Perfekcyjna dominacja. Świątek wygrywa w Rzymie bez oddania gema!

Zobacz również:Wszystko w cieniu Novaka Djokovicia. Historyczne US Open przed nami?
WTA Rzym: Iga Świątek - Karolina Pliskova
Fot. Clive Brunskill/Getty Images

W slangu tenisowym „rower” oznacza sytuację, w której mamy wynik 6:0, 6:0 i któraś ze stron nie zdobywa ani jednego gema w meczu. Zdarza się to stosunkowo rzadko, zazwyczaj w pierwszych rundach turniejów, gdzie topowi gracze spotykają się ze znacznie niżej notowanymi zawodnikami. Tymczasem Iga Świątek takim właśnie „rowerem” powiozła swoją przeciwniczkę w finale prestiżowego turnieju w Rzymie!

Rywalka Polki, czyli Karolina Pliskova, nie jest zawodniczką, o której powiedzielibyśmy, że znalazła się w finale tego typu turnieju przypadkiem. To były numer jeden rankingu, który w dwóch poprzednich edycjach włoskich zawodów również dochodziła do finału (raz wygrała) i zawodniczka z TOP 10 rankingu. Tym razem jednak nie miała kompletnie nic do powiedzenia na rzymskiej „cegle”. Sama popełniała sporo błędów i nie grała najlepiej, co już byłoby złym znakiem w każdym tego typu finale, a w dodatku miała po drugiej stronie siatki rozpędzony, tenisowy pociąg z Polski.

Świątek grała na poziomie, do którego być może żadna tenisistka dzisiaj nie byłaby w stanie doskoczyć. Mocny serwis, pewność uderzeń, decyzji, zero błędów – wszystko to, co powinno się mieć w takich spotkaniach, było po stronie polskiej tenisistki.

Wyglądało to mniej więcej tak, jak gdyby Igę Świątek przeniesiono z tego pamiętnego dla nas French Open prosto do Rzymu. Identyczna pewność i moc w grze i brak pozwolenia rywalce na cokolwiek. Nawet jeśli Pliskovej już coś wychodziło, to Świątek przebijała to jeszcze lepszym zagraniem chwilę potem. W zasadzie jedyny niedominujący moment przyszedł w trzecim gemie drugiego seta, kiedy Iga musiała bronić dwóch breakpointów. Oczywiście obroniła i wygrała gema chwilę później. Poza tym – absolutna deklasacja.

Kilkanaście oddanych punktów (punktów, nie gemów!) w całym meczu i zdobycie tytułu w 45 minut. Można wybrać tu sobie dowolne słowo oznaczające totalną dominację nad rywalem i perfekcyjną klasę sportową i w tym wypadku na pewno będzie pasowało. Takie rzeczy w tenisie się po prostu nie dzieją. Żeby to zobrazować: w finale turnieju z cyklu WTA 1000 taki wyczyn miał miejsce po raz pierwszy od 1905 roku!

To zwycięstwo daje Świątek pierwszy w karierze tytuł w turnieju z cyklu WTA 1000, a od poniedziałku miejsce w TOP 10 światowego rankingu. Zasłużone, proszę państwa, zasłużone! Choć biorąc pod uwagę, co oglądaliśmy w Rzymie, „TOP 10” w przypadku Polki to i tak znaczne niedopowiedzenie. Iga ma nieograniczony potencjał, a z każdym tego typu osiągnięciem wydaje się, że on nie tyle się wypełnia, co ciągle rośnie.

A już za chwilę French Open na kortach Rolanda Garrosa, w którym Świątek będzie bronić tytułu. Powiedzieć, że próba generalna wypadła znakomicie, to nic nie powiedzieć. Zresztą w ogóle wypadałoby nic nie mówić, bo na tę grę i talent momentami brakuje słów. Po prostu cieszmy się tym wybitnym talentem, bo takiego na polskiej ziemi ze świecą szukać. I to nie tylko w tenisie.

Podziel się lub zapisz
Uniwersalny jak scyzoryk. MMA, sporty amerykańskie, tenis, lekkoatletyka - to wszystko (i wiele więcej) nie sprawia mu kłopotów. Pisze dla newonce.sport, a w newonce.radio odwiedza audycję NFL Po Godzinach.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.