Pewność, siła, dominacja. Iga Świątek w formie, którą już gdzieś widzieliśmy

Zobacz również:Kiedyś to było! Nie, teraz to jest. Jak najgorszy rok stał się najlepszym (FELIETON)
Iga Świątek
Fot. Adam Pretty/Getty Images

Sukcesy na kilku polach wielkoszlemowego turnieju to coś, czego jeszcze niedawno po polskich tenisistach byśmy się nie spodziewali. Tymczasem Iga Świątek kroczy tą samą drogą, którą przeszła w ubiegłorocznym French Open i wszystko to zaczyna wyglądać w coraz bardziej znajomy nam sposób.

Od poprzedniego szlema na kortach Rolanda Garrosa minęło znacznie mniej czasu niż zazwyczaj, bo z racji pandemii French Open 2020 było rozegrane pod koniec roku. Wtedy Świątek była sensacją, dla wielu jednorazowym wyskokiem, który trudno będzie powtórzyć. Od tamtej pory jednak Polka wygrała już między innymi turnieje w Adelajdzie i Rzymie, gdzie po trudnym początku tak się rozkręciła, że w finale odprawiła Karolinę Pliskovą bez straty gema.

Był to ostatni sprawdzian przed obroną tytułu w Paryżu i to zdany celująco. We Francji Iga zdecydowała się wystartować nie tylko w singlu, ale też w deblu, w parze z uznaną w tej specjalności Bethanie Mattek-Sands. Amerykanka ma na koncie pięć wielkoszlemowych tytułów w deblu oraz mistrzostwo olimpijskie i kolejne cztery szlemy w mikście, więc grę podwójną przez lata opanowała na naprawdę mistrzowskim poziomie. Młodej Polce takie doświadczenie na pewno się przydaje, szczególnie że nie tylko w szlemach, ale też i na igrzyskach olimpijskich w grze podwójnej (prawdopodobnie mikście z Łukaszem Kubotem lub Hubertem Hurkaczem) zdecyduje się wystartować. To zresztą kolejna próba „podwójnego” sukcesu, bo trzeba pamiętać, że i rok temu, kiedy wygrywała French Open singlowo, doszła do półfinału debla w parze z Nicole Melichar.

Ta mieszanka młodości i doświadczenia sprawiła, że polsko-amerykański debel dotarł już do półfinału. Po drodze trzeba było co prawda bronić siedmiu piłek meczowych w 1/8 finału i odkręcać mecz w znakomity sposób (z 2:5 w decydującej partii), jednak było to spotkanie przeciwko turniejowej „jedynce”, czyli duetowi Su-Wei Hsieh i Elise Mertens. Rok temu mieliśmy sensacyjne zwycięstwo w singlu i deblowy półfinał. Teraz półfinał w parze też już mamy…

A to oznacza, że i w singlu jest coraz lepiej, bo jak już zostało wspomniane – cały turniej zaczyna nam coraz bardziej przypominać ten z jesieni ubiegłego roku. We French Open 2020 Iga nie przegrała nawet seta. Teraz jest podobnie. Świątek ma już w swojej serii aż 22 wygrane z rzędu partie na kortach Rolanda Garrosa, co jest fantastycznym wynikiem na takim poziomie rozgrywek.

Zawody w Rzymie powoli wprowadzały Polkę w grę na kortach ceglanych, ale jak już się z powrotem do tego przyzwyczaiła, to oglądamy dokładnie to samo, co rok temu w Paryżu. Pełna dominacja na korcie, mała liczba błędów i gra na najwyższym poziomie w kluczowych momentach. Poziom, na który nawet dobrze dysponowane rywalki (jak Marta Kostjuk) nie są w stanie wejść. Młoda Ukrainka momentami grała naprawdę znakomicie, ale i to nie wystarczyło, bo Iga wygrała z nią 6:3, 6:4, co dało jej ćwierćfinał.

Świątek, która jest w turnieju rozstawiona z numerem ósmym, pozostaje najwyżej rozstawioną zawodniczką w zawodach. Z różnych powodów, niezależnie od tego czy pozasportowych (Naomi Osaka), zdrowotnych (Ashleigh Barty) lub po prostu gry na korcie (np. Serena Williams) – jej wyżej notowane rywalki z kortami Rolanda Garrosa już się pożegnały, co stawia Polkę w roli głównej kandydatki do tytułu.

Jedną z faworytek była zresztą już przed nim, po znakomitym turnieju w Rzymie i z samego faktu, że na „mączce” jest jedną z najlepszych tenisistek na świecie. Wszem i wobec można przeczytać o słynnym już „pompowaniu balonika”, jednak trudno powiedzieć coś takiego o Świątek. Broni tytułu, jest najwyżej rozstawiona, gra najlepiej, a bukmacherzy już prawie nie chcą płacić za zakłady na jej wygraną w turnieju, mimo że do końca pozostały jeszcze trzy mecze.

Pompowaniem balonika byłoby stwierdzenie, że polscy piłkarze z jakiegoś powodu jadą po ogromny sukces na Euro 2020, bo na razie się na to nie zapowiada. W przypadku Świątek to po prostu realistyczna ocena sytuacji i ten „balonik” nawet nie rośnie. Wiedzą o tym nawet znani przedstawiciele dyscypliny, co prowadzi do ciekawych wymian w mediach społecznościowych.

To oczywiście nie oznacza, że turniej wygra, ani że należy ją wyłącznie krytykować, jeśli jej się to nie uda. Tenis jest dość nieprzewidywalną dyscypliną, szczególnie w wydaniu kobiecym, gdzie od kilku lat nie ma jednego, ani nawet kilku, jak u panów, dominujących nazwisk.

Polka jest faworytką, ale kolejne mecze same się nie wygrają. A jest ich aż trzy, z czego pierwszy przeciwko bardzo dobrze ostatnio grającej Marii Sakkari. Jeśli jednak Świątek zagra na swoim najlepszym poziomie, to chyba możemy być spokojni o pozytywne emocje.

Podziel się lub zapisz
Uniwersalny jak scyzoryk. MMA, sporty amerykańskie, tenis, lekkoatletyka - to wszystko (i wiele więcej) nie sprawia mu kłopotów. Pisze dla newonce.sport, a w newonce.radio odwiedza audycję NFL Po Godzinach.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.