Pięć lat po Dembele. Dlaczego tak trudno rozmawiać z Bayernem o Lewandowskim

Zobacz również:Piłkarz z własną podobizną na plecach. Leroy Sane — nowa ekstrawagancja Bayernu
Oliver Kahn
Stefan Matzke - sampics/Corbis via Getty Images

Monachijski opór przed sprzedażą najlepszego strzelca jest powszechnie interpretowany jako strategia negocjacyjna. Jest jednak czymś więcej. To próba zachowania pielęgnowanego od lat wizerunku klubu, który nie daje się wodzić za nos.

Ciągnąca się tygodniami sprawa transferu gwiazdy Bundesligi do Barcelony, próba stawiania oporu ze strony działaczy, prowokacyjne wypowiedzi agenta, odrzucane kolejne oferty, strajk samego zawodnika. Pięć lat temu całe Niemcy żyły przeprowadzką Ousmane’a Dembele z Borussii Dortmund na Camp Nou. Całe Niemcy, nie wyłączając Ulego Hoenessa, który ma zdanie na każdy głośny temat i nigdy nie waha się go wygłosić. Ówczesny prezydent Bayernu Monachium stwierdził: “Nie puściłbym Ousmane’a Dembele. Widzieliście kiedyś, żeby jakiś piłkarz wodził Bayern za nos? No, ale my nie jesteśmy, w przeciwieństwie do BVB, notowani na giełdzie, więc możemy czasem odrzucić ofertę nawet za sto milionów euro”. Jeśli “Bild” nie myli się w poniedziałkowych informacjach, otoczenie Lewandowskiego najbardziej obawia się weta Hoenessa. Wie, co mówi. Akurat jego “nie”” faktycznie może oznaczać, że nie.

Jeśli mówi się często, że Bayern nie prowadzi polityki takiej, jak każdy inny wielki klub w Europie, nie ma w tym przesady. Przyczyn jest wiele. Od specyficznych dla Bundesligi uwarunkowań właścicielskich, przez sprawy historyczne – kiedy Real Madryt miał na koncie kilka Pucharów Europy, Bayernu jeszcze nie zaproszono nawet do Bundesligi, po polityczne, które sprawiają, że monachijczycy muszą się tłumaczyć ze związków z krajem Bliskiego Wschodu, a w Paryżu, Manchesterze i Newcastle się z tego śmieją. Ani nie jest odwieczną potęgą, bo przez pierwsze 70 lat istniał jako jeden z wielu zwyczajnych klubów, ani nie został przez nikogo sztucznie dopompowany, bo do bogactwa i potęgi doszedł organicznie. I wiedząc, jak trudna to była droga, na wiele zjawisk, które uznaje za nie fair, reaguje alergicznie. A że bogactwo i potęgę Bayernu budował organicznie w dużej mierze Uli Hoeness, u niego alergia widoczna jest najsilniej.

Podziel się lub zapisz
Prawdopodobnie jedyny człowiek na świecie, który o Bayernie Monachium pisze tak samo często, jak o Podbeskidziu Bielsko-Biała. Szuka w Ekstraklasie śladów normalności. Czyli Bundesligi. W newonce.sport autor sobotniego cyklu Z nogą w głowie i poniedziałkowej rubryki Centrostrzał.
Komentarze 0