rzeczy – rasizmie. Obejrzyjcie tę rozmowę, koniecznie.

„Online abuse” – jak Anglia określa te zachowania w sieci, jakie zadają ludziom ból, to dziś jeden z najważniejszych problemów futbolu. Niestety, właściciele potężnych platform z mediami społecznościowymi niewiele robią w tym kierunku, by oczyścić świat, który stworzyli.

PRZEMOC DOMOWA

Przekaz Wrighta trafia do mnie podwójnie, bo kojarzę go z błyskotliwym, wiecznie uśmiechniętym facetem, posiadającym niesamowitą energię. Uwielbiam go słuchać, to jedna z tych osób, których możesz kompletnie nie znać, ale czujesz całym sercem, że są w porządku.

Ian miał piękną piłkarską karierę, ale bardzo trudne dzieciństwo. W dokumencie BBC opowiada, jak ojczym znęcał się nad matką, a on sam czuł się bezużyteczny i bezradny. Dzieci z takich domów mogą pójść dwiema ścieżkami: powielać schematy lub zupełnie je złamać. Wrighta uratował sport. Widząc wzajemną nienawiść rodziców do siebie, przemoc psychiczną i fizyczną, zdecydował, że postawi na miłość i dobro.

Na Merritt Road w południowym Londynie warunki do życia były kiepskie. Ludzie gnieździli się w jednym pokoju, nie dało się stamtąd uciec przed demonami. Ian najczęściej patrzył na pomarańczową tapetę, starając się nie odwrócić w stronę, z której dobiegały krzyki.

Ojczym nie pozwolił mu oglądać magazynu „Match of the Day”, tego samego, w którym potem sam Ian miał występować, jako podziwiana gwiazda futbolu, po wspaniałej karierze. Do dziś czołówka programu z charakterystyczną muzyką budzi w nim dziwne nastroje i wywołuje duchy z przeszłości.

ŚWIAT BEZPRAWIA

Przemoc rodzi przemoc, więc biła go także matka. Wybaczył jej, by móc żyć dalej, usunąć choć część starych ran. Kary cielesne nie bolały chłopaka tak bardzo, jak słowa. Mama powtarzała mu, że powinna go była usunąć, zanim się urodził. Sprawiła tym samym, że zaczął przed snem fantazjować o tym, iż jego prawdziwi rodzice pewnego dnia go uratują. Bo przecież ci, z którymi mieszkał, nie mogli nimi być, prawda?

– Liczyłem na to, że pewnego dnia ktoś stanie w drzwiach i powie: czy możemy dostać naszego synka z powrotem? – wspomina.

Nie dziwi zatem, że Wright, już jako dorosły mężczyzna, czuje ból, gdy czyta o sobie okropne rzeczy. Podkopane dawno temu poczucie własnej wartości daje znać o sobie. Ian wyznał Alanowi Shearerowi, że każdego dnia dostaje wiadomości o strasznej treści. Jedną z nich z bólem zacytował. Chciałby walczyć, ale nie wie jak. Rozumiem go. Spróbujcie kiedyś zgłosić kogoś, kto was nęka, czy obraża – będziecie musieli dostarczyć nie wiedzieć ile dowodów. Procedura jest tak upierdliwa, że w końcu odpuścicie. Tama będzie otwarta dla ścieku. Litera prawa rzadko wpada do tego świata.

SAMO HASŁO TO ZA MAŁO

Wspaniale słucha się Wrighta i Shearera. Nie pouczają, jak politycy. Nie mają gotowych rozwiązań. Po prostu się zastanawiają, a pytanie, które wisi w powietrzu, brzmi: dlaczego? Najważniejsze jest jednak to, by mówić głośno. Wright uważa, że każdy biały zawodnik lub trener, angażujący się w walkę z rasizmem, czy to jest Steven Gerrard, czy Ben Mee z Burnley, czy Jordan Henderson, czy wreszcie Shearer, robi dla sprawy coś wielkiego.

Czasem celem jest ktoś o kolorze skóry, którego nie toleruje biały nastolatek z Middlesbrough, innym razem chodzi o kobietę, jak Karen Carney, ale nie próbujcie szukać klucza – każdy może w tej zabawie dostać gównem w twarz.

Przeczytałem gdzieś, chyba na Instagramie Stana Collymore’a, że bez poważnych akcji i konsekwencji problem nigdy nie zniknie, a po takiej przerwie ataki mogą się nasilić. Zgadzam się z taką tezą. Ich wzrosty w ostatnich dwóch latach szacuje się na ponad 300 procent, kreatur przybywa, to wirus, który toczy tkankę społeczną równolegle z Covidem.

„No Room For Racism” – to hasło, które pięknie brzmi, sęk w tym, że w jego moc ochronną nie wierzą obrażani piłkarze. Wright czuje, że teraz nadchodzi ważny moment, gdy do bojkotu wszystkich ordynarnych zachowań dołączyli Książę William i Lewis Hamilton. Wierzy w to, że da się edukować ludzi, by ci potem nie wysyłali mu wiadomości o treści „Black Lives Don’t Matter”. Nie ukrywam, że słuchałem tej opowieści o naszych czasach z trudem. Staliśmy się ohydnym gatunkiem.

Pierwszy raz widziałem Wrighta tak poważnego. Wstrząśniętego skalą problemu człowieka, który w sumie mógłby zamknąć się w swojej twierdzy, wygodnym świecie eksperta telewizyjnego, bogatego mężczyzny, i nie zwracającać uwagi na jakieś internetowe wpisy. Ale to byłby właśnie największy błąd. Odpuszczenie.

Podziel się lub zapisz
Czasem pisze – w poniedziałki Futbolowa Gorączka, a w piątki Tygodniówka na newonce.sport, a czasem gada – w poniedziałki w Kick Off, w czwartki w Futbol i Cała Reszta w newonce.radio. Liga angielska jest najlepsza na świecie. Amen.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.