Piast daje lekcje ekonomii. Inwestycje z szybkim terminem zwrotu

Zobacz również:CENTROSTRZAŁ #3. Odwaga pionierów. O nieoczywistych kierunkach transferowych
Pilka nozna. PKO Ekstraklasa. Piast Gliwice. Damian Kadzior. 19.07.2021
Fot. Irek Dorozanski

To aż szokujące, że napastnik pokroju Jakuba Świerczoka nigdy nie grał w topowym polskim klubie. Kiedy został drugim najlepszym atakującym ekstraklasy, to Piast Gliwice wyłożył na jego wykup rekordowy milion euro, ale z pełną świadomością, że prędko odzyska zainwestowane pieniądze. Okazuje się, że przy transferze do japońskiego Nagoya Grampus nawet dwukrotnie więcej. Świerczok idzie w świat, a Piast powtarza manewr z Damianem Kądziorem, ponownie uprzedzając konkurencję. Można opowiadać, że inni z czołówki go nie chcieli, nie byli zdecydowani, nie pasował do koncepcji, ale na końcu po prostu to gliwiczanie znów wyjdą na plus.

Jednymi z bardziej uwierających problemów polskiej piłki jest brak pieniędzy, a jeszcze bardziej niegospodarność. Czasem jednak potrzeba funduszy, aby zyskać ze znaczącą przebitką, zaryzykować z jakimś transferem, gdzie ocena ryzyka jest niewielka. Artur Płatek żalił się, że nie mógł zatrzymać Georgiosa Giakoumakisa w Górniku Zabrze, bo to był koszt rzędu 200 tysięcy euro. W następnym sezonie Grek zdobył 26 bramek w holenderskiej Eredivisie, trzy dołożył w pucharze i teraz kosztuje kilka milionów.

Piłka nie jest prostą matematyką i czasem można się sparzyć, ale są ruchy, które wyglądają na gwarancję sukcesu. Tak było z Jakubem Świerczokiem, autorem 15 bramek i 3 asyst w minionym sezonie ekstraklasy. 28-latek nie tylko dodawał lidze kolorytu, imponował bezczelnością oraz pewnością siebie, ale też był bohaterem kluczowych momentów. Żaden inny gracz w lidze tak często nie zdobywał pierwszej bramki w meczu. Świerczok nie dokładał nogi przy załatwionych spotkaniach, tylko przerywał nudne, schematyczne, zamknięte zawody. Czasem niewiarygodnym dryblingiem, innym razem strzałem z daleka. Ale przez wiele miesięcy dało się odczuć, że umiejętnościami przerasta poziom rozgrywek.

Słowa uznania należą się Waldemarowi Fornalikowi, bo zarządzać takim piłkarzem nie jest łatwo. Pewnie wielokrotnie testował cierpliwość trenera, ale też potrafił odpalić rakietę w dniu urodzin menedżera i podbiec do niego z życzeniami urodzinowymi po pięknym trafieniu. Od razu dało się odczuć, że to napastnik potrzebny Lechowi, potrzebny Legii, a przynajmniej z umiejętnościami, by wykręcać w tych drużynach podobne wyniki strzeleckie.

Kariera Świerczoka jest historią wzlotów i upadków, bo przecież czekała go wielka przyszłość w Kaiserslautern, ale też dawał sobie ostatnią szansę w Tychach na zapleczu ekstraklasy, później ruszał podbijać Łudogorec, wracał odbudowywać wartość w Gliwicach, aż wylądował na mistrzostwach Europy z reprezentacją Polski. Nic dziwnego, że w czerwcu, jeszcze przed startem Euro 2020, Piast wykupił 28-letniego napastnika za milion euro. Nawet jeśli wcześniej w historii nikt nie kosztował nawet połowę tej kwoty, wiedzieli, że to się opłaci.

Aż dziwne, że nikt nie chciał przebić klubu z Okrzei, skoro ten ruch wyglądał na pewne pieniądze. Piast miał to zagwarantowane w umowie wypożyczenia, wystarczyło aktywować klauzulę, lecz przygotował się na to zawczasu i wykorzystał potencjał Świerczoka. A jednak mamy do czynienia z wyróżniającym się polskim napastnikiem, który grając regularnie, jeszcze nie skończył sezonu w ekstraklasie powyżej 6. miejsca.

Piast uczy, jak piłkarzy odbudowywać, myśleć o przyszłości i wykorzystywać możliwości. Są niemal skazani na to, że rok w rok będą oddawać wyróżniających się graczy, lecz mogą robić z tego użytek. Można powiedzieć, że nauczyli się również kończyć z sinusoidą, bo po historycznym mistrzostwie Polski zdobyli kolejno brązowy medal, a ostatnio 6. miejsce w ekstraklasie. Dopasowali się do górnej połowy tabeli i samymi transferami aspirują, aby nie schodzić z pewnych standardów. Tak jak ze Świerczokiem, na którego wyłożyli milion euro – zawrotne w skali klubu, jak i całej ligi – by zarobić podwójnie ledwie po miesiącu.

Kolejnym takim ruchem może być sprowadzenie 6-krotnego reprezentanta Polski Damiana Kądziora. Co prawda odbił się od hiszpańskiego Eibar, chociaż nieźle pokazał się z Barceloną, ale jeszcze przed chwilą dwukrotnie był najlepszym asystentem ligi chorwackiej. Od tygodni żyliśmy w przekonaniu, że wyląduje w Lechu Poznań albo innym zespole o pucharowych aspiracjach, aż w błyskawicznym tempie dogadał się i podpisał kontrakt w Gliwicach. „Jestem bardzo szczęśliwy, że to właśnie Piast był najbardziej konkretny spośród wszystkich klubów, nie tylko polskich, z którymi rozmawialiśmy” – powiedział 29-letni skrzydłowy.

I naprawdę nie będzie szokiem, jeśli Piast znów wyjdzie na tym ruchu korzystnie. Niemal na pewno zainwestował w jakość piłkarską na skrzydłach, a sama kwota – bo mówi się o pół miliona euro – też powinna się zwrócić przy udanym sezonie pomocnika z Białegostoku. Z jego europejskim doświadczeniem, obyciem oraz głodem pokazania się może aspirować do miana jednego z kreatywniejszych piłkarzy ekstraklasy. I może na końcu Lech sprowadzi kogoś taniej albo trafi z jeszcze lepszym zawodnikiem, ale na dzisiaj to Piast wziął przed startem ligi bardzo głośne nazwisko i do tego w kwiecie wieku. Z perspektywy Kądziora nawet sam powrót może trochę dziwić, ale zakładamy, że dla niego najważniejsza była regularna gra w piłkę.

Piast choć zwykle kojarzył się z obracaniem w stosunkowo niewielkich realiach ekonomicznych, tym razem podjął ryzyko i pokazuje rozmach. Za to należą się pochwały, bo nie ma innej drogi do przeskakiwania pewnych barier i skracania dystansów. Jednorazowe mistrzostwo jeszcze o niczym nie świadczy, tylko właśnie pozostanie w czołówce na dłużej będzie dla Gliwic prawdziwą miarą sukcesu. A co jak co, ale akurat w dawanie drugiego życia jak najbardziej potrafią: potwierdzą to Jakub Czerwiński, Tomasz Jodłowiec, Jakub Świerczok czy inni, których już w Gliwicach nie ma.

Podziel się lub zapisz
Uwielbia opowiadać o świecie przez pryzmat piłki. A już najlepiej tej grającej mu w duszy, czyli latynoskiej. Wyznaje, że rozmowy trzeba się uczyć, stąd audycja La Polémica. Pasjonat futbolu i entuzjasta życia – w tej kolejności, pamiętajcie.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.